| Czarny PR wśród dziennikarzy |
29-06-2005 20:35 |
Poproszono mnie bym zajrzał na bloga Michała Karnowskiego, dziennikarza politycznego tygodnika Newsweek i zwrócił uwagę, że dziennikarz Newsweeka jako swoją ulubioną stronę www podaje internetową stronę kandydata na prezydenta Zbigniewa Religi. Jaki wniosek z tego wyciągnięto? Promując jego internetową stronę lansuje jego kandydaturę. Opowiada się za Religą. Czyli w swoich artykułach poświęconych kandydaturze Religi nie może być obiektywny. Wskazano także bym zajrzał na stronę Religi, by ujrzeć, iż fragment tekstu współautorstwa Michała Karnowskiego o „miękkim podbrzuszu” senatora Zbigniewa Religi w kontekście taśmy z programu „Nakręcona noc” zamieszczono jako wyjaśnienie niesłusznego ataku na kandydata. Dlaczego redakcja Newsweeka toleruje taki brak obiektywizmu? Co na to mam do powiedzenia? Odpowiedziałem krótko. Każdy twórca, autor jest subiektywny. Nie widzę powodu do tego by odmawiać Michałowi Karnowskiego subiektywnego widzenia świata, kierowania się swoimi upodobaniami, niechęcią w opisywaniu politycznej rzeczywistości. Nie widzę niczego złego w tym, że darzy większą sympatią Zbigniewa Religę niż innych kandydatów na prezydenta RP. Przynajmniej szczerze daje temu wyraz.
Chwile po tej rozmowie napisałem sms-a do Michał Karnowskiego, sugerując, że ma temat – czarny PR wśród dziennikarzy. Od jakiegoś czasu obserwuję szczucie jednych dziennikarzy na drugich, wylewanie pomyj, oskarżanie o łapówki, współpracę ze służbami, pijaństwo, itp. Wszystko to dzieje się w czasie luźnych spotkań, oskarżenia rzucane są niby od niechcenia, konfidencjonalnie. Zazwyczaj z zastrzeżeniem, że to „tylko dla mojej wiedzy”.
Kiedy przystępowałem do dokumentacji filmu pod roboczym tytułem „Dziennikarze”. (Projekt zakończył się na złożeniu i przyjęciu konspektu przez TVP.) Świat polskiego dziennikarstwa malowany przez moich rozmówców, informatorów – dziennikarzy przedstawiał się jako obraz zdegenerowanej korporacji, której jedyną zaletą jest to, że nie pierze swoich brudów publicznie.
|
|
| E-mail z Londynu |
26-06-2005 01:35 |
„Jestem ochroniarzem w Londynie, pracuję tu rok. Chodzę na mecze Chelsea, Millwall. W Polsce kibicowałem Zawiszy Bydgoszcz, tu wspieram ekipę Millwall. W kolejce po bilety spotykam chuliganów z całej Polski (również Arka) w barach sfrustrowanych magistrów robiących kanapki, w autobusie polskich śmieciarzy w zarowiastych kamizelach, w sklepach na Oxford Street polskich ochroniarzy (także w Tesco i Asdzie). Teraz przyjechać może każdy, ale powodem dla którego pisze jest to, ze nikt w Polsce nie wyraża prawdziwych uczuć polskich emigrantów. Premier mówi, że wielka emigracja okazała się fikcją a tymczasem dałbym głowę, że jest tu nas (w Londynie) co najmniej 250 tys. (tyle oficjalnie w całej Anglii). Mieszkam w domu pełnym Polaków, obok jest drugi dom, także pełen rodaków. Na 20 osób w obu domach zarejestrowane są 4 osoby, reszta pracuje na samozartudnieniu. Codziennie spotykam rodaków w autobusie a nie mieszkam w polskiej dzielnicy jak Ealing czy Acton, ale na Leyton (RPA, Turcy i czarni). To my budujemy ten statystyczny spadek bezrobocia, to naszych interesów nie wyraża nikt w Polsce, ale o od nas urząd skarbowy chce drugi podatek za dochody osiągnięte tu. Nie wiem czy ludzie w Polsce zdają sobie sprawę ze skali zjawiska, bo mnie ono zszokowało. (…) Chciałbym, żeby pan wiedział, że spadek bezrobocia i poprawa sytuacji w Polsce to bzdury. Widziałem tu ojców rodzin od Gliwic po Olsztyn, rozwodzących się, płaczących przy wódce i tyrających tu na rodziny, którzy zapłacili za przymusowa emigracje drogo.”
|
|
| Kazik ocenzurowany |
21-06-2005 10:49 |
Ta informacja wpisuje się w to, o czym pisałem wczoraj. Nie ma już mowy o niezależności sądów, opinii, to miraż. Kazik Staszewski zrezygnował z publikowania felietonów w telewizyjnym dodatku „Gazety Wyborczej”. Decyzje podjął po tym, jak odrzucono jego tekst „Zoo jednak działa”. Do trzech razy sztuka, bo to był trzeci tekst odrzucony przez redakcję.
|
|
| Zawieszone za poprawność gramatyczną |
20-06-2005 19:54 |
Chwilami dochodzę do wniosku, że samodzielne myślenie, w ogóle myślenie staje się najmniej pożądane w niektórych mediach. O niezależności redakcyjnej, dziennikarskiej w ogóle coraz rzadziej można mówić. K. dziennikarz Polskiego Radia, zadzwonił do mnie opowiadając, że teraz można być zawieszonym za „problemy gramatyczne”. Małgorzata Tułowiecka i Małgorzata Kownacka, w audycji ”Wieczór z Jedynką – Magazyn Językowy” zapytały językoznawcę, prof. Andrzeja Markowskiego, o poprawność i odmianę hasła ”Jedynka Polskie Radio”. Wydawałoby się, że to niewinne pytanie, zadane w audycji, jakby do tego stworzonej, nie może wywołać jakichkolwiek negatywnych reakcji. W ogóle wydawałoby się, że prowadzenie magazynu językowego jest spokojną pracą, nie jest to redakcja newsów, program polityczny. Okazało się jednak, że zdaniem władz Polskiego Radia rozważanie poprawności hasła z językoznawcą jest działaniem na szkodę firmy. Dziennikarki zostały ukarane odsunięciem od mikrofonu, co oznacza faktycznym zawieszeniem ich w wykonywaniu swojej pracy.
|
|
| Wino dla Machnickiego |
19-06-2005 10:51 |
Kiedy ja się zamyśliłem nad rolą redaktorów. Kilka dni temu Anna Bojarska (wchodzę na jej bloga, by sprawdzić czy jeszcze ma ochotę żyć) w swoim blogu zamieściła historyjkę dobrze opisującą naturę co niektórych redaktorów. Anna pisze: „Dlaczego redaktorzy zawsze usuwają, prawem kaduka, najśmieszniejsze czy najssensowniejsze kawałki każdego tekstu?) pisałam w tekście o Vadimie, nawet wydrukowanym przez ‘Twój Styl’ zanim mnie za sprawą niejakiego Machnickiego, zawodowego skreślacza, wywalili (a zafundowame ma mnóstwo innych dojść, lepszych niż moje mu przedtem w La Rotonde taki obiad, że do końca następnego miesiąca miałam debet, bo mi się żalił, że pierwszy raz na Zachód, i jak on sobie da radę – po czym się okazało, że wcale nie pierwszy i że ma mnóstwo innych dojść, lepszych niż moje, a ja mu, psiakrew, postawiłam najlepsze i najdroższe wino, jakie tam mieli, po czym mnie z TS wysiudał, choć Bauer chciał zatrzymać; no, nie litujcie się nad biednymi sierotkami, bo wam nóż w plecy wbiją) – ha, więc w tym tekście o Vadimie było o tym (Machnicki wywalił), że Wielki Vadim zawsze zadawał się z szatynkami, po czym przerabiał je na blondynki, albowiem nie ma lepszej blondynki niż rozjaśniona szatynka albo ruda, bo prawdziwe blondynki są za mdłe, a z brunetki dziwactwo wyjdzie. Ani Brigitte Bardot, ani Catherine Deneuve, ani Jane Fonda, ani mierci, i na wieki wieków amen. (Zupełnie zrozumiałe, nieprawdaż– poza Vadimem – żadna z tych słynnych star-blondynek blondynką z natury nie była. Marilyn choćby. Żadna!”.
|
|
| Do krytyków i redaktorów |
17-06-2005 14:50 |
Ponowna lektura „Wściekłości i dumy”. Oriany Fallaci. Pisze ona w przedmowie „Dzieła pośmiertne mają tę wspaniałą zaletę, że oszczędzają oczom i uszom autora idiotyzmu lub perfidii tych, którzy nie będąc w stanie napisać czy choćby poczuć powieść, mają pretensję do oceniania i obrażania tych, którzy powieść poczną i napiszą”. Każdy krytyk, recenzent, pan lub pani redaktorka powinni to przypominać sobie przed każdą miażdżącą recenzją, kolaudacją.
|
|
| Przegląd prasy lokalnej |
16-06-2005 12:12 |
Bułkę i dwa korniszony, proszę. I jeszcze waszą prasę lokalną – zwracam się do sprzedawcy w Siemianach, koło Iławy. – Mamy dwa tygodniki, Dać? Przytakuję. Pół godziny później jedząc bułkę i korniszony wczytuję się w prasę. Na pierwszej stronie kuriera Iławskiego krzyczy tytuł – „ILE MA WŁADZA! Prywatne oszczędności burmistrza Iławy w ciągu ostatniego roku stopniały o ponad 100 tys. złotych.”. Iławski Tydzień na pierwszej stronie – „Urodziłam dwadzieścioro dwoje dzieci” oraz „Nie boje się listy Wildsteina”. Tym pozbawionym lęku jest prezes Iławskich wodociągów. Otrzymał zaświadczenie z IPN, że to nie on jest agentem. Tygodnik teraz wzywa innych by także pokazali zaświadczenia. Dobry sposób by trafić na okładkę tygodnika. Fotka z trzymanym dumnie zaświadczeniem zapewni tygodniową lokalną popularność. W tym samym tygodniku „Brutalna proza życia”. We wsi Złotowo mieszkańcy walczą o wycofanie zarzutów i poprawę zszarganej opinii po aresztowaniu 37-letniego Ryszarda W. podejrzanego o pedofilię. „Bez żadnej agitacji zebraliśmy w ciągu jednego dnia 60 podpisów pod petycją do prokuratora u ułaskawienie”. Tak, czytam ponownie, sołtys twierdzi, że wystąpili do prokuratora o ułaskawienie! Podpisali się pod tym pismem ksiądz proboszcz, dyrektor szkoły i najlepsi rolnicy w lubawskiej gminie. Oba tytuły lokalne krytykują obchody 700 – lecia Iławy. W felietonie „Panowie, nawet pić nie potraficie” Leszek OLszewski zauważa, że przy każdej mniejszej lub większej uroczystej okazji zawsze na plakatach znajduje się chór Camerata i orkiestra Budowlanki Bogdana Olkowskiego. „I tak wkoło – zawsze oni, jak nie jedni po drugich to przed drugimi”.I
|
|
| Malowany Ptak |
15-06-2005 00:20 |
Szefem publicznego Radia Bis może tylko zostać pracownik Polskiego Radia, taki warunek postawił Zarząd. Rozpisanie konkursu związane jest ze zwolnieniem poprzedniego szefa rozgłośni Pawła Sity. W radiu publicznym trzeba dostosować się do reguł i przepisów – mówi Andrzej Siezieniewski, prezes Polskiego Radia. Właśnie reguły jakimi rządzi się ta 80 letnia instytucja okazują się przeszkodą do zatrudniania na kierowniczych stanowiskach ludzi z zewnątrz, nawet doświadczonych w pracy w mediach. Taką osobą spoza Polskiego Radia był Paweł Sito. Pojawił się wśród nich malowany ptak, który zapragnął zburzyć ich dotychczasowy spokojny byt. Na pierwszym zebraniu zapytał, jak mogli pracować przez 10 lat w radiu o słuchalności na granicy błędu statystycznego i jak im to nie przeszkadza? Przecież nie chodzi o to by robić radio dla siebie, a dla słuchaczy. Nie będziemy grać tej chały – zapowiedział. Sito nas obraża! Jakiej chały przecież gramy takie piękne piosenki. Młodzieżowe radio? O co mu chodzi?
Kiedy pierwszy raz pojawiłem się w gabinecie Sity, zaraz po tym jak tam się wprowadził, przepowiedziałem mu, że jest w tej instytucji malowanym ptakiem i szybko go rozdziobią. Nie wierzył. Zarząd właśnie zatrudnił go w celu odnowienia wizerunku Radia BIS. Bardzo szybko okazało się jednak, że Sito burzy uporządkowany system publicznego radia. Ten system to zasada „ciszej będziesz dalej zajdziesz”. Jeśli „nie wychylisz się” dotrwasz w „młodzieżowym radiu” do emerytury. Nie musisz nawet wiedzieć czego młodzi słuchają, czym żyją.
Stare wygi długo nie czekały, wywaliły Sitę po dwóch miesiącach. W jaki sposób? Donosami, które są podstawą stosunków interpersonalnych w mediach publicznych. Zrobili z niego chama, ćpuna i pijaka. Padły nawet takie zarzuty jak naruszenie dyscypliny budżetowej, tym bardziej śmieszne, że Sito nie mógł jej naruszyć w ciągu dwóch miesięcy, ponieważ budżet radia rozliczany jest w skali roku. Komisja powołana w jego sprawie nawet nie fatygowała się by wysłuchać racji Sity. Sąd kapturowy orzekł - winien. I może nie byłoby w tym problemu, że Zarząd Polskiego Radia broni jak twierdzy by nikt nie naruszył ich świętego spokoju, ale radio nie jest własnością Zarządu i pracowników z gwarancją wiecznego etatu, to nie jest ich prywatny folwark. To nasze radio, bo istnieje dzięki naszym pieniądzom. Należy zapytać, jak długo mierność ale wierność będzie podstawowym kryterium? Jak długo zatrudniać się będzie tam tylko pokornych i swoich?
Felieton opublikowany na łamach dziennika Metropol z dn. 15 czerwca 2005
|
|
| Telewizyjna indoktrynacja |
14-06-2005 09:09 |
Czytam wywiad Sławomira Zielińskiego, byłego dyrektora Dwójki, który wyjawił Michałowi Figurskiemu: „Robert Kwiatkowski powiedział do mnie i do Niny Tierentiew: "Jeżeli nie wygramy referendum, to ja was zwolnię, to będzie wasza klęska, a ja się podam do dymisji". Tak było. I ja biegałem za scenarzystami, żeby w "Klanie" o tym mówili, Nina, żeby w "Na dobre i na złe" czy w "Złotopolskich". To były takie czasy - albo to wygramy, albo do widzenia, pakujcie się stąd.” Oczywiście to była manipulacja w tzw. "słusznej sprawie", ale jest w tym coś obrzydliwego, ta chęć grzebania ludziom w głowach poprzez ich mamidła, czyli tasiemcowe seriale, których stężenie w telewizji publicznej staje się wręcz absurdalne, no chyba, że wzorcem jest Brazylia. Tam też do propagandy wykorzystywano telenowele.
|
|
| Parada równości |
11-06-2005 17:26 |
W Trzeciej Rzeszy homoseksualiści deportowani byli do obozów koncentracyjnych. Naziści zamordowali około 15 tys. gejów, uważanych zgodnie z hitlerowską ideologią za osoby zdegenerowane. O tym zapominieli ci, którzy uważają, że nie warto stawać w obronie zakazanej przez prezydenta Warszawy Lecha Kaczyńskiego „Parady wolności”. Przyznam jednak, że kilka plakatów nawołujących do uczestnictwa w paradzie wywołało u mnie przeciwny efekt. Drugiej stronie także brakuje tolerancji. Przy tym mają przekonanie o tym, że równość jest jak guma i można ją dowolnie rozciągać. Środowiska homoseksualne powinny zakończyć ten taniec, w którym chwilami ja, heteryk, czuję się gorszym, nietolerancyjnym, bo np. uważam, że adopcja dzieci przez pary homoseksualne jest rzeczą nie do zaakceptowania. |
|
| Piękni trzydziestoletni |
11-06-2005 03:59 |
„Mam dokładnie 30. Od kilku lat uczestniczę w wyścigu szczurów. Coś osiągnąłem, ale jakim kosztem? Od kilku lat mam depresję. Powoli się wypalam. Czy warto?”, „Mam 31 lat, dwa fakultety i jadę za granice pracować fizycznie, bo nie mam z czego żyć.”, „A ja myślę, że zachód to jedyna możliwość wybicia się… W Polsce nie ma szansy dla młodych… Jeżeli ktoś ma możliwość to niech próbuje…”, „To jest bardzo przykre, ze mój kraj wykształcił mnie za darmo, a ja nie odpłacę mu za to. Mam swoją godność. I nie mogę już dłużej czekać na lepsze dni. Wyjeżdżam.” Smutna była lektura sms-ów jakie napłynęły w czasie emisji „Nakręconej nocy” poświęconej pokoleniu 30-latków. Po programie nie pozostało nic innego tylko odkręcić butelkę whisky i pić.
|
|
| Offowe Opole |
10-06-2005 21:22 |
Pierwsze recenzje festiwalu opolskiego, na gorąco, w czasie transmisji. Oto niektóre z smsów: „Widzieliście ten idiotycznie nałożony efekt filmowy? Obraz jak z amatorskiej kamery. Który to realizator bawi się w Offowe Opole?” Skiba: „Na szczęście tego nie oglądam!”, Dziennikarka 1: „W ogóle jest cudnie. Co się czepiasz? Może Lars Von Trier to krecił?” Redaktorka X: „Nasz target nie zrozumie. Trzeba napisać chu...we. Ale im się pewnie podoba”. Szef dużej firmy producenckiej: „No cóż, realizator znalazł instrukcje obsługi do efektów i postanowił popróbować. Zobaczysz jutro, jak dojdzie do rozdziału o efektach barwnych.” |
|
| Tymiński zięciem Chin |
07-06-2005 22:01 |
Stanisław Tymiński wrócił by kandydować na prezydenta Polski. W TVN 24 Bogdanowi Rymanowskiemu Tymiński oświadczył, że ma oczy kota i jest zięciem Chin. |
|
| Co robić z takimi groźbami? |
05-06-2005 14:07 |
"Witaj ! Widzisz chciales cos osiagnac a osiagnoles guwno! zlamales pewne prawa dzinnikarskie ! jestes debilem, ale powiem Ci ze z czsam sie przekonasz czy warto bylo sie wpierdalac (pokazalas tych nielatow) bo jak narazie to pokazles dno dna jakim ty reperezentujesz pokazales prostytutki ktore sie ruchaja bo to kochaja ! a ty ??? skonczysz kiedys bardzo, zle obiecuje Ci to : bo gdzies mieszkasz ? bo gdzies jezdzisz ? bo gdzies przebywasz - teraz KURWO tylko czas - material kurwo spreparowales na 100 % i za to ciezko zaplacisz, bedziesz wiedzila co robic nastepnym razem "w zyciu postepuje sie wporzo" a tak kurwe jak ty trzeba upierdolic ! pa Huju i po huj Ci to bylo !" (From: Marek Kmic [mailto:ktosgay@wp.pl] Sent: Sunday, June 05, 2005 1:45 PM.) Co robić z takimi groźbami? Iść na policję? By potem z napaści uczynili kolizję drogową, jak to raz już miało miejsce? Zresztą policja wie o tym. Straszyli mnie w czasie realizacji filmu, grożac, że znają adres mojego zamieszkania. E-maile, smsy, telefony... |
|
| Chylińska neodziewicą |
05-06-2005 00:16 |
"Ale właściwie chodziło mi o Chylińską. Agnieszkę. Piosenkarkę taką, rockerkę. Postanowiła stać się na nowo dziewicą A ja popełniłam to kurewskie, cudem-nieudane samobójstwo także w jej sprawie. Przeciwko tej Ewie Nowakowskiej, pisałam, nie będę się powtarzać. Co to nas obie zgnoiła w ‘Polityce’: ją jako analfabetkę, mnie (w innym artykule) jako skazaną na wiekuiste nieszczęście i niemal kloszardostwo, bo miałam przecież w życiu spory czas biedy i nieszczęścia, z czego się nie wychodzi. A tu ta przejebana milion razy palaczka, narkomanka, wytatuowana gdzie się dało pijaczka, której byłam superfanką, której wysłałam do kolekcji pluszowego łosia , kupionego w Alpach, na wysokości nie wiem już jakiej, za którego nie raczyła podziękować, bo co się ma gwiazda zniżać do byle pisarzycy, oświadcza nagle (wg ‘Na Żywo’): „Nie znoszę fajek. Możecie przy mnie nie palić?”, (a niedawno szluga z ust nie wyjmowała), taka słodziutka, taka politycznie correct, że rzygać się chce. Bebusie by rodziła i w ogóle prawie świętą by została. Prawie. Ale mi przykro! Lubi się kogoś, a ten ktoś nagle zostaje dziewicą czy dziewicem i koniec." To wpis Anny Bojarskiej z jej bloga. Co u ciebie, Anno? |
|
| Taśma Religi |
04-06-2005 21:52 |
Zaczęły się wybory. Możesz obrazić się na rzeczywistość polityczną i mówić, że nie chcesz mieć nic wspólnego z tym polskim politycznym piekiełkiem, ale jeśli jesteś w mediach i coś robisz zostaniesz wciągnięty. Dzwoni do mnie Michał Karnowski z Newsweeka, prosi o wypowiedź dotyczącą taśmy wyemitowanej w „Nakręconej nocy” z senatorem Zbigniewem Religią. Odpowiadam mu, że media mogły się tym zająć w lutym, kiedy taśma ta ujrzała światło dzienne a nie teraz w okresie kampanii wyborczej. Bo teraz nie ma już to nic wspólnego z prawdą a tylko z grami politycznymi. Wiem, że Michał o tym wtedy nie wiedział i oczekuje bym potwierdził dla Newsweeka, że czułem alkohol gdy rejestrowałem z nim rozmowę, ale tkwi we mnie jakaś zadra po tamtej sprawie, po takim a nie innym zachowaniu mediów. Kilku dziennikarzy podchodziło do tej sprawy i utrącano jej łeb, a w prasie pojawiały się tylko jedynie słuszne wersje tamtego zdarzenia, czyli senatora Zbigniewa Religi. I teraz muszę się z nim kłócić, obwiniać za coś czemu on konkretnie nie jest winien. Trudno, ale wszystkich chcę posłać do diabła, gdy pytają mnie o tamte zdarzenie. Nie chcę wchodzić w to polityczne bagno jakim jest kampania wyborcza.
|
|
| Baronowie polskiego filmu |
02-06-2005 22:18 |
W rozmowie z "Gazetą Finansową" powiedziałem to, co zaczyna być irytujące, patrząc jak środowisko filmowe jest uwłaszczane przez kilka osób - Taniec baronów kina wokół ustawy o kinematografii zakończy się utrzymaniem dotychczasowych standartów rozdzielania środków na produkcje. Jeśli ci sami panowie będą rozdawali karty w Instytucie Sztuki Filmowej, zrobią wszystko, żeby w kinie polskim nie zaistniała świeża krew. Ci sami ludzie rządzą festiwalami i przyznają sobie nagrody, które mają być potwierdzeniem ich słusznych wyborów." (Gazeta Finansowa, nr 21/2005). Po południu otrzymałem telefon, że chyba sobie zdaję, iż baronowie wpiszą mnie na czarną listę i nie mam już co liczyć na dotacje do filmów. Z przerażenia włączyłem sobie film Wajdy „Kanał” by poszukać wyjścia z tej matni. |
|
| Oj. Hejno shackował stronę IPN :) |
01-06-2005 15:33 |
O godzinie 15.00 IPN opublikował na swojej internetowej „Raport - Sprawa ojca Konrada Hejmo.” TVN 24 pokazuje internetową stronę z komunikatem, że nie można na nią wejść. Internauci także są bezradni: „Na głównej - nie ma - podstrony - zdechły”, „strona ipn padła”, „A strona ipn padła choć miała, otwarta od 2 ... i nic nie ... ~magda”, „Ojciec Hejmo shackował chyba stronę, bo nie można wejść”. |
|
| Których? |
31-05-2005 15:52 |
Od jakiegoś czasu na korytarzu Woronicza 17 wisi w oszklonej tablicy ogłoszenie: „NSZZ „Solidarnośc” wynegocjował podwyżki dla pracowników.”. Ostatnio nieznana ręka dopisała markerem na szybie - KTÓRYCH? |
|
| Największa wpadka dziennikarska ostatnich lat? |
27-05-2005 21:07 |
Dzień przed publikacją „Gazety Wyborczej” otrzymuję telefon bym koniecznie przeczytał piątkowe wydanie. „To zatrzęsie środowiskiem dziennikarskim”. Czytam. Przestaję rozumieć szefów „Wyborczej”. Bez względu na to, z której strony się na to spojrzy, sprawa szkodzi dziennikarzom śledczym. Zdecydowali się ujawnić informatora, któremu wcześniej gwarantowali anonimowość, żeby wytłumaczyć swoją wpadkę. Po wybuchu skandalu z "Newsweek", który napisał, że w amerykańskiej bazie w Guantanamo żołnierze profanowali Koran, m.in. wrzucając go do toalety, redakcja nie zdecydowała się na ujawnienie swego informatora.
Już z treści artykułu „Gang w Komendzie Głównej Policji” wynikało, że dziennikarze oparli się na jednym źródle informacji, wysoko postawionym funkcjonariuszu. I więcej nic nie robili. Tak zresztą się dzieje z wieloma tekstami śledczymi, powstają one z „kwitów” dostarczonych przez funkcjonariusza, których się już nie sprawdza.
Nasuwają się pytania - Czy "Gazeta Wyborcza" ma dowody na to, że padła ofiarą prowokacji? Dlaczego nie opublikowała ich, a żąda wyjaśnienia prowokacji przez policję?
Adam Michnik na komisji śledczej dotyczącej sprawy Rywina zarzekał się, że pewniej umrze niż ujawni informatora. Gdzie tu konsekwencja? Jakże to wybiórcze podejście szefów „Gazety Wyborczej”
Doszło do sytuacji, że wygwizdany przez swoich podwładnych b. wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Andrzej Brachmański (do niedawna nadzorujący policję), przybiera się w piórka skrzywdzonego niewiniątka i mówi słowa: "Gazeta Wyborcza" sprzedała swoich informatorów i czyniąc to, zeszła poniżej wszelkiej krytyki. O czymś takim dotychczas nie słyszałem, stała się rzecz niewyobrażalna. Nie dopełnili podstawowych zasad rzetelności, wystarczyło by wysłali faks z pytaniami do Komendy Głównej Policji czy MSWiA. Nie zrobili tego. W podobnych sytuacjach dziennikarze, redaktorzy odchodzą z pracy, ale nie ujawniają nazwisk swoich informatorów. »Gazeta Wyborcza« straciła wszelkie prawo do dyktowania standardów etycznych "
Niesmak. To uczucie towarzyszy moim dzisiejszym rozmówcą, też dziennikarzom śledczym.
Piotr Stasiński stwierdził, że ujawnili informatora za jego zgodą i na jego życzenie. Nie wierzę w to za grosz. Przycisnęli Tkaczka do muru, wywarli presję i facet nie miał już wyboru. W Internecie pojawił się na forum „Gazety” taki oto wpis: „Tak przypadkiem rozmawiałem w piatek z k. Tkaczykiem i jakoś nie cieszył się z ujawnienia swojego nazwiska. Jak dawał Wam Informacje, które się potwierdziły to dobrze. Jak się jedna nie sprawdziła to spalić go!!! Ciekawa Logika. Tylko wiedzcie jedno. teraz do żadnego dziennikarza nie przyjdzie informator, bo nie daj Boże dziennikarze zrobią z niego dezinformatora i szarlatana. Sprzedaliście waszych informatorów w zamian za wasze tyłki. Jak tej dwójce dziennikarzy chciało by się sprawdzić informacje, to na samym początku zastanowiła by ich sygnatura podanej sprawy. To nr sprawy w prokuraturze a nie policji. I wszystko na temat. Nie zrobili. Tyłki zmoczyli i sprzedali. Dzięki za takich dziennikarzy. " |
|
| Prawda zawsze była pierwszą ofiarą wojny |
24-05-2005 09:05 |
„Fotoreporterzy skarżą się, że amerykańskie gazety nie oddają prawdziwego obrazu wojny w Iraku. Przez pół roku zginęło tam bowiem 599 żołnierzy wojsk alianckich, ale czytelnicy w USA nie zobaczyli ani jednego zdjęcia ilustrującego ten fakt, choć zrobiono ich tysiące. Redakcje chętniej sięgają za to po zdjęcia zabitych Irakijczyków. ”Los Angeles Times” doliczył się ich w tym czasie co najmniej 55. Prawda zawsze była pierwszą ofiarą wojny” – pisze w newsletterze Press. A co dzieje się z naszymi żołnierzami w Iraku. Wycofaliśmy się? Polskie media niestety pobyt naszych wojsk w Iraku opisują z pozycji klęczącej, gdzieś tak na wysokości generalskiego paska. |
|
| Skamlący Wałęsa |
22-05-2005 23:40 |
Przypadkowo włączam telewizor. W dwójce w „Linii specjalnej” widzę siedzących naprzeciw siebie Lecha Wałęsa i Wojciecha Jaruzelskiego. Przecieram oczy ze zdumienia. Z minuty na minutę czuję coraz większy niesmak. Skamlący Lech Wałęsa. Człowiek legenda, wielki Wałęsa, błaga generała, żeby ten oświadczył, że on jest w porządku. Dowartościowany Jaruzelski wreszcie łaskawie rzuca: - „Nigdy nie uważałem pana za kogoś, kto działa w ramach służb na rzecz władzy.”
|
|
| Dowcipy o Polakach |
22-05-2005 20:42 |
Dowcipy w niemieckich programach rozrywkowych o Polakach: "Dlaczego David Copperfield musiał odwołać swój występ w Polsce? Nikt nie był nim zainteresowany, bo w Polsce nie jest niczym niezwykłym, gdy coś znika". "Dlaczego powinno się unikać potrącenia polskiego rowerzysty? Po co niszczyć własny rower". "Jakie dziewięciowyrazowe zdanie zawiera aż cztery kłamstwa? Uczciwy Polak jedzie na trzeźwo swoim samochodem do pracy". "Jaka jest różnica między polskim ślubem a pogrzebem? Na pogrzebie jest o jednego pijanego mniej". "Jak się nazywa Polak bez rąk? Godny zaufania". (Wprost) |
|
| Czerwoni w okrążeniu |
20-05-2005 14:37 |
Spotkanie na mieście. W klapie Roberta Jarosza widzę znaczek: Czerwone kółko na białym tle otoczone przez czarny krąg. – „Co on oznacza?”- pytam. – „Czerwoni w okrążeniu” – wyjaśnia. Marek Sierocki dodaje, że w czasach Jarocina też się takie znaczki nosiło.
|
|
| Kolejna farsa, czyli jak kara się pedofilów w Polsce |
20-05-2005 09:01 |
„Tak Panie Sylwestrze, nie spodziewałem się wielkich rewelacji (zapewne też Pan się z tym liczył). Jednak gdy usłyszałem w Wiadomościach o zapadnięciu wyroków w sprawie procederu pedofilii na dworcu centralnym ucieszyłem się - lecz trwało to bardzo krótko. Wypowiedź jednego z obrońców oskarżonych oburzyła mnie! Tak jak Pan już wspomniał z dzieciaków zrobiono wyrachowanych zboczeńców, a zboczeńcy przeobrazili się w niewinnych, oszukanych klientów. Żyjemy w dziwnym kraju (…) PS. Jeden z moich znajomych opowiadał jak jego kolega (pracownik obsługi hotelowej) był świadkiem wizyty ks. Jankowskiego w asyście nieletniego w szczecińskim Radissonie! Może i nic by nie było w tym dziwnego gdyby nie fakt wypożyczenia przez księdza kaset o treści pornograficznej.” To jeden z e-maili jakie do mnie codziennie docierają. Bezradność. Brak wiary w to, że nastąpi przełom w zwalczaniu pedofilii w Polsce. Zaczynam rozumieć to co mówił w moim filmie "Pedofile" Jarosław Błaszczyk, że już ma dość. Pięć lat zajmuje się tym tematem i ciągle nic. Ściana. To jak walka z wiatrakami.
Właśnie czytam doniesienie PAP.: „Dyrektor lubelskiego aeroklubu, który ujawnił pedofilskie zainteresowania jednego z pilotów, został wyrzucony z pracy. Mężczyznę podejrzanego o pedofilię zwolniono natomiast z aresztu za poręczeniem majątkowym.
- To jest jakaś paranoja zwykła - mówi Szczepan Bartler, były już dyrektor aeroklubu, który doniósł na pilota-pedofila. W jego komputerze policja znalazła zdjęcia i filmy z pornografią dziecięcą. Zostały mu postawione zarzuty o rozpowszechnianie treści pornograficznych.
Zarząd aeroklubu postanowił jednak zwolnić z pracy nie pilota, ale dyrektora. W procedurze odwołania uczestniczył również podejrzany pilot. (…) Sam podejrzany o pedofilię został zwolniony z aresztu za poręczeniem majątkowym w wysokości 10 tys. zł.”
Tego samego dnia PAP podaje kolejną informację o łagodnym wyroku na pedofila. „Rok więzienia w zawieszeniu na 5 lat za doprowadzenie 14-letniego chłopca do poddania się tzw. innej czynności seksualnej - to wyrok wobec byłego dziennikarza opolskiej regionalnej gazety, Andrzeja Sz. (…) Andrzej Sz. miał, według prokuratury, zaoferować 14-letniemu chłopcu 50 zł za poddanie się tzw. innej czynności seksualnej, oraz doprowadzić do takiej czynności 7-latka. - W tym przypadku chodziło o dotykanie miejsc intymnych chłopca - relacjonowała Sieradzka.”
Rok w zawieszeniu i 5 tys złotych grzywny za zbrodnie na 7 i 14 letnim dziecku. Być może w naszym kraju potrzebny jest wstrząs. To okrutneco powiem, i wypływa tylko z bezsilności, ale może czas by ofiarami pedofilów stały się dzieci polityków, to od nich zależy kiedy skończy się ta farsa w Polsce. Czy gdyby pedofil dotknął miejsc intymnych 7 letniej Oli, córki Prezydenta, także by dostał rok w zawieszeniu?
|
|
| Kara Rywina |
19-05-2005 10:21 |
Przed pobytem w areszcie Lew Rywin przeszedł koronarograficzne (niebezpieczne inwazyjne badanie serca), „a 27 kwietnia br. „Prof. dr Różyłło i doc. dr Witkowski stwierdzili, że Rywin jest o krok od zawału serca, więc jak najszybciej należy u niego przeprowadzić operację angioplastyki wieńcowej. Tę diagnozę potwierdziła komisja lekarska w składzie powołanym przez prof. Zbigniewa Religę. Następnie 11 maja br. producent filmowy został poddany operacji angioplastyki (udrożnienie dopływu krwi do serca). Lekarze wszczepili Rywinowi dwa stendy. 14 maja br., to jest 3 dni po operacji, 60-letni Lew Rywin został znowu odwieziony do aresztu przy Rakowieckiej – pomimo protestów doglądających go lekarzy. 16 maja br. sędzia Wiktor Wasiluk ostatecznie zdecydował, iż także rekonwalescencja pooperacyjna skazanego ma być jednak przeprowadzona za murami więzienia.” ( Maciej Wołyński, Trybuna)
Jeśli to wszystko jest prawdą, a nie tworzeniem klimatu do zwolnienia Lwa Rywina z więzienia, a z czym też należy się liczyć, mamy do czynienia z karą dodatkową niż więzienia jaką wyznaczył sąd. Każdy kto miał do czynienia z więzienną służbą zdrowia wie dobrze, iż mało ma ona wspólnego ze „zdrowiem”. Jej stan jest skandaliczny. Warunki pobytu w polskich więzieniach urągają europejskim standardom, z wyłączeniem wschodniej części Europy. Mam świadomość, że Lew Rywin na pewno jest lepiej traktowany przez funkcjonariuszy SW, jak każdy więzień, którym interesuje się świat zewnętrzny, ale trudno mi się zgodzić z takim postępowaniem wymiaru sprawiedliwości w stosunku do osoby skazanej na dwa lata, zwłaszcza, że np. w sprawie tzw. dworca centralnego dochodziło do takich przypadków, jak uchylenia aresztu pedofilowi. Niemiec z pochodzenia, Wolfgang D., uzyskał orzeczenie specjalisty z kliniki urologii, że w celu podjęcia właściwego leczenia, należy niezwłocznie dokonać dosyć skomplikowanych badań w tym zakresie. Pedofil nie zgodził się na badania w areszcie śledczym. W związku z tym prokurator uchylił tymczasowe aresztowanie. Wolfganga D. wkrótce uciekł z Polski.
Jeśli Rywin nie jest aż tak chory, to niech siedzi w wiezieniu, należy mu się taka kara. Jednak jeśli prawdą jest to co podają niektóre media, że stan jego zdrowia stwarza zagrożenie dla jego życia, prawo „zawieszenia wykonania kary” nie może mu być odebrane tylko dlatego, że nazywa się Lew Rywin.
|
|
| Z dzieci zrobiono prostytutki i po sprawie |
17-05-2005 14:42 |
Dla sędziego Jacka Łabędy, wydającego wyrok w tzw. sprawie dworca centralnego, 12 letni chłopcy to „zawodowcy”. Niestety część mediów gorliwie podchwyciła, dla nich to już tylko „chłopięce prostytutki”. Taką linię obrony poznałem w czasie realizacji filmu „Pedofile”, prezentowali ją pedofile, policjanci, prokuratorzy. Po raz pierwszy można ją było usłyszeć 25 marca 2003 w czasie obrad Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka w Sejmie, a więc dwa lata wcześniej. Tą umniejszająca wagę sprawy linię obrony zaprezentował prokurator krajowy Karol Napierski, który powiedział: „W tej sprawie rzecz wygląda w ten sposób, że owi małoletni nie byli gwałceni, a czynili to z dobrej woli - tak to można powiedzieć - za odpłatnością. (…) Jeszcze raz powtórzę, że w omawianej sprawie nie stwierdzono przypadków zgwałceń, były to dobrowolne akty natury erotycznej, ale z osobami poniżej lat 15.”
Doszło do groteskowej sytuacji, że sędziego Łabudę chwali obrońca pedofila Tomasza D.. Mecenas Tomasz Leżajski wyraził uznanie dla sędziego za to, "że odważył się postawić tę sprawę w nieco innym świetle, niż była dotychczas prezentowana - czyli wskazał na inicjatywę pokrzywdzonych". A więc wszystko jasne dwunastoletni chłopcy sami sobie są winni.
Ta sprawa od początku był skazana na taki werdykt. Rok, dwa lata więzienia dla pedofilii. Maksymalnie pięć. W sądzie do jej prowadzenia oddelegowano nie sędziego ze stażem, a asesora. W czasie procesu dochodziło do takich przypadków jak zamykanie pedofila ze swoją ofiarą w jednej celi sądowej. Oskarżonych przewożono z aresztu jednym transportem, tak by mogli sobie spokojnie ustalać wspólną linię obrony. Po zwolnieniu z aresztu oskarżeni kontaktowali się z poszkodowanymi. Jakże potem dziwić się, że zastraszone ofiary wycofały zeznania? W tej sprawie od początku napotykałem na serię dziwnych przypadków i to nie tylko w wymiarze sprawiedliwości. Oto jeden z nich, w 2003 roku wnioskowano o powołanie komisji śledczej, ale doszło wówczas do dziwnej destrukcji, przedstawiciel wnioskodawców poseł Bogusław Pęk nie stawił się na obrady komisji, co skutkowało oddaleniem wniosku.
Wyrok w sprawie tzw. dworca centralnego daje wyraźny sygnał ludziom z wymiaru sprawiedliwości: policjantom, prokuratorom. Nie macie się co szarpać, podnosić głowę, jak ktoś chce to i tak „rozwali śledztwo”, „zminimalizuje jego skutki”, nawet jeśli na ręce patrzą media.
Felieton dla dziennika Metropol opublikowany w dn. 19 maja 2005. |
|
| Włoska motyka |
16-05-2005 23:10 |
Polski imigrant roztrzaskał motyką głowę swego rodaka i kolegę, z którym pracował razem w polu, jak podaje PAP. Do tragedii doszło w miejscowości Lucera koło Foggii na południu Włoch.
|
|
| Pedofile |
14-05-2005 13:10 |
Po emisji filmu „Pedofile” dziennie otrzymuję ilkadziesiąt e-maili, po których trudno nie czuć się coraz bardziej bezradnym: „Panie Sylwestrze, oglądając Pana dokument "Pedofile" niestety nie przejawiałem wielkich emocji i nie wiem czy to wpływ późnej pory emisji filmu czy raczej świadomość, że w tym kraju nic mnie już (chyba) nie zdziwi. Tak się składa, że mój starszy brat (7 latek)został zwabiony przez pedofila, następnie zgwałcony i niestety zabity. Było to w roku 1970 w Szczecinie. Ja miałem wtedy roczek i byłem u dziadków, tak więc osobiście nic nie pamiętam. Jednak konsekwencje tego zdarzenia w jakiś sposób ciągną się do dnia dzisiejszego. W konsekwencji moi rodzice rozwiedli się. Ojciec z piętnem "mani prześladowczej" ledwo co się pozbierał, bo w pierwszym etapie śledztwa podejrzenia padły na niego! Matka chodziła jak cień (ważyła 40 kg)! Sprawa się wyjaśniła po 12 latach, sprawcę znaleziono i skazano na karę śmierci. Oprócz zabójstwa mojego brata udowod. Właśnie patrzę na nich i ciesząc się, że spokojnie śpią w tym swoim beztroskim życiu. Pewnie nawet nie zdają sobie sprawy z tego jak wielu ich rówieśników jest gwałconych, maltretowanych fizycznie i psychicznie i co najgorsze, że często czynią to najbliżsi. To tak pokrótce.”
„Wiem o tym bo sama tego doświadczyłam. Ojciec molestował siostrę. Temat ten w dzieciństwie był dla naszej rodziny tematem tabu. Na szczęście zakończyło się wszystko w miarę dobrze, radzimy sobie dobrze w życiu, pracujemy. Sisotra założyła rodzinę ...Jednak do tej pory ma koszmary w nocy.” „Problem jest bardzo skomplikowany, jeszcze bardziej wtedy kiedy pedofile "jednoczą się w sieć" której każdy boi się dotknąć i nazwać po imienu.”
„Nie muszę chyba Panu mówic, że to wszystko to tylko wierzchołek góry lodowej.Jestem ofiarą czynów lubieżnych dokonanych gdy mialam kilka lat przez całkowicie obcą osobę.Choć był to jeden incydent - zaważył na całym moim życiu.Poradziłam sobie z tym ale tylko ja wiem ile mnie to kosztowało.Nie uwierzyłby Pan jakie konsekwencje niesie dla psychiki atak pedofila...”
„Wiem coś o tym bowiem sama tego doświadczyłam i muszę powiedzieć, że wobec aktualnej sytuacji w tym względzie ja mogę mówić o wielkim szczęściu. Dlatego, że winny dostał dwa lata... ale uwaga!!! Czekał na odsiadkę jedyne półtora.(...)” |
|
| Żenująca scena |
09-05-2005 18:47 |
Po defiladzie Dnia Zwycięstwa w Moskwie odbyło się przyjęcie wydane w Wielkim Pałacu Kremlowskim. Kamera pokazuje zagubionego, osamotnionego prezydenta Kwaśniewskiego z ciągnącą się za nim żoną. Bezradnie gdzieś idą wśród licznych gości. Żenująca scena, upokarzająca prezydenta 40 milionowego europejskiego kraju. |
|
| Kąpiele są za drogie |
04-05-2005 20:22 |
„Wolałabym, by kąpiel przysługiwała więźniom np. trzy razy w tygodniu albo na życzenie, jednak wiąże się to z dużymi kosztami”- to słowa posłanki SLD Katarzyny Piekarskiej, posłanki na Sejm europejskiego kraju, należącego do Unii Europejskiej, a nie Chińskiej Republiki Ludowej, Tajwanu, Rosji. Pani Piekarska zapomina, że myśląc o więzieniach, pomija aresztantów, którzy w myśl prawa będąc nie osądzeni są niewinni. Dla nich także kąpanie się jest zbyt drogim luksusem. Czy warto Piekarskiej wspominać o higienie, bo już o prawach człowieka nie powiem?
|
|
| Wydajność pracy |
04-05-2005 00:03 |
Z doniesienia PAP (01-05-2005): „Do aresztu trafił 32-letni szef zakładu ślusarskiego w Słupsku, który sprzedawał swoim dwóm pracownikom amfetaminę i marihuanę. "Mężczyzna sprzedawał swoim pracownikom narkotyki, by zwiększyć wydajność ich pracy w okresach, gdy zakład miał dużo zamówień i nie nadążali z ich realizacją. Ci uznali, że to dobry pomysł; potrafili pracować nawet do godziny trzeciej nad ranem" - poinformowała w niedzielę PAP Marta Rytwińska z zespołu prasowego pomorskiej policji. |
|
| Stan zawieszenia w Radiu BIS |
03-05-2005 20:55 |
Co się dzieje, jak cię zawieszą w mediach publicznych? Oto sytuacja w Radiu BIS, gdzie zawieszono dyrektora i redaktora naczelnego Pawła Sitę. Pani Bożenka, zawsze trafi się jakaś pani Bożenka lub pan Władek, uznała, że „zawieszenie” oznacza ostateczną eliminację. Nie czeka na ostateczną decyzję Zarządu, który teoretycznie ma ją podjąć po wyjaśnieniu zarzutów wobec Sity. Przecież wszędzie obowiązuje prawo, standardy zarządzania firmą, a tym bardziej radiem publicznym. Jednak pani Bożenka jest doświadczona i wie, że zawieszenie w instytucji publicznej to stan śmierci klinicznej, który prędzej czy później zamieni się w faktyczną eliminację. Pani Bożenka postanowiła wziąć ster w swoje ręce i pierwszą decyzję jaką podjęła to wyeliminowanie wszelkich zmian programowych zawieszonego Pawła Sity. Wszystkie jego propozycje zmian mają iść do śmietnika, nakazała. Wyciąć Sitę w pień! Jeden z pracowników Radia BIS tak skomentował obecną sytuację – „Kał płynie korytarzem radia. Zawsze g... ma się dobrze.”.
|
|
| Jeleni śmiech |
01-05-2005 12:48 |
Pierwszy Maja. „W Poznaniu ztrzymano członków Akcji Alternatywnej "Naszość", którzy chcieli zaprotestować przeciwko SLD - donosi PAP. "Jesteśmy jeleniami, bo głosowaliśmy na SLD, a partia ta przyprawiła nam rogi początkowo małe, a obecnie już bardzo duże" - powiedział lider "Naszości" Piotr Lisiewicz. Protestujący nieśli transparent "Zaufaliśmy SLD" i skandowali hasła: "Na rykowisko, Łybacka na rykowisko", "Każdy może mieć poroże".” Na głowach protestujący mieli poroża. Włączam TVN 24. Widzę całą happeningową scenę. Cięcie. Za chwile czarne mundury policji. Kamery rejestrują scenę zatrzymania. Krzyk jednego z protestujących, któremu wykręcono rękę by jak pospolitego bandziora wepchnąć do radiowozu. Koniec zdjęć. W studio prowadzący Łukasz Grass rozbawiony, komentuje wesoło to, co powinno wywołać w nim sprzeciw. Niewspółmierność reakcji policji na „jeleni protest”. Proponuję mu, by ktoś przeprowadził go tak samo wokół studia jak protestującego z Poznania, z wykręconą ręką, z głową wbijaną prawie w kolana, a wtedy zrozumie, że nie wszystko jest żartem, zabawne. |
|
| Dowcip o Glempie |
30-04-2005 12:56 |
Szymon Hołownia w felietonie „Karawany”, zamieszczonym w tygodniku OZON pisze: „W ubiegły wtorek, gdy jeszcze trwało konklawe, Polskę obiegł przekazywany SMS-ami dowcip: „A jeśli nad Kaplicą Sykstyńską uniesie się czarny dym? To znak, ze wybrano kardynała Glempa”. W ciągu dnia dowcip ewoluował, by po południu pojawić się w innej postaci: „A jeśli dym będzie się unosił przez 45 minut? To znak, że kardynał Glemp zasnął i nie wyłączył piecyka.” Dawno w Polsce nie można był przeczytać w prasie (poza tygodnikiem „NIE”) tak wprost wypowiadanych poglądów na temat hierarchów naszego kościoła. Czy teraz wreszcie bez pompy zaczniemy mówić wprost o polskim kościele? Jego rzeczywistej roli? Czy nauczymy się wytykać błędy hierarchom polskiego kościoła? |
|
| Egzekucja z pierwszych stron gazet |
28-04-2005 11:02 |
Tytuły pierwszych stron gazet: „Judasz. To on donosił na papieża.” „Czy ktoś mu uwierzy?” (Super Express). „Ojciec Hejmo był informatorem bezpieki” (Rzeczpospolita), „Ojciec Hejmo donosił na papieża” (życie Warszawy).
|
|
| Sito zawieszony |
28-04-2005 10:32 |
Jak zwykle rano robię kawę, włączam notbooka i ospale przebiegam po liście witryn internetowych. Kiedyś wpierw chodziłem do kiosku po gazety, poranna prasówka to ulubiony, pielęgnowany rytuał rozpoczęcia kolejnego dnia. Obecnie czytam już tylko ich wersje elektroniczne. Czasami przebywając w hotelu, jeszcze ulegam staremu zwyczajowi. Na pewno dzisiaj nie szukałem złych wieści, jednak zawsze się one trafiają. „Jak dowiedział się wortal Wirtualnemedia.pl dyrektor, redaktor naczelny Polskiego Radia BIS - Paweł Sito - został zawieszony w obowiązkach.” Stało się to po zaledwie dwóch miesiącach pełnienia przez Pawła funkcji. Odkładam z kolan notbooka, chwytam za telefon i dzwonie do niego. Dawno nie słyszałem tak mrocznego jego głosu. On, tętniący wiarą, energią, ostatnio wręcz wytykałem mu ten nieznośny optymizm, teraz z „podciętymi skrzydłami.” Tylko cóż mogę mu powiedzieć? Rozmawiamy kilkanaście minut. Jakże wymowny był nasz wspólny program „Nakręconej nocy” z Radiem Bis - „Walka pokoleń, młodzi kontra starzy”. Wtedy Paweł wierzył, że można zmieniać stereotypy, mechanizmy rządzące m.in. mediami publicznymi, które są idealnym środkiem konserwującym dla „starych”. Załatwiły go cztery pisma, które niektórzy mogliby nazwać po prostu donosami. Kawa ostygła. Wylewam ją do zlewu. Robię następną, ale już dzisiaj nie będzie mi tak smakowała.
|
|
| Afera złomiarska według Owsiaka |
26-04-2005 18:34 |
Jurek Owsiak podniósł larum w obronie czci znamienitej nagrody, jaką wydawały się być dla niego Wiktory. Znamienitej, bo przecież kilka razy ją osobiście odbierał. Lata mijały, Wiktorowego złomu przybywało Owsiakowi. Nagle Jurek odkrył Amerykę, stwierdził, że Wiktory są "instytucją wzajemnej adoracji". Nie zauważał dotąd tego, że nagrody są ciągle rozdawane wśród tych samych dobrze sobie znanych osób. To grono jest aż tak wąskie, że nie ma kto już wręczać nagród laureatom i prowadzić gali, robią to sami nominowani. Wiktory są tak odkrywcze, że Kapituła nagle uznała jako objawienie roku Szymona Majewskiego. Dla debiutantów jest to ważny sygnał – musisz się zestarzeć na ekranie, by cię odkryto.
Kapituła Wiktorów głownie składa się z tak szacownych osób, że równie dobrze mogłaby to być kapituła Nagród Seniora w jednym z domu starców. Jeden z jej członków Bogusław Kaczyński gościł u mnie w programie „Nakręcona noc” poświęconemu walce pokoleń. Nie rozumiał o co nam chodzi? Dopiero na koniec pojął, czym się jego pokolenie różni od trzydziestolatków. Kiedy przyszło nominować wydarzenia tygodnia do „typów i ściem”, Kaczyński zaskoczony zapytał na wizji, co oznacza słowo „ściema”?
Wracając do Owsiaka, zastanawia, dlaczego tylko Wiktory są dla niego "instytucją wzajemnej adoracji"? A niby inne nagrody nie są obarczone tym grzechem? Z roku na rok ciągle te same twarze i nazwiska odbierają nagrody przyznawane w mediach przez różnego rodzaje kapituły. Jurek Owisiak pisze: „W tym roku kategoria "Specjalnego Super Wiktora" jest dla mnie absolutnym przelaniem kropli kołtuństwa, nonszalancji i dyskredytowania wszystkich wcześniej wręczonych Wiktorów. Jeżeli już są one przyznawane samym sobie, ponieważ pan Zygmunt Solorz-Żak, właściciel telewizji Polsat, odbierany jest tylko i wyłącznie jako biznesmen, a Wiktory nie temu miały służyć.(…)Dlatego osobiście zrzekam się wszystkich przyznanych Wiktorów i proszę mi podać adres, na który mogę wysłać ten cały stworzony przez Pana złom.” Wyobrażam sobie Owsiaka, który robi teraz przegląd w gabinecie, toalecie, piwnicy, garażu i wyciąga liczne statuetki nagród jakie otrzymał, by wywieźć je wszystkie na złom. Chyba, że się mylę i inne nagrody, wyróżnienia nie są przyznawane przez „towarzystwa wzajemnej adoracji”? A jeśli tak nie jest, to może by Jurek Owsiak podał jedynie słuszną listę nagród, które można odebrać bez „obciachu”. Na koniec ostatnie pytanie do Owsiaka, a co z hasłem „róbta co chceta”.
Felieton opublikowany na łamach dziennika Metropol, 10 maja 2005 |
|
| Nagroda artystyczna |
26-04-2005 08:43 |
„Nagroda artystyczna przyznana za wybitne osiągnięcia twórcze okazała się być zakamuflowaną kampanią promocyjną marki która ją przyznaje – pisze na swojej stronie Leszek Możdżer. I wyjaśnia dalej: – „Nieobecność laureata na wręczeniu uniemożliwia wykorzystanie jego twarzy i wizerunku, który miałby być kojarzony z tą marką. W tym przypadku chodzi o wódkę. Na wieść o niemożliwości mojego pojawienia się na ceremonii, kapituła odstąpiła od przyznania nagrody pomimo wcześniejszego, oficjalnego powiadomienia i gratulacji. Człowiek się uczy całe życie. Artyści! Wódka szkodzi zdrowiu!”
|
|
| Reklama cmentarza |
21-04-2005 12:27 |
W ”Życiu Warszawy” reklamuje się warszawski Cmentarz Komunalny Południowy. Oferta jak najlepszego ośrodka wypoczynkowego w Zakopanym lub Mikołajkach. „Dogodny dojazd.” „Ceremonie w eleganckich wnętrzach.” Przy tym to wszystko jest atrakcyjne cenowo. Cmentarz także oferuje rabaty. „Niskie opłaty za miejsca na pochowanie.” Na koniec mamy jeszcze „możliwość urządzenia grobu za życia”.
|
|
| PapaRatzi |
20-04-2005 09:48 |
Wczoraj wybrali nowego papieża Benedykta XVI. „Dzień dobry, Już dwa dni temu żartowano na niemieckich forach internetowych, że w Watykanie nadszedł czas dla PapaRatzi. Miłego dnia. Redakcja” Tymi słowami rozpoczął swój dzisiejszy serwis prasowy „Press.” Na jednym z forum internetowym znajduję wpis. „TVP z „wiecznym paskiem”. Wciąż na coś czekamy. Obecnie na "dym," o czym musimy być non-stop poinformowani i do tego wciągnięci w oczekiwani(słowo"CZEKAMY"). Następnie będziemy czekać na pontyfikat, następnie na.... i chyba już tak zostanie :((((((”
|
|
| Rywin w więzieniu |
18-04-2005 20:06 |
„Pierwsze kroki Lwa Rywina w więzieniu na Rakowieckiej. Już od poniedziałkowego południa na bohatera najgłośniejszej afery III RP oczekiwał tłum fotoreporterów i dziennikarzy. Kilka minut przed 15. pod bramę więzienia podjechały dwa luksusowe bmw. W jednym za zasłonką siedział mężczyzna w garniturze. Kiedy fotoreporterzy rzucili się robić zdjęcia, kilkadziesiąt metrów dalej przystanęła toyota, z której po cichu wyskoczył Rywin i błyskawicznie zniknął za drzwiami więzienia. Kompletnie zaskoczeni dziennikarze powtarzali tylko: - "Jak w filmie". (Rafał Guz) Czytając pierwsze doniesienia prasowe, należy mieć nadzieję, że siedzący w więzieniu Lew Rywin nie poniesie kary dodatkowej wymierzonej przez media. To pisanie o tym co zjadł na śniadanie, z kim i gdzie siedzi jest dla niego kolejna dolegliwością. Pozbawieni jej są zwykli przestępcy – mordercy, pedofile, gwałciciele. Dzień wcześniej rozmawiałem z Mariuszem Kuczewskim, dziennikarzem Faktu, który trafił na okładkę z zakrwawionym łukiem brwiowym. W szarpaninie z Rywinem o aparat fotograficzny został nim uderzony. Mariusz był zaskoczony nerwowością Rywina. Musiał być kłębkiem nerwów, bo znam Marcina Kuczewskiego i nie jest to typ dziennikarza, który jest atakujący, prowokujący. Obraz Lwa Rywina w tych dniach, gdy czekał na decydującą decyzje sądu jest smutny. Tak, smutny. Współczuję mu. Bo wystarczającą dotkliwą karę już ma siedząc za kratami. W świecie, który nie wygląda tak „jak w filmie”. Rywin został ukarany, odsiaduje teraz wyrok i powinny go też obowiązywać elementarne prawa człowieka, by kara więzienia nie zamieniała się dla niego w torturę psychiczną czynioną rękami mediów głodnych sensacji. |
|
| Latkowski co ty k... |
17-04-2005 10:57 |
Artykuł opublikowany przez "Dialog" "Polski hiphop jest wydmuszką amerykańskiego, rozpowszechniony potem przez sieć, wywołała to, czego się spodziewałem, agresje urazonych środowisk hip hopowych. moją skrzynkę zalewa fala e-maili typu: : "chujoza z Ciebie straszna frajerze, Żebyś zgnił Ty ssaczu pałek nastoletnich chłopców. Hip hop da jeszcze Ci popalić. Kryminał powoli wchodzi w kwestie rymu, chujozo zajebana. Chciałbym Cię spotkać... oj chciałbym. (From: mfuxxx@o2.pl). Albo: Latkowski co ty kurwa wiesz o rapie zyjesz tym na codzien zyje undergroundem ty wiesz co to kurwa prwadziwy rap...(From: outline@tlen.pl ). Do tego należy dodać disy w utworach gwiazd i gwiazdeczek hiphopowych, do których były adresowane słowa krytyczne w tym króciutki artykule, bo nie przecież do słuchaczy hiphopu, dla których hiphop oznacza jeszcze iedowaość, szczerośc.
|
|
| Pojednanie kibiców: Zrobiliśmy to, bo była telewizja. |
15-04-2005 10:44 |
Dziennikarz "Rzeczpospolitej", Stefan Szczepłek chciał zamówić szalik składający się po połowie z barw i emblematu Legii oraz Polonii. Jeden z producentów bardzo zdziwiony, stwierdził, że ewentualnie mógłby uszyć kilka sztuk specjalnie dla dziennikarza, pod warunkiem, że nie powie on nikomu, skąd je ma. Gdyby się rozniosło, mógłby mieć nieprzyjemności. Dziennikarz przypominam nieśmiało, że pod kościołem św. Anny piłkarze, działacze i kibice Legii oraz Polonii, w obecności księdza, związywali szaliki na znak pojednania, więc może przyszła pora na zrobienie jednego, wspólnego dla dwóch klubów. - O czym ty mówisz - usłyszałem na tę propozycję od kibiców. - Myśmy to robili, bo przyjechała telewizja. |
|
| 30-latkowie kontra mistrzowie |
13-04-2005 12:39 |
Marcowy miesięcznik „Film” publikuje wywiad z Michałem Żebrowskim w związku z otrzymaniem przez niego „złotej kaczki” za rolę w filmie Magdaleny Piekorz „Pręgi”. Rzadko ktoś w naszej branży filmowej potrafi wprost powiedzieć to, z czym stykają się ludzie młodzi, gdy stykają się z mistrzami, decydentami, starszymi redaktorami. Żebrowski opowiada: „Były naciski, by wyrzucić konkretne sceny, zatrudnić innego kompozytora. Pisaliśmy nawet listy protestacyjne do studia TOR, by nas nie krępowano i pozwolono wypowiedzieć się tak, jak tego potrzebujemy. Jako 30-latkowie jesteśmy wychowani na twórczości mistrzów, ale dojrzeliśmy do własnego patrzenia na kino. Chcieliśmy opowiedzieć tę historię własnym językiem, wrażliwością, duszą i wziąć za to pełną odpowiedzialność.” |
|
| Polski hiphop jest wydmuszką amerkańskiego |
12-04-2005 16:59 |
Tekst opublikowany w marcowym "Dialogu", miesięczniku poświęconemu dramaturgii współczesnej. Poproszono mnie o odpowiedź na trzy pytania: Co rózni polski hip-hop od amerykańskiego? Jak manipuluje się hip-hopem? Czy kokietowanie polskich hiphopowcówe przez massmedia i zapraszanie ich na salony jest zawłaszczaniem i oswajaniem buntu, a więc odbiera im siłę oddziaływania?
"W Ameryce hip hop ma korzenie buntu, protestu. U nas przez chwile wydawało się, że chodzi o to samo, szybko jednak hip hop stał się tylko marketingowym zjawiskiem. Hip hop wkroczył na salony, jeśli takowe w ogóle w Polsce istnieją. Ze zdumieniem widziałem jak bunt, protest staje się tylko fasadą do rautów, brylowania na bankietach gwiazd polskiego hip hopu. Kasa, kasa. Polski hip hop jest wydmuszką amerykańskiego hip hopu. W większości polscy wykonawcy naśladują, wręcz małpują amerykański hip hop. W Polsce hip hop sprowadził się już tylko do ubrań. Do niedawna „trendy” było mieć sznyt hip hopowy – spodnie z krokiem, bluza, smycz. Sprowadzenie w mediach hip hopu do zakręcenia się na głowie breakdancerów przez papieżem jest najlepszym podsumowaniem, co hip hop wnosi do kultury.
Media. Redaktorzy i dziennikarze co chwila się budzą i widzą w hip hopie dobry temat na napisanie kolejnego tekstu o młodzieży, który ma coraz mniej z nią wspólnego. Hip hop stał się wdzięcznym narzędziem reklamowym. Nie wiemy jak trafić do młodych, sięgamy po sznyt hip hopowy i po sprawie.
Hip hop przestał już oddziaływać tak, jak to jeszcze miało miejsce kilka lat temu. Młodzi odwracają się od hip hopu plecami. Nie trzeba też było oswajać buntu, bo on okazał się tak słaby, jak papierowy łańcuch zawieszany na choince. Przy wieszaniu się rwie. Hip hop stał się hiphopolem i doskonale nadaje się na dyskoteki w byłych popegeerowskich halach, gdzie zresztą znajduje się podstawowa baza koncertowa polskiego hip hopu, skąd wyparto disco-polo."
|
|
| Śmieci wiary, tyle pozostało |
11-04-2005 09:37 |
Kiedy słyszę o pokoleniu JP2, o zmianach jakie miałyby nastąpić w Polakach po śmierci Jana Pawła II zastanawiam się, czy media zawsze muszą iść w czarne lub białe? W patos, pychę, naiwność? Nie wierzę w zmiany w Polakach. Ta śmierć zmieniła niewielu z nas. Polska będzie tym samym nieznośnym krajem, z którego wielu młodych ludzi będzie chciało wyjechać, uciec, choć na chwilę. W czym niby to się zmieniliśmy? To samo chamstwo i agresja w czasie jazdy samochodem, ten sam bandytyzm na stadionach, ta sama zawiść w pracy. Te same gęby obłudnych polityków, którzy na chwile przybrali świętoszkowate miny. Wskaźniki przestępstw nie spadły w dół. Znicze z alej i ulic Jana Pawła II zostaną wywiezione na śmietnik i tylko tyle z tego pozostanie. Śmieci wiary, że będzie lepiej, że może się coś zmieni… |
|
| Niech zgaśnie na chwilę cała Polska |
08-04-2005 09:01 |
Treść sms-a, który obiega telefony: „Zgaśmy światła w piątek o 21.37 na 5 minut!!! Niech zgaśnie na chwilę cała Polska… Proszę prześlij to do swoich znajomych.” |
|
| Powinien im wyciąć numer |
02-04-2005 08:56 |
Piątek. Północ. Nagranie „Nakręconej nocy” z kamilianami, zakonnikami zajmującymi się chorymi i umierającymi, o których rok temu zrobiłem film. Papież umiera w Rzymie, w Watykanie. Słuchawka w uchu uwiera jakoś szczególnie, bo mam być natychmiast poinformowany o jego śmierci, gdyby to nastąpiła w czasie nagrania i przekazać tą wiadomość gościom w studio. Każdy już tylko czeka na złe wieści z Watykanu. Chwilami myślę, że powinien im wyciąć numer i wyzdrowieć. Na kilka godzin przed nagraniem zapada decyzja, że program nie będzie emitowany na żywo. Kiedy komunikuje mi to najpierw zdezorientowany producent Artur Rutkowski i chwile później Nina Terentiew zagryzam zęby, by nie powiedzieć słów, które w tej chwili nie powinny paść. Program zostanie nagrany i wyemitowany później. Mit kontrowersyjności mojej osoby sięgnął już granic absurdu. W studio odeszło wszystko gdzieś daleko… Benek, kamilianin, wyjawił, że wczoraj umarło kolejne dziecko, którym się zajmował. Pracuje w hospicjum dziecięcym. Dzień w dzień przeprowadza z życia ku śmierci kolejne dziecko. Po nagraniu widzę u ludzi smutek, u kogoś łzy w oczach. Dla kogo tak naprawdę zrealizowaliśmy ten program? Dla niego? Dla nas? Dla ludzi? |
|
| Oto promyk dla Jana Pawła II |
01-04-2005 14:19 |
Kolejny dzisiaj e-mail. E-mailowy „łańcuszek szczęścia” Czy na pewno szczęścia? Przysyłają mi go ludzie dorośli, piastujący poważne funkcje. Co się z nimi, nami dzieje? „Oto promyk dla Jana Pawła Drugiego. Wyślij go wszystkim osobom, które masz na liście. Nie pozwól aby zgasł. W tych trudnych chwilach powinniśmy go wspierać modlitwą. Pamiętaj o tym.”. |
|
| Reklamy już sprzedane |
31-03-2005 22:55 |
Nagranie programu Nakręconej nocy w ramach „Podwieczorka z mózgami” w agencji reklamowej U-boot. Po programie rozmawiamy o tym co się dzieje w mediach w związku ze złym stanem zdrowia papieża Jana Pawła II. O przygotowanych już numerach gazet, nagranych programach, dyżurach w telewizji i radiu. „Zaczęli już nocować w redakcjach”. Na koniec ktoś rzuca z lekkim obruszeniem. „Ale o tym też się powinno powiedzieć, że sprzedano reklamy na okładkach pism, które wyjdą po jego śmierci. Odbyła się swoista gonitwa i licytacja – kto da więcej”.
|
|
| JP2 |
25-03-2005 11:44 |
To tajny kryptonim w mediach, w których zapanował fatalizm, wszyscy już czekają na złe wieści z Watykanu. Nikt nie życzy śmierci papieżowi Jana Pawła II. Nie w tym rzecz. W czasie „jajka” w Radiu Bis Paweł Sito, szef tej rozgłośni, przemawiając do pracowników, jako życzenie dla wszystkich wyraził „powrót papieża do zdrowia”. W telewizji ten temat wywołuje także lekką nerwowość. Zmęczenie tym tematem, przygotowaniami do tej „złej wieści” jest wyczuwalne. Dyrektorzy anten, redaktorzy przeglądają programy, artykuły… To ta smutniejsza, niewdzięczna, trochę paskudna strona mediów. Jest przygotowany tekst pożegnania, komentarz, w który o Janie Pawle II mówi się już jako o byłym, nieobecnym wśród nas.
|
|
| Chronowski podsłuchiwał się sam |
24-03-2005 10:20 |
Kolejna część sagi szpiegowskiej, mafijnej, gry służb i tym podobnych bzdur a’la James Bond. Okazało się, że senator Andrzej Chronowski podsłuchiwał się sam. W ramach obowiązku obywatelskiego, patriotyzmu Chronowski postanowił za własne pieniądze nabyć sprzęt do tajnych operacji, bo ten dostarczony przez prokuraturę nie zadawalał podsłuchiwanego Chronowskiego. Wyobrażam sobie jak Chronowski z niesmakiem reagował na jakość swoich poidsłuchów zapisanych sprzętem państwowym. Jaką później miał radość, gdy podsłuchiwał sam siebie na swoim sprzęcie. „-Nieudacznicy, nawet podsłuchu nie mogą dobrego założyć.” Poczucie satysfakcji, że jest się dobrym, lepszym od służb. Mam jednak problem, jak w takim razie zrozumieć późniejsze postępowanie Senatora Andrzeja Chronowskiego – wrzask, oburzenie, słanie listów do ministerstwa sprawiedliwości z żądaniem wyjaśnień w związku z bezprawnym podsłuchiwaniem senatora przez samego siebie?
|
|
| Bycie politykiem przestępcą bardziej się opłaca |
23-03-2005 10:28 |
Obłuda? Hipokryzja? Bezczelność? Takie myśli towarzyszą, gdy słucham rozmowy prokuratora krajowego Karola Napierskiego rozmawiającego z Moniką Olejnik o zeznaniach byłego prokuratora Andrzeja Czyżewskiego. Karol Napierski: - „Jeżeli istotnie tak jest, że oprócz tych słów były jeszcze jakieś dowody to zmieniało by postać rzeczy. Natomiast jeżeli to były tylko te słowa, które słyszeliśmy, no to należy się zastanowić, że czy okoliczność, że pan Czyżewski słyszał rozmowę jakiejś grupy osób na temat jakiegoś polityka, że on tam kogoś osłania, że to jest taka okoliczność, która powala z nóg i które już tego polityka dyskredytuje. Ja osobiście z takim poglądem się absolutnie nie zgadzam, bo w ten sposób najbardziej niewinnego człowieka można spotwarzyć.” No, właśnie panie prokuratorze, dlaczego w przypadku zeznań wymierzonych w polityków stosuje się inną optykę, a gdy chodzi o zeznania przeciwko zwykłym obywatelom taka obawa o „spotwarzenie” nie występuje. Przecież zeznania kluczowego świadka w sprawach tzw. mafii pruszkowskiej ps. Masa są w dużej części także w stylu „słyszałem rozmowę.” Pan Karol Napierski w ten sposób się o nich nigdy nie wypowiedział. Przy tym świadek koronny Masa miał interes w tym by mówić to, co oczekiwały organy ścigania. Pomniejszać swoją rolę, wynosząc na piedestał mafijny innych. Zastanawiające jest także, dlaczego wątki dotyczące polityków w aktach Masy nie mogą skończyć się tym samym co w przypadku zwykłych przestępców, aktem oskarżenia? Ile to już czasu minęło? Pięć lat. Pierwsze zeznanie złożył o godzinie dziewiątej 4 czerwca 2000 roku w Wadowicach w obecności prokuratorów Elżbiety Grześkiewicz i Jerzego Mierzewskiego. Słyszę już prokuratora, który uzasadnia „brak postępowań przeciwko politykom” tym, że zeznania Masy nie uzyskały innego uzasadnienia dowodowego. Tylko kogo one tak naprawdę interesowały? Z zeznań Masy wynika, że były sprawy, które bardziej interesowały organa ścigania i sprawy, np. polityków, które zamiatało się pod dywan. Żyjemy w kraju, w którym bycie przestępcą politykiem zawsze się bardziej opłaca niż bycie zwykłym przestępcą. |
|
| Kulka w łeb? |
21-03-2005 22:52 |
To nie jest fragment dialogu z taniego filmu gangsterskiego klasy B, to polska rzeczywistość. Fragment stenogramu rozmów byłego ministra skarbu Andrzeja Chronowskiego z Mirosławem Borkowskim, byłym prezesem związanej z PZU spółki.
Borkowski: Włożyłeś kij w mrowisko - k... - Andrzej. Chronowski: - No, ale ja się z tego już nie wycofam, Mirek. Co ja mogę? Jakie mam wyjście - kurna - no?
Borkowski: - Nie wycofasz się, bo już - k... - teraz padło nazwisko.
Chronowski: - No.
Borkowski: - Nie wycofasz się.
Chronowski: - Czyli co - kulka w łeb?
Borkowski: - Nie, Andrzej. Nikt do ciebie nie będzie strzelał, moim zdaniem. Będą chcieli Cię - k... - niestety zniszczyć.
Chronowski: - Oszołoma zrobić.
Borkowski: - Zrobić Cię oszołomem, zniszczyć, zniszczyć publicznie.
Chronowski: - To, to pieprzyć, to - wiesz - to dam radę. Ja się... Wiesz, boję się o kulkę - kurna - tylko, no.
Borkowski: - Nie no, ja nie, nie wiem nic, w tej chwili nic mi nie wiadomo, żeby ktoś chciał cię p... |
|
| Sprawa Biedrzyńskiej |
19-03-2005 10:55 |
Media potrafią zniszczyć, rozwalić na kawałki człowieka. Nie uznają stopnia winy. Jest temat. Da się z tego zrobić Newsa, a wiec wyrok zapada. Dziennikarz, redaktor, naczelny nie zawracają sobie sprawy obroną, procesem odwoławczym, wyznaczają zawsze tę samą karę bez zawieszenia– ukrzyżowanie, powieszenie, rozstrzelanie słowem, obrazem… Od kiedy to wyrok musi uwzględniać stopień winy? Prawo do obrony? A po co? To tylko zamota obraz, przeszkodzi w jednoznacznej wymowie. A to musi być nośny artykuł, wyrazisty reportaż. Redaktorzy zawsze podkręcają materiały. Jakże wielu znajomych dziennikarzy na to się skarży. Nigdy nie użyliby słów, jakie potem widnieją w tekstach sygnowanych ich nazwiskiem. Ostatnio osoba, która pisała artykuł związany ze mną z bezsilnością w głosie powiedziała – „Przecież wiesz, że nie miałam na to wpływu.”
Ile jest medialnych ofiar? Nikt tego nie zliczy. Codziennie ktoś jest przez media ścierany na proch. Możesz właśnie na to liczyć, że staniesz się ich tylko chwilowym żerem, łupem. Miej nadzieję, że ktoś inny wypchnie cię z pierwszej strony gazety. Ot, choćby taka Adę Biedrzyńska. Tobie dadzą spokój, a na niej powieszą wszystkie psy z okolicy.
Zaprosiliśmy Adę Biedrzyńską do programu „Nakręcona noc”. Miała być ofiarą tabloidów, może nie do konca ofiarą, a raczej osobą, która kiedyś od nich oberwała. Trochę trywializowałem całą sprawę. Ot, taka prasowa zadyma, po której się uciszyło. Minęły dwa lata od września 2003 roku. Pomyliłem się, przyznam, że nie spodziewałem się spustoszenia jakie wywołała w niej medialna nagonka, której stała się celem. Biedrzyńska jest kłębkiem nerwów. Zaszczutym psem. Boi się każdego dziennikarza, wietrząc podstęp.
Ada Biedrzyńska przyniosła ze sobą wycinki gazet. Brak litości, umiaru był zatrważający. Nie czytam regularnie prasy kolorowej, tabloidów, więc nawet nie zdawałem sobie sprawy, że tzw. sprawa Biedrzyńskiej nie powinna była nigdy przyjąć takich rozmiarów. Przez kilka tygodni, bywało tak, że dzień w dzień, ciągle z łam gazet padały coraz bardziej kąśliwe teksty, opatrzone celowo dobranymi fotografiami Ady. To była egzekucja, a nie rzeczowe podejście do sprawy. Nie znam wielokrotnego zabójcy, pedofila, który by dzień w dzień był na łamach tej samej gazety pod takim jej pręgierzem.
W jej przypadku zatracono proporcję. Wina Biedrzyńskiej, jeśli była, w żadnym stopniu nie zasługiwała na taką zajadłość. Przeprowadzono egzekucję, nie dając jej prawa do obrony. Przed programem „Nakręcona noc” trzeba było ją uspokajać. Obawiała się, że wybuchnie na wizji płaczem i ludzie pomyślą, że gra przed kamerami. Bierze na wzruszenie. A w niej naprawdę to wszystko kipi. Ona ciągle tym żyje. Patrząc na monitory w reżyserce widziałem jak z trudem powstrzymuje się od wybuchu płaczu. Dopiero po programie puściła tama, podeszła do mnie, wczepiła się w moje ramiona i zaczęła przeraźliwie płakać. Czułem się głupio. Bezradny. Chwilę później ktoś z redakcji rzekł mi, że teraz te same gazety rzucą się na mnie, z zemsty. One nie lubią jak ktoś im cokolwiek wytyka. Biorą wtedy człowieka na cel i rozstrzeliwują.
Coraz bardziej narasta we mnie potrzeba zrobienia filmu dokumentalnego „Dziennikarze”, o tej czarnej stronie dziennikarstwa. Kilka miesięcy temu wstępny projekt został złożony w dwójce, leży tam zapomniany.
|
|
| Maybe a little. A little, a little, a little - no more |
18-03-2005 09:41 |
Mam zszargane nerwy. Jestem przewrażliwiony. Byle okruch może wywołać u mnie wybuch. Wchodzę na montaż na Woronicza. System padł. Systematycznie wykłada się im system montażowy. Pojawił się za to stolik dla reżysera w montażowni. Kolejne godziny wylatują w powietrze. Nikt nie zadzwonił, nie uprzedził. Nawet nie słyszę słowa „przepraszam”. Bo za co przepraszać skoro to jest tutaj normą. A ja jedną, więcej niż jedną nogą siedzę w „Pedofilach”. I liczę każdą minutę. –„Idź sobie na kawę”- słyszę. – „Nie chce mi się tutaj siedzieć. Korytarze są tutaj toksyczne. Ostatnio ludzie chodzą jakby byli zombie.” Co druga osoba, z którą rozmawiam deklaruje, że najchętniej by się zwolniła stąd, gdyby gdzie indziej miała pracę. To demoralizująca atmosfera. Mam dwie godziny do zdjęć z Romanem Kluską. Postanawiam pojechać wcześniej do Novotelu, gdzie jesteśmy umówieni.
Zamawiam obiad. Jem w samotności. Czytam listy jakie ostatnio do mnie przyszły. „Od lata 2003 padam stale(!!!) ofiarą fałszywych oskarżeń…” Prawie każdy list to krzyk rozpaczy, wołanie o pomoc. Wydaję się być dla nich ostatnią deską ratunku. Jak widzą ciebie w telewizorze, oglądają twoje filmy, wydajesz się dla nich wszechmocny. Bezradność, tylko to mi zostaje.
W rozmowie z Romanem Kluską mówimy o tym samym. Ma łzy w oczach, kiedy wspomina jak o szóstej rano wpadli do niego rozbawieni, dowcipkujący, uzbrojeni policjanci, jak zakutego wrzucono do metalowej klatki, potem do policyjnej celi, gdzie całą noc do rana powtarzał jak mantre „Jezu ufam tobie”. Bo co mu pozostało? Potem kilkumiesięczna walka o to by nie znaleźć się na dnie. Minęły dwa lata a on nadal nie może z siebie zrzucić tego piętna wspomnień, krzywdy jaką zaznał od „państwa prawa”.
Wpadam na montaż. System już się podniósł. Działa. Przychodzi sms od Władysława Jamrożego. Jest zmęczony byciem w mediach. Dzisiaj od rana maglują o odnalezionym pamiętniku, który napisał trzy lata temu. „Ten pamiętnik to bajka i nadużycie do celów politycznych”. Przed dziesiątą opuszczam budynek telewizji.
Wieczorem rozmowa z Marcinem. Gorzka prawda o tym co się dzieje wokoło, tym bardziej gorzka, bo prawdę znamy inną niż ta medialna. Wspominamy o dzieciach, może im będzie dane żyć w innej rzeczywistości. Tej lepszej, a przynajmniej bardziej jasnej, przejrzystej. Miałem zasiąść do montażu „Pedofilów”, ale nie byłem w stanie. Jedna szklaneczka rozłożyła mnie całkowicie.
Rano budzę się i włączam TVN24. Wieczerzak, Jamroży. Wczoraj słuchał i czytał o swoich pamiętnikach, dzisiaj media zajmują się jego tajnymi kontami. Powiększający się Klub Krakowskiego Przedmieścia… Nie jestem w stanie tego słuchać. Ale nie mam siły nawet szukać pilota, który jeszcze był w ręku, a teraz zaplątał się w pościeli. Robię sobie kawę. Otwieram pocztę. Przyszedł e-mail od Anny Bojarskiej: „Maybe a little. A little, a little, a little - no more. Anna”
|
|
| Zaorski off the record |
17-03-2005 10:10 |
Z dokumentacji programu o sytuacji polskiego filmu. Janusz Zaorski nakręcił niedawno film fabularny za własne pieniądze. Zirytowany rzekł: „Co to kurwa za czasy żeby Zaorski musiał kręcić kino offowe!!!”
|
|
| Rozpadające się samochody TVP S.A. |
16-03-2005 17:19 |
Patrząc na stan samochodów jakimi telewizja publiczna wozi ekipy reporterskie i filmowe zastanawiam się, kogo tak naprawdę interesuje w jakich warunkach pracują dla telewizji twórcy. Rozpadające się samochody: nie domykające się, blokujące się drzwi. Dźwiękowcy nierzadko na planie mają swoje akcesoria, bo czasami brak zwykłej spinki do mikroportu. Zacinające się lub wyłączające się kamery. Przypomniał mi się obraz Rosji znanej mi sprzed wielu lat. Stan jakiejś inercji jest na Woronicza wszechwładny. Jeden z członków ekipy jako anegdotę opowiedział, jak upomniał się o podwyżkę. Od lat wszyscy pracują za tę samą stawkę. Szef na to odparł mu, że nie rozumie jego roszczeń. Powinien mieć satysfakcję, że pracuje ze znanymi ludźmi, aktorami. To powinno mu wystarczyć. Nie każdy ma taką możliwość. Zawsze są przecież debiutanci, którzy za połowę stawki przyjdą i pocałują za to w rękę. Być może stąd się bierze myślenie, które doprowadza do sytuacji, w której twórca jest traktowany jak nic nie znaczący element. - Godzina 16, kanapki wyjeżdżają – słyszę komentarz gdy mijamy bramę Woronicza. „Kanapki” to urzędnicy pracujący przy Woronicza 17. |
|
| Dlatego młodzi ludzie będą nadal pisać na murach HWDP |
15-03-2005 20:47 |
W styczniu 1998 r. roku Przemek Czaja został pobity na śmierć przez policjanta podczas zamieszek po meczu koszykówki w Słupsku Jak podaje PAP: rodzice zabitego przez policjanta Przemka Czai mogą nie dostać odszkodowania od policji. Od decyzji sądu przyznającej im 300 tysięcy złotych odwołał się Komendant Wojewódzki Gdańskiej Policji. Jednak prawnicy gdańskiej komendy twierdzą, że takich strat nie da się wycenić materialnie.” Trudno się nie zgodzić z argumentacją, że śmierć dziecka zatłuczonego policyjną pałką nie da się wycenić do końca. Żadna kwota nie będzie rekompensowała tego draństwa. Ale kwestionowanie przez policję zasądzonego przez sąd zadośćuczynienia jest co najmniej niesmaczne, świadczące o pysze władz policji. Każdy skazany płaci grzywnę i zadośćuczynienie, ale jak widać bandyci w mundurach mają stać ponad prawem. Potem się dziwią, że wśród młodych ludzi hasło HWDP jest ciągle najbardziej popularnym i rozpoznawalnym. Niechęć a wręcz nienawiść młodych do Policji w Słupsku na pewno nie zmaleje.
|
|
| Katyń według Rosji |
11-03-2005 15:42 |
Główna Prokuratura Wojskowa Federacji Rosyjskiej nie znalazła podstaw do uznania mordu katyńskiego za ludobójstwo - oświadczył główny prokurator wojskowy Rosji Aleksander Sawienkow. Cóż, to tylko kwestia oceny od ilu trupów w Rosji mierzy się zbrodnie ludobójstwa. Marzy mi się taka scena. Nasz prezydent Aleksander Kwaśniewski w czasie fety w Moskwie w związku z obchodami rocznicy Zwycięstwa wpiąłby sobie w klapę marynarki plakietkę z napisem cyrylicą Katyń. Ale to marzenie ściętej głowy. |
|
| Mały świat Rywina |
11-03-2005 14:47 |
Telefoniczna rozmowa z Lwem Rywinem. „Odwróciłem się plecami do mediów i będę konsekwentny póki nie zatrzyma się to ciągłe wylewanie ścieków” – słyszę. „Żyję w swoim małym świecie. Otaczam się małym gronem ludzi”. „To mi wystarcza”. Wspomina na koniec o cichej pracy nad dwoma projektami filmowymi. To nie były słowa człowieka przegranego, ale zranionego, mającego jeszcze siłę trwać. |
|
| Klub Anonimowych Alkoholików przy Wiejskiej |
11-03-2005 14:11 |
PAP donosi: "Ważniejsze od tego polowania na Gruszkę jest ten skandaliczny fakt zatrzymania Marcina T. Gruszka nie skłamał, Gruszka mówi, to, co w danej chwili trzeba powiedzieć. Od siedmiu lat jestem w Komisji ds. Służb Specjalnych, jestem uczciwym posłem, uczciwym Polakiem" - oświadczył. "Gdyby nie chodziło o Polskę, dawno bym to rzucił" - dodał Gruszka. Znaczy się on to robi dla mnie! A ja jestem takim niewdzięcznikiem? Bo wybuchłem śmiechem widząc jak się tłumaczy przyłapany na gorącym uczynku na kłamstwie. Żaden ze mnie patriota wychodzi na to. Gruszka powiedział, że spotkał się w ubiegły czwartek z matką zatrzymanego byłego asystenta, ale - jak dodał - nie pamięta, o czym rozmawiali. "Spotkałem się z nią w czwartek wieczorem, po 23 w Sejmie, w restauracji Hawełka po całym dniu pracy. Miałem głowę »sześć na dziewięć«. Ja nie pamiętam, o czym z nią rozmawiałem. Coś do mnie mówiła, ale ja nic z tego nie wyniosłem" - powiedział Gruszka dziennikarzom. I ja mu wierzę, bo po 23 na imieninach jest się w Sejmie w innej rzeczywistości, zresztą niektórzy potrafią być tak zmęczeni z głową „sześć na dziewięć” i o wcześniejszej porze. Oczywiście nie twierdzę, że wtedy poseł Gruszka był pod wpływem 39 procentów, bo wiem, że za chwilę zbierze listę kolegów posłów, którzy potwierdzą jego nieskazitelną trzeźwość na piśmie. Kilkanaście dni temu obsługa lotniska Okęcie nie wpuściła na pokład samolotu senatora SdPl Zbigniewa Zychowicza, czytam w Super Expresie. Według niej, parlamentarzysta był nietrzeźwy. Dziś Zychowicz przeprosił, ale nie za to, że był pijany. „Chciałem ogromnie przeprosić moich wyborców za to co się stało, za mój wygląd, i wyrazić wyrazy głębokiego ubolewania - powiedział senator na konferencji prasowej.” Pamiętam radosnego senatora, gdy wychodził z hotelu przy Wiejskiej. Przekonywał mnie wtedy do kamery, że Senat jest ta mądrzejszą izbą w parlamencie. Jednocześnie przekonywał, że "to nie alkohol, to zapalenie korzonków". - Miałem duże przeziębienie, wysokie nadciśnienie - przekonywał. Zastanawiam się, dlaczego rzeczą wstydliwą dla posłów i senatorów jest fakt bycia na mniejszym lub większy rauszu. W kraju ludzi pijących oni zawsze są trzeźwi. Sejm i senat wydaje się być największym klubem Anonimowych Alkoholików w Polsce.
|
|
| Fałszywa troska |
09-03-2005 19:26 |
Rozmawiałem dzisiaj z Wojciechem Eichelbergerem, pyta mnie co się dzieje z filmem „Pedofile”? „Przecież już dawno miała być premiera?” Jakiś czas temu z ironicznym uśmieszkiem wiszącym na ustach o to samo zapytał mnie prof. Czapiński. Raczej nie czuję wtedy troski w pytaniach, a jakiś rodzaj paskudnego zadowolenia. Z czego ono wynika? Ze szlachetności? Z lęku, że przypomniana będzie konferencja w obronie Andrzeja Samsona? „Czy zauważyłem, że media przestały zajmować się tym tematem?” „Zauważyłem, ale co z tego wynika, o film walczyłem zanim w mediach nie schodziły z pierwszych stron. Dopiero sprawa Andrzeja Samsona doprowadziła, że wreszcie na Woronicza 17 zapaliło się zielone światło dla tego filmu. Pytany jestem także o tym, jak się czuję z wiedzą, którą posiadłem? Bezradny, bo knebluje mnie prawo prasowe, prawo do wizerunki itd. Nie wiem ile będę mógł powiedzieć w filmie o kilku wysoko postawionych draniach. O znanym reżyserze, bo dotarłem na razie tylko do 16 letniego chłopca, a pedofilię w Polsce wyznacza granica 15 lat. Nie jesteśmy w tej kwestii Stanami Zjednoczonymi, gdzie tenże reżyser miałby już taki zarzut. Więc on dalej będzie mył dwunastoletnich chłopców, to jedno z jego ulubionych zajęć, i błyszczał na salonach. Chyba, że…
|
|
| Pięć dolarów i trzydzieści siedem centów |
09-03-2005 18:00 |
Nick Yarris ma 44 lata. 22 spędził w celi śmierci, niewinnie skazany za gwałt i zabójstwo. W wyniku badań DNA został uniewinniony. Czytam poruszający wywiad z nim Ewy Siedleckiej zamieszczony w Dużym Formacie. Czy za połowę życia spędzonego w celi śmierci należy mu się cokolwiek od państwa, społeczeństwa? Do czego poczuwa się wówczas państwo i społeczeństwo? Pytany, czy dostał odszkodowanie, odpowiada: „Kiedy wyszedłem z więzienia, miałem dokładnie 5 dolarów i 37 centów. Teraz mam niewiele więcej.”
|
|
| Bufety mówią wszystko |
08-03-2005 14:05 |
Witam, Dziękuję za e-mail. Tak, bufety mówią wszystko... W gabinetach tego nie widzą... Pozdrawiam, Sylwester Latkowski -----Original Message----- From: Sylwester Latkowski [mailto:sylwester@latkowski.com] Sent: Tuesday, March 08, 2005 2:04 PM To: 'Z... Subject: RE: Bar studia 5 |
|
| Bufet w łódzkim ośrodku TVP S.A. |
08-03-2005 13:59 |
„Witam :) W jednej z ostatnich notek na blogu napisał Pan: "Bufet studia 5. Jedyny czynny bufet na Woronicza 17, który w czasach świetności telewizji, gdy studia tętniły życiem pracował całą dobę. Dzisiaj po 23 z hukiem opada metalowa roleta.".:) Zapraszam kiedyś na kawę (no, niezbyt dobrą, ale zawsze kawę) do ośrodka łódzkiej telewizji. Nasz bufet też kiedyś tętnił życiem od rana do nocy, a sceny, które się niegdyś w nim wydarzyły, krążą nadal po korytarzach. Teraz zamiast kolorów i zycia są kopytka z mikrofalówki, zupa węgierska z resztek z poprzedniego dnia i znudzony pan Boguś. Bar otwierają przed 9, zamykają o 15.30. Wszystko się toczy w tym samym rytmie, rytmie upadku i degrengolady. Bo w studiach tylko jakieś quasi-publicystyczne rzeczy raz od wielkiego dzwonu (wiadomości- jedyny w miarę normalny program, już dawno nadawane są ze względów oszczędnościowych nie ze studia, a z newsroomu...). Szkoda, że w tych murach robiono kiedyś na żywo jedne z najlepszych teatrów telewziji, o innych audycjach nie wspominając. Szkoda swoją drogą, że nikt na historię tej firmy nigdy jeszcze nie spojrzał od tej strony, albo laurki słodkie do zemdlenia, albo totalny brak szacunku i zrozumienia dla przeszłości. pozdrawiam serdecznie…”
|
|
| Niewłaściwy protest |
07-03-2005 21:28 |
Gdy cię będą wyrzucać z Woronicza, najwyżej zaprotestują geje, lesbijki, feministki, alterglobaliści, antyamerykanie i zwolennicy pisania na murach CHWDP, a to jest bez znaczenia, lepiej żeby zaprotestowała młodzież wszechpolska i Związek Harcerstwa RP – usłyszałem od osoby z TVP S.A. |
|
| Czyste powietrze Możdżera |
06-03-2005 12:38 |
Rozmawiam telefonicznie z Leszkiem Możdżerem siedzącym teraz we Wrocławiu i piszącym muzykę do musicalu „Scat”. Wymieniamy gorzkie uwagi na temat polityki i polityków. Leszek Możdżer oświadczył dzisiaj na swojej stronie o czwartej nad ranem: „Czytuję w gazetach, że ponoć popieram, czy raczej mam popierać jakąś partię (OPZR czy PKS już nie pamiętam). Są to kompletne bzdury, które chciałbym mocno i troskliwie zdemontować. Od świata polityki staram się trzymać z daleka, zbyt cenię sobie czyste powietrze.”
|
|
| Tworzy się pomiędzy |
05-03-2005 12:16 |
Bufet studia 5. Jedyny czynny bufet na Woronicza 17, który w czasach świetności telewizji, gdy studia tętniły życiem pracował całą dobę. Dzisiaj po 23 z hukiem opada metalowa roleta. Jak zwykle zbieramy się tutaj przed programem („Nakręcona noc”). Rozmowa z Krzysztofem Jaryczewskim, dawnym leaderem Oddziału Zamkniętego. Dzisiejsze wyciszenie i skromność odbiegała od tego, co widziałem 20 lat temu, kiedy byłem na koncercie Oddziału Zamkniętego. „Sex, drugs i rock n roll”. O tym dzisiaj nocna dyskusja w studio. Janusz Kosa Kosiński opowiada, jak cenzorzy orzekli, że w piosence nie można śpiewać o „gandzi.” Nikt nie pozwoli na jej rozpowszechnianie. Wówczas to zamieniono „gandzie” na „Andzia”. Mottem programu stało się wyznanie Krzysztofa Jaryczewskiego, który dwadzieścia lat ćpał i pił. „Jeśli tworzyłem to tylko pomiędzy”. Na trzeźwo.
|
|
| Teatr Ósmego Dnia zachwycony performancem Konnaka |
04-03-2005 12:46 |
Piszę scenariusz do dzisiejszej "Nakręconej nocy" „Sex drugs & rock'n'roll”. Robert Jarosz przesłał mi informacje o Konio. Nie byłem w stanie przeczytać ich bez reakcji wymiotnej. Dwukrotnie omal nie wylądowałem z głową w sedesie. Robert pisze: „Konio BYŁ I JEST odlotowcem. Ale być może nawet Ty nie znasz pewnej historii:-) Oto co opowidział Tymon Tymański o jednej z wyjazdowych akcji formacji TOTART do Rzeszowa w drugiej połowie lat 80-tyc - to jest świetna opowieść dla naszego kontrolera z TVPsa.
" Cala akcja trwala krotko, 25 minut, Sajnog wyglosil swoj najnowszy teoremat, ktory zreszta kitral przez 2-3 dni. To juz byl totalny, dekadencki zlew, nie pamietam dokladnie, nie sluchalem tego szczerze mowiac. Bylismy tak rozdygotani, bo Konio przez 3 godziny wczesniej trzymal kupe w dupsku. Byla zaplanowana, wiec kazalismy mu nie wysrywac sie. Musisz trzymac palec w dupie, trudno, musisz walnac klocka na tacy. l tylko to mialo sie stac, a Konio, wiadomo, byl nieprzewidywalny i podejrzewam, ze gdyby on byl tam sam, to moze rozsmarowalby sie w tym klocku, ale obok byl Sajnog, a my to wszystko kontrolowalismy. Sajnog wyskoczyl tam z tych 25 minut teorii, Konio zaczal tanczyc taniec dookola tacki, ja przygrywalem. Konio rozebral sie do naga, byl w rajtuzach, wygladal jak wokalista Boney M, dalej tanczyl idiotycznie, mesmerycznie i wreszcie poszla kupka na tace. Pamietam, ze stalem blisko, najblizej wlasciwie i tak troszeczke mnie zemdlilo i troszeczke sie cofnalem, o dwa metry . Spiewalem numer zespolu Suicide "Turn Me On", w polskiej wersji "Dziewczyno nakrec mnie", a ja spiewalem w wersji "Pawle zrob to, Pawle". Gralismy w duecie z perkusista Miliona Bulgarow. W ogole, tak na marginesie, w tym czasie totalnie przewartosciowala sie moja koncepcja koncertow. Gitarzysta Sni Sredstwom za Uklanianie (nazwa muzycznej formacji Tymona - red.) nie dojezdzal na proby, wiec gralismy we dwojke-"perkusista i basista, nie mielismy zadnego materialu, we dwoch trudno byloby go zreszta odgrywac, choc Variete robilo tak przez pare lat: gralo w duecie, czy w trio, ale bez gitary. A my po prostu gralismy od czapy, jakies totalne pierdoly, muzyke improwizowana pod spektakl. Spotykalismy sie z goscmi takimi jak ludzie z grup Kormorany czy Luksus itd. i to o czym rozmawialismy przenikalo sie. W tym czasie, kiedy Konio zrobil kupe na tace zobaczylem, ze chyba z 50 osob cofnelo sie totalnie przerazonych i ruszylo ku wyjsciu. Zostalo chyba z 10 osob, moze 15, w tym dwie osoby z "Teatru Osmego Dnia", ktore byly zachwycone performancem.
Dla nich bylismy krolami: pomalowane ryje, Konio w boskim odjezdzie. l skonczylo sie to tak, ze Sajnog w druga kupe, ktora zostala zmajstrowana przed koncertem, przed performancem: do kilku serkow topionych dorzucil troche kakao. Wtedy przestalem cokolwiek widziec, bo to bylo juz totalnie odjechane, pojawily sie tabuny kurzu i nie wiadomo z czego powstaly, Awsieje sie malowali, chlapali farbami, wszystko pryskalo dookola, zgielk, jazgot, pornol sie pojawial i Zbigniew maznal, ta sztuczna oczywiscie, kupa po twarzy Koniowi. Ten z rozmazana sztuczna kupa na twarzy, w ekstazie, biegal, szalal, tarzal sie i chyba lezal nagi przez chwile w takim uniesieniu, ekstazie i wtedy ja, ktory wczesniej wypilem 3 browary po to, zeby sie na niego odlac, w pewnym momencie zaczalem na niego lac, ale uwazalem, zeby nie lac na twarz, lalem mu na cialo. Pamietam, ze ciekawym zjawiskiem byly strugi moczu, ktore sie rozbryzgiwaly wokol ciala i uciekaly w ciemnosc, bo na niego szedl snop reflektora,a wokol bylo ciemno. Kudlaty, katem oka to widze, wyciaga parowki zebami z rozporka sajnogowego. Napakowal tam sobie wczesniej chyba ze 12 parowek. Kudlaty jak zwykle golil sie chyba, w miednicy nogi myl, plul do wody, betel zul, czy cos takiego, same wstretne sprawy. I juz final: koncze grac, wchodzi muzyka wagnerowska - ten najpopularniejszy fragment z "Pierscienia Nibelungow", a na ekranie za nami wciaz leci porno.Wtedy spontanicznie rozbilem o podloge swa pierwsza gitare basowa, ukochanego "orlika", spontanicznie, bo pozniej przez pare miesiecy nie mialem na czym cwiczyc. l to byl final. Kiedys mi zreszta tego pornola, na moje wlas | | |