menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Demokracja barbarzyńców 30-12-2006 20:45
Po przebudzeniu chwytam pilota. Włączam telewizor. Mężczyźni w kominiarkach wkładają na szyję Saddama Husajna pętle z grubego sznura. Dlaczego ci kaci nie mają odwagi pokazać swoich twarzy?  Teraz media przez kilkadziesiąt godzin będą żywić się obrazem mordowania człowieka. Wiadomo, drań, bandzior, ale trudno spokojnie patrzeć jak w imię sprawiedliwości pozbawia się życia. Zresztą o jakiej sprawiedliwości można mówić po procesie przypominającym farsę? To wybiórcza sprawiedliwość. Saddam po dokonaniu zbrodni, za którą został teraz skazany, przez wiele po niej był partnerem do rozmów z Amerykanami. Ramsfeld w czasie swojej wizyty uśmiechał się do niego i ani słowem się nie zająknął na ten temat. Teraz George Bush coś bełkocze, że powieszenie Saddama to krok milowy irackiej demokracji. O jakiej on mówi demokracji? Tej wprowadzanej barbarzyńskimi metodami? Dość. Wyłączam telewizor. Przez cały dzień w domu nie ma włączonych informacji.

(16) komentarzy / skomentuj

18 rocznica sukcesu śledczych 29-12-2006 15:18
Po raz 18 przedłużono śledztwo w sprawie zabójstwa w 1998 roku byłego szefa policji gen. Marka Papały. To rekord śledztwa, którego jeszcze kilka miesięcy temu, w związku z postępowaniem ekstradycyjnym Edwarda Mazura, niektórzy komentujący dziennikarze, politycy, uznali za śledztwo uwieńczone sukcesem.  Powstały artykuły wychwalające pod niebiosa ekipę śledczą. Nikt nie zadawał trudnych pytań prokuratorom i policjantom zajmującym się sprawą.

Ile jeszcze ma być takich rocznic, by ktoś serio zapytał o efekty dochodzenia potwierdzone wyrokami sądowymi. Może zamiast fiestowania usłyszelibyśmy odpowiedź na pytania: Dlaczego zginął generał Papała? Kto go zabił? Kto zlecił zabójstwo?

(4) komentarzy / skomentuj

Czy w wojsku nadal malują trawę? 29-12-2006 10:06
Natrafiłem na wpis w blogu Roberta Chojnackiego, członka zespołu De Mono, a w nim można przeczytać historyjkę, która pokazuje, że w wojsku czasy malowania trawy na zielono nie minęły. Dla nie wiedzących o co chodzi, przypomnę obyczaj polegający na tym, że w jednostkach wojskowych przed wizytami ważnych dygnitarzami robiono generalne porządki, czasami nawet malowano trawę na zielono tak jak to miało miejsce w latach osiemdziesiątych podczas wizyty generała Wojciecha Jaruzelskiego w jednostce wojskowej w Elblągu.

Zmieniają się systemy, rządy, a w wojsku wszystko po staremu. Media rozdzierają szaty nad wykorzystywaniem policjantów jako taksówkarzy i posłańców z kanapkami, niech zajrzą do koszar. Każda jednostka wojskowa to folwark mniej lub bardziej rozgarniętego, mniej lub bardziej pijącego dowódcy. Testy sprawnościowe ministra Sikorskiego nie zmienią menalności kadry wojskowej. Jeden z wojskowych powiedział mi, że "każdego cywila, czy to prezydent, czy minister, generałowie uziemiają salutowaniem, celebrą, dupowłaztwem. Sikorski tak jak wszyscy także jest łasy na to.”

Robert Chojnacki pisze: „Lecimy do Sochaczewa tam jest lotnisko wojskowe, może damy radę jakoś wylądować. (…)Poruszając się coraz wolniej i tracąc wysokość po kilku minutach w oddali dostrzegliśmy wąski pas lotniska (...) - Zaaresztują nas zobaczysz Stasio warknął sam do siebie - ale nie było już wyjścia. Jakież było nasze zdziwienie gdy podchodząc do lądowania zauważyliśmy kręcące się po pasie samochody z zimowej szkoły jazdy, takich jakich teraz pełno się porobiło (...)

Ostatecznie wszystko się udało i ku zdumieniu wszystkich uczących się przelecieliśmy lotem ślizgowym nad ich głowami, po czym miękko wylądowaliśmy na pasie. Po wyjściu z samolotu wytłumaczyliśmy krótko przyczynę naszej niespodziewanej wizyty i udaliśmy się do namiotu na herbatkę. Po ok.20 min. przyjechał do nas ,widocznie na zwiady samochód z napisem ŻW w celu uzyskania wyjaśnień o tajemniczym lądowaniu niezidentyfikowanego statku powietrznego. Dalej było już nieco "żwawiej" bo zdarzenia następowały w iście "ekspresowym tempie", tj. po następnych 20 min. Przyjechał kolejny samochód który w asyście uzbrojonych po zęby żołnierzy odeskortował nas do sztabu jednostki na przesłuchanie. Jednym słowem było tak jak przewidywał Stasio. Już na miejscu oznajmiono nam , że jesteśmy zatrzymani ponieważ wtargnęliśmy bezprawnie na teren lotniska, i bez pozwolenia z wieży wylądowaliśmy na terenie jednostki wojskowej. Po prostu kula w łeb i już !!! Oczami wyobraźni widziałem siebie skutego kajdanami w stosownym pasiaku jak dużą szczotą ryżową czyszczę za karę na mokro kilkukilometrowy pas startowy i tak codziennie w deszcz i upał do końca mojego marnego żywota

Patrzyłem na to wszystko myśląc - Gdzie ja jestem? Co ja tutaj robię? - To tak jakbym cofnął się w czasie do okresu wczesnego Gierka i Jaruzelskiego. Koniec świata. Nie pomagały żadne nasze tłumaczenia, że samolot miał awarię, że byśmy się pozabijali, że to i owo. Sytuacja robiła się nie ciekawa i tylko cud jakiś mógł nas wybawić z tej opresji. Tym cudem jak się później okazało była i to w całej swojej rozciągłości panna Krysia , sekretarka dowódcy, która akurat wniosła do gabinetu małą kawę dla swojego szefa. Kątem oka spojrzała na nas i widocznie rozpoznała moje skruszone oblicze stojące gdzieś w kącie pod ścianą, bo już za chwilę wyciągnęła z gabinetu dowódcę wraz z jego ordynansami i nie było ich jakąś dłuższą chwilę. Po pewnym czasie całe Towarzystwo wróciło do pokoju a na ich twarzach malował się tajemniczy uśmieszek. Pan Dowódca nieśmiało zagadnął: To Pan to ten śpiewak, czy jak tam? a ja na to , że tak dajmy na to, czy coś w tym stylu. Na to Pan Dowódca: A to bardzo przepraszam Szanownych Panów za poniesione straty moralne, bo widocznie zaszło małe nieporozumienie towarzyskie itp.

(…)Od tego momentu nasza rozmowa przyjęła bardzo pozytywny, wręcz towarzyski charakter. Pan Dowódca jednym telefonem błyskawicznie załatwił odholowanie samolotu do pierwszego wolnego hangaru i ogólnie rzecz biorąc zrobiło się bardzo miło i sympatycznie. Na kolejnym etapie naszej już jakże miłej pogawędki przeleciał błyskawicznie do zupełnie innych, jakże istotnych dla strategii i obronności założeń i tematów stawiając zasadnicze pytanie o fundamentalnym wprost znaczeniu dla naszej wspólnej przyszłości... To czego się napijemy Panowie? czysta czy kolorowa? Jeżeli chodzi o mnie to zawsze czysta, a najchętniej w postaci nisko skondensowanego 42% syropu ziemniaczanego z nalepką LUKSUSOWA na opakowaniu zbiorczym, tj. szklanym. O całym późniejszym Grand Finall nawet nie wspomnę, bo to akurat objęte jest klauzulą "Ściśle Tajne". Reszty zasadniczo też już nie pamiętam, a Wy możecie jedynie się tego domyślać”
(1) komentarzy / skomentuj

O pryszczatych 28-12-2006 21:59
Mama wróciła ze szpitala do domu. Kuracja antybiotykowa zakończona, więc można spokojnie pić Cuba Libre. Wczoraj w rozmowie z Piotrem Pytlakowskim ten porównał dzisiejszych dziennikarzy stojących w jednej linii z rządzącymi, gotowymi do wsparcia słowem pisanym i mówionym, do „pryszczatychi”. Tak w latach pięćdziesiątych nazywano dziennikarzy „wspierających władzę.”  Wymieniliśmy nazwiska obecnych pryszczatych, zebrała się niezła dziennikarska śmietanka.

Właściwie przestałem oglądać informacje w telewizji. Na chwilę dzisiaj włączyłem „Kropkę nad i”. Ludwik Dorn z niechęcią wyznał Monice Olejnik, że ma uczucie dyskomfortu z zasiadania w rządzie razem z Andrzejem Lepperem. Pragmatyzm polityka jest jednak ważniejszy. I słusznie. Opozycja, która dzisiaj krzyczy sama dla utrzymania władzy weszłaby w konszachty z Lepperem. Dorna można czasami polubić za szczerość. W polityce nie ma przecież moralności. Ta występuje wyłącznie w spotach wyborczych.

(3) komentarzy / skomentuj

Wigilijne opowieści o zatrzymaniu organizatorów przemytu 28-12-2006 13:47
„Polscy policjanci we współpracy ze szwedzkimi organami ścigania udaremnili przemyt 1,5 tony kokainy z Ameryki Południowej do Polski (…) o czarnorynkowej wartości 300 milionów zł. To największa udaremniona próba przemytu kokainy do Polski.

Sprawa miała swój początek na początku grudnia w Goeteborgu, gdzie Szwedzi znaleźli i zabezpieczyli 1360 kg kokainy. Szwedzcy i polscy funkcjonariusze ustalili, że narkotyki miały trafić do Polski. Do Polski popłyneły jednak nie narkotyki, a podstawiona przez policjantów substancja. (…) Wspólne śledztwo policjantów Centralnego Biura Śledczego, Komendy Wojewózkij Policji i Prokuratury Okręgowej w Szczecinie doprowadziło do zatrzymania organizatorów przemytu.” Tyle komunikat prasowy KGP. Czyli sukces. Ale czy na pewno i jeśli jest, to czyj tak naprawdę?

Funkcjonariusz zajmujący się sprwami narkotyków  zwraca mi uwagę na kompeltny brak zufania do polskich służb. Inaczej by pozwolono na kontrolę tej przesyłki i nikt by się nie bawił w podmianę na mąkę. „Kokę zatrzymano, ale już nigdy nie dowiemy się gdzie miała iść.” Podważa też fakt, że polskie służby i prokuratura zatrzymali organizatorów przemytu. „Zatrzymano polskiego słupa i kontrolera z meksyku. Wedzą ile wiedzą, czyli nie wiele. Dlatego płonne są nadzieje prokuratory, że poznamy w tej sytuacji osoby naprawdę stojące za tym przerzutem. Nawet gdyby Meksykanin zdecydował się być świadkiem koronnym.

Tyle koki to jest ilość niespotykana, nie wystarczy kupić kokę, trzeba ją też sprzedać. Za tym przerzutem musiał stać ktoś naprawdę gruby a nie jakić Meksykanin i polski budowlaniec.”

Mój rozmówca powątpiewa, że w tej sprawie w ogóle wzięto zakładników, o czym dzisiaj donoszą media. „Owszem Kozina załatwił taką możliwość Polakom, ale taka ilość  stoi poza możliwościami polskich grup przestępczych. To był dil na Europę, oraganizowany przez świat a nie przez Polaków. Polska to był zawsze kraj tranzytowy, ze zmiennym systemem rozpowadzania.”

http://www.policja.pl/portal/pol/1/4963/
http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34317,3816120.html
(2) komentarzy / skomentuj

Czy w sprawie Gudzowatego chodzi o prawdę? 27-12-2006 22:38
Praktycznie bez echa przeszła dzisiejsza informacja, że prokuratura postawiła zarzut płatnej protekcji Tadeuszowi Jacewiczowi. Wkrótce usłyszeć ma go Lech Jaworowicz. Obaj mieli nakłaniać Aleksandra Gudzowatego do wręczenia łapówki synowi Leszka Millera. Tymczasem dzisiaj w mediach ważniejszą wiadomością była sprawa ankiety Giertycha. I kolejny odprysk kanapkowy Surmacza. A wiec tematy, które nie mają takiej rangi jak ten. To pryszcze przy tym. W sprawie pojawia się przecież nazwisko ówczesnego premiera rządu RP.

Wokół sprawy Aleksandra Gudzowatego trwa dziwna gra. Toczy się powoli, niemal w cieniu. Media są jakby niechętne w nagłaśnianiu sprawy. A jeśli się to dzieje, to jakby półgębkiem. Można także zapytać, dlaczego mając do wyboru kolekcję taśm Gudzowatego, tak naprawdę poznaliśmy zapis mało znaczących taśmy z zapisem nagrań rozmowy Gudzowatego z Michnikiem, a nie z żądaniem łapówki od Gudzowatego? Pojawiły się tylko prasowe artykuły.

Jeden z moich rozmówców uważa, że mediom nie zależy na uwiarygodnianiu Gudzowatego. Dlatego dzisiaj ważniejsza była chęć liczenia uczennic w ciąży przez Romana Giertycha. Dlaczego nie zależy? Bo to miałoby godzić w Michnika, Gazetę Wyborczą. Może coś jest na rzeczy, ale nijak nie mogę się zgodzić z tym, że sprawa płatnej protekcji oznacza uwiarygodnienie się Gudzowatego. Gudzowaty w tej sprawie też nie działa przejrzyście. I najważniejsze, kto naprawdę wierzy, że Gudzowaty to święty polskiego biznesu?

Prokuratura, która jakby mogła to do ostatniego dnia trzymałaby w więzieniu Lwa Rywina, w tej sprawie wydaje się być miękka. Porównajmy to z działaniem w innych sprawach o charakterze korupcyjnym. Prokuratura tym razem nie zatrzymuje podejrzanych przy pomocy brygad antyterrorystycznych w asyście kamer. Nie organizuje konferencji prasowych. Zgada się na kaucje. A przecież zeznania Jana Bisztygi, Aleksandra Gudzowatego i zapis nagrania wydają się być twardymi dowodami.

Inny mój rozmówca, bliski współpracownik Aleksandra Gudzowatego, wspomniał, że w ogóle prokuratura nie zajęłaby się sprawą, gdyby nie interwencja jednego z byłych polityków. Kto ma teraz interweniować, byśmy poznali kolejną warstwę sprawy Gudzowatego? Sam zainteresowany Aleksander Gudzowaty też przycichł. Czy ktoś z dziennikarzy prowadzi śledztwo dziennikarskie w tej sprawie? O co w ogóle chodzi w sprawie Gudzowatego? Czyj interes jest teraz ważniejszy? Gudzowatego? Millera? Tej czy innej grupy polityków? Czy na pewno w sprawie Gudzowatego chodzi o prawdę?
(5) komentarzy / skomentuj

I po świętach 26-12-2006 18:50
O północy mama trafiła do szpitala. Dowiedziałem się o tym już po nocnej nerwówce siostry. Miałem wyłączone i wyciszone telefony. Rozmawiam z obolałem mamą podpiętą pod kroplówkę. Głos wycieńczony. Zastanawiam się czy wsiadać w samochód i gnać do Elbląga, ale w czym ja mam teraz pomóc? Mama musi przede wszystkim spać. Rozmawiam z lekarzami. Jutro będzie wiadomo, kiedy wykonają zabieg. Wieczorem będzie wiecej niż zazwyczaj Cuba Libry. Może lepiej już odstawić antybiotyk.


(3) komentarzy / skomentuj

Na skróty 25-12-2006 00:15
Na kilka dni przed świętami dopada mnie choroba. W czasie spotkania z Mariuszem Łapińskiemu, dzień po jego konfrontacji z Aleksandrem Kwaśniewskim, wypisuje mi antybiotyk, co prawda ma inną specjalizację, ale też jest lekarzem, recepty miał przy sobie. W zamian za poradę medyczną dostaje ode mnie przeczytaną książkę Ziemkiewicza  „Michnikowszczyzna”. Niech idzie dalej, drugi raz jej przecież czytać nie będę. Łapiński z Ziemkiewiczem mają podobne poglądy, co wielu może zaskoczyć. Kuracja idzie po woli. Może dlatego, że teraz krzyżuję Cuba Libre z lekiem. A może powinienem pójść do specjalisty. Tony Benett przyśpiewuje. Wszyscy zmęczeni Wigilią poszli spać. Jeszcze dochodzą jakieś zabłąkane smsy z życzeniami. W skrzynce odbiorczej jest już ich 256. Smsy, e-maile, ani jednej kartki w tym roku. Na skróty zawsze szybciej.

(5) komentarzy / skomentuj

Ciche odejście 19-12-2006 00:40
Jeszcze kilkanaście dni temu rozmawiałem z Witkiem Gadowskim. Spotkaliśmy się przypadkowo na dworcu kolejowym. Wspominał o pracy nad kolejnym sledczym filmem. Ostatni zrobił wraz z Jarosławem Jabrzykiem, Przemysławem Wojciechowskim o aferze związanej z prywatyzacją PZU. Tym razem „o gazie”. Kilka dni temu słyszę, że został dyrektorem ośrodka TVP w Krakowie. Rzucił wszystko w cholerę. Niemożliwe. Chwytam za telefon. Wysyłam smsa z pytaniem. Potwierdza. Właściwie, czemu byłem zaskoczony? Sam mam to ochotę rzucić. Rozmawiałem niedawno z kilkoma osobami, które już to zrobiły, albo są bliskie tego. Wzniosłe gadanie o dziennikarstwie śledczym, jego roli, sile, misji. Przybywa tylko wrogów, marne poczucie bezpieczeństwa dla siebie i rodziny. Tapla się człowiek w bagnie. Ciągła szarpanina. Paskudny rodzaj dziennikarstwa, dokumentu, reportażu. Więcej dajesz, niż uzyskujesz.

(5) komentarzy / skomentuj

Mataczenie śledztwem 18-12-2006 22:05
Były kłamstwa, teraz słyszymy o zacieraniu śladów w śledztwie. Zapis wideo, na którym zarejestrowano urzędników MSWIA i policjantów bawiących się w warszawskim klubie został skasowany. A podobno wszystko miało być wyjaśnione. Czy policja, prokuratura dojdzie, kto stał za mataczeniem śledztwa? Gdyby nie dotyczyło to urzędników MSWiA i policji, dawno byłby areszty. Są równi i równiejsi. Faktem jest tylko śmierć dwójki policjantów odwożących rozklekotanym radiowozem dygnitarza MSWiA. Resztę da się zmanipulować. Przy coraz wieszej bierności mediów w tej sprawie.

(3) komentarzy / skomentuj

Chłopaki uzdrawiają piłkę nożną 18-12-2006 20:30
Pretendent na uzdrowiciela polskiej piłki nożnej Ryszard Czarnecki pisze w swoim blogu: „Sobota wieczór - obchody 50-lecia tygodnika "Piłka Nożna". Długa rozmowa z Listkiewiczem. Boniek mówi do mnie, że za wcześnie wystartowałem z kampanią wyborczą na prezesa PZPN - mam inne zdanie. Pogadaliśmy we trójkę: Listek, Zibi i ja. Boniek jest za zjazdem PZPN w 2008 roku - ja optuję za terminem rok wcześniejszym, Listkiewicz tak samo. Tłumaczę Zbyszkowi, że skoro obecny prezes PZPN obiecał zjazd w tym roku - to słowa trzeba dotrzymać. Boniek na to: "no i co z tego, że tak powiedział. Ty, ja i Michał mówiliśmy różne rzeczy - i co?"

(2) komentarzy / skomentuj

Sprawa Szeremietiewa: Farmus uniewinniony z zarzutu korupcji 18-12-2006 11:33
„Na 2 i pół roku więzienia za ujawnienie tajnych informacji skazał w poniedziałek Sąd Rejonowy w Warszawie Zbigniewa Farmusa, b. asystenta wiceszefa MON Romualda Szeremietiewa. Jednocześnie sąd uniewinnił Farmusa od zarzutu korupcji. Przypomnę, że właśnie media zarzuciły żądanie łapówek od zagranicznych koncernów zbrojeniowych. W rozmowach Farmus powoływać się miał na swego szefa. Słucham komentarza na gorąco sprzed sądu w TVN24. Dziennikarka mówi o licznych wątpliwościach jakie były w związku z tą sprawą. Jakoś ich w szeroko dostępnych mediach do emisji programu „Konfrontacja” i artykułu Piotra Pytlakowskiego w „Polityce” nie artykułowano.
 
Przypomnę. „Były wiceminister obrony Romuald Szeremietiew zniknął ze sceny politycznej w 2001 roku. Najpierw artykuł w gazecie, potem szukanie dowodów. Dopiero po dwóch latach zarzuty, a po czterech proces opatrzony klauzulą tajności. Od 5 lat Szeremietiew jest bez wyroku, ale w oczach opinii publicznej już został skazany.”

Stanisław Remuszko wyjawił na portalu Prawice.net, że bezskutecznie próbował opublikować artykuł o sprawie Szeremietiewa – „Dług honorowy”. Zamieszczenia tego tekstu odmówiły następujące dzienniki: „Fakt”, „Gazeta Wyborcza”, „Nasz Dziennik”, „Nowy Dzień”, „Rzeczpospolita”, „Super Express”, „Trybuna” i „Życie Warszawy”, oraz tygodniki: „Gazeta Polska”, „Głos”, „Nasza Polska”, „Newsweek”, „Ozon”, „Polityka”, „Przegląd”, „Przekrój”, „Tygodnik Powszechny”, „Tygodnik Solidarność” i „Wprost”.

Po emisji programu „Konfrontacja” (22.03.2006) na łamach rzeczpospolitej ukazał się tekst Małgorzaty Soleckiej, kierownika działu krajowego "Rzeczpospolitej" zatytułowany „Naruszone prawo”  wzywający tak naprawdę do zdjęcia z anteny programu. Do tej pory  po takim apelu na Woronicza 17 spadały głowy. Solecka zarzucała:” Program "Konfrontacje" ma wybitnie autorski charakter. Treści tam prezentowane i zapraszani goście nie pierwszy raz budzą kontrowersje. Nie jest to jednak prywatne medium, lecz telewizja publiczna.”. Szefowa działu krajowego „Rzeczpospolitej” szła dalej: „autor programu łamie zasady etyki dziennikarskiej i stronniczo przedstawia problem”.

Media, dziennikarze milczeli. Udawano, że nic się nie wydarzyło.

(6) komentarzy / skomentuj

Michnikowszczyzna (4)- Optymizm Ziemkiewicza 17-12-2006 14:31
Dobiłem do końca. 398 strony. Rozumiem, że po przeczytaniu książki Rafała Ziemkiewicza część inteligencji może zrzucić wszystko na Michnika i po sprawie, nie na swoją małość, konformizm, hipokryzję, pyche. To Michnik stworzył taki a nie inny system opinii w Polsce. My jesteśmy zwolnieni z odpowiedzialności za niego. Cóż my biedaki mogliśmy zrobić?

Prawda, zgadzam się z Ziemkiewiczem, że Gazeta Wyborcza stworzyła salon, jednych wynosząc na piedestał, innych zrzucając na niziny, decydując o tych piszemy a tych zmilczamy, mając przez wiele lat monopol dotarcia do opinii publicznej. Do dzisiaj to „boskie naznaczanie” ma miejsce u redaktorów Gazety. Teraz nawet wzmocnione poczuciem wojny z niedawnym anty-salonem. Nie usprawiedliwia to jednak niezauważenia prawdy o polskiej inteligencji, a zwłaszcza tej związanej z mediami, która po prostu choruje na pragmatyzm. W przeciwieństwie do Ziemkiewicza nie uważam, że zaraziła się pragmatyzmem od Michnika. Dzisiaj, kiedy pękł monopol opiniotwórczy Gazety Wyborczej to co Ziemkiewicz nazywa „michniwszczyzną” panoszy się po wielu redakcjach. Jego kumple i koleżanki, także mają problem ze słuchaniem odmiennego zdania, chcą narzucić swoją wizję rzeczywistości, historii, tak jak i Gazeta Wyborcza ustalają kogo zapraszamy do naszego salonu, a kogo nie. Polemika z nimi oznacza stanie się ich wrogiem. Także dzielą świat na swoje towarzystwo i obce.


Na tylnej okładce książki można przeczytać, że Rafał Ziemkiewicz książką „Michnikowszczyzna” poszedł na noże z redaktorem naczelnym „Gazety Wyborczej”. Zgoda. Ale czy udało mu się zasztyletować Michnika? Czy w ogóle uda mu się wywołać publiczną debatę nad podniesionym problemem?

Rafał Ziemkiewicz, wierzy, że jesteśmy bliscy uzdrowienia naszej publicznej debaty. Jest większym optymistą niż ja.
(14) komentarzy / skomentuj

Michnikowszczyzna (3): Michnik to nie Jaruzelski 17-12-2006 05:21
Rafał Ziemkiewicz pisze, że największą hańbą rządów „posolidarnościowych” w III RP było spychanie w niepamięć prawdy o zbrodniach popełnianych przez komunistów w latach osiemdziesiątych. Przypomina mi się rozmowa z profesorem Witoldem Kleszą, który nieudolnie tłumaczył mi, dlaczego większość prokuratorów w IPN zajmuje się sprawami ścigania zbrodni hitlerowskich i stalinowskich, a nie zbrodniami popełnianymi  w latach osiemdziesiątych.  Tak jak Rafał zauważa, tamci sprawcy nie liczą się od dawna, są już za starzy by tak naprawdę ponieść konsekwencje, przejść proces sądowy. Dlaczego mając do wyboru te a nie inne sprawy świadomie doprowadził do sytuacji, że na przykład w procesie zabójstwa księdza Popiełuszki nie doszliśmy do etapu przesłuchania generała Czesława Kiszczaka? Nie postawiono mu zarzutu matactwa śledztwem, na co są dokumenty w IPN?

Dobijam do strony 272 i zaczynam odnosić wrażenie, że opisując III RP Ziemkiewicz tak naprawdę nie punktuje Adama Michnika, tylko III RP. Trudno mi uznać, że Michnik jest odpowiedzialny za III RP, tak jak Jaruzelski za lata osiemdziesiąte. Pogubiły się Ziemkiewiczowi proporcje. I tak jak słusznie zauważa Rafał, Michnik nie jest jedynym winnym, ale nie podając tych innych, nie opisując ich roli, robi z Michnika czarnego luda. Podświadomie to Michnik staje się wszystkiemu winny.

Pojawia się pytanie, gdzie i co robili inni dziennikarze w III RP? Nie ulega kwestii, że Gazeta Wyborcza miała i ma do dzisiaj potężną siłę, ale nie usprawiedliwia to milczenia innych mediów. Oni nie są odpowiedzialni za bagno III RP?

Wspominając o aferalności, mafijności III RP warto zauważyć, że niektórzy ówcześni dziennikarze śledczy pracujący w Gazecie nie pisali o tym, nie podawali się do dymisji, nie chodzili z listami protestacyjnymi, a dzisiaj, po opuszczeniu redakcji są zwolennikami IV RP i są aż niesmaczni w swej gorliwości. Nie wierzę, że Rafał tego nie widzi.

Nazbyt uprościł Ziemkiewicz dzieląc rzeczywistość medialną na tę nazwaną „Michniszczyzną” i drugą, z takimi tytułami jak „Ład”, „Tygodnik Solidarność”, „Młoda Polska”, „Najwyższy czas”, „Gazeta Polska” i jak sam je nazywa inne prawicowe bieda-pisma. Rafał zdemonizował wpływ Michnika na polską inteligencję.

Ziemkiewicz przywołuje w swojej książce tezy, ustalenia, artykułu autorstwa mojego i Wojciecha Sumlińskiego „Prawdziwa mafia” opublikowanym w tygodniku „Wprost” wraz z programem telewizyjnym „Konfrontacja”, cytuje go, zapominając podać naszych nazwisk. Choćby w przypisie. Przyznam, że ta nonszalancja dla cudzej pracy dziennikarskiej, w tym wypadku śledczej, w książce jest wymowna. Lekkość pisania czasami okazuje się wadą. Zwłaszcza, kiedy dotyka tematów „śledczych” następuje ich tabloidalne ujęcie, by inaczej powiedzieć uproszczenie.
(0) komentarzy / skomentuj

Michnikowszczyzna (2): Zmilczanie Ziemkiewicza 17-12-2006 00:54
Na stronie 180 książki „Michnikowszczyzna” Ziemkiewicza pada zarzut, że „nigdy nie ukazał się w gazecie Michnika wywiad z kimś, kto padł ofiarą stanu wojennego, komu odbito nery, zabito ojca, komu złamano karierę (Ziemkiewicz sporządził listę publikacji do 2005 roku) (…) 13 grudnia to w „Gazecie Wyborczej: tylko coroczne święto generała Jaruzelskiego i jego podwładnych oraz okazja do oficjałki postkomunistów.” Ostre słowa, które jeśli nie prawdziwe winny być zbite z łatwością listą artykułów publikowanych w czasie kolejnej rocznicy stanu wojennego.

Argument, że nie polemizujemy z Ziemkiewiczem jest nie do przyjęcia. Nie można według swego widzimisie uznawać, że na niektóre głosy krytyki odpowiadamy, prostujemy fałszywe informacje, a na niektóre już nie. Z tymi osobami polemizujemy bo są nam godni a z drugimi nie, bo nie są na naszym poziomie. To przejaw pychy, za którą też jest czasami krytykowana Gazeta Wyborcza, a raczej niektórzy jej dziennikarze. Zmilczenie pojawienia się książki Ziemkiewicza jest zaprzeczaniem pluralizmu w mediach, posiadania innych poglądów. Publicystyka Ziemkiewicza może być odbierana za arogancką, czasami rubaszną, ale nie jest to publicystyka w stylu Bubla, którą można zbyć. W wyszukiwarce Gazety Wyborczej, po wpisaniu Kryterium wyszukiwania: „michnikowszczyzna ziemkiewicza”, liczba znalezionych tekstów wynosi zero.
(1) komentarzy / skomentuj

Michnikowszczyzna (1) 16-12-2006 20:58
Od kilku dni miałem problem z nabyciem książki Rafała Ziemkiewicza „Michnikowszczyzna”. Najbliższe księgarnie, te po drodze, mieszczą się w salonach EMPIK. Ku mojemu zaskoczeniu książki nie było. Nikt mi nie był też w stanie odpowiedzieć, kiedy się pojawi. Nie wierzę w przypadki. Komu to mogło zależeć, by książka Ziemkiewicza nie trafiła na listę bestsellerów EMPIK? Dlaczego nie wierze w przypadek, kiedyś Anna Bojarska, za książkę „Czego nauczył mnie August” wywołała w Polsce skandal. W głównych bohaterach, guru i jego uczniu, rozpoznało się dwóch sławnych ludzi - Kuroń i Michnik. Książka była blokowana, autorka szkalowana. Właściwie po tej książce Bojarska została marginalizowana, uznana za wariatkę.

W jej blogu można przeczytać. „Ale zawsze urządzano się tak, żeby moje książki wychodziły choć w parę dni po Targach Frankfurckich. I żeby ich nie było w bibliotekach choćby miast wojewódzkich. I - broń Boże! - w księgarniach polskich zagranicą. I żeby choć ta druga nie miała żadnej promocji, gorzej - anty-promocję. Okaleczyć wypowiedź dla radia i zrobić z niej bełkot? (…) Własne próby załatwiania przekładów moich (innych) książek. A jakże, trafia się świetny tłumacz, wydawnictwo Laffont, jedno z najlepszych, prosi o pośpiech, chcą to wydać zaraz, na jesieni... W parę dni później dzwoni słodka poprzednio Zofia Bobowicz i ryczy w słuchawkę: "Ta książka nie powinna się ukazać NIGDZIE, a zwłaszcza w Polsce! Ja to wiem od... hm... Michnika!”

Na szczęście czasy się zmieniają i książkę Ziemkiewicza można kupić prościej niż Bojarskiej. Wątpię także w reperkusje, które miałyby zniszczyć Ziemkiewicza za „Michnikowszczyzne”.

Pierwsze zaskoczenie z lektury to wstęp, przydługie tłumaczenie Rafała Ziemkiewicza, dlaczego to nie obnaży do końca Adama Michnika. Pierwszy zgrzyt to nazwanie Adama Michnika „Urbanem III Rzeczpospolitej. Można wieszać wszystkie psy III RP na Michniku, ale porównać go do Jerzego Urbana? To tak jakby na jednej szali położyć dorobek „Gazety Wyborczej” i propagandę stanu wojennego firmowaną przez Urbana. Rafał zaprzeczył sobie, zapewniając w drugim akapicie książki, że rozczarują się ci, którzy oczekują mocnych słów, jadowitych złośliwości i grubych obelg. Jego książka miała być wolna od tego.

Postanowiłem dzielić się na bieżąco refleksjami, uważam bowiem, że to jedna z ważniejszych książek, głosów w dyskusji o naszej rzeczywistośći.
(2) komentarzy / skomentuj

Brudne interesy tłamszą wolność mediów 14-12-2006 23:03
Projekt dokumentalnego serialu śledczego z Piotrem Pytlakowskim o piłkarskiej mafii, który już miał ruszać w tym miesiącu nagle został zablokowany przez osoby (zwłaszcza przez N.), które mają przełożenie na media. Ich brudne interesy mogły być przypadkowo odkryte. Co ja piszę? Jak przypadkowo? Po uszy w nich siedzą.

Już przy filmie "Klatka" poznałem siłę sportowej mafii. Ich wpływy na media i np. policję. Do dzisiaj najście watahy żołnierzy z gangu mokotowskiego, do którego należeli policjanci, i kiboli na moją osobę w czasie premiery filmu w Multikinie na Ursynowie, pomimo zarejestrowania na kamerach zdarzenia nie zostało do dnia dzisiejszego (minęły trzy lata) wyjaśnione przez policję. Ówczesny komendant stołeczny i późniejszy zastępca komendanta głównego policji generał Siewierski postanowił utopić śledztwo. Do dzisiaj nie wezwano mojej osoby na przesłuchanie ani ekipy telewizji polskiej. Zarejestrowany na taśmach obraz wrzucono do śmietnika? Siewierski i jego koledzy powinni wiedzieć co się z nimi stało?

Zresztą wspomniany N. pojawia się w czasie dokumentacji filmu i książki o zabójstwie generała Marka Papały. Jest uczestnikiem tego samego towarzystwa, w którym doszło do takiej zbrodni. Sitwa jednym słowem.

Smutne tylko w tym wszystkim jest to, że brudne interesy glejtują porządni ludzie. Takie niestety jest życie. Trzeba spłacać raty, mieć co dziecku kupić pod choinkę. I nie mogą wprost powiedzieć,a zwodzą. A nawet same się oszukują, by nie widzieć prawdy o tym, ile naprawde dzisiaj można powiedzieć prawdy?

(6) komentarzy / skomentuj

Spotkanie z Możdżerem po 4 latach 14-12-2006 01:48

(7) komentarzy / skomentuj

Chore serce Kiszczaka 12-12-2006 23:28
Rozmowa z jednym z generałów policji. Smutne wnioski. Ile jest polityki a ile sprawiedliwości w wymiarze sprawiedliwości?

Wjeżdżam ruchomymi schodami do Galerii Mokotów. Mężczyzna przede mną odwraca się i mówi: Jak pan nie wstydzi się robić takich programów? Po chwili, towarzysząca mu kobieta zwraca uwagę, że to nie ja prowadzę ten program, za który miałbym się wstydzić. Przepraszają mnie. Ze wstydu nie wspomnę, o jaki chodziło program.

Jeden z lekarzy opowiadał mi jak to odmówił leczenia Czesława Kiszczaka, nie chciał widnieć na zaświadczeniach sądowych. Kiszczak podobno naprawdę ma chore serce. Przyznam, że jakoś mnie nie wzrusza chore serce Kiszczaka. W więzieniach także są szpitale, skoro za mniejszą zbrodnie trzymało się chorego na serce Rywina, to tym bardziej można by choć trochę potrzymać Kiszczaka. Przynajmniej trzynaście dni.

Kiszczak żalił mu się na Aleksandra Kwaśniewskiego, nie tylko, że to agent, ale przede wszystkim na to, że jak była jakaś tam rocznica okrągłego stołu to zaprosił Wojciecha Jaruzelskiego, a o nim zapomniał, a przecież to on był architektem tamtego wydarzenia.

Zdjęcie z Magdalenki: Bujak, Sekuła i Kiszczak.

(11) komentarzy / skomentuj

Doktor Sokołowski i Cuba Libre 11-12-2006 23:16
„Po Bogu najważniejsza dla mężczyzny jest jego żona. Dojrzały, wiarygodny i odpowiedzialny mężczyzna powinien być gotów traktować swoją żonę jako najdroższą mu osobę i skarb, droższą niż praca, przyjaciele, swoi rodzice, a nawet własne dzieci. Miłość do żony oprócz tego, że powinna być wierna, uczciwa i dozgonna, może być opisana bardzo konkretnymi słowami: lojalność, poświęcenie, przyjaźń, łagodność, troskliwość, zaufanie.” – wyjawia, naucza, jak kto woli w swoim blogu Wojciech „Fryz” Wierzejski . (http://wierzejski.blog.onet.pl/)

By nie odchodzić za daleko od LPR-u, przytoczyć warto wpis z bloga Wojciecha Orlińskiego: „W weekend wicepremier Giertych poradził akcjonariuszom Agory, by sprzedawali udziały. W poniedziałek Agora zanotowała wzrost o 4,7% - najmocniejszy tego dnia wśród wszystkich akcji indeksu WIG-20. Panie premierze - tak w sumie to ja nawet pana lubię :-).” (http://wo.blox.pl/html)

Ale najbardziej zaskoczył mnie w czasie przeglądu internetowych dzienników wpis w blogu oburzonych członków MDI, czyli Pawła Kasprowa i Macieja Gorzelińskiego (co z przeprosinową whisky?). Nigdy nie przypuszczałem, że Gorzeliński i Kasprow są aż takimi specjalistami od walki wyzwoleńczej na Kubie.  Oczami wyobraźni widzę jak Rafał i Maciek latają z wywrotową bibułą po Hawanie pomiędzy jednym a drugim barem popijając Cuba Libre.

Czytam: „Przez dwa dni w Hotelu Sheraton odbywa się konferencja dotycząca Kuby. (…) W czasie przerwy wymieniliśmy opinie dotyczące wystąpienia w czasie panelu Pawła Smoleńskiego z “Gazety Wyborczej”. Opowiadał o swoich dokonaniach na wyspie i o tym, że nie mógł trafić do jednego z dysydentów więc zostawił przeznaczone dla niego rzeczy u… XXX (tutaj padło nazwisko i miejscowość). Wymienienie publicznie na takiej konferencji nazwiska znanego kubańskiego dysydenta wraz z informacją o przesyłce jaką zostawił red Smoleński wywołało oburzenie kilku osób w tym Ireny Lasoty. Również inna osoba bardzo aktywnie zaangażowana w działalność na rzecz opozycji, która zresztą po raz kolejny kilka dni temu odwiedziła wyspę, nie ukrywała zdziwienia takim postawieniem sprawy (”przecież dla niego to kolejna wizyta policji”). (…) Co innego wymieniać go w gronie ludzi na wyspie, którzy warci są publicznego docenienia a co innego mówić o szczegółach jego działalności za które Castro nawet na łożu śmierci może bezwzględnie ukarać…” (http://blog.marazm.pl/)

Zadziwiająco na swoim blogu milczy Michał Karnowski, czyżby posłuchał Leppera i zakopał się trzy metry pod ziemię? Nie wierzę.

Przyznam, że próbuję ostatnio nabrać dystansu do tego wszystkiego, co wokół jest tak bardzo poważne, zwłaszcza, gdy np. czytam donos, skargę na mnie rzecznika komendy stołecznej policji doktora Mariusza Sokołowskiego za felieton „Policyjne kłamstwa”. Kiedyś po programie „Nakrecona noc” o niechęci młodych do policji, którą Sokołowski negował, podinspektor doktor poleciał na skargę do dyrektor TVP2 Niny Terentiew, tam w jej gabinecie stwierdził, że wypowiedź rzecznika prasowego nagrywana dla telewizji powinna być autoryzowana, inne jego intelektualne ejakulacje pominę, teraz wypłakuje się do Aleksandra Koraba, redaktora naczelnego „Metropolu”. Krótko mówiąc Sokołowski twierdzi: „Od samego początku mówiliśmy dziennikarzom, co się wydarzyło, co ma swoje odzwierciedlenie w komunikatach prasowych, w przekazach agencji informacyjnych.” Jakoś nie zauważył, że w przekazie na zewnątrz, medialnym, a nie tym szeptanym w zaufaniu, off the record, nie było tego na początku widać.

Ale kończąc, panie podinspektorze doktorze Mariuszu Sokołowski, przepraszam pana za „tajną misję”, której pan nie zaprzeczał, pomimo, że media tym żyły. Nie wydał pan specjalnego komunikatu. Sprostowania. Niech pan nadal żyje w przekonaniu, że wówczas była właściwa informacja o tym, co się wydarzyło. Zresztą po chwilowym przekazie prawdy ponownie zaciągnięto kurtynę milczenia, przemilczeń. Zapewniano, że poznamy wszystkie szczegóły tej tragedii. Mija czas i co? Czyżby policja chciała w tej sprawie pójść śladem śledztwa w sprawie zabójstwa generała Marka Papały, które trwa już osiem lat?
(7) komentarzy / skomentuj

Puściły nerwy 09-12-2006 23:34
Na marginesie dzisiejszej informacji, że Aneta Krawczyk kłamała twierdząc, że Stanisław Łyżwiński jest ojcem jej dziecka. Specjalne wydanie 24 godzin. Dochodzi do spięcia pomiędzy głównymi medialnymi filarami tej seks-afery Marcinem Kąckim, autorem tekstu w Gazecie Wyborczej, który dał początek sprawie i Tomaszem Sekielskim, współautorem obok Andrzeja Morozowskiego programu „Teraz my”, w którym wystąpiła Aneta Krawczyk, ujawniając kolejne szokujące informacje. Ten wywiad potem wielokrotnie był powtarzany. Marcin Kącki zarzucił autorom programu „Teraz my” zafałszowanie wizerunku Anety Krawczykj twierdząc, że Krawczyńską umieszczono w luksusowym hotelu, zmieniono wygląd, np. fryzurę, makijaż. W domyśle musiało to wywołać reakcję na osobą nie obytą z mediami, co skutkowało takim a nie innymi wypowiedziami. Taką Krawczyk, jaką ujrzał w programie, według niego nigdy nie była. Z kolei zaproszony do studia dziennikarz „Dziennika” Leszek Krassowski zwrócił uwagę Marcinowi Kąckiemu, na wybiórczość, zarzucił, że w swoim tekście pominął ważne jak się okazuje z dzisiejszej perspektywy informacje, które mogły dać inne spojrzenie na Anetę Krawczyńską. Wyjawił, że Aneta Krawczyk wcześniej zjawiła się u niego, ale jak widać uznał, że nie jest wiarygodna by stać się bohaterką tekstu.

(15) komentarzy / skomentuj

Kolejna afera z Lepperem? 08-12-2006 23:46


Zapytano mnie, czym się obecnie zajmuję, bo słuch po mnie zaginął. Jak nie ma ciebie na ekranie telewizora to nie istniejesz. Więc  opowiedziałem o pracy nad książką i filmem o sprawie zabójstwa generała Papały, pracy nad innym projektem filmowym, dokumentowaniem kilku tematów, w tym ponownym wkroczeniu w temat pedofilów. Mój rozmówca zainteresował się, czy ktoś mnie wspiera? Nie, żadna telewizja, żadna redakcja. Pracuję na razie samodzielnie. Pokiwał głową z niedowierzaniem, pożyczył mi sukcesu i odszedł w przekonaniu, że jestem wariat, który brnie w trudne tematy bez zabezpieczenia. Może ma rację.

Po raz pierwszy zjadłem obiad w sejmowej restauracji „U Hawełka” i zdumiony zostałem przy kasie jego rachunkiem. Trzynaście złotych za porządny obiad w centrum Warszawy. Rzeczywiście posłowie mogą się odrealnić żyjąc na Wiejskiej.
Z pobytu w sejmie utkwiła mi zasłyszana rozmowa posła Piechoty, który żalił się dziennikarce, że niestety nie udało mu się ewakuować z Sejmu. Przegrał w wyborach o prezydenturę Szczecina. Jeśli większość polityków sejm traktuje jako miejsce zesłania, swoja Syberię, trudno się dziwić, że taki a nie inny obraz płynie z Wiejskiej.

Tak jak było do przewidzenia w niepamięć popada sprawa dwójki policjantów, którzy zginęli w wypadku, po odwiezieniu do domu b. urzędnika MSWiA. Zgodnie ze scenariuszem spadły już głowy komendanta komisariatu na dworcu centralnym i urzędnika MSWiA. Policjanci boją się rozmawiać o tej sprawie, nawet przy gwarancjach pełnej anonimowości. Okazuje się jednak, że mają spaść kolejne głowy, jedna z nich ma należeć do rzecznika KGP Pawła Biedziaka. Biedziak zbyt szybko uznał, że nie chce tuszować sprawy i zaczął dziennikarzom ujawniać prawdę. Czyli robić to, co powinien. Gdyby od początku przyjęto inną politykę informacyjną wymiar tej tragedii miałby inny obraz. A tak nad tym wszystkim krąży odór krętactwa. Widać jednak, że w MSWiA tego nie rozumieją.

Wieczorem w TVN24 Andrzej Lepper obwieszcza, że w poniedziałek Gazeta Wyborcza zrobi z niego szpiega, wspomina o duszpasterzu z Ukrainy, płk. Kinajło, który miałby świadczyć o jego związkach ze wschodnimi służbami. W Gazecie Wyborczej o niczym jednak takim nie słyszeli. Przemyka to jak widzę niezauważenie,a jest coś na rzeczy. Może warto zapytać wicepremiera, o co chodzi w tej sprawie, bo od jakiegoś czasu ktoś próbuje „domniemanymi związkami Andrzeja Leppera ze wschodnimi służbami” rozgrywać. Coś ugrać dla siebie. A może warto by to uciąć, jeśli to nieprawda. Dlaczego niektórzy zaczęli tym grać?
(7) komentarzy / skomentuj

Grzechy raportu likwidacyjnego WSI 07-12-2006 00:53
Likwidacja WSI to była konieczność. Inna sprawa to jej forma. Zastanawia mnie wymienienie w raporcie likwidacyjnym WSI kilku nazwisk, które nie były agenturą medialną WSI, nie wykonywały według tego raportu żadnych zadań dla WSI, a pojawiły się bo… No, właśnie, tylko dlatego, że są znane, gdyby nie było tego kryterium wraz z tymi nazwiskami powinna pojawić się cała lista nazwisk. Przecież twórcy raportu, jego redaktorzy, winni zdawać sobie sprawę z faktu, że tym samym ubabrają te nazwiska całym błotem, nieuczciwością działań WSI, jakie zawiera ten dokument. Dla wielu osób będzie nie ważne, że te osoby nie były agentami, nie współpracowały, wystarczy, że się pojawiły w raporcie likwidacyjnym WSI.

(6) komentarzy / skomentuj

Show Anety Krawczyk 06-12-2006 21:59
Po wczorajszym występie Anety Krawczyk w programie „Teraz MY”, po dzisiejszym dniu na pewno już nie chodzi o moralność, zasady, przestępstwo, molestowanie, bezbronność, upokorzenie, ból a o show. Afera rozporkowa stała się show medialnym. Aneta Krawczyk wpisała się w ten show już nie jako ofiara, której należy współczuć, a w głównego aktora. Aneta Krawczyk nie chciała już być Anetą K., kobietą bez twarzy. Nawet intymne szczegóły ujrzały światło dzienne, a nie pozostały utajnione w prokuratorskich a potem sądowych protokołach. Ile jest już w tym wszystkim prawdy, a ile kreacji?

Aneta Krawczyk nie wie jeszcze tego, że za chwilę zostanie zmieciona przez inne, nowe wydarzenie medialne, a wówczas pozostanie sama i dozna prawdziwego upokorzenia. Jest dorosła, sam to wybrała, ale co mają powiedzieć jej dzieci, których naznaczyła tym medialnym show na wiel lat?

(14) komentarzy / skomentuj

Dobre samopoczucie Kalisza 05-12-2006 23:36
Trwa transmisja wydobywania wraku samochodu z ciałami policjantów. Jeszcze nie spoczęli na ziemi. W dolnym okienku pojawia mniejszy ekran. Rozpoczyna się konferencja prasowa SLD. Przecieram oczy ze zdumienia. Kto się okazuje osobą mającą największy tytuł do krytyki obecnego kierownictwa MSWiA? Były szef tego ministerstwa Ryszarda Kalisz. Zbulwersowany jest „mechanizmami panującymi w policji i ministerstwie”. To Ludwik Dorn, obecne władze, są wyłącznie winne temu, co się dzieje. Kalisz spokojnie łże i nawet nie mrugnie mu powieka. On oczywiście nie wie, co działo się za jego kadencji. A był to okres przedłużania PRL-owskiego system sprawowania władzy. Za Kalisza także pito w ministerstwie i na komisariatach, policyjne radiowozy wykorzystywano jako taksówki. Dorn dostał to w spadku. Inną sprawą jest mijający czas sprawowania przez niego władzy i brak zmian w systemie panującym w policji i MSWiA. To nadal księstwo feudalne, gdzie szeregowi policjanci i pracownicy muszą trzymać „ruki po szwom”. Policjanci są traktowani z buta.

Usłyszałem dzisiaj, że teraz najbardziej boją się tego, że wyjdzie kto pił z Tomaszem Serafinem. Nikt się nie chce znaleźć na liście partnerów od kieliszka Serafina.
(9) komentarzy / skomentuj

Kontratak Wierzejskiego 04-12-2006 23:14
Wydawało się, że Wojciecha „Fryz” Wierzejski już niczym nie może zaskoczyć. A jednak. Mając do dyspozycji medium jakim jest interent i własny blog, którego jest panem i władcą, redaktorem naczelnym, prezesem wydawniczym, postanowił nawrzucać dziennikarzom:
„Pospolite gnidy, sprzedajne prostytutki. Gorzej - robią aferę z niczego, by pogrążyć Polskę. By nas oszkalować przed światem. By dać argumenty naszym przeciwnikom. Przeciwnikom Polski. To nie są zwykłe prostytutki. To volksdeutsche!”


Wierzejski idzie jeszcze dalej:

„A dziennikarze ci powinni być przesłuchani na okoliczność współpracy z obcymi wywiadami i przyjmowania zleceń na szkalowanie określonych grup politycznych.”


I można by się śmiać z tego blogowego wojownika, uznać go za kolejnego internetowego świra, oszołoma, ale Wojciech Wierzejski jest wice - prezesem LPR, partii, która wraz z PIS i Samoobroną rządzi naszym krajem. To już przestaje być śmieszne. W dniu dzisiejszym na konferencji prasowej chwalił się tym, że właśnie jedzie do kancelarii premiera by m.in. rozmawiać na temat wprowadzenia zmian w ustawie o prawie prasowym.
(15) komentarzy / skomentuj

Policyjne kłamstwa cd. 03-12-2006 18:38
W policji, w MSWiA, nadal pokutuje przekonanie, iż wszystko co niewygodne dla nas da się zakopać trzy metry pod ziemię. Kiedyś rzecznik stołecznej policji Mariusz Sokołowski przekonywał mnie, że skrót CHWDP nie oznacza tego co oznacza, a Chwalmy Wszyscy Działania Policji. Mówił to cynicznie do kamery, nawet się nie uśmiechnął.
Kiedy zaginęła dwójka policjantów, ten sam rzecznik od Chwalmy Wszyscy Działania Policji wmawiał nam historyjkę o specjalnym tajnym zadaniu wydanym przez dyrektora MSWiA. O tym, że po raz ostatni kontaktowali się o 3 nad ranem. Kiedy wreszcie policjanci z komisariatu kolejowego, ich koledzy, rozpisali się w internecie, pojawiły się przecieki, jak wygląda prawda, stało się jasne, że dłużej nie można już utrzymywać wersji o „specjalnym zadaniu”. Do akcji wstąpił rzecznik prasowy ministerstwa spraw wewnętrznych Tomasz Skłodowski. Przedstawił nową wersję: "Urzędnik MSWiA spieszył się do domu do Siedlec, bo następnego dnia miał wyjechać służbowo za granicę. Nie mógł sobie poradzić, dlatego poprosił znajomych funkcjonariuszy o pomoc." Wyjaśniło się także, że o 3 rano zaginionych policjantów zarejestrowały kamery na stacji paliw, a nie jak podawano miał miejsce kontakt z nimi. Ile jeszcze czasu musi upłynąć byśmy poznali prawdę, kto i dlaczego wysłał policjantów? Na razie pozostaje nam wersja internetowa: „Ten tajemniczy dyrektor z MSWiA . Pił gorzałę na kolejowym a oni potem dostali polecenie odwiezienia go do domu, pod Siedlce. Byli w mundurach ale na wierzchu mieli cywilne kurtki. Tylko ta panna miała klamkę. Stacji nie mieli. Tego typa co mieli odwieźć odstawili na adres. Oficjalna wersja dla prasy jest, że realizowali zadanie służbowe. (…) Inspektorat szaleje na kolejowym.”

Kto stanie się kozłem ofiarnym tej sprawy? Odpowiedź jest prosta, zna ją każdy w policji i MSWiA. Najniższy rangą, czyli szef policyjnego komisariatu, który nie miał odwagi odmówić swojemu zwierzchnikowi i wysłał ludzi, by go odwieźli do domu. Dyrektor poda się do dymisji. Chyba nikt nie liczy na to, że do dymisji poda się szef policji, który poczuje się odpowiedzialny za to, co dzieje się w podległej mu służbie. A policjanci mówią, że nie jest najlepiej. Kilka konferencji prasowych i można odwrócić kota ogonem. To scenariusz, który dzieje się zawsze. Nic się jak widać nie zmienia w policji i MSWiA, poza szefami. A może tym razem będzie inaczej?

PS. Mój rozmówca z KGP potwierdza wersję internetową  o wydarzeniach tamtej nocy.

Felieton opublikowany 5 grudnia na łamach dziennika Metropol.
(15) komentarzy / skomentuj

Policja manipuluje opinią publiczną w sprawie zaginionych policjantów 03-12-2006 12:24
Drugą dobę trwają poszukiwania dwojga policjantów z warszawskiego Komisariatu Kolejowego Policji, którzy zaginęli w nocy z piątku na sobotę, gdy wracali ze służby do stolicy. To wersja oficjalna przekazywana ciągle do mediów. Podesłano mi linki policyjnego forum internetowego.

A tam czytam:
„Ten tajemniczy dyrektor z MSWiA to były naczelnik z kolejowego. Pił gorzałę na kolejowym a oni potem dostali polecenie odwiezienia go do domu, pod Siedlce. Byli w mundurach ale na wierzchu mieli cywilne kurtki. Tylko ta panna miała klamkę. Stacji nie mieli. Tego typa co mieli odwieźć odstawili na adres. Gdy wracali zatrzymali się na stacji benzynowej, na siusiu. Oficjalna wersja dla prasy jest, że realizowali zadanie służbowe. (…) Inspektorat szaleje na kolejowym."

Policjanci od początku sceptycznie podchodzili do komunikatu policji, wersji przekazanej do mediów, piszą:

 „Jakie zadanie specjalne zlecone dla zwykłych krawężników z komisariatu kolejowego...?!!!! i to prawie 100 km od Warszawy!!! Jeżeli potwierdzą się informacje o wykorzystaniu policjantów jako taksówkarzy dla pijanego wysokiego funkcjonariusza MSWiA, to nie widzę innej możliwości, jak podanie się do dymisji 01 KGP”.

„Ministerstwo MSWiA coś zleca to jest to polecenie dla CBŚ lub KSP a nie dla patrolowców z trzyletnim stażem pracy. Ponadto czy na specjalne zadania jedzie się z jedną sztuką broni krótkiej na dwoje gliniarzy i to ni w mundurach ni po cywilnemu. Dodajmy poszukiwania nadzwyczajne zlecone przez samego Bieńkowskiego /tak przynajmniej jest w telegramach rozesłanych do wszystkich komend/. Do tego dodajmy jeszcze byłego naczelnika z KKP, który pracuje w tym ministerstwie, który zlecił "zadanie specjalne". Szkoda mówić.”

Co dalej? Wykonałem telefon do jednego z oficerów KGP. Odparł: „Coś takiego słyszałem.” Potem komentarz do tego, co dzieje się w policji. Zarzut do dziennikarzy, do mnie, że podajemy wersję wygodną dla MSWiA i policji, bo boimy się być odcięci od źródeł informacji.

Jeśli prawdą jest to, co napisał na jednym z internetowych forum policjant, potwierdzałoby to, że w policji, MSWiA, nadal się nic nie zmienia. W policji, w MSWiA nadal pokutuje przekonanie, iż wszystko da się ukryć, zamotać. Tam nie ma co mówić o IV RP, skoro jeszcze panuje duch PRL-u.
(5) komentarzy / skomentuj

Noworoczne życzenia Jaruzelskiego 29-11-2006 23:35
Wojciech Jaruzelski jest pierwszą w tym roku osobą, która już teraz składa życzenia z okazji Nowego Roku 2007. List skierowany do dziennikarzy datowany jest 24 listopada 2006. Co się takiego stało, że Jaruzelski tak szybko poczuł atmosferę noworoczną? Nawet śniegu jeszcze na ulicach nie ma. Okazuje się, że do życzeń dołącza swój artykuł „Minęło 25 lat”, z którego to się możemy dowiedzieć, jakim to dobrem dla Polski był stan wojenny. 13 grudnia mija właśnie 25 rocznica wprowadzenia na polskie ulice czołgów i transporterów bojowych. Jaruzelski w trosce o właściwy opis tamtego czasu przesłał gotowca. Po co się mają męczyć redaktorzy i samemu pisać? Dlaczego też mają popełniać błędną interpretację? Generał w artykule przypomina jak się poprawnie powinno myśleć o jednym z większych draństw w najnowszej historii Polski.

(10) komentarzy / skomentuj

Śląska węglowa gangrena 27-11-2006 13:27
W cieniu tragedii w kopalni Halemba ukrywa się smutna prawda o Śląsku. Być może nigdy by do tej tragedii nie doszło.  Jakiś czas temu wpadł w moje ręce raport o jednym z holdingów węglowych. Wnioski? Śląsk od lat toczy gangrena węglowej korupcji. Kopalnie otaczają się wianuszkiem pośredników, zewnętrznych firm. To nie przypadek, że w Halembie została wynajęta zewnętrzna firma do wykonania prac. Moi rozmówcy zgodnie podkreślają, że to pośrednicy ustalają w Polsce ceny węgla. I to zarówno poprzez narzuconą marże na sprzedaż węgla, ale też narzuty na sprzedawane kopalniom maszyny, drewno, usługi, zwiększając tym samym koszt wydobycia. Podają przykłady. Drewno do kopalń sprzedają ludzie, którzy „nie mają nawet zapałki w kieszeni”.

Na Śląsku jak grzyby po deszczu wyrosły zakłady przetwórstwa odpadów, tzw. mieszalnie. Stał się to niezwykle dochodowy biznes. Kopalnie wydobywając węgiel przy okazji wydobywają tzw. kamień i muł węglowy, które uznaje się za odpad niemający wartości energetycznej. Kopalnia pozbywa się tego jak śmieci, płacąc odbiorcom za wywóz. Odbiorcami okazują się być tzw. mieszalnie, które już na tym etapie mają pierwszy zysk. Następnie kupowany jest pełnowartościowy węgiel, zazwyczaj jest to ukraiński, bo jest tańszy, i miesza się go z kamieniem węgielnym, dolewając utleniacz. Po tej procedurze mieszalnia ma produkt, który sprzedaje jako węgiel. Często odbiorcami są elektrownie. Przebitka na tym procederze jest dziesięciokrotna.

Warto zapytać szefostwo kopalni, dlaczego same nie „mieszają”? Dlaczego wiedząc, że jest to powszechnie znany na Śląsku proceder jeszcze płacą za to, że ktoś zabiera od nich kamień węglowy i muły węglowe?

Kolejny przykład. Jak to jest możliwe, że państwo godzi się na sprzedaż gruntów z torowiskami prywatnym osobom? Przez te grunty przebiegają tory kolejowe prowadzące do kopalń. Działki kupowano po 10 tysięcy złotych, dzisiaj żąda się za nie 100 tys. złotych.

Z niezrozumiałych powodów kopalnie nie szukają bezpośrednich dostawców. Gdyby nie pośrednicy, tona węgla kosztowałaby dwa, trzy razy mniej. Warto zauważyć, że w radach nadzorczych spółek pośredniczących zasiadają osoby, które same kiedyś handlowały wierzytelnościami.

Komu może zależeć na takim stanie? Dlaczego państwo nie reaguje? Zmieniają się rządy, opcje polityczne, a na Śląsku ta gangrena trwa. Czyżby dlatego, że węgiel na Śląsku jest ponad podziałami politycznymi? Z niego żyją całe rodziny. Bez rozbicia tego układu wzajemnych powiązań, interesów, nie ma mowy o zmianie Śląska.

Felieton ukazał się na łamach dziennika Metropol, 27 listopada 2006
(8) komentarzy / skomentuj

Wierzejski najpiękniejszy na świecie 26-11-2006 17:29
Oto cała prawda o politykach, zapatrzonych w siebie, przekonanych o swojej mądrości, wszechwiedzy, nieomylności, ale też jak się okazuje po lekturze blogu Wojciecha Wierzejskiego, oni są także najpiękniejsi, najbardziej seksi i męscy. Wierzejski pisze: „Od kilku tygodni przygotowywałem się do dzisiejszego pokazu w ramach Gali Fryzjerskiej w Hotelu Victoria w Warszawie. Zresztą nie ja jeden, bo także posłowie: Ryszard Kalisz, Tadeusz Cymański, Krzysztof Sikora i Jan Bury. Specjalnie na tę okazję uszyto stroje wieczorowe, fryzury modelowano nam kilka dni temu (autor: w czasie gdy górnicy ginęli w Halembie?) i odpowiednio dobrano osoby towarzyszące – Miss Polonie z kolejnych lat (…) Na pewno na portalach i w telewizji będą pokazywać zdjęcia i wszyscy ocenią, że – nieskromnie mówiąc – wypadłem najlepiej :). Najwięksi styliści fryzjerstwa, spotkani przy okazji tej Gali radzili mi, bym nieco zapuścił włosy, ot „tak ze dwa centymetry”, wówczas mogę się do nich zwrócić w przyszłości i oni „zrobią ze mną coś fajnego”. Skorzystam z tych życzliwych porad.”

Myślałem, że już bardziej się zbłaźnić nie mógł  polityk „laleczka, cherubinek” Wojciech Wierzejski (LPR) niż przegrywając z Gamoniami i Krasnalami, okazało się że wystarczyło dwa tygodnie od tamtego dnia, aby stwierdzić, że to jest możliwe, wystarczy przeczytać jego wpis w blogu „Gala fryzjerska.”
(9) komentarzy / skomentuj

Teoria wielkiego spisku w sprawie Papały 26-11-2006 11:38
Mój rozmówca zwrócił uwagę, że w sprawie zabójstwa generała Marka Papały zbyt wiele osób straciło do niej dystans. Nie potrafią już oderwać się od ustalonych z góry wniosków. Doszło do sytuacji, że choćby bojąc się kompromitacji zaczyna obowiązywać jedna wersja. Inne możliwości się eliminuje. Zresztą jak podkopywać zaufanie do prokuratorów i policjantów, kwestionować ich wiarygodność? Podważać ich wieloletnie śledztwo?

A może nie ma wielkiego spisku mafii, ludzi służb, MSW by wyeliminować zagrażającego im generała policji? Może za śmiercią generała Marka Papały kryje się inna prawda, bardziej prozaiczna, z którą od dawna nie potrafi pogodzić się zespół śledczych pracujących nad tą sprawą? Od jakiegoś czasu obowiązuje zasada unikania tropów wiodących w przeciwnym od założonego kierunku. Dlatego wiele wątków nie zostało wyjaśnionych do końca. Może historia wielkiego spisku stała się dla wszystkich ważniejsza niż próba dotarcia do prawdy?

(1) komentarzy / skomentuj

Gazowe OPEC 25-11-2006 11:42
Rafał Kasprow i Maciej Gorzeliński, po uszy zanurzeni w sprawy ropy i gazu z racji pr-owskiej obsługi J&S, na blogu Marazmblog, nie omieszkając złośliwie wytknąć indolencję polskim służbom i dziennikarzom, informują: „Powstaje nowy światowy kartel. Gazowy. Tak wynika przynajmniej z tajnego raportu doradców ekonomicznych NATO (...) Rosja buduje kartel razem z Algierią, Qatarem, Libią, krajami azji centralnej i Iranem. Nie ma nic o Norwegii, której filozofia działania wyklucza raczej przystąpienie do takiego kartelu. Biorąc jednak pod uwagę informacje jakie zostały ujawnione kiedy miesiąc temu amerykańska komisja papierów wartościowych nałożyła 5 mln USD kary na Statoil za “korumpowanie” w związku z zawieranymi umowami można się spodziewać jakiś “niejawnych” porozumień. Zdecydują się w nich zapewne i losy eksploatacji złóż Stokhmana należących do Gazpromu, na które norwegowie chcą eksploatować, jak i losy polskiej rury. Ciekawe jak tam wiedza polskich służb na temat toczących się negocjacji? Może warto skontaktować się z Danielem Dombay’em w Brukseli lub Neilem Bucklay’em w Moskwie zamiast z naszymi polskimi “dziennikarzami-ekspertami”. Znajdziemy gdzieś telefon.”


http://blog.marazm.pl
Na zdjęciu Rafał Kasprow podczas śniadania w Genewie, sierpień 2006.
(2) komentarzy / skomentuj

Nocny patrol 25-11-2006 09:32
Pięciu policjantów trafiło do szpitala po zderzeniu ich służbowych samochodów - radiowozu ford transit i nieoznakowanego poloneza, do którego doszło o północy  z czwartku na piątek na skrzyżowaniu ulic w Bydgoszczy.(www.ifp.pl)

(1) komentarzy / skomentuj

Czy Polska to Wietnam? 24-11-2006 22:17
Trafił do mnie artykuł, który uważam, że dla zasady powinien być spokojnie przeczytany i bez jakichkolwiek inklinacji politycznych rozważony. Mam nadzieję, że po prostu ktoś manipuluje MSZ. Artykuł ukazał się w magazynie Kontarteksty, autorem jest Robert Krzysztoń:
Ambasada szpieguje, MSZ pomaga Robert Krzysztoń :: Polska :: 23 listopada 2006, 06:58
Od redakcji: Poniższy tekst Roberta Krzysztonia ujawnia fakt przekazania przez Ambasadę Wietnamu posłance Alinie Gut (Samoobrona) kopii prywatnego listu autora do Janusza Śniadka. List ten Ambasada Wietnamu uzyskała w drodze podsłuchu elektronicznego, czyli za pomocą działań swojego wywiadu. Oczywisty fakt szpiegowania przez obce państwo obywateli polskich nie tylko nie zdziwił posłanki Gut, przewodniczącej Polsko-Wietnamskiej Grupy Parlamentarnej  (popierającej wietnamskich komunistów) oraz Departamentu Azji i Pacyfiku MSZ, ale postanowili oni wesprzeć starania wietnamskich komunistów o storpedowanie  zjazdu antykomunistycznej opozycji wietnamskiej w Warszawie. Jarosławowi Kaczyńskiemu gratulujemy „odzyskanego" MSZ oraz koalicjantów popierających komunistyczny reżim.

Informowaliśmy już o konferencji wietnamskiej opozycji demokratycznej w Warszawie i o powołaniu Wietnamskiego Komitetu Obrony Robotników.

Przypomnijmy krótko, że konferencja ta jest odpowiedzią na ogromną falę strajków w Wietnamie, na powołanie tam Komitetu Założycielskiego Wolnych Związków Zawodowych. Fali strajków towarzyszy akcja zbierania podpisów - są ich już tysiące - pod deklaracją demokratyczną, zwaną Deklaracją Ruchu 8406 (od daty publikacji dokumentu).

Wietnamczycy wybrali Polskę jako symbol drogi, na którą świadomie weszli. W Sejmie RP spotkali się przedstawiciele wszystkich nurtów opozycji demokratycznej, reprezentowanych na emigracji. Opozycjonistów z samego Wietnamu zatrzymała w kraju bezpieka, jedną z osób zgarniając już z płyty lotniska.

Wielki to honor dla Polski, że tak bardzo jest obecna w szlachetnym dziele wietnamskiej wolności. Ale zdarzyli się i tacy Polacy, którzy inaczej o tym myślą.

Wobec planów warszawskiej konferencji zaprotestowała Ambasada Socjalistycznej Republiki Wietnamu. Trudno się jej dziwić... Można za to dziwić się panu Jackowi Najderowi (nie, nie, żaden krewny!), dyrektorowi Departamentu Azji i Pacyfiku, który postanowił protest wesprzeć i przysłał do Ministerstwa Gospodarki, na terenie którego miała się pierwotnie odbyć konferencja, opinię, w której uznał organizację imprezy wspierającej walczących o wolność i niechętnej komunistycznej, ludobójczej dyktaturze za niepożądaną na terenie instytucji Państwa. Dyrektor Najder napisał, że nie, nie napisał dlaczego.

Obszernie za to argumentowała swój sprzeciw przewodnicząca Polsko-Wietnamskiej Grupy Parlamentarnej, posłanka Alina Gut („Samoobrona"). 25 października, na trzy dni przed rozpoczęciem konferencji przysłała rzadkiej urody list panu Ministrowi Gospodarki. List zaczyna się od informacji, iż ambasada SRW poinformowała prezydium Polsko-Wietnamskiej Grupy Parlamentarnej o „prywatnej inicjatywie", „wymierzonej przeciwko oficjalnym władzom Wietnamu". Łza się w oku kręci, toż to język z czasów, gdy po raz pierwszy byłem młody. Piętnowano wówczas „prywatną osobę - Lecha Wałęsę". Pani poseł pisze o oficjalnych władzach Wietnamu, ani słowem zaś nie wspomina o władzach nieoficjalnych, więc nie wiem, jak tę „oficjalność" rozumieć.

Dalej komplementuje mnie pani poseł, pisząc, że jestem głównym organizatorem konferencji. Organizował ją Instytut Paderewskiego, organizowało Stowarzyszenie Wolnego Słowa, ale nade wszystko zorganizowali ją wietnamscy inicjatorzy powołania Komitetu Obrony Robotników. Ale dalej pisze o mnie pani poseł mniej ciepło. Przypomina, że „w przeszłości reprezentował już interesy środowisk wietnamskich w Polsce i współpracował z posłami w ubiegłej kadencji. Współpraca ta została zawieszona, gdy okazało się, iż za rzekomo bezinteresowne reprezentowanie Wietnamczyków w Polsce, p. R. Krzysztoń przyjmował pieniądze i próbował poszerzyć swoją strefę wpływów w środowiskach politycznych.". Wyjaśniam, że w poprzedniej kadencji kierownictwo Komisji stanowili posłowie Piotr Gadzinowski i Cezary Stryjak (obaj z SLD, dziś Gadzinowski jest zastępcą posłanki Gut). Jak z nimi współpracowałem, można sprawdzić w archiwum „Kontratekstów", w materiałach prasowych etc. Martwi mnie trochę, że ci panowie oświadczają, iż współpracę ze mną zawiesili. Apeluję, żeby nie odwieszali bo dla mnie obrzydliwa! Zarzuty o łapownictwo posłanka Gut następnego dnia odwołała, więc się nie będę czepiał. Za to nie mogę się oprzeć zachwytowi nad zarzutem „poszerzania swojej strefy wpływów politycznych". Wspaniały, mądry zarzut! Gratuluję, Pani Poseł!

Strasznie ważne są te słowa o mnie, bo, jak pisze posłanka Gut i to wytłuszczonym drukiem „w związku z powyższym, zwracam się z uprzejmą prośbą o nie udzielanie zgody na udostępnienie pomieszczeń Ministerstwa Gospodarki na potrzeby zorganizowania ww. konferencji.". „Powyższe", to ja. Dalej są inne, jak rozumiem, mniej ważne powody.

Wspomaganie działalności antykomunistycznej może negatywnie wpłynąć na dobre stosunki Polski z reżimem wietnamskim. To pierwszy z kolejnych argumentów posłanki Gut. Jak oprzeć się pokusie zacytowania kolejnego zdania pióra Autorki? „Możliwe jest również, że zorganizowanie ww. konferencji na terenie gmachów Ministerstwa ma na celu podniesienia rangi spotkania i może dać do zrozumienia opinii publicznej, że polskie władze wspierają działalność opozycyjną w Wietnamie.". Cóż za przenikliwość! Istotnie, organizowanie ważnej konferencji, odbywającej się w ważnym momencie historii, w prestiżowym miejscu ma na celu podniesienie jej rangi. Obserwatorom, Pani Poseł, aż zapalają się często takie chochliki w oczach. Nawet jeśli konferencja źle wpływa na stosunki.

A dalej jest o tym, że MSZ przychylnie odnosi się do powyższych tez.

Minęło czasu mało - wiele, jeden dzień konkretnie i posłanka Gut pospieszyła z kolejnym listem. 26 października napisała Ministrowi Gospodarki, że „zaszła istotna nieścisłość". Ta nieścisłość to informacja o moich machinacjach finansowych, będąca „jedynie cytatem zasłyszanej w środowisku wietnamskim opinii, nie znajdującej potwierdzenia w faktach". Domyślam się w jakim środowisku „wietnamskim" porusza się pani poseł. Dalej posłanka Gut prosi Ministra o wybaczenie tego, że pomówiła mnie. Bardziej by mi się podobało, gdyby poprosiła o wybaczenie oczernionego, ale dobrze, bez tego wybaczam!


Następnie posłanka Gut oświadcza, iż „podejmując inicjatywę uniemożliwienia zorganizowania konferencji opozycji Wietnamskiej" „działałam w dobrej wierze, a jako przewodnicząca Polsko - Wietnamskiej Grupy Parlamentarnej czuję się zobowiązana do utrzymywania jak najlepszych oficjalnych stosunków polsko - wietnamskich." No, różnie pojmujemy etos polityka i parlamentarzysty... Ale pisanie „opozycji Wietnamskiej" z dużej litery jest już nadmierną kurtuazją, przymiotniki pisze się z małej litery, np. „parlamentarzysta „Samoobrony", ale „samoobronny (?) parlamentarzysta".



Część ponura

Wesołe są listy posłanki Gut, lekko i przyjemnie się je czyta, tylko nie należy pić przy tym kawy, jak ja, bo się można zakrztusić, tak jak mnie to się zdarzyło.

Drugi list zawiera załącznik, opisany przez posłankę Gut słowami następującymi: „Załącznik: List p. R. Krzysztonia informujący o organizowanej konferencji, przekazany Polsko - Wietnamskiej Grupie Parlamentarnej przez Ambasadę Wietnamu w Warszawie.". Ów załącznik to kserokopia listu, który wysłałem do Przewodniczącego KK NSZZ „Solidarność" Janusza Śniadka. List mówi o konferencji, mówi, po nazwisku, o osobach w nią zaangażowanych, mówi o sytuacji w Wietnamie i o tym, czego należałoby oczekiwać od „Solidarności" w tej sytuacji. Nb. „Solidarność" stanęła na wysokości zadania.

Rzecz w tym, że jest to list PRYWATNY! Posłanka Gut posłużyła się prywatnym listem, upubliczniła go, ani Przewodniczący Śniadek, ani ja jej do tego nie upoważniliśmy! Czy posłanka Gut jest świadoma, że naruszyła prawo? Ale, co ważniejsze, posłanka Gut pisze, że dostała ten list od ambasady SRW. Czy posłanka Gut jest świadoma tego, że tym samym ona dopiero zaszkodziła tym stosunkom Polski z reżimem, które potrzebne nam są, jak koniowi owies? Czy posłanka Gut wie, jak nazywa się taka działalność poselstwa dyplomatycznego, która polega na wchodzeniu w przestępczy sposób w posiadanie różnych dokumentów, dotyczących polityki wewnętrznej państwa, które owo poselstwo gości? Czy aby nie nazywa się to szpiegostwem? Zdałoby się, że dość nawet inteligencji posła „Samoobrony", żeby to pojąć, zanim się palnie, na druku sejmowym, rzecz opatrując własnoręcznym podpisem!

Skoro posłanka Gut tak dobrze życzy stosunkom polsko- reżimowym, po co było ten reżim wysypywać? Teraz już mleko się rozlało i, rzecz jasna, sprawa wędruje do właściwych służb. Polskich...

Robert Krzysztoń
Wstęp i tytuł od redakcji
 
Od redakcji: Komunistyczny reżim w Wietnamie łamie prawa człowieka na wielką skalę. Na porządku dziennym są tortury, skrytobójstwa, cenzura, obozy koncentracyjne. Ofiary wietnamskiego komunizmu liczy się nie w dziesiątkach czy setkach tysięcy lecz w milionach. Wspieranie tego reżimu przez organy niepodległego Państwa Polskiego to hańba.

http://www.kontrateksty.pl/index.php?action=show&type=news&newsgroup=3&id=1995

(0) komentarzy / skomentuj

Przeludnione więzienia 24-11-2006 18:21
Najwyższe od 19 lat przeludnienie w jednostkach penitencjarnych jest głównym problemem polskiego więziennictwa - powiedział w Kaliszu dyrektor generalny Służby Więziennej Jacek Pomiankiewicz. Poinformował, że w zakładach karnych przebywa obecnie ponad 89 tys. więźniów, a 39 tys. skazanych oczekuje na wykonanie kary na wolności. Ponad 35 tys. z nich minął termin stawienia się do odbycia kary. Ta informacja podana przez PAP przemknęła niezauważona.

Kogo to interesuje? Na tym nie zrobi się kapitału politycznego. A społeczeństwo polskie podkręcane przez media i tak preferuje model chiński – pod mur i rozstrzelać. Tymczasem zbliżamy się do standardów Rosji i Białorusi. Jak w warunkach przeludnienia można przestrzegać polskich więzieniach przestrzegać aresztach przestrzegać zapis artykułu 5 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, który mówi, że nie wolno nikogo torturować ani karać lub traktować w sposób okrutny, nieludzki lub poniżający.

Warto przy tym przypomnieć, że przeludnienie dotyczy także ludzi tymczasowo aresztowanych, którzy póki sąd ich nie skaże są w świetle prawa osobami niewinnymi. Co roku kilkuset tymczasowo aresztowanych jest uniewinnianych przez sądy, a co najmniej drugie tyle wychodzi na wolność, bo prokuratura umarza postępowanie. 

Jeśli nie zmieni się polityka karna i coraz częściej będzie się karało więzieniem, nie budując nowych więzień, niedługo czekają nas bunty w więzieniach, a z kryminałów będą wychodziły potencjalne żywe bomby a nie ludzie.

Oczywiście są jeszcze prawa człowieka, przepisy Uni Europejskiej. Ale kto się upomni? Prof. Jan Kochanowski, rzecznik praw obywatelskich, zajęty jest raczej pouczaniem dziennikarzy niż pilnowaniem praw obywateli.

(1) komentarzy / skomentuj

Tragedia w kopalni Halemba 21-11-2006 23:24
A powiydzcie mi fto wpuścioł firmy do roboty na doł? ludzie ło ty robocie zielonego pojyncia niy majom ale robić muszom. a pijondze jak z bezrobocia (Andrzejzeszlafauz)

Jeden z emerytowanych górników twierdzi, że i teraz i w przeszłości żeby nie przerywać wydobycia, przy wzroście poziomu metanu w pobliżu czujników tego gazu, wdmuchiwano strumień sprężonego powietrza, co powodowało że wskażniki pokazywały DOPUSZCZALNĄ NORMĘ METANU. Straszne, ale myślę, że w naszej rzeczywistości bardzo, bardzo, prawdopodobne Kto za to odpowie????? Jak będzie to "komuch", być może. Ale jak "słuszny" ukręci się łeb sprawie.Historia zna takie przypadki...
Wielka tragedia rodzin tych górników, ale winny okaże się pewnie przypadekalbo może SKARBEK ??? (...)

Czytam i oglądam to wszystko i szlag mnie trafia. Co roku przed Barbórką coś takiego się zdaża. Ekspert Poncyliusz najpierw mówi o eksploatacji nadpoziomowej (nie ma czegoś takiego) następnie za 10 minut w innym kanale o eksploatacji podpoziomowej (ktoś jednak podpowiada). Myślałem, że czasy specjalistów od wszystkiego mineły (patrz dyrektor, który kazał osuszyc staw w "poszukiwany, poszukiwana" Barei) jednak nie. Kolejnym pomysłem (już na drugi dzień po tragedi) Poncyliusza jest zamknięcie Halemby. Też pracuję na dole, idę o każdy zakład, że w Halembie nie ma ani jednego górnika, który by o czmś takim pomyśłał nawet w obliczu tak wielkiej tragedi. A zapomniał bym o przywilejach górniczych(może ktoś z tych ekspertów wreszcie powie narodowi co to za przywileje). Przywilejem górniczym jest nagroda Barbórkowa wypłacana raz do roku (w każdej firmie jest dzień energetyka, cukiernika, posła też. Przeważnie też około Bożego Narodzenia w firmach pracownikom wypłacane są jakieś premie).
Drugim przywilejem jest Karta Górnika dodatek w wysokości 70 % stawki bez, kórego górnik zarabiał by około 1000 zł (zlikwidujmy KG i podnieśmy stawki i po przywileju). Trzecim przywilejem jest emerytura po 25 latach pracy w trzydziestokilku stopniowej temperaturze, w atmosferze gdzie tlen nigdy nie stanowi 21 % itp. Wszystkim tym którzy chcą mówic o przywilejach górniczych polecem dwie rzeczy: po pierwsze wizytę w poczekalni górniczego ośrodka zdrowia, oraz lekturę nekrologów (z szczególnym uwzględnieniem wieku zmarłego) na kopalnianych bramach. (melvin   22.11.06, 09:21)

Katowickie forum internetowe gazeta.pl


(7) komentarzy / skomentuj

Prawicowy gej 21-11-2006 00:03
Internauta przesłał mi linki blogów prowadzonych przez geji, z pytaniem, czy wiem, że czytają mnie pedały i czy nie jest to dziwne, że tak się ze mną identyfikują? Odpisałem mu, że dziękuję za informacje i informuję go, że moja strona internetowa nie ma założonego filtra heteroseksualnego. Na to odparł mi, w krótkim e-mailu, że na mieście mówi się, że jestem pedziem. Musiałem mieć coś z Michałem Wiśniewskim, że tak zgodził się mi odkryć, do prowadzenia Nakręconej nocy zaprosiłem pedała, wie co mówi, bo widuje go w Utopi, z innym pedałem latałem z książką Lubiewo Michała Witkowskiego, kompromitując bogu ducha winnego Zbigniewa Religię pytaniem, dlaczego homoseksualiści nie mogą mieć prawo do wspólnego rozliczania się przed urzędem skarbowym? Następnie zrobiłem z niego pijaka. Kilka moich wpisów jest wybitnie progejowskich. Kropką nad i jest zrobienie przeze mnie filmu o „Pedofilach”, gdybym nie był pedziem nie mógłbym tak głęboko wejść w ich świat. Rozmawiali ze mną jak ze swoim.

Przygwożdżony takim rozumowaniem, postanowiłem już nie polemizować z tym, czy jestem czy nie gejem, a zerknałem na linki podesłanych blogów. Oto fragmenty jednego z blogów, prowadzony przez prawicowego geja, dla którego mistrzami są Maciej Rybiński i Igor Zalewski, mnie zaledwie tylko czytuje: http://naiwny-pedal.blog.pl/:

jola ma przyjsc, zdjecie znika. jola wychodzi, zdjecie sie pojawia. rodzice maja przyjechac, zdjecie znika. rodzice wyjezdzaja, zdjecie sie pojawia. marcin wpada, zdjecie znika. marcin wypada, zdjecie sie pojawia. damian wkracza, zdjecie znika. damian oddala sie, zdjecie sie pojawia. koniec. zdjecie nie bedzie znikac. znudzilo mi sie to chowanie i wystawianie. odtad adoracja bedzie permanentna. :-)

ucieszylem sie, gdy praca nr 1 zadzwonila i zlecila mi tlumaczenie z wloskiego. kasa za to zadanie juz tak bardzo mnie nie ucieszyla, ale stwierdzilem, ze przetlumaczenie czesci poteznego "arcydziela" o zyciu chrystusa i poczatkach chrzescijanstwa moze byc interesujacym wyzwaniem. dupa. przed wyjazdem troche w tym podlubalem, a na dobre zabralem sie za to dopiero po powrocie. siedze wiec nad tym od prawie dwoch tygodni, a juz od kilku dni kwicze. boze, jakie to nudne. nie jest to literatura, tylko zbiorowa praca pozbawiona stylu, wiec to tlumaczenie przypomina zwykle przepisywanie. czasem nawet jest tak doslownie - przepisuje (a raczej wklejam) np. wersety biblii. ozywiam sie tylko wtedy, gdy mam jakies problemy z tlumaczeniem nazw wlasnych. zazwyczaj dotyczy to jakis dupereli, o ktorych nie mialem pojecia, wiec sprawdzam sobie, jak jakis krolik czy miasteczko zwie sie po polsku, a przy okazji troche o tym czytam. wlasnie ta lektura daje mi najwiecej satysfakcji. no, ale to ma juz niewiele wspolnego z tlumaczeniem. kazdego kolejnego ranka coraz trudniej mi sie za to zabrac. a gdy mam jakies historyczne watpliwosci, to skwapliwie korzystam z okazji do oderwania sie od pracy.

jesli ktos twierdzi, ze geje sa w polsce przesladowani, to klamie. dwaj faceci moga sie publicznie calowac otwarcie i bez problemow.
zanim o 2.01 w nocy wsiadlem przy hali mirowskiej do 604, na przystanku pocalowalem sie z pewnym gosciem. nie bylo to zadne ciotowskie buzi-buzi, ale pelnokrwisty, choc moze nieco niespodziewany, namietny "calus". musze dodac, ze stalo sie to w czasie, gdy autobus stal juz na przystanku, drzwi byly otwarte, a kilku gosci patrzylo sobie na nas przez okno. po tym - ze tak powiem - incydencie wszedlem do autobusu srodkowymi drzwiami, przeszedlem do przodu i usiadlem. wtedy zdalem sobie sprawe, co zrobilem. troche sie hmmm... balem. no, ale nic. luz, jak to mowi marcin. dojechalem do centralnego, tam posiedzialem sobie w autobusie az do odjazdu na kabaty (prawie kwadrans) i spokojnie bez zadnych ekscesow dotarlem na wyscigi.
604 - gay-friendly bus. no, szok. nie pierwszy zreszta tej nocy.

slychac tylko polskich kibicow, a ja widze tylko boruca. jak pozbyc sie jego zony oraz kubu? :-)
dlaczego od mistrzostw ogladam mecze reprezentacji? chyba jednak nie tylko dla boruca (i innych).
moze po prostu polubilem pilke?
(4) komentarzy / skomentuj

Film o dziennikarzach 20-11-2006 14:53
Pojawiły się plotki, że kręcę film o dziennikarzach. Niniejszym dementuję. Kiedyś złożyłem projekt takiego filmu w telewizji publicznej, ale utknął gdzieś na czyimś biurku lub w koszu na śmieci. To drugie miejsce jest pewniejsze. Obecnie pracuję tylko nad filmem dokumentalnym i książką „Zabić Papałe”. Przygotowuje także od lipca projekt serialu dokumentalnego z Piotrem Pytlakowskim. Nie wiem, czemu ma służyć rozpowszechnianie takich informacji? Co ma wywołać? Opowiadanie bzdur, rozpowszechnianie plotek i pogłosek, niesprawdzonych informacji, w tym się lubuje część świata mediów.

(4) komentarzy / skomentuj

Prawda i szczerość 20-11-2006 12:22
Zapis spotkania Leszka Możdżera w Gazecie Wyborczej. Pytanie z sali: Czy zgodzi się Pan ze mną, że najważniejsze w przekazie muzycznym są prawda i szczerość?
- Brzmi to pięknie, choć - niestety - zbyt idealistyczne. Czasami w poszukiwaniu szczerości i prawdy zastanawiamy się, czy zmarnować cztery godziny na ustawianie mikrofonów pod odpowiednim kątem, i prześladuje nas myśl, że każda godzina wynajęcia studia kosztuje 200 zł. I czasem poprzestajemy na brzmieniu, które nie do końca jest szczere i prawdziwe.”
Leszek jak zwykle szczery do bólu. Każdy z nas mógłby powiedzieć to samo o swojej dziedzinie życia.

(2) komentarzy / skomentuj

Który agent-dziennikarz jest bardziej szkodliwy? 18-11-2006 21:42
Ostatnio spotkania z dziennikarzami, zaczynają się lub kończą pytaniami: kto jest na tej lub innej liście? kto wkrótce zostanie uznany za agenta? Jeden z członków sejmowej komisji specjalnej powiedział w rozmowie ze mną, że celowo najdłużej jak mógł odkładał zapoznanie się z raportem WSI, by po pierwsze móc spokojnie odpowiadać dziennikarzom: nie czytałem, nie wiem. Bo to ich najbardziej interesuje w raporcie. Pozostałe kwestie są dla nich drugorzędne. Po drugie, by nie być podejrzanym o ujawnienie tajemnicy państwowej. Uważa bowiem, że przekazanie raportu do komisji miało zwiększyć krąg podejrzanych o przeciek do mediów.

Jednym z moich rozmówców był dziennikarz śledczy, który obecnie ilekroć zajmuje się jakąś sprawą opisuje ją z perspektywy ABW. A konkretnie jednej z frakcji, bo ta instytucja nie jest jednolita. Dla niego śledztwo dziennikarskie sprowadza się do publikacji kontrolowanego przecieku tejże instytucji lub do napisania artykułu zgodnego z jej stanowiskiem. Oczywiście, on, który wiesza psy na współpracownikach dawnych służb nie ma sobie nic do zarzucenia.


Warto się zastanowić, czy dla dzisiejszych mediów bardziej szkodliwym nie jest aktualny współpracownik służb niż były agent służb III RP. Jeśli środowisko chce się oczyszczać z ludzi dawnych służb, powinno także zająć się dzisiejszymi agentami, tajnymi współpracownikami służb specjalnych. To, że są to służby IV RP niczego nie usprawiedliwia i nie wyjaśnia, zwłaszcza, że w służbach nadal są ludzie z minionych lat. IV RP nie oznacza nagłego cudownego przemienienia złych służb w dobre.

Prawdziwymi szkodnikami w mediach są aktualni agenci służb, a nie dawni, o których teraz obecnie tak głośno. Ich siła oddziaływania jest już mniejsza niż dawniej. Myślenie, że lustracja oczyści środowisko jest naiwne, jeśli nadal tolerowana będzie agenturalna współpraca dziennikarzy z aktualnymi służbami. Niech pamiętają to ci, którzy tak ostro karcą za współpracę ze służbami PRL-u, zapominając o współczesnej agenturze w mediach.
(6) komentarzy / skomentuj

Wybory dla umysłowo chorych 18-11-2006 13:21
Panie redaktorze (…) Pragnę podać Panu temat dotyczący kształtowania się władzy w terenie na bazie wyborów.Przegrałem te wybory 14 głosami i nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, iż te wybory przegrałem w Domu Pomocy Społecznej o statusie dla umysłowo chorych w O. pow. P. (71 do 30 w domu tym jest zatrudniona żona mojego kontrkandydata, zostały przygotowane specjalne instrukcje pisemne dla pensjonarjuszy jak głosować) Są jeszcze inne przyczyny np. kiełbasa wyborcza zakrapiana wódką, ale to już odrębny temat.Pozdrawiam! Mirosław B.


(3) komentarzy / skomentuj

Zanim Wiśniewski wyląduje w więzieniu 17-11-2006 14:10
Michał Wiśniewski, bohater mojego filmu „Gwiazdor”, staje się dzisiaj trzecim medialnym bohaterem dnia po Zygmuncie Solorzu oskarżonym o współpracę z SB i Zbiegniewie Relidze, który „pieprzy to wszystko”. Co jest przyczyną? Prokuratura w Pabianicach postawiła Wiśniewskiemu zarzut i wypuściła go za poręczeniem majątkowym w wysokości 10 tys. złotych.

Zanim media zdepczą Wiśniewskiego, warto by wcześniej dowiedziały się kim jest jego były wspólnik Alfred Reimann, który złożył doniesienie do prokuratury, a który to od kilku lat walczy z Wiśniewskim, różnymi metodami.

Alfred Reimann, dawny bramkarz, potem doradca finansowy, nie tylko Wiśniewskiemu dał się we znaki, oto, co Matthias Reim, gwiazda niemieckiej piosenki, powiedział dla tygodnika Bunte w marcu 2001:„Oto historia Matze i Alfreda, o dwójce przyjaciół. Historia dobrych i złych czasów – marnego końca Matze, 43 letniego gwiazdora niemieckiej sceny muzycznej. Obecnego bankruta. Zwycięzca list przebojów ma ponad 20 milionów długów. Zawdzięcza to Alfredowi Reimannowi, który doprowadził go swoimi finansowymi machlojkami do ruiny. (…) Alfred musi zniknąć z mojego życia. Nie chcę go już nigdy widzieć. Powinien się wstydzić, że coś takiego zrobił przyjacielowi”.

Komentarz Michała Wiśniewskiego zamieszczony na stronie zespołu Ich Troje:

Drodzy Państwo,
:-) w sprawie dzisiejszych sensacji:
Mój były wspólnik Alfred Reimann po raz kolejny złożył w prokuraturze doniesienie. Poprzednich kilka było umarzanych przez Prokuraturę. Tym razem wymyślił coś nowego ...
Chce aby pieniądze zarobione przez zespół Ich Troje w 2001 roku trafiły do niego i to w całości ... fajnie ? może jest jeszcze ktoś chętny ? Wystarczy złożyć doniesienie a z pewnością pojawię się w prokuraturze ... W twoim mieście !

Przypominam Państwu, że jestem regularnie w różnych prokuraturach lub sądach. Raz jestem skarżony za to, że leżałem za długo na fance w trakcie koncertu - raz skarży mnie potrójny zabójca o kradzież tekstu a czasami jadę setki kilometrów aby sam skarżyć o groźby zabójstwa. Czasem tłumaczę się przed władzami Malezji z twórczości zespołu ich troje ponieważ zostałem wpisany na listę artystów zakazanych w tym kraju przez fundamentalistów islamskich. Śmieszne ? Eee tam ...

Czekam obecnie na pozwy z Tajlandii o podjudzanie do puczu wojskowego, z Ghany o korupcję w tamtejszym związku piłki nożnej oraz z Wietnamu gdzie oskarżany jestem o koklusz, syfilis i aids.

Dementuję przy okazji pogłoski o tym, że znałem Edwarda Mazura. Nie byłem również tajnym współpracownikiem SB no chyba, że ktoś w końcu ujawni moją teczkę.

Ale do tego momentu - jestem i będę niewinny ...
P.S.
Prosiłbym aby w myśl zasady: nie ważne jak się mówi, byleby się mówiło - tego typu sensacje wypływały nie na miesiąc a na dzień przed wydaniem płyty. A przypominam, że ukaże się 18-go grudnia. Uff ~!
(4) komentarzy / skomentuj

Jak wylatuje się na bruk? 15-11-2006 22:32
Właśnie miałem dziś okazje zapoznać się technika wywalania w mojej firmie. Poleciał dyrektor pionu - dosyć ważna figura - kilkunastu podwładnych, wysoka pensja, samochód, bonusy etc. O 11 miałem u niego spotkanie – omawialiśmy projekty na najbliższe tygodnie, miał szerokie plany. O 15 praktykantka z HR przyniosła mu kopertę, w środku tekst: w związku z reorganizacja zostaje zwolniony z obowiązku świadczenia pracy. Dostał 1/2 h na spakowanie, hasła do systemów wyłączono natychmiast, telefony tez, z dołu przylazł ochroniarz, niby pomagać w noszeniu kartonów, wszelkie służbowe dobra musiał zdać od razu. Jak na 8 lat pracy w firmie całkiem uprzejme potraktowanie, w końcu mogli go skopać po schodach nie? (Zainteresowany1)
Kasia9634: dostałam wypowiedzenie pocztą i ani słowa po przyjściu do pracy.

Ania: Mój kolega dostał w niedzielę wypowiedzenie SMs'em.

Anmar123: Też miałem "miłe" rozwiązanie stosunku pracy. W Sylwestra miałem "dyżur" czyli miałem byś do końca racy jako jeden z działu. W dziale kadr też siedziała koleżanka. Chciała mi wręczyć wypowiedzenie. Odmówiłem przyjęcia, Była wściekła, bo musiała jeszcze z tym iść na pocztę - polecony. 2 stycznia portierka na powitanie powiedziała: Panie M. nie mogę pana wpuścić na teren zakładu.
Krzysztof: kiedyś pracowałem w firmie, która 2-m pracownicom przysłała wypowiedzenia poczta kurierska - dostały i pokwitowały odbiór przesyłki w sobotę, czyli rozpoczął im się 2-tygodniowy okres wypowiedzenia.

Reo: A mnie wywalił z firmy nowy szef polskiego oddziału. Najpierw przez godzinę słuchał mojej prezentacji, zadawał rzeczowe pytania itp. a na koniec mówi – oto wypowiedzenie. Byłem mocno zaskoczony.
Ale ponieważ nie miałem już nic do stracenia przynajmniej mu powiedziałem co o
nim myślę - ty ch..u!

REP: Miałam podobnie...wezwano mnie meilem, cały zespół miał omawiać strategie marketingową dla swoich regionów na następny rok, miał być dyrektor firmy i się przysłuchiwać...ważne miało być ...przygotowywałam się długie godziny. Po przyjeździe okazało się, ze nikt nic nie wie o żadnym spotkaniu. W firmie stawić
miałam się po wypowiedzenie, jak się okazało po godzinie...nie potrafiłam się pozbierać przez lata...depresja po utracie pracy, która była dla mnie wszystkim, utrata wiary w ludzi, potem rozpad rodziny ...

Zofia: Mnie powiadomiono przez telefon. Na dzień przed wygaśnięciem umowy. I tak miałam szczęście, bo w tej firmie zdarzały się przypadki, że ludzie przychodzili do pracy, przebierali się w robocze ubrania, a dopiero potem się dowiadywali, że mogą sobie iść do domu. Wierzę w to, że te sk....., które tak
traktują ludzi, też poznają smak takiego "pożegnania".

http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23&w=51931063&v=2&s=0
(8) komentarzy / skomentuj

Układ lekowy trwa 15-11-2006 00:08
Kilkakrotnie w programach Konfrontacja poruszałem problem istnienia układu lekowego w Polsce. Jak widać, nic się nie zmienia po mimo zmiany władz. Ostatnio w związku z aferą w Jelfie, która próbowała zamieść sprawę corhydronu pod dywan wypowiedział się minister Bolesława Piecha, który wspomniał o naciskach wywieranych przez firmy farmaceutyczne na Ministerstwo Zdrowia i ludzi tam pracujących. Te słowa przeszły bez echa. Nie zainteresował się tym minister sprawiedliwości, prokurator krajowy.
Dotarł do mnie list byłego ministra zdrowia Mariusza Łapińskiego do Igora Rycika autora artykułu „Człowiek ze sterylizatora” w „Newsweek”, który jeśli zawiera prawdę powinien wywołać burzę, a przynajmniej zajęcie stanowiska w nadchodzącym numerze Newsweeka. A przede wszystkim reakcję prokuratury. Łapiński pisze: „Pragnę poinformować, że w ABW są materiały wskazujące na to, że przeciwko firmie CC-med działania medialne podejmowała firma Promed.” Krótko mówiąc kolejny przykład wojny koncernów farmaceutycznych, do której używa się mediów, dziennikarzy. Przypomnę, że koncerny farmaceutyczne mają jeden z największych budżetów pr-owskich i robią z tego użytek. Przy tym jak mówi minister Piecha mają potężną siłę, bo potrafią zastraszać funkcjonariuszy państwa.
(7) komentarzy / skomentuj

To, co wydaje się tak oczywiste już nie jest takie pewne 14-11-2006 22:51
Jestem teraz po zdjęciach. W dokumencie zapisuje się kilkadziesiąt godzin taśm, ale są takie rozmowy jak ta dzisiejsza, trwająca cztery godziny, o których się wie już w trakcie rejestracji, że na pewno trafi do filmu. Inne spojrzenie na śledztwo w sprawie zabójstwa Papały, które przygwoździ widza. To, co wydaje się tak oczywiste już nie jest takie pewne.

(0) komentarzy / skomentuj

Gamonie i Krasnoludki górą 12-11-2006 23:35

Wybory samorządowe. W Warszawie wyborcy woleli głosować na kandydata Gamoni i Krasnoludków niż Wojciecha Wierzejskiego z LPR.
(13) komentarzy / skomentuj

Kłótnia o kiełbasę 12-11-2006 00:20