Telefon. Oddalono ekstradycje Edwarda Mazura, słyszę. Kilkanaście minut później dementi. Korespondent Informacyjnej Agencji Radiowej źle przetłumaczył, źle zrozumiał. We mnie ten news nie wywołał emocji. Nazbyt dużo oczekuje się w związku z Edwardem Mazurem. Z góry zakłada się, że po ekstradycji pęknie w areszcie i zacznie mówić. A jeśli zacznie mówić, dlaczego nie zakładać, że będzie mówił to, co mu wygodne? Mazur jako człowiek od lat związany ze służbami może także odegrać jakąś grę, w której w cale nie musi chodzić o prawdę.
Jak zyskać szybciej uprawnienia emerytalne? Wystarczy mieć za sobą senatora PIS Stanisława Koguta, do niedawna przewodniczącego Sekcji Krajowej Kolejarzy NSZZ "Solidarność" w Warszawie. Ten załatwi swoim, by nadano uprawnienia policyjne wybranej grupie zawodowej, tworząc nową służbę specjalną. Dzięki temu ok. 3 tys. SOK-istów zyska możliwość przejścia na wcześniejszą emeryturę i inne świadczenia. Projekt ustawy ma wkrótce ujrzeć światło dzienne. Czy Polska ma obrosnąć w szereg służb o charakterze policyjnym? Jakie grupy zawodowe mają mieć jeszcze swoją policję?
Wczoraj odbyła się uroczysta Masza święta w kościele św. Krzyża przy Krakowskim Przedmieściu poświęcona dziewiątej rocznicy śmierci Marka Papały. Zaledwie garstka ludzi. Nie było tych, którzy jeszcze niedawno publicznie nazywali się przyjaciółmi Marka Papały.
Wczoraj wróciłem o drugiej w nocy do Warszawy. Po drodze na poboczu co jakiś czas mijałem młodych ludzi. Podpita młodzież ciągnęła ze sobą nie mogących iść o własnych siłach jeszcze bardziej pijanych kolegów.
P.S. W załączniku podsyłam zdjęcie z historycznego spotkania Pińskiego z PR-em
17-06-2007 22:38
Szymon Jadczak z krakowskiego oddziału Gazety Wyborczej przesłał mi zdjęcie z ogólnopolskiej konferencji o tendencjach i przyszłości dziennikarstwa śledczego „Misje czwartej władzy”, jaka się odbywała w Krakowie, organizowana przez stowarzyszenie Villa Deciusz, w której także wziąłem udział. Słusznie wybrał takie, które dokumentuje najciekawszy panel dyskusyjny na tej konferencji. Wywołał najwięcej emocji. Omal nie zakończył się procesem o zniesławienie. Tytuł: „Po drugiej stronie barykady - dziennikarze śledczy w PR. Kariera, konformizm, wyzwanie?”
Jacek Łęski, tak na swoim blogu podsumował konferencję: "Z jednej strony pełno było w niej narzekań na to, co zawsze: mało czasu na badanie spraw, manipulacje dziennikarzami przez informatorów, redakcje i polityków, liche pensje, niemożność uprawiania dziennikarstwa śledczego poza największymi redakcjami, wreszcie na to, że czasem teksty nie idą, bo są samej redakcji nie na rękę, ze duże media zbytnio uwikłane są w interesy swoich właścicieli by być bezstronne i tak dalej i tak dalej. Poziom narzekania był spory, co pokazuje, że podstawowe problemy dziennikarstwa śledczego nie zmieniły się mimo upływu lat, a jego słabość pokazuje rzeczywistą kondycję polskich mediów jako czwartej władzy.
Zabawne było jak dziennikarze protestowali przed nazywaniem dziennikarstwem śledczym wypisów z życia policji czy prokuratury, jakich dziś pełno. Robili to czasem dziennikarze sami znani z tego, że byli kronikarzami przez wiele lat. Okazuje się, że ludzie dojrzewają, co cieszy.
Ciekawy był wątek przewijający się w wielu rozmowach a dotyczący obecnej sytuacji w dużych redakcjach. Presja na liczbę tekstów, szybkość pracy i „wyniki” jest tak ogromna, że nie sposób prowadzić normalnych śledztw. W efekcie dziennikarze skazani są na bylejakość, a robienie dużych i pogłębionych tekstów jest rzadkim przywilejem nielicznych. W miejsce politycznej presji pojawił się terror wierszówki. Nie wróży to dobrze na przyszłość.
Byłem uczestnikiem konferencji jako emerytowany dziennikarz śledczy i obecnie PR-owiec. Pytano mnie jak wyjaśnić to, że jestem „po drugiej stronie barykady” ?
Moja odpowiedź jest taka: prawdziwa barykada nie do przejścia stoi między ludźmi uczciwie uprawiających swój zawód a hochsztaplerami. I jedna i druga kategoria występuje i wśród dziennikarzy i wśród PR-owców. Przekonanie, że świat mediów to kraina Judymów zatroskanych o dobro społeczne, a PR to sprytni specjaliści od wykręcania kota ogonem – jest po prostu nieprawdziwa. I tu i tu niestety zdarzają się ludzie podli, i tu i tu wielu jest sensownych, rzetelnych i uczciwych. Generalizowanie jest niesprawiedliwe.
Oczywiście PR i dziennikarstwo to dwa różne zawody, ale zasadniczego konfliktu tu nie ma.
Rafał Kasprów powiedział w czasie konferencji, że o ile można ludzi z PR-u porównać do adwokatów swoich klientów to dziennikarze, szczególnie dziennikarze śledczy powinni być jak sędziowie, a nie jak prokuratorzy. Tymczasem różnie to bywa." http://jacekleski.salon24.pl/19480,index.html
Na zdjęciu od lewej Rafał Kasprov, Jacek łeski, Jan Piński.
Niestety wolność w internecie także jest mitem, więc ocenzurowano i zablokowano nagranie video, które zamieściłem we wpisie „Misja kulturalna w TVP Kultura”. Kadr z tamtego występu, bo tylko on ocalał, jeszcze go nie zdjęto, zamieszczam.
Zastanawiam się, czy tak walcząca z konwenansami, tak wyzwolona grupa artystów i realizatorów tego dzieła artystycznego jest w stanie przywrócić do sieci zdjęte nagranie. Czego się wstydzą? Swojej sztuki? Swojej misji kulturalnej?
Na festiwalu w Opolu w koncercie „Premiery”Mario Szabo zaśpiewał nastrojową piosenkę „Jak natchnieni”, do której słowa ułożył Jacek Cygan a muzykę skomponował Wiaczesław Smołokowski.
Źródło informacji RK w czasie powrotu z ogólnopolskiej konferencji "Misje Czwartej Władzy - Dziennikarstwo Śledcze", która odbywała się w Krakowie. Miejsce pozyskania bar Warsu.
Jeden z lekarzy: „Najbardziej zdesperowaną grupą w szpitalu na Banacha są chirurdzy, którzy dostali po kieszeniach po tym jak CBA weszło do kliniki MSWiA. Strach brać koperty. Oni gotowi są wyjść na ulice z lancetami.”
Mariusz Łapiński zaczął pisać bloga. Podesłał mi link. Wreszcie zajrzałem. Przeczytałem intrygujące słowa Łapińskiego: „Słowo o Chorzowie, w nawiązaniu do poprzedniego maila, nie dziwię się, że w Chorzowie i na Śląsku kasa chorych funkcjonowała dobrze, ale pragnę zauważyć, że kosztem innych kas. Śląska Kasa Chorych wykazała, że ma ponad 500 tys. więcej ubezpieczonych niż rzeczywiście miała, dzięki temu miała 500 mln lokat bankowych, a obok Dolnośląska Kasa Chorych zbankrutowała, gdzie większość szpitali upadła finansowo”
Wpół do czwartej w nocy. Przebudzam się przed trzecią w nocy, po nieudanej próbie uśnięcia, wierceniu się w łóżku, przekręcaniu z boku na bok. Efekt ostatniego montowania po nocach filmu "Zabić Papałę". Postanawiam wstać. Wyciągam piwo z lodówki i zasiadam do komputera. Wchodzę w sieć. Przeglądam blogi. I natrafiam na skutki mojego ironicznego sms-a po kilkuminutowym zerknięciu na festiwal Top trendy, wysłanego nocą do Michała Wiśniewskiego. Po nim Michał napisał w swoim blogu:
„08 czerwca 2007
top czy trendy ?
dostałem dziś sms-a, że nie jestem top ani
trandy ... ups ... no cóż ... idę się popłakać
... EEE...ważne, że płyty sie sprzedają w ilości większej
niż top and trandy :-)
po prostu: ruch w muzyce !
siad polsat ... siad !
mw (23:25)”
Z kolei Robert Sankowski recenzując Top Trendy w swoim blogu napisał:
„Przyczajony Rubik, ukryty Wiśniewski
Polsat może odtrąbić sukces TOPtrendów. Nie dlatego że festiwal przyciągnął przed telewizory parę milionów widzów i przy okazji zarobił dla stacji przyzwoitą sumkę. Jest powód o wiele ważniejszy. Oto impreza skutecznie skrzywdziła dwóch największych gwiazdorów naszej sceny, o czym zresztą od rana trąbią dziś mniej i nieco bardziej poważne media. Piotr Rubik nie dostał należnej mu (co nie podlega przecież najmniejszej wątpliwości) nagrody, bo zdezorientowani widzowie słysząc z telewizora jego piosenkę jak te barany głosowali na ludzi, którzy już z Rubikiem nie współpracują. Teraz Rubik robi dobrą minę do złej gry, opowiada na prawo i lewo że i tak sie cieszy, bo poza nagrodą publiczności na TOPtrendach były tez inne wyróżnienia, a te akurat przypadły jemu. No bo niby co innego mu pozostało.
To i tak jeszcze nic w porównaniu z nieszczęściem Wiśniewskiego, którego przy obsadzaniu programu koncertów w ogóle pominięto. A był na widowni, kamera go pokazywała (pewnie złośliwie, żeby naród zauważył, że jest ktoś taki, ale na scenę go nie zaprosili). Teraz pozostały mu tylko płacz i zgrzytanie zębami. Z niewielką domieszką wątpliwej ironii (w tym miejscu podlinkowano do wpisu Michała Wiśniewskiego).
No i to się nazwa zrobić imprezie odpowiednią prasę. Teraz spróbujcie to przebić na festiwalu w Opolu, spece od promocji w telewizji publicznej.”
Wniosek. Nie pisać po nocy smsów, zwłaszcza po whisky. Choć fiestując Rubika a zapraszając na ławki Wiśniewskiego Nina Terentiew nazbyt ukłoniła się niechęci establishmentowi naszego szołbiznesu do Michała. Tym bardziej, że potem na bankiecie Nina nie ukrywała swego serca dla niego. I nie był to fałszywy gest, zapewniam.
PS. Wolę pisać o Wiśniewskim i Top trendach niż o zdekompletowanych teczkach Wałęsy i dawaniu w czapę przez Walentynowicz.
Geralt, prawicowy bloger, pisze o tragicznej sytuacji, która dotknęła jego rodzinę: „Cóż za tragiczny zbieg okoliczności. w dniu gdy minister Religa operowane miał płuco, moja ciotka otrzymała wyniki wstępnych badań. Nowotwór płuc.
Pocieszałem ją, że trzeba to jeszcze zdiagnozować, powtórzyć badania, pobrać wycinki i takie tam (ponoć dawna gruźlica ma takie samo echo jak nowotwór). Uwierzyła. Poszła dziś zapisać się na wizytę i badania. Jeden lekarz ją wyśmiał, drugi zapisał na 24 czerwca i to tylko dlatego, że stryj ma wówczas wizytę i ustąpił jej miejsca.
To ja mam KURWA pytanie, jak to możliwe, że Religa dowiedział się w poniedziałek a w czwartek był już po zabiegu??? Dlaczego pana ministra nie wyśmiano i nie zapisano w JEBANĄ kolejkę oczekujących na śmierć?”
Upały dają się coraz bardziej we znaki. Janusz Kaczmarek niepotrzebnie wdał się z dziennikarzami w rozmowę o kontach ludzi lewicy, oczywiście wszyscy wiemy, że żaden polityk SLD ( tak jak i PIS, PO, Samoobrony, LPR, PSL) nie miał i nie ma żadnego konta z lewą kasą, ale Bogdan Zdrojewski twierdzący w TVN24, że dla niego w sprawie kont tak samo wiarygodny jest minister Janusz Kaczmarek i Peter Vogel upadł na głowę.
PS. Czy Bogdan Zdrojewski nie mógł zostawić siedzącemu obok niego posłowi SLD Grzegorzowi Napieralskirmu obronę swojej formacji? Oto dzisiaj na konferencji LiD Platforma Obywatelska stała się marnym klonem PIS.
Zawsze po wyjściu z pokoju redakcyjnego Piotra Pytlakowskiego, lub po wspólnej jeździe jego samochodem marynarka idzie do czyszczenia lub ląduje w ogrodzie do wietrzenia. Reszta do prania. Jest kilka osób, która może palić przy mnie do woli. Ważniejsi są od nałogu, zapachu nikotyny, którego nie znoszę. To dla nich trzymam w domu popielniczkę.
Czytam, że prawie każdy Polak obejrzał "M jak miłość". Właśnie wyemitowano 500 odcinek. Przynajmniej jeden odcinek serialu od początku jego emisji w 2000 roku obejrzało ponad 35,1 mln osób (97,2 proc.) powyżej 4. roku życia.
Kiedy byłem na wręczaniu Telekamer, gdy prezentowano gwiazdy serialu Telekamer, pytałem kto to? Myślano, że żartuję, ale ja naprawdę nie obejrzałem ani jednego odcinka tego serialu. Przyznam jednak, że posiadam ręcznik z napisem "M jak miłość."
Wieczorem Przemek Wojciechowski z TVN wyciągnął mnie pod Dworzec Centralny. Wraca do tematu pedofilów.
Właśnie czytam, że sprawa doktora G. opatrzona został kryptonimem "Mengele". Rozumiem, że łapówkarz, ale porównywać go do obozowego lekarskiego kata. Słów brakuje.
Na zdjęciu. Biurko dziennikarza śledczego, Piotra Pytlakowskiego.
Łapiński o kontach w Szwajcarii. Bogucki liczył na SLD. Giertych miał rację.
30-05-2007 02:16
Właśnie skończyłem pisać kolejny rozdział książki „Zabić Papałę”. Przerwałem montaż filmu, by nabrać dystansu, odetchnąć. Wszedłem w swoją pocztę, a tam e-mail od Mariusza Łapińskiego. Czytam i myślę sobie, czy z tymi kontami to nie tak jak z Macierewiczem i Kluzkiem. Kiedy ukazał się raport WSI, zapytałem ironicznie Krzysztofa Kluzka, że mógłbym go podejrzewać o bycie agentem służb, byciem członkiem grupy hakowej, ale nie WSI, na co on odparł mi sms-em, że ten raport to „Inflanty”. Potem zacytował mi odpowiedź Maciarewicza, którą opublikował aktualny Newsweek.
Mam nadzieję, że SLD nie poda mnie do sądu, ale rozmawiałem z osobą, która widziała na własne oczy dane o kontach pewnych osób, a która raczej nie należy do zwolenników tworzenia zamków na piasku. Należały do ludzi lewicy. Inna sprawa, że jeden z lewicowych ludzi nie ukrywał przede mną, że ma tam konto, tłumaczył tylko, że nie ma tam „lewych pieniędzy”. Na marginesie, konto założył z naruszeniem ówcześnie obowiązującego prawa dewizowego. Ale za to już nie może być ścigany, bo prawo się zmieniło a i jest coś takiego jak przedawnienie. Zresztą przedawnienie będzie dotyczyło większości korupcyjnych afer lat 90-tych, ku zadowoleniu niektórych polityków od lewicy do prawicy.
Ale wracając do e-maila Mariusza Łapińskiego. Zacytuję (mój rozmówca, który widział konta innych, nie widział jego konta):
„Warszawa 26.05.2007. Mariusz Łapiński. Były minister zdrowia. Oświadczenie:W związku z nieprawdziwymi informacjami rozpowszechnianymi ostatnio w mediach na mój temat pragnę poinformować, że nie mam i nie miałem zagranicznych kont, w tym numerycznego konta w Szwajcarii. Nie znam pana Dohnala i pana Vogla. Tak zeznałem w prokuraturze w Katowicach uprzedzony o odpowiedzialności karnej. Zeznania na mój temat pana Dohnala, na które powołują się media są nieprawdziwe, w związku z tym zawiadamiam prokuraturę o składanie fałszywych zeznań przez pana Marka Dohnala.
Według mojej oceny zeznania Pana Dohnala mogą wynikać z prowadzenia przez niego w przeszłości działalności lobbingowej dla firm farmaceutycznych, w tym także przeciwko mojej osobie. W tej sprawie był on przesłuchiwany przez prokuraturę w 2004 roku.
Publikowanie w mediach informacji o tym, że posiadam konto w Szwajcarii w oparciu o zeznania pana Dohnala powodować będzie moje wystąpienie na drogę sądowa o naruszenie dóbr osobistych i odszkodowanie.
Oświadczenie to jest wydane dopiero w dniu dzisiejszym ponieważ miałem nadzieję, że lista osób posiadających zagraniczne konta zostanie ujawniona przez Ministerstwo Sprawiedliwości i dzięki temu rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji na mój temat zostanie zaprzestane. Jednak jak można sadzić nie będzie to miało miejsca w najbliższej przyszłości."
Na koniec wracajac do sprawy zabójstwa generała Marka Papały, może warto wyjawić, że Ryszard Bogucki w grypsie opatrzonym w aktach numerem 4 stwierdził, że na jesieni, po zmianie rządów (z AWS na SLD – przypomnienie ode mnie), otworzą się pewne możliwości w jego sprawie. Jak czas pokazuje, nie otworzyły się. Nadal siedzi.
Najbardziej mnie rozbawił we wtorek Roman Giertych paradujący z Teletubisiem, z Tinky Winky, by wręczyć go potem znienawidzonej przez niego Monice Olejnik. Choć przyznam mu, że coraz lepiej sobie radzi na wizji z tak zwanym sytuacjami kryzysowymi. A kiedy "opieprzył" na konferencji dziennikarza za zadawanie pytań "w plecy" miał całkowitą rację.
Postscriptum do dzisiejszej bytności mojej i Piotra Pytlakowskiego w magazynie 24 godziny Bogdana Rymanowskiego.
Jeden z prawników przesłał mi kiedyś projekt skargi związanej z zeznaniami Piotra W.. Jest tam coś nad czym warto się zastanowić. To nie sztuka wiedzieć, trzeba jeszcze udowodnić. I najważniejsze właściwie, zgodnie z prawem, pozyskać materiał dowodowy, tak by go nie kwestionowano.
„Piotr W. pierwotnie przesłuchiwany był jako podejrzany. Przedstawił wówczas swoje kontakty z oskarżonym Ryszardem Boguckim, wyjaśnił, że rozmawiając przez okno w Areszcie Śledczym w Katowicach uzyskał informacje o udziale oskarżonego w szeregu przestępstw. Piotr W. podał wiele szczegółów działalności przestępczej Ryszarda Boguckiego i przedstawił interpretację pochodzących od niego grypsów. Zgodnie z obowiązującym w Polsce kodeksem postępowania karnego podejrzany nie jest zobowiązany do mówienia prawdy i nie ponosi żadnej odpowiedzialności za kłamliwe wyjaśnienia.
Sąd Okręgowy w Bielsku Białej dopuścił dowód z zeznań świadka koronnego Piotra W. Od tego momentu Piotr Wierzbicki słuchany był jako świadek, jednakże analiza sporządzonych wówczas protokołów budzi zasadnicze wątpliwości. Otóż 50% tekstu zostało skopiowane z protokołów przesłuchań w charakterze podejrzanego (wynika to z opinii stanowiącej zał. 10). Osoba prowadząca czynność przeklejała istniejące już zapisy, nie przedstawiając w protokole tego co rzeczywiście relacjonował świadek. Trzeba podkreślić, że osoba słuchana w charakterze świadka zobowiązana jest do mówienia prawdy, zaś podanie okoliczności nieprawdziwych, bądź zatajenia prawdy zagrożone jest karą pozbawienia wolności do lat 3 (art. 233 k.k.). Niezależnie od tego świadkowi koronnemu grozi utrata tego statusu w związku z podawaniem nieprawdy. Skopiowanie relacji Piotra W. z protokołów przesłuchań w charakterze podejrzanego, do protokołów przesłuchań w charakterze świadka, łamie zatem zasadę rzetelnego procesu, bowiem uniemożliwia stwierdzenie jakie były zeznania świadka - zobowiązanego do mówienia prawdy. Wcześniejsze relacje mogły być przecież kłamstwem, za które Piotr W. nie ponosił żadnej odpowiedzialności, toteż odebranie jego relacji, w czasie przesłuchania w charakterze świadka nabierało szczególnego znaczenia. Powstają też dalsze wątpliwości:
- niewykluczone, że przesłuchanie w ogóle nie miało miejsca
- niewykluczone, że świadek relacjonował całkowicie odmiennie, jednakże przesłuchujący nie chciał zapisać tej relacji
Nie bez znaczenia jest również to, że w innych procesach Piotr W. oceniany przez biegłych psychologów był uznawany za osobę skłonną do manipulowania i konfabulacji
naruszenie zasady rzetelnego postępowania, a naruszenie to nie zostało konwalidowane w toku postępowania sądowego.
Zapis protokołu stanowi gwarancję zachowania praw oskarżonego, możliwości podejmowania działań obronnych, kontroli poczynań prowadzących postępowanie przygotowawcze. Przy takim sposobie postępowania wykluczone jest zbadanie czy podstawą rozstrzygnięcia stały się prawdziwe ustalenia faktyczne, co również godzi w jedną z naczelnych zasad procesu karnego. Niepokojącym jest również fakt, że jednostki Prokuratury w Katowicach niejednokrotnie w podobny sposób „pozyskiwały” zeznania świadków, co miało miejsce w innych postępowaniach. Orzeczenie ETPCZ w tym zakresie będzie zatem miało zasadniczy wpływ na praktykę organów wymiaru sprawiedliwości w Polsce.”
Pechowa 13 Boguckiego. Dlaczego Niemczyk nie ma przedstawionego zarzutu pomocnictwa?
28-05-2007 22:27
Czytając zeznania Piotra W., ksywa Generał zaskakujące jest to, że Ryszard Bogucki, ksywa Niedźwiedź opowiedział mu z detalami, włącznie w jakim ubraniu był, gdzie je kupił, przedstawił prawie minuta po minucie przebieg zabójstwa generała Marka Papałę, że aby dojść do samochodu to najpierw przeszedł przez trawnik, potem wszedł w krzaki i tam przy samochodzie musiał jeszcze zejść parę kroków w dół. Charakteryzował nawet drzewa, które rosły wśród krzaków. Były niewysokie, ale miały dużą koronę gałęzi. Przyznam, że zasób słownictwa Piotra W, jest zdumiewająco dobry jak na podstawowe wykształcenie.
Komendant zginął według zeznań Piotra W. z sześciostrzałowego rewolweru firmy „Smith and Wenson.” Naboje były specjalnie przygotowywane. Oczywiście Generał zeznał jak były przygotowane.
Jeśli tak wierzyć temu co mówił Bogucki Piotrowi W. to, aż dziwne, dlaczego Ryszard Niemczyk, ksywa „Fartołek” nie ma przedstawionego zarzutu pomocnictwa, bo według niego Niemczyk znajdował się w odległości 150-200 metrów od miejsca zabójstwa i czekał w samochodzie. Niestety tu już nie znamy marki, poza charakterystyką „popularna”. Oczywiście miejsce postoju też poznał dokładnie Piotr W. Niemczyk był kierowcą w tym zabójstwie. Potem spalił samochód, ubrania i amunicję. Niemczyk wrzucił amunicję do kratek ściekowych. Oczywiście po każdym naboju do innej kratki ściekowej.
Wszystko to Bogucki wyszeptał mu przez okno, gdy siedzieli w celi obok, bo w grypsach i listach takich detali aż nie było. Mówiąc przez okno Bogucki musiał wiedzieć, że słyszą go inni współwięźniowie, w celach obok.
Myślę, że sprawdza się przysłowie, że trzynastka jest pechowa. Bogucki siedział w celi numer 13 a Piotr W. w celi numer 9.
PS.1. Z grypsów i zeznań wynika, że w czasie kontaktów z Piotrem W. Ryszard Bogucki był pod wpływem narkotyków, które miał do stałej dyspozycji. Dostarczane były w pieczonych kurczakach dzięki firmie Pocztex. Bogucki będzie się mógł w związku z tym tłumaczyć, że był na haju i nie może brać odpowiedzialności co mówił i pisał.
PS.2. Mój chwilami ironiczny wpis nie wyklucza udziału Ryszarda Boguckiego w zabójstwie generała Marka Papały, odnosi się raczej do rzeczywistej wartości dowodów pozyskanych w śledztwie.
PS.3. Piotr W. wkrótce po wypuszczeniu z więzienia, stając się świadkiem koronnym spotkał się z dziennikarzami i podał im motyw, uszczegółowił wysoko postawionych zleceniodawców. Zachowała się taśma z tego nagrania.
PS.4. Jedyna szansa wyjaśnienie tej sprawy to media, dziennikarze, którzy w swoich publikacjach, odkrywają kolejne sektory śledztwa. Tak jak to się dzieje ostatnio, choćby z ujawnieniem treści zeznań Piotra W.
Przez trzy lata pokazywałem synowi „Teletubisie”, a teraz zacząłem puszczać filmy córce i nie dostrzegłem utajnionej antyheteroseksualnej indoktrynacji. Proszę, a pani rzecznik praw dziecka Ewa Sowińska od razu zauważyła i informuje we „Wprost”, "że jeden z bohaterów ma damską torebkę, ale nie skojarzyłam, że jest chłopcem. W pierwszej chwili pomyślałam, że ta torebka musi temu teletubisiowi przeszkadzać. Taki balast niepotrzebny. Później się dowiedziałam, że w tym może być jakiś ukryty homoseksualny podtekst".
Jakim ślepcem jestem! Teraz syn stanie się gejem a córka lesbijką! Podam do sądu za to producenta serialu BBC oraz TVP, która emituje w naszym wolnym od grzechu kraju taką potworność.
Przedwczoraj: „Widzę, że Papapła znowu w łaskach??? Mimo wszystko mam jakieś wrażenie, że jest propaganda jednej wersji. Jak Bieszczyński był w ABW i UOP to był dobry a teraz esbek??? Lansuje sie jedną tezę a ciągle nie bada różnych wątków. Dziwne.”
Wczoraj: „No cos mi sie widzi że niech choć ktoś poda MOTYW tej zbrodni. Tylko to. A tu nic. Dupa. Raz heroina raz kokaina ale z czasem wszystko pęknie. Pozdrawiam”
Nie rozumiem jego ruchu, decyzji. Może mieć taki a nie inny pogląd na sprawę, ale dlaczego pojechał i stanął w szeregu obrońców Edwarda Mazura w USA przeciwko reprezentantom rządu polskiego? Znam poglądy Ryszarda Bieszyńskiego na tę sprawę. I to zanim aresztowano Mazura. Przyznam, że w jakieś tam części ma rację, i nie dotyczy to jak od wczoraj przekazują media wyłącznie wdowy po Marku Papale. Choć jeśli tak miało wyglądać przesłuchanie. Kartka papieru i długopis i lepiej niech się pani przyzna, to skandal.
Stanowisko, przemyślenia Bieszyńskiego powinno być zaprezentowane w Polsce, a nie w USA.
Teraz czytam o tym, że wrabiał Małgorzatę Papałę. Słyszę w rozmowach, że musiał wziąć kasę od obrony Mazura, bo jak inaczej wytłumaczyć jego zachowanie, pyta mnie kilku rozmówców? W tym jego znajomych. Nie chce mi się w to wierzyć. Wielu myślących tak jak on ludzi nie akceptuje jego decyzji.
Teraz po powrocie będzie miał na karku ABW, które nie zwolniło go z tajemnicy służbowej. Zapomniał się o to zwrócić?
A po procesie ekstradycyjnym pójdzie w świat: Po przerwie obrona przedstawiła kilka swoich „dowodów”. Wśród nich znalazło się oświadczenie samego Edwarda Mazura. Oskarżony polonijny biznesmen odrzucił wszystkie oskarżenia kierowane pod jego adresem. Między innymi stwierdził, iż podczas policyjnego okazania jako jedyny stanął w garniturze, ponadto był o kilkanaście lat starszy od pozostałych uczestników policyjnej konfrontacji. Asa z rękawa wyciągnęło oskarżenie. Zorganizowano telekonferencję z polskimi prokuratorami, podczas której przesłano zdjęcie z okazania. Sędzia zdecydował się dopuścić dowód w sprawie i wszyscy zobaczyli, iż Mazur ubrany był w czerwony sweter, a nie garnitur. Podważyło to wiadygodność oświadczenia binzesmena oskarżonego o zlecenie zabójstwa Marka Papały.(http://progressforpoland.com)
Zresztą to nie jedyne rozmijanie się Edwarda Mazura z prawdą.
Dlaczego Ryszard Bieszyński postanowił dokonać ułańskiej szarży na czołgi?
Dzisiejszy program Bogdana Rymanowskiego „24 godziny” w TVN24, omówienie sprawy ekstradycji Edwarda Mazura, zeznań złożonych przez płk. Ryszarda Bieszyńskiego (Poważny błąd Bieszyńskiego). Warto się zastanowić, czy niektórzy nie powinni wpierw napić sie szklanki zimnej wody, a potem przeprowadzać medialną egzekucję .
Po południu sms z wiadomością, że ks. Arek Nowak został wybrany prowincjałem polskiego zakonu Kamilianów. Przed chwilą telefon od niego. Czyżby rewolucja w polskich zakonach? Wybór księdza Arkadiusza Nowaka oznacza otwarcie zakonu na dzisiejszy świat. Nie znam większego liberała w habicie niż Arka.
Z Arkiem poznaliśmy się z 10 lat temu, w pociągu z Katowic do Warszawy. Po latach stał sie bohaterem mojego filmu „Kamilianie” i kimś bliskim, taka mocna męska znajomość. Oddałem mu do chrztu swoje dzieci, Marcela i Marianne. Chyba ufamy sobie.
Jeśli kościół ma nadal coś znaczyć we współczesnym bezideowym świecie, to tylko dzięki takim ludziom jak on, jak kamilianie.
Kiedy słyszę jak posłanka Jolanta Szymanek-Deresz uzasadniając wniosek SLD o odwołanie ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry uzasadnia to sprawą ekstradycji Edwarda Mazura, ogłoszeniem przez Ziobrę sukcesu na wyrost, ujawnia tak naprawdę przekonanie środowisk lewicowych na temat udziału Edwarda Mazura w zabójstwie generała Marka Papały. Dosadnie takie myślenie wyraził w czasie zdjęć do filmu „Zabić Papałę” Jan Bisztyga, były doradca premiera Leszka Millera, a obecny Aleksandra Gudzowatego.
„Ja traktuję pana Ziobro, jako człowieka lekkiego słowa. Może to pan nagrać.(…) Nie mam zaufania do tego co mówi Ziobro (…) Ziobro ma syndrom zera, panie Ziobro jest pan zerem. Więc zdaje sobie pan sprawę, że pozbyłby się wszelkich frustracji, osobistych animozji, gdyby powiedział „jestem 10 a nie 0”.(…) Ziobro zrobił cholerny błąd, że zawiesił wszystko na haku Mazura. Jeśli ten hak się urwie całość tej sprawy leży bykiem. Trzeba było traktować jako jeden z jakichś tam aspektów…”
Ziobro jednak w sprawie Edwarda Mazura odniesie sukces, ekstradycja nastąpi, jak zapewnia mnie wczorajszy rozmówca.
Inną sprawą jest to, czym zakończy się sprawa sądowa w Polsce. Ale Ziobrę nie można winić będzie za to, że hak z Mazurem się urwie. Winna będzie ekipa śledcza, która wyrosła ponad ministrów sprawiedliwości, prokuratorów krajowych, komendantów głównych. Zbigniew Ziobro wie tyle o sprawie Papały, ile mu zreferowano. Ze zrozumiałych względów nie jest w stanie zapoznać się z całością akt śledztwa.
Błędem Zbigniewa Ziobry jednak będzie to, że nie ma odwagi zażądać sprawdzenia wszystkich kart jakimi dysponuje ekipa śledcza. Poznać ich rzeczywistą wartość. Z każdym upływającym miesiącem i rokiem przynosi to szkodę w śledztwie w sprawie zabójstwa generała Marka Papały.
„Pewnie nikt nie zauważył, ale do Chicago przyleciał profesor Andrzej Stelmachowski prezes Stowarzyszenia Wspólnota Polska. Wizyty nikt nie zauważył, gdyż lider organizacji, która z ramienia kraju ma wspierać Polonię jak zwykle uczestniczy w wydarzeniu o charakterze podziemnym. Przyjechał bowiem na obrady Rady Dyrektorów Kongresu Polonii Amerykańskiej. Bierze więc udział w zebraniu organizacji, która istnieje tylko w statystykach prowadzonych w warszawskiej centrali Wspólnoty. „ – pisze Andrzej T. Jarmakowski na internetowym portalu Progress For Poland.
Polonijny dziennikarz jest bezlitosny dla kongresu, który powołano po Jałcie.
„Obecnie stanowi stowarzyszenie skupiające kilku starszych panów, przypisujących sobie nie swoje zasługi. Dla podtrzymania swojej firmy będą kłamać w żywe oczy, przypisując sobie choćby zasługi w uchwaleniu przez Kongres USA rezolucji uznającej traktaty w Jałcie za nieważne od samego początku. Panowie widać zapomnieli, że kiedy trwała polityczna batalia w tej sprawie, to byli przeciw. I to zdecydowanie przeciw.(…)
Czyżby szef Stowarzyszenia Wspólnota Polska nie ma rozeznania o stanie organizacji polonijnych?
„Z rozbawnieniem więc można słuchać wypowiedzi profesora Andrzeja Stelmachowskiego, który bredzi coś tam o 900 tysiącach członków KPA. Papier każdą bzdurę wytrzyma. Podczas ostatniej parady 3 majowej w Chicago wystarczyło palców u rąk, aby policzyć maszerujących w kolumnie KPA. Byle polonijna drużyna piłki nożnej zorganizuje dzisiaj więcej osób niż KPA w całych Stanach Zjednoczonych.”
Skąd więc taka miłość do starszych panów z KPA?
„Oczywiście nad wszystkim unosi się polityka, na pewno zaś unosi się nad Stemlachowskim. W nielicznych wywiadach prezes Wspólnoty Polskiej zauważył, że władze RP nieodpowiednio traktowały Edwarda Moskala. O Edwardzie Moskalu zawsze u niego sporo komplementów.”
Tymczasem „Edward Moskal już za życia w Ameryce był politycznym trupem. Nikt znaczący z nim nie rozmawiał na przykład z powodu jawnego antysemityzmu. Przypomnieć można choćby jego wypowiedzi w czasie kampanii Rahma Emanuela, czy ataki na Jana Nowaka Jeziorańskiego. To przecież z inspiracji Moskala w polonijnej prasie publikowano brednie o rzekomej współpracy Jana Nowaka Jeziorańskiego z gestapo. Stelmachowskiemu to nie przeszkadzało.”
Andrzej Jarmakowski słusznie zauważa, że w kontaktach z Polonią „decyduje intelektualna egzotyka”. Władze w Polsce są oderwane od rzeczywistej sytuacji Polonii.
„Widzimy brak koncepcji, jakiegokolwiek pomsłu. Z ust wiadrami wylewa się woda, ale nic z tego nie wynika. Panowie się więc kontaktują, spotykają, Senat przyznaje fundusze na działalność „Wspólnoty”. Jeżeli chodzi o praktykę zaś, to nie potrafiono do tej pory opracować nawet porządnego podręcznika dla polonijnych szkół sobotnich do nauki języka polskiego, uwzględniając fakt, iż dla zdecydowanej większości uczniów język polski jest tym drugim.”
Napisy zlikwidowane a strona dla pedofilów ma się dobrze
19-05-2007 18:18
Proszę, a jednak można zamknąć stronę, zatrzymać jej administratorów, o czym świadczy likwidacja strony „Napisy.org.” W akcji wzięli udział policjanci z czterech województw. Walka o o interesy dystrybutorów filmów jest jak widać ważniejsza niż zwalczanie pedofilii. Tymczasem strona „Mały Książe” ma się dobrze. Nadal publikuje „Bhp dobrego pedofila”, czy na przykład RADY DLA DZIECKA, KTÓRE PRAGNIE UWOLNIĆ PRZYJACIELA:
”To wspaniale, że chcesz walczyć o swojego starszego przyjaciela. Pewnie chcesz nie tylko go uwolnić, aby bandyci z więzienia nie zrobili mu krzywdy, ale również aby rodzice zaakceptowali w końcu Waszą przyjacielską miłość? Niestety, nie możemy pomóc Ci bezpośrednio, ale możemy doradzić ci, co robić... Nie wiemy, czy rady te okażą się pomocne, ponieważ żadne dziecko nie walczyło jeszcze w sądzie o prawo do własnej miłości i o swojego przyjaciela-pozytywnego pedofila. Dzieci były bezbronne wobec woli rodziców i ulegały presji społeczeństwa, policji i psychologów.(..)
„Poproś rodziców, aby wycofali oskarżenie i wyjaśnij im dlaczego. Mów szczerze co czujesz i myślisz. Np. że go kochasz, chcesz z nim nadal być, dlaczego Was krzywdzą i inne rzeczy, które przyjdą Ci do głowy. Najprawdopodobniej nie posłuchają Cię, bo jak wszyscy ulegli stereotypom i histerii, ale warto spróbować. Być może Twoja determinacja otworzy im oczy, a w najgorszym wypadku dostaniesz lanie. Ale nie zniechęcaj się, o miłość i przyjaciół należy walczyć, bo to najcenniejsze rzeczy na świecie. (…)
Nie składaj żadnych zeznań, ponieważ możesz zaszkodzić niechcący przyjacielowi. Jeśli rodzice i policjant będą namawiać Cię do mówienia (np. obiecując Ci zabawkę lub cukierki) zażądaj adwokata lub powiedz, że będziesz zeznawać tylko w sądzie (patrz punkt "Pomoc w czasie rozprawy sądowej") - nie otrzymasz go bo nie jesteś oskarżony, ale zrobi to dobre wrażenie i zrozumieją Twoją determinację.
Najważniejsze zdanie, które musisz zapamiętać bo bardzo ci się przyda i pozwoli uniknąć przykrych rozmów z policją, prokuratorem i lekarzami (psychologiem, ginekologiem i innymi) brzmi: "Skoro uważacie, że jestem ofiarą przestępstwa, to chcę skorzystać z prawa ofiary do odmowy składania zeznań i brania udziału we wszelkich badaniach medycznych i innych działaniach, które mogłyby zaszkodzić mojemu przyjacielowi (i tu podaj jego imię i nazwisko)".
Uparcie odmawiaj jakichkolwiek rozmów na temat przyjaciela i powołuj się na wyżej podane punkty z Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Jeśli dadzą Ci adwokata - nie będzie reprezentować Twoich interesów, lecz interesy Twoich rodziców (on będzie chciał wsadzić Twojego przyjaciela do więzienia). Możesz jednak poprosić go o pomoc w odmówieniu składania zeznań i pomoc w wyciągnięciu przyjaciela z aresztu. Kiedy przejdzie pierwsza fala problemów z dorosłymi, możesz zacząć działać.”
Jaka strona jest groźniejsza dla społeczeństwa? "Napisy.org", czy pedofilska "Mały książe"? Jak widać w policji, prokuraturze zdecydowano, że siły i środki lepiej włożyć w likwidację tłumaczeń napisów filmowych niż zakończenie edukacji pedofilów jak mają uniknąć wymiaru sprawiedliwośći.
List otwarty tłumaczy-hobbystów w sprawie zatrzymań osób tworzących napisy do filmów http://www.hatak.pl/
Fragment nagrania w czasie realizacji filmu „Zabić Papałę”: „Tyle lat tym k… służyłem, tym k…. komunistom jeb… Od 1984 roku… Znaczy ja tam nie jestem komunistą, bo ja tam służyłem Polsce. Ja to tak uważałem. Czy pracowałem w W…., w tym WSI, k… I powiem ci tak, tyle lat ch… służyłem. Dla nich między innymi służyłem. Wiesz, że zawsze miałem lepiej za prawicy?”
Niedawno rozmawiałem z policjantem, któremu zeznania świadka koronnego zniszczyły karierę. Udało mu się tyle, że nie skończył jak Piotr Wróbel, policjant, który trafił do aresztu w związku z pomówieniami śiwadka koronnego pseudonim Masa.
Udało mi się dotrzeć do pierwotnych zeznań świadka koronnego, które przyczyniły się do gehenny policjanta. Nie wierzyłem własnym oczom. Trzy zdania. Dosłownie trzy zdania wystarczyły by bardziej wierzyć skruszonemu przestępcy niż policjantowi.
To co zarzucał mu świadek było tak naprawdę grą policyjną, pracą operacyjną. Policjant miał na tyle szczęścia, że akurat o zarzucanych mu przestępczych działaniach sporządził służbowe notatki. I tak osoba, od której miał wymuszać zwrot długu była tak naprawdę werbowana. Do czego się ostatecznie przyznał werbowany osobnik. Związek z inną osobą był zaplanowany.
Policjantowi udało się nie zostać oskarżonym, nie wylądować w areszcie, ale jego kariera ostatecznie legła w gruzach. Oczyszczanie z zarzutów trwało zbyt długo. Do dzisiaj wlecze się za nim ogon plotek o niby jego współpracy z mafią.
Panie premierze, „czy przekręt szły”? – pierwsze pytanie posła Artura Zawiszy. Na co Józef Oleksy, stwierdził, że niczego nie pamięta. Zawisza zadał jeszcze kilka pytań i zakończył. Czy taki będzie koniec komisji bankowej?
Wczoraj zadzwonił G. i zapytał, dlaczego nie odnoszę się do faktu wypuszczenia na wolność Krzysztofa Rutkowskiego? Dzisiaj T. zapytał, dlaczego media przemilczają ostatnie wyznania byłego prokuratora Czyżewskiego?
W sejmie posłowie idąc śladem marszałka Ludwika Dorna zorganizowali psią rewię. Widząc Dorna z psem, zastanawiałem się, czy upadł na głowę. A może taki głupi pijarowski chwyt mu ktoś doradził? Nieważne, wyszło, że Dorn z Sejmu tworzy psiarnie.
Kończy się dzień. Lech Wałęsa wyciągnął papiery na Gwiazdę, który ostatnio stwierdził, że Sierpień 80 inspirowało SB. Według dokumentów Gwiazdę także mieli inspirować SB-cy przy pomocy „Romana”.
W USA jakaś burdelmama, by bronić się, zdecydowała upublicznić listę swoich klientów. Jak widać jakiś diler postanowił w swojej obronie sypnąć także swoich odbiorców, czyli Wojewódzkiego, Sojkę, Stańkę, Korę i Lady Pank. Miejmy nadzieję, że nie za to dostał prawo do bezkarności, czyli status świadka koronnego.
Ponieważ mało rozgarnięty, mało pamiętający świadek koronny nie może sobie przypomnieć kim był jeden z jego biznesowych partnerów, ksywa Aniołek, a za to dobrze pamiętający niby swego klienta, w celu pomocy dla świadka koronnego ABW wzywa Kubę Wojewódzkiego na przesłuchanie. Reszta jest znana. Najtajniejsza z tajnych służb, jaką jest ABW okazuje się być jednak tak szczelna jak durszlak i dzisiaj Wojewódzki niemal staje się członkiem gangu. Stańce i reszcie media darują, nie trafiają do newsów, na okładkę, bo raczej nie są idolami popkultury.
Na okładkę nie trafią też dzienniakrze, którzy brali i biorą. Jakoś nie jestem sobie w stanie wyobrazić okładki i tytułu „Dziennikarze na haju” z listą dziennikarzy biorących narkotyki i palących jointy. Jak wiadomo przecież powszechnie dziennikarze nie biorą narkotyków i nie palą jointów.
Według Kamila Śmiałkowskiego Polskie Radio za brak podpisania oświadczenia nie płaci swoim gościom, nie płaci też w wypadku, gdy ktoś napisał, że współpracował. Czy mam rozumieć, że teraz przy każdym studio siedzi dyżurny ze stosownymi oświadczeniami i łapie każdą osobę wchodzącą i wychodzącą ze studia radiowego? Nie wierzę, po prostu nie wierzę.
Kamila Śmiałkowskiego dopadnięto z druczkiem lustracyjnego oświadczenia po wyjściu z programu „Cztery pory roku” (PR1), gdzie jak pisze w swoim blogu był „poopowiadać o tym, co wchodzi w ten weekend do kin i o festiwalu w Cannes.” Miało to miejsce 8 godzin przed werdyktem Trybunału Konstytucyjnego. Jak pisze Kamil podpisał oświadczenie lustracyjne „jak Szwejk - bez sensu i w ramach radośnie pojętego legalizmu.”
Okólnik ABW i Misja specjalna. W supermarkecie akcja rabatowa i ani słowa o lustracji
11-05-2007 22:44
W supermarkecie nie usłyszałem słowa o lustracji, a wychodząc z domu, zerkając w telewizor, malowano obraz wojny polsko-polskiej. Dyskusja była tak nudna i przewidywalna patrząc na rozmówców (tak sie zastanawiam czy niektórzy dziennikarze w ogóle przebywają w swoich redakcjach, pracują w terenie, bo ciągle ich twarze widać w TV), że żal mi było każdej minuty i wolałem dopaść wózka w supermarkecie, by kupić dzieciakowi pieluchy, a sobie whisky i rum.
Gdzieś przeczytałem o śledztwie w sprawie „Misji specjalnej”, którą oskarżono o współpracę z ABW. W tej akurat sprawienie nie popadajmy w skrajność, to nie „Misja specjalna” stoi za sprawą Blidy. Co najwyżej ktoś chciał się posłużyć „Misją specjalną”, by nagłośnić kolejny sukces. Czyli tak jak zwykle służby posługują się mediami, dziennikarzami. Zresztą w tej gonitwie newsa, ekskluzywnych materiałów wszyscy uczestniczą. Kiedyś głośno było o wejściu ABW do J&S, gdzie dziennikarze TVN byli szybsi niż kamerzyści ABW.
Po co nagrywane są wejścia ABW na zatrzymania i wyjścia z zakajdankowanymi osobami reguluje wydany dla służb specjalny okólnik, gdzie czarno na białym widnieje, że rejestracja ma być na potrzeby środków przekazu. I tak miało być w przypadku Barbary Blidy. Skandal czy rozumienie istoty dzisiejszych mediów, które chcą mieć obraz kosztem nawet praw jednostki? Nie słyszałem, by ktoś odmówił opublikowania materiałów z zatrzymania znanej osoby. W okólniku nie wpisano TVP, ani „Misji specjalnej”. Z tych nagrań korzystają także stacje TVN i Polsat. A to, że są redakcje, dziennikarze bardziej i mniej uprzywilejowani to juz inna sprawa.
Spotykam Zbigniewa Matwieja. Nie w mundurze, ani w garniturze. W jeansowej kurtce i spodniach, z plecakiem. Właśnie załatwia sobie telefon komórkowy, przed chwilą otrzymał wezwanie do oddania aktualnie używanego służbowego telefonu. Przeniesiono go do rezerwy po likwidacji biura komunikacji społecznej komendy głównej policji. – Ciesz się, że nie wysłano po niego smutnych panów - stwierdzam.- Przynajmniej zdążysz przekopiować numery.
Po sprawie z utopionymi funkcjonariuszami z dworca ówczesny dział prasowy poszedł do likwidacji. Spadła głowa Biedziaka, czas przyszedł na Matwieja. Tymczasem dygnitarze z MSWiA mają się dobrze.
A co w ogóle w śledztwie? Jakoś ucichło o sprawie. Media zapomniały?
Internautka przesłała link ciągle działającej propedofdilskiej strony „Małego księcia”, o której dawno temu pisałem. Także media poruszały temat. T. pisze: "przerażajace jest to, że znalazłam tę stronę chcąc znaleźć informacje o książce "Mały książę". Gdzie są nasz służby? Gdzie policja? Prokuratura? Dlaczego nie ustalili właściciela, osób zarządzających stroną? Przesłuchano ich choć raz? Może tak naprawdę a nie propagandowo zacznie się wreszcie walczyć z pedofilami w Polsce? Ci bezczelnie, spokojnie zamieścili na swojej stronie: „BHP DOBREGO PEDOFILA,” który przedstawię w skrócie, by nie upowszechniać swoistego instruktażu, przeczytać można jak zakładać skrzynki pocztowe, skutecznie ukrywać adres IP: 1. Zakładaj skrzynki pocztowe i strony internetowe na (…) 2. Nie wchodź na legalne strony o tematyce dobropedofilskiej podczas obecności innych osób. Pracownik kawiarenki może na swoim monitorze zrobić podgląd twojego i zawiadomić policję 3. Wysyłaj maile i aktualizuj strony korzystając z różnych kawiarenek internetowych, dbając o anonimowość w sieci. (…) Adres IP można ukryć w prosty sposób. Należy skorzystać z: (…) 6. Stosuj zasadę ograniczonego zaufania w stosunku do osoby z którą nawiązujesz kontakt poprzez Internet, a której nie znasz z realnego życia. NIE wysyłaj w listach swojego prawdziwego imienia i nazwiska. Od tego są pseudonimy, żeby je wykorzystywać.(…).Do rozmowy o dzieciach takie dane są zbędne. W sieci kobieta może podawać się za mężczyznę, mężczyzna za chłopca, a chłopiec może być funkcjonariuszem wymiaru sprawiedliwości. Tu jest wolność, ale trzeba z niej korzystać z rozsądkiem. Może się okazać, że na wycieczkę do lunaparku przyjdzie nie dziecko, ale policjant z CBŚ, który to dziecko udawał. Generalnie odradzam poznawanie przyjaciół przez internet. 7. Po każdym korzystaniu z komputera usuwaj zawartość katalogów (…)
10. Gdy umawiasz się z małym przyjacielem na spotkanie (oczywiście w celach nieseksualnych!), nie rób tego w miejscach publicznych, gdzie są kamery, blisko domu, placu zabaw i szkoły. Pamiętaj, że ktoś kto zna to dziecko może zorientować się, że nie jesteś jego krewnym i nawet jeśli nie narobi od razu hałasu na całą ulicę, może o tym powiedzieć rodzicom. Idealną sytuacją byłoby, gdyby rodzice dziecka cię znali i pozwalali oficjalnie zabierać je do kina czy na mecz. Ale rzeczywistość jest taka, jaka jest.
11. Zachęcaj małego przyjaciela, aby w miejscach publicznych nie mówił do ciebie "proszę pana" i wyjaśnij mu dlaczego (..)
13. Nie chwal się, że jesteś pedofilem. Ukrywaj to. Gdy ktoś mówi o pedofilach, nie broń ich, bo to nic nie da a może narazić cię na kłopoty w przyszłości.
14. Zapoznaj swoje ukochane dziecko z "Radami dla dziecka pragnącego uwolnić przyjaciela" (znajdziesz je w innym miejscu strony). Być może to właśnie twój dzieciak uratuje ci życie i zmieni bieg historii?
W maju miało dojść do spektakularnych zatrzymań, uderzeń w tzw. przestępczość białych kołnierzyków. Dzisiaj wydaje się błędem przyśpieszenie akcji prokuratorskiej w aferze węglowej. Zrobiono ją w pośpiechu i to zemściło się samobójczym strzałem Blidy. Zbigniew Wasserman stracił fotel marszałka i jak mówi jeden z moich rozmówców wkurzony kordynator służb, że nie był nawet poinformowany o akcji, zaczął wnioskować o zawieszenia. Nerwy puściły wielu osobom i wiele osób niepotrzebnie płaci teraz cenę za tamto tragiczne zdarzenie.
W ABW sprawa Blidy to sygnał, że nie wszystko przejdzie tak gładko. Dla wielu to ostrzegawcze światło. Tym bardziej, że nikt nie broni służb. Funkcjonariusze ABW stają się kozłem ofiarnym, a prokuratura umywa ręce. Konsekwencje? Wielu ludzi służb stanie w rozkroku.
Katowicka prokuratura i sądy to jedyny pewny i lojalny przyczółek ministra Zbigniewa Ziobry, obecnego rządu. Dlatego najważniejsze sprawy trafiają na Śląsk. Tutaj można przeprowadzić akcję zatrzymania i wtrącić do aresztu nawet w oparciu o jednoźródłowe dowody.
Ale właśnie wykorzystywanie jednoźródłowych dowodów do robienia spraw prędzej czy później stanie się największym problem obecnej prokuratury. Ta polityka będzie skuteczna przez pewien czas, umożliwi spektakularne zatrzymania, areszty, ale po czasie może zakończyć sie fiaskiem. Zbigniew Ziobro jest zbyt mądry, by nie zdawać sobie z tego sprawy, ale idzie na takie ryzyko. Czy dlatego, że sądzi, iż się nie da naczej?
Nazbyt niektórzy liczyli na szybkie działanie CBA, bo dopiero za jakiś czas mogą być efekty. Chyba, że ktoś będzie chciał sprowadzać walkę z korupcją do łapania wyłącznie lekarzy, bo to najprostsze, wystarczy w większości gabinetów założyć podsłuchy. Ale skończyć się to może tym, że nie będzie, kto miał w Polsce wykonywać specjalistycznych badań i przeprowadzać skomplikowanych operacji medycznych. Już jest wyciszany dramat w transpantoogii po akcji z "lekarzem bez serca". Jednak Mariusz Kamiński wydaje się być człowiekiem rozumiejący realia, a przede wszystkim szybko uczącym się tego, jak powinno działać CBA. Wierzę, że wyciągnął wnioski z nieprzemyślanej i źle przygotowanej konferencji prasowej po zatrzymaniu doktora G. Jeśli wytrzyma naciski na swoją osobę, płynące także z jego najbliższego otoczenia politycznego, z PIS, poprawi fatalną politykę informacyjną, naprawi źle zbudowane stosunki z mediami, ma szanse wkrótce być najbardziej wiarygodnym organem walki z korupcją Polsce. Jak na razie nie można CBA zarzucić upolitycznienia w swoich działaniach. Bo krytyka, że nie widać efektów jest pozbawiona sensu, to niezrozumienie faktów, tego ile czasu tworzy się od podstaw służbę, jak wygląda śledztwo w dużej sprawie korupcyjnej.
Ten rok jest decydujący, zostało jeszcze siedem miesięcy. W 2008 roku służby, prokuratury włączą hamulce. Zaczną kalkulować, kto wygra w następnych wyborach? Sprawa Blidy, która to do granic dobrego smaku wykorzystuje SLD, wiedząc, że to oni, obok środowiska platformy obywatelskiej, są celem prokuratury i służb, staje się zwrotnym punktem. Jeśli nie opanuje się tej kryzysowej sytuacji, nie wyciągnie z niej wniosków marnie widzę realizację zapowiedzi rozbicia układów przez PIS.
Po kilku dniach podchodzenia, wgryzam się w kilkadziesiąt nagranych godzin rozmów zarejestrowanych kamerą filmu „Zabić Papałę”. Tnę na montażu zdania, słowa, zostawiając samą istotę przeprowadzonych dotąd rozmów. Kamera jest jednak bezwzględna i nie da się nią jednak tak władać jak myślały niektóre osoby. Nawet ja w czasie rozmowy nie wychwytywałem wszystkiego.
Pierwszy maja. Poczytałem biografię Franka Sinatry, skosiłem trawę i po trzeciej dzisiaj kawie, zajrzałem na chwilę w sieć, by dowiedzieć się, co się dzieje na świecie? Co się wydarzyło w naszym kraju?
„Chcą walczyć o demokrację” – donosi Dziennik.pl. Czytam i nie wierzę własnym oczom. Przez chwilę myślę, że to jakiś żart, ale to nie pierwszy kwietnia a pierwszy maja.
Oto w tym czerwonym od flag i nie tylko święcie 1 maja (Na ich pochodzie w stolicy wzięło udział z 800 osób. Frekwencja znacznie spadła po zlikwidowaniu przymusu uczestniczenia w pierwszomajowych pochodach.),takie postacie jak Aleksander Kwaśniewski, Włodzimierz Cimoszewicz i Jan Widacki stworzyli Ruchu na Rzecz Demokracji. Jako ozdobę zdobyli noblistkę Wisławę Szmborską, która z racji wieku chyba zapomniała jak to jej kiedyś służył miraż z polityką, gdy zbłaźniła się socrealistycznymi wierszami.
Sygnatariusze oświadczenia twierdzą, że "łączą ich m.in. szacunek dla demokracji i państwa prawa oraz stosunek do integracji europejskiej, którą traktują jako słuszny wybór". W oświadczeniu podkreślają też szacunek dla zrywu "Solidarności" i jej przywódców oraz dla "okrągłego stołu".
Jakże oni, Kwaśniewski i Cimoszewicz, znakomicie kiedyś rozumieli, co to demokracja, wolność słowa, jakże wspaniałą Polskę nam od lat 80-tych budowali, którą tak dobrze podsumował Józef Oleksy w rozmowie z Aleksandrem Gudzowatym i Janem Bisztygą.
"Jesteśmy zdecydowani wspierać środowisko dziennikarzy broniących swej niezależności i wolności mediów. Bez wolnych mediów nie ma demokracji" - napisali w oświadczeniu.
Jan Widacki wspierający dziennikarzy? Dlaczego tak nie broni ich niezależności i wolności, gdy chcą się zająć fundacją ”Bezpieczna służba”? Wówczas unika dziennikarzy, zasłania się za parawan kruczków prawnych.
Przypomnę krótko o co chodziło. Nieżyjący już Wojciech Papina zeznał: „Herszman założył fundację na rzecz polskiej policji z zoną Jeremiasza Barańskiego, Krystyną Barańską i Markiem Minchbergiem. Krystyna Barańska figurowała wprawdzie w fundacji, ale była tylko figurantką. Fundacja została założona po to, żeby można było prowadzić nielegalne interesy. Herszman pokazał mi zdjęcia z okazji otwarcia szkoły policyjnej w Szczytnie, na których był. Na zdjęciach byli także generałowie policji, ksiądz Jankowski i chyba Marek Minchberg. Była taka sytuacja, że w mojej obecności Barański i Herszman rozmawiali o założeniu fundacji.” Zeznania te znajdują potwierdzenie w relacji innego świadka, członka Fundacji Pomocy Osobom Poszkodowanym przy wykonywaniu zadań na rzecz Bezpieczeństwa Państwa i Porządku Publicznego „Bezpieczna Służba”, Romuald Marka Minchberga, złożonych 15 marca 2003 roku w Warszawie: „Z rozmów, które wobec mnie prowadzono wynikało, że fundacja ma być „przykrywką” dla prowadzenia interesów polegających m.in. na przemycie spirytusu. W czasie organizacji tej fundacji główną osobą, która miała „wejścia” na wysoko postawione osoby był Herszman. Natomiast sprawy formalne załatwiał Tomasz Cymerman. Tomasz Cymerman prowadził razem z Władkiem Komarem klub bilardowy, którego nieoficjalnym właścicielem był Leszek Barański. (…) Dwa albo trzy razy jako członek fundacji byłem w ministerstwie spraw wewnętrznych. Były to spotkania z ministrem Widackim,( w rządzie Mazowieckiego) i panem Nóżką (byłym Szefem Urzędu Ochrony Państwa). W nawiązaniu, byłem też w towarzystwie wiceministra Widackiego, Herszmana na otwarciu szkoły policyjnej w Szczytnie. Razem polecieliśmy tam helikopterem – opowiadał Minchberg prokuratorom. Jak wynika z jego relacji, organizatorem wylotu na uroczystość do Szkoły Policyjnej w Szczytnie był ówczesny wiceminister spraw wewnętrznych profesor Jan Widacki. Herszman mówi: „Spotykałem się parę razy z nim, powiedział, że do Szczytna pojedziemy, bo tam będzie dobrze, bo się poznamy z nową władzą.” Zwieńczeniem spotkania był wspólny lot Zdzisława Herszmana i wiceministra Jana Widackiego ze Szczytna do Mrągowa, na prywatną kolację.”
Jan Widacki mógłby też pomóc dziennikarzom w kilku innych sprawach swoją otwartością.
Na zdjęciach:Jan Widacki oraz Zdzisław Herszman i Marek Minchberg w Szczytnie podczas opisywanych wydarzeń (1990)
Panie Sylwestrze,
współprowadzę wydawnictwo.. gazetki akwarystyczne. Mógłby pan zostać dziennikarzem jednorazowo, w celu złożenia oświadczenia:)
Tytuł nazywa się Nasze Akwarium
www.akwarium.pl
z poważaniem
Krzysztof Stefko
„Oczywiście, nie może być pobłażania dla przestępców, ale sztucznie nakręcana atmosfera lęku powoli prowadzi do ograniczenia wolności obywatelskich. Wbrew temu co napiszą w tym wątku półinteligenci , uważający siebie za zwolenników prawicy, wolności te nie są lewackim wymysłem. To właśnie konserwatywna prawica zawsze broniła przeciętnego obywatela. Pochopne aresztowania, pokazówki, szafowanie prewncyjnym aresztem nie są typowe dla państw demokratycznych. Niektórzy zrozumieją to dopiero, gdy ich to bezpośrednio dotknie."
Jarosław S., świadek koronny, w wywiadzie z Ewą Ornacką i Pawłem Biedziakiem podważa wniosek ekstradycyjny Edwarda Mazura. Ten fragment wywiadu przejdzie bokiem. Choć nie powinien. Dziennikarze pytają: - „Co pan wiedział na ten temat?
- Doszłyby mnie jakieś słuchy, gdyby rzeczywiście zrobili to pruszkowscy. Nie chcę nikogo wybielać, szczególnie Ryszarda Boguckiego, który ma zarzuty w tej sprawie. Być może za zorganizowaniem zamachu rzeczywiście stał "Słowik". Ale jakoś trudno mi uwierzyć w spotkanie, o którym opowiadał świadek koronny w tej sprawie. O ile dobrze pamiętam, miał on brać udział w rozmowie na temat zabójstwa generała, w której uczestniczyli: Edward Mazur, "Słowik" i "Nikoś". To mało prawdopodobne. Ci dwaj ostatni po prostu się nienawidzili! Nigdy nie usiedliby do rozmowy przy jednym stole. Coś tu się nie zgadza. Przecież "Nikosia" wiosną 1998 roku uśmiercili właśnie "starzy" i współpracujący z "Pruszkowem" kilerzy z Łodzi.”
Rozmowa młodego niemieckiego reżysera jednej z reklam z jej polskim operatorem. Po pobycie w Warszawie znajdują się w Krakowie. Siedzą w jednej z restauracji na starówce. W pewnej chwil, reżyser pyta operatora. – Wytłumacz mi, dlaczego stolica Polski, Warszawa ma gorszą starówkę niż Kraków? Operator przez chwilę się zastanawia, czy ten nie żartuje z pytaniem. Ale jego niemiecki współtowarzysz jest poważny. – Zapytaj swego dziadka – odparł mu po chwili. Od tego momentu reżyser już nie wracał do tematów Polski. Całe szczęście, że praca nad reklamą trwała krótko. Kwestie historyczne położyły się cieniem na współpracy reżysera z operatorem.
Sprawa śmiertelnego postrzelenia Barabary Blidy. Świętoszkowate oburzenie SLD jest irytujące. A jak było za ich czasów, gdy sprawowali władzę? Nie wchodzono do domów o szóstej? O 13? Z kwiatami w ręku? Nie stosowano aresztów wydobywczych?
Jednak informacje płynące dzisiaj z ABW były niejednoznaczne, chwilami sprzeczne. Wersja zdarzeń niewiarygodna. Kropką nad i jest zachowane tylko 10 sekundowe nagranie z realizacji zatrzymania i rewizji. Co stało się z resztą rejestracji? Zwraca uwagę początkowe zaprzeczanie przez ABW w ogóle istnienia filmu. Czwarty funkcjonariusz zajmował się przecież tylko nagrywaniem. - Nie potrafię powiedzieć, czy funkcjonariusze po wejściu wyłączyli kamerę, czy też nagranie w jakiś sposób uległo zniszczeniu – mówi dla Wprost informator z ABW. Śmieszne. Cały dzień mija, a służba specjalna nie wiem, jak do tego mogło dojść? Może tak lepiej niech zajmie się tym kolejowy komisariat policji? Może tak też zastosować zatrzymania dla funkcjonariuszy przeprowadzający akcję w celu zabezpieczenia matactwa śledztwa? Dlaczego mają być równi i równiejsi?
Wierzę jednak, że ta sprawa zostanie wyjaśniona, nie zostanie zamieciona pod dywan. Nie będzie tak jak ze sprawą niby to samobójstwa Irenusza Sekuły.
"Niektórzy protestują, postanowili nie złożyć oświadczenia. Ja chcę, ale nie mam możliwości prawnej. Gdybym wysłał samodzielnie do IPN oświadczenie, zostałoby odrzucone. Trafiłem w niebyt lustracyjny" - napisał na swoim blogu Latkowski.
Latkowski to autor znanych filmów dokumentalnych ("Blokersi", "Gwiazdor", "Klatka", "Pedofile") i reportaży telewizyjnych. W TVP 2 prowadził program "Konfrontacja", pisze też teksty do gazet.
- Chciałem być w porządku wobec prawa, poza tym robię teraz film o śmierci gen. Marka Papały i obawiałem się, że ktoś, kogo będę chciał postawić przed kamerą, zapyta mnie, czy się zlustrowałem, i np. uzależni od tego swój udział w filmie - tłumaczy Latkowski.
Już 15 marca, w pierwszy dzień obowiązywania nowej ustawy lustracyjnej, napisał do IPN, że jako dziennikarz, czyli osoba podlegająca lustracji, chce złożyć oświadczenie lustracyjne, ale ponieważ nie jest zatrudniony w żadnej redakcji i zajmuje się robieniem filmu, chciałby przekazać je bezpośrednio do IPN.
Po miesiącu z IPN przyszła odpowiedź. Szef biura lustracyjnego Jacek Wygoda napisał: "Dziennikarzami, oprócz osób pozostających w stosunku pracy z redakcją, są również te osoby, które zajmują się taką działalnością na rzecz i z upoważnienia redakcji. Osoby niepozostające w stosunku pracy powinny były zostać powiadomione przez redaktora naczelnego przyjmującego materiał do wykorzystania o obowiązku złożenia oświadczenia lustracyjnego".
- Wykonałem telefon do biura lustracyjnego, by upewnić się, co zrobią, jeśli jednak sam prześlę im oświadczenie. Odpowiedziano, że nie zostanie przyjęte - mówi Latkowski.
W podobnej jak on sytuacji jest duża grupa dziennikarzy - tzw. wolnych strzelców lub publicystów okazyjnie piszących do gazet. Co mają zrobić, chcąc się zlustrować?
- Prawo przewiduje, że pośrednikiem w przekazywaniu oświadczeń lustracyjnych jest określony organ i rzeczywiście samemu nie można skutecznie wysłać oświadczenia do IPN - mówi rzecznik Instytutu Andrzej Arseniuk. Jego zdaniem w momencie gdy dziennikarz zaproponuje redakcji materiał (artykuł, film, audycję radiową), to zamawiający redaktor, przyjmując propozycję, ma wysłać mu pismo wzywające do złożenia oświadczenia w ciągu 30 dni. - Jeśli już raz złoży takie oświadczenie, to przy kontaktach z kolejnymi redakcjami nie będzie do tego wzywany - podkreśla Arseniuk.
Gazeta Wyborcza, Nikt nie chce zlustrować Latkowskiego, Wojciech Czuchnowski, 2007-04-23
Odpowiedź z IPN nie pozostawia wątpliwości. Ponieważ na dzień dzisiejszy nie współpracuję z żadną redakcją, realizuję film niezależnie przy dofinansowaniu PISF, więc nikt mnie nie wzywa do złożenia oświadczenia. Ustawodawca nie przewidział takiej sytuacji jak moja. Niektórzy protestują, postanowili nie złożyć oświadczenia. Tymczasem ja chcę, ale nie mam możliwości prawnej. Gdybym wysłał samodzielnie do IPN-u oświadczenie zostałoby odrzucone ze względów prawnych. Trafiłem w niebyt lustracyjny.
Akt oskarżenia przeciwko generałowi Wojciechowi Jaruzelskiemu jest "symbolicznym sukcesem" Jarosława i Lecha Kaczyńskich, może jednak stać się "ostatnim świętowanym przez nich zwycięstwem" - napisał w wydaniu internetowym niemiecki dziennik "Der Tagesspiegel". Gorbaczow pisze do polskich parlamentarzystów w obronie Jaruzelskiego. Władysław Frasyniuk zamienia się w adwokata diabła i współczuje „starszemu panowi nad grobem”. Słucham tego z niedowierzaniem. Stan wojenny zastał mnie w szkole średniej i nigdy nie zapomnę sceny wycia bitego w policyjnej suce chłopaka, za to, że wziął udział w demonstracji przy grobie poległych w roku 1970. Nigdy nie zapomnę tolerowanych przez Jaruzelskiego „ścieżek zdrowia” na komisariacie przy ulicy Gdyńskiej.
Tyle lat trzeba było czekać na to, co dzisiaj się stało. Na to symboliczne oskarżenie Jaruzelskiego. Bo znając realia naszego sądownictwa wyrok nie zapadnie szybko.
Rano pierwszy telefon z Instytutu Pamięci Narodowej. Zaspany nie dosłyszałem przedstawiającej się mi osoby. Odezwali się wreszcie po miesiącu. Dzwoni z zapytaniem o mój adres zamieszkania. Podaję. – „Ale może tak mi krótko, powie pan, jak ja mam złożyć oświadczenie?” Na to on mówi, że wysyła mi pismo, w którym IPN wyjaśnia mi, że nie odpowiedzą na moje zapytanie bo nie podałem adresu. Na to ja, przecież właśnie pan go uzyskał? Nie wysłałem tylko zapytania e-mailem, ale także faksem. Podałem go. Nie ważne. Macie adres. Mogliście wcześniej zadzwonić, a nie przed wysłaniem odpowiedzi, że nie udzielicie odpowiedzi, bo nie macie mojego adresu. Głos po drugiej stronie miły, widać, że rozumie absurdalność wynikłej sytuacji. Mówię, że chcę złożyć oświadczenie lustracyjne, a jestem ustawiany po stronie protestujących przeciwko lustracji. Głos proponuje, bym wysłał e-mail z adresem i tym samym pismem. To natychmiast czynię. Jednak głos z IPN zauważa, że wyśle tamte pismo o braku adresu mimo, że wysyłając je IPN wysyła właśnie na mój adres zamieszkania.
Przeprosin i 100 tys. zł zadośćuczynienia żąda od wydawcy "Wprost" i „Rzeczpospolitej” snowboardzistka Jagna Marczułajtis za sugestie, jakoby była przyjaciółką skazanego niedawno na 25 lat więzienia gangstera Ryszarda Niemczyka oraz że mogła mu pomagać po jego głośnej ucieczce z więzienia w 2000 r.
Zacytuję jednego z moich rozmówców filmu „Zabić Papałę”, nie jest to policjant, ani świadek koronny Masa. Inne źródło niż „Wprost” i „Rzeczpospolitej”. Według niego była taka informacja dotycząca Niemczyka i Marczułajtis także w UOP od jednego ze sportowców. Nie potwierdzono jej jednak. Tylko z tym potwierdzaniem informacji w ogóle było wówczas w tej sprawie trudno. Nikomu na tym nie zależało. Przynajmniej tam gdzie służył B.
Pojawiały się inne informacje, B. wspomina „o załatwianiu dokumentów przez jakiegoś menta dla Niemczyka na wyjazd za granicę, że niby jak Niemczyk wróci z zakopanego, tylko że nikt na to nie reagował - mieli to w dupie.”
Ryszard Niemczyk uciekł zaraz po tym, jak pojawiła się informacja o jego związku ze sprawa zabójstwa generała Marka Papały. Warto by było się przyjrzeć, jak na parwdę był ściągany po głośnej ucieczce Niemczyk?
W sejmie wielkie podniecenie zmianami w konstytucji. Posłowie przejęci, wali się koalicja, rozłam w PiS, marszałek podaje się do dymisji, dwa planowane przeze mnie spotkania z posłami z uwagi na przesuwane głosowania nie dochodzą do skutku, tymczasem ludzie poza Wiejską mają inne problemy. A. wysłał sms-a: „Stoję w mega wolnej i długiej kolejce w hipermarkecie. Powiedz mi Sylwek, czy o taką Polskę walczyliśmy?” Odpisałem, stojąc przy kasie innego hipermarketu: „W Realu na Ursynowie nie ma kolejek”.
Znalazłem się w antyraporcie WSI pod redakcją Marka Biernackiego, czyli opinii zespołu ekspertów Platformy Obywatelskiej dotyczącego publikacji „Raportu o działaniach żołnierzy i pracowników WSI” autorstwa Antoniego Macierewicza. Tzn. zacytowano fragmenty niektórych moich wpisów w blogu.
"• 28.01.07 r. - znany dziennikarz telewizyjny Sylwester Latkowski na swoim blogu napisał m.in., że:
1) pewna dziennikarka „zapewniła mojego znajomego”, że jej nazwisko nie zostanie upublicznione w raporcie,
2) „znam dwie osoby, które od wielu lat były w zażyłych stosunkach z oficerami WSI, które w swojej pracy wielokrotnie oddały im przysługę. Będą w raporcie?”.
3) polskie media nie zostały uwolnione od wpływu służb, a obecni współpracownicy tychże są groźniejsi od współpracowników SB.
• Po publikacji raportu - 17.02.07 r. — Latkowski wyraził swoje oburzenie, że pojawiły się tam w pewnym kontekście nazwiska Macieja Gorzelińskiego i Piotra Najsztuba, zaś usunięto nazwisko dziennikarki, które w wersji dokumentu dostarczonej komisji sejmowej widniało „jak byk”. W raporcie nie znalazł też dwóch osób, których kontakty z WSI były mu znane."
W pierwotnej wersji antyraportu stałem się Sławomirem, a nie Sylwestrem. Jak widać każdy raport nie jest dziełem idealnym. Dochodzą mnie głosy, że trafię teraz na czarną listę Macierewicza, dziennikarki (podobno w pierwotnej wersji ktoś dopisał nazwisko, o kogo chodzi, o jej kolegach i koleżankach nie wspomnę, PIS-u z to, że zacytowano mojego bloga. Rozumiem, że za zamieszczenie wpisu „Piński: Afera billboardowa była" rozumując w ten sam sposób trafię na czarną listę Tuska i PO, na którą to niby trafiłem już za udział Jacka Kurskiego w Konfrontacji. Przepraszam wszystkich, ale moje myślenie nie jest zawsze zgodne liniowo z konkretną opcją partyjną czy medialną, bo media także się podzieliły politycznie.
Antyraportu nie znam, bo jeszcze nie miałem się czasu zapoznać. Spotkałem się nawet wczoraj z Markiem Biernackim, ale bardziej interesowała mnie sprawa zabójstwa generała Marka Papały niż antyraport. Staję się monotematyczny. Wierzę jednak w zdrowy rozsądek Biernackiego. Bo znając realia większość dochodzących do mnie opinii z mediów nie zostały oparte o lekturę. Tylko z zasady ktoś jest na nie lub za. W Polsce trudno o rzeczową dyskusję, każda musi być zamieniona w mecz piłkarski, gdzie są dwie drużyny i każda chce wygrać, a nie dojść wspólnie do jakichś konstruktywnych wniosków.
Przeczytałem rozmowę ze Stanisławem Tymem zamieszczoną w tygodniku „Polityka”. Ewa Winnicka rozmawia z nim o szpetocie życia publicznego, a tak naprawdę o lustracji i IV RP.
Przyznam, że Tym to człowiek charakterny, nie bał się, nie brzydził się tego wyklętego bękarta IV RP (dla niektórych), czyli Janusza Iwanowskiego-Pineiro, który może zniknął z mediów, ale jednak tkwi w nich po uszy, choćby mając związek z ekranizacją filmową Grocholi. Tym miał gdzieś to, co mówią o Pinejro i to z nim zrobił kolejny komercyjny sukces polskiego kina, czyli „Rysia”.
Stanisława Tyma spotkałem po raz pierwszy jako 16-17 latek w Elblągu, gdzie kilka miesięcy po zniesieniu stanu wojennego został dyrektorem tamtejszego teatru dramatycznego. Przyszedł do mojej szkoły na spotkanie z młodzieżą. Było nas z sześć osób. Nie wiem, czy dlatego, że reszta gdzieś miała Tyma, czy wiązało się to z tym, że władze szkoły wytypowały tzw. bardziej rozgarniętych intelektualnie uczniów. Miejsce spotkania odbywało się w technikum mechanicznym, gdzie przedmioty humanistyczne były traktowane na poziomie wufu. Mało zapamiętałem ze spotkania. Poza ironią i takim trochę brzydkim zapaszkiem unoszącym się nad nim. Miało coś z obowiązkowego spędu, zarówno my jak i on przyszedł tu, bo musiał lub tak wypadało.
Stanisław Tym okazał się wtedy być człowiekiem, który w realnym życiu uznał, że nie będzie się kopał z PRL-em, nazywało się to wówczas zdroworozsądkowym kompromisem. Po jakimś czasie usłyszałem opinie, że dyrektorowanie w Elblągu było obrzydliwym utytłaniem się Tyma z ówczesną władzą. Jeśli tak było, to zrozumiałe dla mnie jest, że w od czasu do czasu w trakcie wystawiania jego sztuk aktorzy i on sam byli pod wyczuwalnym w grze aktorskiej wpływem alkoholu. Jakoś trzeba było zalać wyrzuty sumienia. Elbląg huczał wówczas od skandalizujących plotek. Dla mnie osobiście był to skowyt niezadowolenia elbląskich prowincjuszy, tamtejszej elity kulturalnej. Ponadto jako autor sztuki, aktor, reżyser i dyrektor, a tym potrafił być w Elblągu jednocześnie na afiszu Stanisław Tym (zawistnicy twierdzili, że to skok na kasę), także bym pił wiedząc, co robię, w jakim miejscu i w jakich czasach.
Wracając do wywiadu, pamiętając tamtego Stanisława Tyma z okresu bycia dyrektorem teatru w prowincjonalnym Elblągu, gdzie komitet wojewódzki PZPR był instytucją najwyższą i Tym bez akceptacji komitetu nie miał by nic do gadania, musiał zagryzać zęby, chować dla siebie to, co naprawdę myśli, zrozumiałe jest jego dzisiejsze lekceważenie, trywializowanie przypadku bycia agentem przez Marka Piwowskiego i kilka innych wyrażonych antylustracyjnych poglądów.
Mając na koncie takie doświadczenia, jak choćby dyrektorowanie w elbląskim teatrze dramatycznym w latach 1984-1986, tym bardziej zrozumiała jest jego dzisiejsza niechęć do przypodobania się władzy, tym bardziej, że tamte czasy PRL-u podobno minęły, że dzisiaj można być wolnym i niezależnym twórcą. Nie trzeba niby podlizywać się, zagryzać język. Ktoś kto doświadczył PRL-u, nie chce by współcześnie w Polsce wracały jakiekolwiek jego podobieństwa.
Czytam wywiad i przyznaję Stanisławowi Tymowi rację, gdy kipi z tego, że niektórzy dzisiaj uznali archiwa sporządzone ręką oficerów SB za wyrocznię. „ Nasza władza nie ma wątpliwości, że to są najuczciwsi pisarze historii, którzy najpełniej dokumentowali rzeczywistość. Najbardziej uczciwą grupą w PRL byli szeregowi oficerowie ubecji! O każdym można powiedzieć, że był mitomanem, że źle prowadził podziemny związek zawodowy, że pił, że zdradzał żonę itd.”
PS. IPN nie odpowiedział na mój list z zapytaniem, gdzie mam składać oświadczenie lustracyjne. O tym, że to urząd państwowy, że IPN także obowiązują takie same zasady jak i w przypadku innych instytucji państwowych nie muszę przypominać. We wtorek dzwonię na infolinię informacyjną IPN. A może tak warto wybrać się tam z kamerą. Prawdopodobnie nagrałbym tam takie same sceny jak te zamieszczone w filmie PUB 700 z rozmową z dyrekcją teatru muzycznego w Gdyni.
Jan Piński, dziennikarz Wprost, przesłał idący pod prąd komentarz do wczorajszego wyroku w sprawie bilboardowej Kurskiego. Uważa on, że błąd Jacka Kurskiego polegał na podaniu zbyt dużej liczby detali zamiast powiedzeniu o ogólnych nieprawidłowościach, które obiegowa plotka tłumaczyła właśnie transferem kasy z PZU do PO. Dlatego tak naprawdę przegrał. Gdyby inaczej opowiedział o tej sprawie w programie "Teraz My" zostałby uniewinniony przez sąd, a być może Donald Tusk nie zdecydowałby się na podanie Kurskiego do sądu.
Jan Piński pisze: „Wyrok w sprawie Kurski-Tusk sugeruje, że nie było afery bilboardowej. To oczywista nieprawda, bo afera była, a PO powinno się wytłumaczyć z raportu Fundacji im. Stefana Batorego, która zebrała dowody wskazujące, że Kurski mówiąc o mechaniźmie przepływu bilboardów z PZU do PO mógł mieć rację.
Kampanię PZU "Stop wariatom drogowym" przeprowadzono tak, że do dziś nie wiadomo, czy na wszystkich tablicach wykupionych przez firmę rzeczywiście wisiały plakaty PZU. Ponadto przekroczono budżety i rozszerzono zakres umowy z firmą wykonującą zlecenie.
Nie dowodzi to jednak, jak sugerował Jacek Kurski, że pieniądze lub powierzchnia reklamowa z PZU trafiły do komitetu PO. Takie przypuszczenie można za to wysnuć z nieprawdziwych wypowiedzi przedstawicieli PO, którzy wielokrotnie zaprzeczali, iż korzystali z usług firm AMS i Stroer, w których billboardy kupowało PZU. Co innego ustaliła w 2005 r. Fundacja im. Stefana Batorego, która skontrolowała podczas kampanii 100 billboardów. Według fundacji, plakaty Tuska wisiały m.in. na powierzchniach firmy Stroer w Rudzie Ślaskiej i Świętochłowicach. W Olsztynie i Katowicach były zarówno na tablicach Stroera, jak i AMS, w Warszawie - AMS. Grażyna Kopińska z Fundacji im. Stefana Batorego powiedziała wyraźnie: gdyby w grę wchodził jeden obserwator, mogłabybyć pomyłka, gdy jest kilku z różnych miast, to nie było możliwości. Tymczasem w PO powiedziano mi, że fundacja Batorego się pomyliła, bo żaden "Tusk" nie wisiał na AMS i Stroer