2011-10-10 Archiwum bloga, rok 2006 (14)

Tagi: blog, Latkowski, Blog

Ile jeszcze ma być takich rocznic, by ktoś serio zapytał o efekty dochodzenia potwierdzone wyrokami sądowymi. Może zamiast fiestowania usłyszelibyśmy odpowiedź na pytania: Dlaczego zginął generał Papała? Kto go zabił? Kto zlecił zabójstwo

 











Michnikowszczyzna (4)- Optymizm Ziemkiewicza
17-12-2006 14:31

Dobiłem do końca. 398 strony. Rozumiem, że po przeczytaniu książki Rafała Ziemkiewicza część inteligencji może zrzucić wszystko na Michnika i po sprawie, nie na swoją małość, konformizm, hipokryzję, pyche. To Michnik stworzył taki a nie inny system opinii w Polsce. My jesteśmy zwolnieni z odpowiedzialności za niego. Cóż my biedaki mogliśmy zrobić? 

Prawda, zgadzam się z Ziemkiewiczem, że Gazeta Wyborcza stworzyła salon, jednych wynosząc na piedestał, innych zrzucając na niziny, decydując o tych piszemy a tych zmilczamy, mając przez wiele lat monopol dotarcia do opinii publicznej. Do dzisiaj to „boskie naznaczanie” ma miejsce u redaktorów Gazety. Teraz nawet wzmocnione poczuciem wojny z niedawnym anty-salonem. Nie usprawiedliwia to jednak niezauważenia prawdy o polskiej inteligencji, a zwłaszcza tej związanej z mediami, która także po prostu choruje na pragmatyzm. W przeciwieństwie do Ziemkiewicza nie uważam, że zaraziła się pragmatyzmem od Michnika. Dzisiaj, kiedy pękł monopol opiniotwórczy Gazety Wyborczej to co Ziemkiewicz nazywa „michniwszczyzną” panoszy się po wielu redakcjach. Jego kumple i koleżanki, także mają problem ze słuchaniem odmiennego zdania, chcą narzucić swoją wizję rzeczywistości, historii, tak jak i Gazeta Wyborcza ustalają kogo zapraszamy do naszego salonu, a kogo nie. Polemika z nimi oznacza stanie się ich wrogiem. Także dzielą świat na swoje towarzystwo i obce.

Na tylnej okładce książki można przeczytać, że Rafał Ziemkiewicz książką „Michnikowszczyzna” poszedł na noże z redaktorem naczelnym „Gazety Wyborczej”. Zgoda. Ale czy udało mu się zasztyletować Michnika? Czy w ogóle uda mu się wywołać publiczną debatę nad podniesionym problemem?

Rafał Ziemkiewicz, wierzy, że jesteśmy bliscy uzdrowienia naszej publicznej debaty. Jest większym optymistą niż ja. 


Sprawa Szeremietiewa: Farmus uniewinniony z zarzutu korupcji
18-12-2006 11:33

„Na 2 i pół roku więzienia za ujawnienie tajnych informacji skazał w poniedziałek Sąd Rejonowy w Warszawie Zbigniewa Farmusa, b. asystenta wiceszefa MON Romualda Szeremietiewa. Jednocześnie sąd uniewinnił Farmusa od zarzutu korupcji. Przypomnę, że właśnie media zarzuciły żądanie łapówek od zagranicznych koncernów zbrojeniowych. W rozmowach Farmus powoływać się miał na swego szefa. Słucham komentarza na gorąco sprzed sądu w TVN24. Dziennikarka mówi o licznych wątpliwościach jakie były w związku z tą sprawą. Jakoś ich w szeroko dostępnych mediach do emisji programu „Konfrontacja” i artykułu Piotra Pytlakowskiego w „Polityce” nie artykułowano.
 
Przypomnę. „Były wiceminister obrony Romuald Szeremietiew zniknął ze sceny politycznej w 2001 roku. Najpierw artykuł w gazecie, potem szukanie dowodów. Dopiero po dwóch latach zarzuty, a po czterech proces opatrzony klauzulą tajności. Od 5 lat Szeremietiew jest bez wyroku, ale w oczach opinii publicznej już został skazany.”

Stanisław Remuszko wyjawił na portalu Prawice.net, że bezskutecznie próbował opublikować artykuł o sprawie Szeremietiewa – „Dług honorowy”. Zamieszczenia tego tekstu odmówiły następujące dzienniki: „Fakt”, „Gazeta Wyborcza”, „Nasz Dziennik”, „Nowy Dzień”, „Rzeczpospolita”, „Super Express”, „Trybuna” i „Życie Warszawy”, oraz tygodniki: „Gazeta Polska”, „Głos”, „Nasza Polska”, „Newsweek”, „Ozon”, „Polityka”, „Przegląd”, „Przekrój”, „Tygodnik Powszechny”, „Tygodnik Solidarność” i „Wprost”.

Po emisji programu „Konfrontacja” (22.03.2006) na łamach rzeczpospolitej ukazał się tekst Małgorzaty Soleckiej, kierownika działu krajowego "Rzeczpospolitej" zatytułowany „Naruszone prawo”  wzywający tak naprawdę do zdjęcia z anteny programu. Do tej pory  po takim apelu na Woronicza 17 spadały głowy. Solecka zarzucała:” Program "Konfrontacje" ma wybitnie autorski charakter. Treści tam prezentowane i zapraszani goście nie pierwszy raz budzą kontrowersje. Nie jest to jednak prywatne medium, lecz telewizja publiczna.”. Szefowa działu krajowego „Rzeczpospolitej” szła dalej: „autor programu łamie zasady etyki dziennikarskiej i stronniczo przedstawia problem”.

Media, dziennikarze milczeli. Udawano, że nic się nie wydarzyło.


Chłopaki uzdrawiają piłkę nożną
18-12-2006 20:30

Pretendent na uzdrowiciela polskiej piłki nożnej Ryszard Czarnecki pisze wieczór swoim blogu: „Sobota wieczór - obchody 50-lecia tygodnika "Piłka Nożna". Długa rozmowa z Listkiewiczem. Boniek mówi do mnie, że za wcześnie wystartowałem z kampanią wyborczą na prezesa PZPN - mam inne zdanie. Pogadaliśmy we trójkę: Listek, Zibi i ja. Boniek jest za zjazdem PZPN w 2008 roku - ja optuję za terminem rok wcześniejszym, Listkiewicz tak samo. Tłumaczę Zbyszkowi, że skoro obecny prezes PZPN obiecał zjazd w tym roku - to słowa trzeba dotrzymać. Boniek na to: "no i co z tego, że tak powiedział. Ty, ja i Michał mówiliśmy różne rzeczy - i co?"


Mataczenie śledztwem
18-12-2006 22:05

Były kłamstwa, teraz słyszymy o zacieraniu śladów w śledztwie. Zapis wideo, na którym zarejestrowano urzędników MSWIA i policjantów bawiących się w warszawskim klubie został skasowany. A podobno wszystko miało być wyjaśnione. Czy policja, prokuratura dojdzie, kto stał za mataczeniem śledztwa? Gdyby nie dotyczyło to urzędników MSWiA i policji, dawno byłby areszty. Są równi i równiejsi. Faktem jest tylko śmierć dwójki policjantów odwożących rozklekotanym radiowozem dygnitarza MSWiA. Resztę da się zmanipulować. Przy coraz wieszej bierności mediów w tej sprawie.

Ciche odejście
19-12-2006 00:40

Jeszcze kilkanaście dni temu rozmawiałem z Witkiem Gadowskim. Spotkaliśmy się przypadkowo na dworcu kolejowym. Wspominał o pracy nad kolejnym śledczym filmem. Ostatni zrobił wraz z Jarosławem Jabrzykiem, Przemysławem Wojciechowskim o aferze związanej z prywatyzacją PZU. Tym razem „o gazie”. Kilka dni temu słyszę, że został dyrektorem ośrodka TVP w Krakowie. Rzucił wszystko w cholerę. Niemożliwe. Chwytam za telefon. Wysyłam smsa z pytaniem. Potwierdza. Właściwie, czemu byłem zaskoczony? Sam mam to ochotę rzucić. Rozmawiałem niedawno z kilkoma osobami, które już to zrobiły, albo są bliskie tego. Wzniosłe gadanie o dziennikarstwie śledczym, jego roli, sile, misji. Przybywa tylko wrogów, marne poczucie bezpieczeństwa dla siebie i rodziny. Tapla się człowiek w bagnie. Ciągła szarpanina. Paskudny rodzaj dziennikarstwa, dokumentu, reportażu. Więcej dajesz, niż uzyskujesz. 


Na skróty
25-12-2006 00:15

Na kilka dni przed świętami dopada mnie choroba. W czasie spotkania z Mariuszem Łapińskiemu, dzień po jego konfrontacji z Aleksandrem Kwaśniewskim, wypisuje mi antybiotyk, co prawda ma inną specjalizację, ale też jest lekarzem, recepty miał przy sobie. W zamian za poradę medyczną dostaje ode mnie przeczytaną książkę Ziemkiewicza  „Michnikowszczyzna”. Niech idzie dalej, drugi raz jej przecież czytać nie będę. Łapiński z Ziemkiewiczem mają podobne poglądy, co wielu może zaskoczyć. Kuracja idzie po woli. Może dlatego, że teraz krzyżuję Cuba Libre z lekiem. A może powinienem pójść do specjalisty. Tony Benett przyśpiewuje. Wszyscy zmęczeni Wigilią poszli spać. Jeszcze dochodzą jakieś zabłąkane smsy z życzeniami. W skrzynce odbiorczej jest już ich 256. Smsy, e-maile, ani jednej kartki w tym roku. Na skróty zawsze szybciej. 


I po świętach
26-12-2006 18:50

O północy mama trafiła do szpitala. Dowiedziałem się o tym już po nocnej nerwówce siostry. Miałem wyłączone i wyciszone telefony. Rozmawiam z obolałem mamą podpiętą pod kroplówkę. Głos wycieńczony. Zastanawiam się czy wsiadać w samochód i gnać do Elbląga, ale w czym ja mam teraz pomóc? Mama musi przede wszystkim spać. Rozmawiam z lekarzami. Jutro będzie wiadomo, kiedy wykonają zabieg. Wieczorem będzie wiecej niż zazwyczaj Cuba Libry. Może lepiej już odstawić antybiotyk.


Czy w sprawie  Gudzowatego chodzi o prawdę?
27-12-2006 22:38

Praktycznie bez echa przeszła dzisiejsza informacja, że prokuratura postawiła zarzut płatnej protekcji Tadeuszowi Jacewiczowi. Wkrótce usłyszeć ma go Lech Jaworowicz. Obaj mieli nakłaniać Aleksandra Gudzowatego do wręczenia łapówki synowi Leszka Millera. Tymczasem dzisiaj w mediach ważniejszą wiadomością była sprawa ankiety Giertycha. I kolejny odprysk kanapkowy Surmacza. A wiec tematy, które nie mają takiej rangi jak ten. To pryszcze przy tym. W sprawie pojawia się przecież nazwisko ówczesnego premiera rządu RP.

Wokół sprawy Aleksandra Guzowatego trwa dziwna gra. Toczy się powoli, niemal w cieniu. Media są jakby niechętne w nagłaśnianiu sprawy. A jeśli się to dzieje, to jakby półgębkiem. Można także zapytać, dlaczego mając do wyboru kolekcję taśm Gudzowatego, tak naprawdę poznaliśmy zapis mało znaczących taśmy z zapisem nagrań rozmowy Gudzowatego z Michnikiem, a nie z żądaniem łapówki od Gudzowatego? Pojawiły się tylko prasowe artykuły.

Jeden z moich rozmówców uważa, że mediom nie zależy na uwiarygodnianiu Gudzowatego. Dlatego dzisiaj ważniejsza była chęć liczenia uczennic w ciąży przez Romana Giertycha. Dlaczego nie zależy? Bo to miałoby godzić w Michnika, Gazetę Wyborczą. Może coś jest na rzeczy, ale nijak nie mogę się zgodzić z tym, że sprawa płatnej protekcji oznacza uwiarygodnienie się Gudzowatego. Gudzowaty w tej sprawie też nie działa przejrzyście. I najważniejsze, kto naprawdę wierzy, że Gudzowaty to święty polskiego biznesu?

Prokuratura, która jakby mogła to do ostatniego dnia trzymałaby w więzieniu Lwa Rywina, w tej sprawie wydaje się być miękka. Porównajmy to z działaniem w innych sprawach o charakterze korupcyjnym. Prokuratura tym razem nie zatrzymuje podejrzanych przy pomocy brygad antyterrorystycznych w asyście kamer. Nie organizuje konferencji prasowych. Zgada się na kaucje. A przecież zeznania Jana Bisztygi, Aleksandra Gudzowatego i zapis nagrania wydają się być twardymi dowodami. 

Inny mój rozmówca, bliski współpracownik Aleksandra Gudzowatego, wspomniał, że w ogóle prokuratura nie zajęłaby się sprawą, gdyby nie interwencja jednego z byłych polityków. Kto ma teraz interweniować, byśmy poznali kolejną warstwę sprawy Gudzowatego? Sam zainteresowany Aleksander Gudzowaty też przycichł. Czy ktoś z dziennikarzy prowadzi śledztwo dziennikarskie w tej sprawie? O co w ogóle chodzi w sprawie Gudzowatego? Czyj interes jest teraz ważniejszy? Gudzowatego? Millera? Tej czy innej grupy polityków? Czy na pewno w sprawie Gudzowatego chodzi o prawdę?


Wigilijne opowieści o zatrzymaniu organizatorów przemytu
28-12-2006 13:47
„Polscy policjanci we współpracy ze szwedzkimi organami ścigania udaremnili przemyt 1,5 tony kokainy z Ameryki Południowej do Polski (…) o czarnorynkowej wartości 300 milionów zł. To największa udaremniona próba przemytu kokainy do Polski.

Sprawa miała swój początek na początku grudnia w Goeteborgu, gdzie Szwedzi znaleźli i zabezpieczyli 1360 kg kokainy. Szwedzcy i polscy funkcjonariusze ustalili, że narkotyki miały trafić do Polski. Do Polski popłyneły jednak nie narkotyki, a podstawiona przez policjantów substancja. (…) Wspólne śledztwo policjantów Centralnego Biura Śledczego, Komendy Wojewózkij Policji i Prokuratury Okręgowej w Szczecinie doprowadziło do zatrzymania organizatorów przemytu.” Tyle komunikat prasowy KGP. Czyli sukces. Ale czy na pewno i jeśli jest, to czyj tak naprawdę?

Funkcjonariusz zajmujący się sprwami narkotyków  zwraca mi uwagę na kompeltny brak zufania do polskich służb. Inaczej by pozwolono na kontrolę tej przesyłki i nikt by się nie bawił w podmianę na mąkę. „Kokę zatrzymano, ale już nigdy nie dowiemy się gdzie miała iść.” Podważa też fakt, że polskie służby i prokuratura zatrzymali organizatorów przemytu. „Zatrzymano polskiego słupa i kontrolera z meksyku. Wedzą ile wiedzą, czyli nie wiele. Dlatego płonne są nadzieje prokuratory, że poznamy w tej sytuacji osoby naprawdę stojące za tym przerzutem. Nawet gdyby Meksykanin zdecydował się być świadkiem koronnym. 

Tyle koki to jest ilość niespotykana, nie wystarczy kupić kokę, trzeba ją też sprzedać. Za tym przerzutem musiał stać ktoś naprawdę gruby a nie jakić Meksykanin i polski budowlaniec.” 

Mój rozmówca powątpiewa, że w tej sprawie w ogóle wzięto zakładników, o czym dzisiaj donoszą media. „Owszem Kozina załatwił taką możliwość Polakom, ale taka ilość  stoi poza możliwościami polskich grup przestępczych. To był dil na Europę, oraganizowany przez świat a nie przez Polaków. Polska to był zawsze kraj tranzytowy, ze zmiennym systemem rozpowadzania.”
http://www.policja.pl/portal/pol/1/4963/
http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34317,3816120.html

O pryszczatych
28-12-2006 21:59

Mama wróciła ze szpitala do domu. Kuracja antybiotykowa zakończona, więc można spokojnie pić Cuba Libre. Wczoraj w rozmowie z Piotrem Pytlakowskim ten porównał dzisiejszych dziennikarzy stojących w jednej linii z rządzącymi, gotowymi do wsparcia słowem pisanym i mówionym, do „pryszczatych”. Tak nazywano w latach pięćdziesiątych dziennikarzy „wspierających władzę”. Wymieniliśmy nazwiska obecnych pryszczatych, zebrała się niezła dziennikarska śmietanka.

Właściwie przestałem oglądać informacje w telewizji. Na chwilę dzisiaj włączyłem „Kropkę nad i”. Ludwik Dorn z niechęcią wyznał Monice Olejnik, że ma uczucie dyskomfortu z zasiadania w rządzie razem z Andrzejem Lepperem. Pragmatyzm polityka jest jednak ważniejszy. I słusznie. Opozycja, która dzisiaj krzyczy sama dla utrzymania władzy weszłaby w konszachty z Lepperem. Dorna można czasami polubić za szczerość. W polityce nie ma przecież moralności. Ta występuje wyłącznie w spotach wyborczych.

Czy w wojsku nadal malują trawę?
29-12-2006 10:06
Natrafiłem na wpis w blogu Roberta Chojnackiego, członka zespołu De Mono, a w nim można przeczytać historyjkę, która pokazuje, że w wojsku czasy malowania trawy na zielono nie minęły. Dla nie wiedzących o co chodzi, przypomnę obyczaj polegający na tym, że w jednostkach wojskowych przed wizytami ważnych dygnitarzami robiono generalne porządki, czasami nawet malowano trawę na zielono tak jak to miało miejsce w latach osiemdziesiątych podczas wizyty generała Wojciecha Jaruzelskiego w jednostce wojskowej w Elblągu. 
Zmieniają się systemy, rządy, a w wojsku wszystko po staremu. Media rozdzierają szaty nad wykorzystywaniem policjantów jako taksówkarzy i posłańców z kanapkami, niech zajrzą do koszar. Każda jednostka wojskowa to folwark mniej lub bardziej rozgarniętego, mniej lub bardziej pijącego dowódcy. Testy sprawnościowe ministra Sikorskiego nie zmienią mentalności kadry wojskowej. Jeden z wojskowych powiedział mi, że „każdego cywila, czy to prezydent, czy minister, generałowie uziemiają salutowaniem, celebrą, „dupowłaztwem”. Sikorski tak jak wszyscy także jest łasy na to.”
Robert Chojnacki pisze: „Lecimy do Sochaczewa tam jest lotnisko wojskowe, może damy radę jakoś wylądować. (…)Poruszając się coraz wolniej i tracąc wysokość po kilku minutach w oddali dostrzegliśmy wąski pas lotniska(…) - Zaaresztują nas zobaczysz Stasio warknął sam do siebie - ale nie było już wyjścia. Jakież było nasze zdziwienie gdy podchodząc do lądowania zauważyliśmy kręcące się po pasie samochody z zimowej szkoły jazdy, takich jakich teraz pełno się porobiło (…)
Ostatecznie wszystko się udało i ku zdumieniu wszystkich uczących się przelecieliśmy lotem ślizgowym nad ich głowami, po czym miękko wylądowaliśmy na pasie. Po wyjściu z samolotu wytłumaczyliśmy krótko przyczynę naszej niespodziewanej wizyty i udaliśmy się do namiotu na herbatkę. Po ok.20 min. przyjechał do nas, widocznie na zwiady samochód z napisem ŻW w celu uzyskania wyjaśnień o tajemniczym lądowaniu niezidentyfikowanego statku powietrznego. Dalej było już nieco "żwawiej" bo zdarzenia następowały w iście "ekspresowym tempie", tj. po następnych 20 min. Przyjechał kolejny samochód który w asyście uzbrojonych po zęby żołnierzy odeskortował nas do sztabu jednostki na przesłuchanie. Jednym słowem było tak jak przewidywał Stasio. Już na miejscu oznajmiono nam , że jesteśmy zatrzymani ponieważ wtargnęliśmy bezprawnie na teren lotniska, i bez pozwolenia z wieży wylądowaliśmy na terenie jednostki wojskowej. Po prostu kula w łeb i już !!! Oczami wyobraźni widziałem siebie skutego kajdanami w stosownym pasiaku jak dużą szczotą ryżową czyszczę za karę na mokro kilkukilometrowy pas startowy i tak codziennie w deszcz i upał do końca mojego marnego żywota(…)
Patrzyłem na to wszystko myśląc - Gdzie ja jestem? Co ja tutaj robię? - To tak jakbym cofnął się w czasie do okresu wczesnego Gierka i Jaruzelskiego. Koniec świata. Nie pomagały żadne nasze tłumaczenia, że samolot miał awarię, że byśmy się pozabijali, że to i owo. Sytuacja robiła się nie ciekawa i tylko cud jakiś mógł nas wybawić z tej opresji. Tym cudem jak się później okazało była i to w całej swojej rozciągłości panna Krysia , sekretarka dowódcy, która akurat wniosła do gabinetu małą kawę dla swojego szefa. Kątem oka spojrzała na nas i widocznie rozpoznała moje skruszone oblicze stojące gdzieś w kącie pod ścianą, bo już za chwilę wyciągnęła z gabinetu dowódcę wraz z jego ordynansami i nie było ich jakąś dłuższą chwilę. Po pewnym czasie całe Towarzystwo wróciło do pokoju a na ich twarzach malował się tajemniczy uśmieszek. Pan Dowódca nieśmiało zagadnął: To Pan to ten śpiewak, czy jak tam? a ja na to , że tak dajmy na to, czy coś w tym stylu. Na to Pan Dowódca: A to bardzo przepraszam Szanownych Panów za poniesione straty moralne, bo widocznie zaszło małe nieporozumienie towarzyskie itp.

(…)Od tego momentu nasza rozmowa przyjęła bardzo pozytywny, wręcz towarzyski charakter. Pan Dowódca jednym telefonem błyskawicznie załatwił odholowanie samolotu do pierwszego wolnego hangaru i ogólnie rzecz biorąc zrobiło się bardzo miło i sympatycznie. Na kolejnym etapie naszej już jakże miłej pogawędki przeleciał błyskawicznie do zupełnie innych, jakże istotnych dla strategii i obronności założeń i tematów stawiając zasadnicze pytanie o fundamentalnym wprost znaczeniu dla naszej wspólnej przyszłości... To czego się napijemy Panowie? czysta czy kolorowa? Jeżeli chodzi o mnie to zawsze czysta, a najchętniej w postaci nisko skondensowanego 42% syropu ziemniaczanego z nalepką LUKSUSOWA na opakowaniu zbiorczym, tj. szklanym. O całym późniejszym Grand Finall nawet nie wspomnę, bo to akurat objęte jest klauzulą "Ściśle Tajne". Reszty zasadniczo też już nie pamiętam, a Wy możecie jedynie się tego domyślać.”
 
18 rocznica sukcesu śledczych
29-12-2006 15:18

Po raz 18 przedłużono śledztwo w sprawie zabójstwa w 1998 roku byłego szefa policji gen. Marka Papały. To rekord śledztwa, którego jeszcze kilka miesięcy temu, w związku z postępowaniem ekstradycyjnym Edwarda Mazura, niektórzy komentujący dziennikarze, politycy, uznali za śledztwo uwieńczone sukcesem.  Powstały artykuły wychwalające pod niebiosa ekipę śledczą. Nikt nie zadawał trudnych pytań prokuratorom i policjantom zajmującym się sprawą.

Ile jeszcze ma być takich rocznic, by ktoś serio zapytał o efekty dochodzenia potwierdzone wyrokami sądowymi. Może zamiast fiestowania usłyszelibyśmy odpowiedź na pytania: Dlaczego zginął generał Papała? Kto go zabił? Kto zlecił zabójstwo?

Demokracja barbarzyńców
30-12-2006 20:45

Po przebudzeniu chwytam pilota. Włączam telewizor. Mężczyźni w kominiarkach wkładają na szyję Saddama Husajna pętle z grubego sznura. Dlaczego ci kaci nie mają odwagi pokazać swoich twarzy?  Teraz media przez kilkadziesiąt godzin będą żywić się obrazem mordowania człowieka. Wiadomo, drań, bandzior, ale trudno spokojnie patrzeć jak w imię sprawiedliwości pozbawia się życia. Zresztą o jakiej sprawiedliwości można mówić po procesie przypominającym farsę? To wybiórcza sprawiedliwość. Saddam po dokonaniu zbrodni, za którą teraz został skazany, przez wiele lat był partnerem do rozmów z Amerykanami. Ramsfeld w czasie swojej wizyty uśmiechał się do niego i ani słowem się nie zająknął na ten temat. Teraz George Bush coś bełkocze, że powieszenie Saddama to krok milowy irackiej demokracji. O jakiej on mówi demokracji? Tej wprowadzanej barbarzyńskimi metodami? Dość. Wyłączam telewizor. Przez cały dzień w domu nie ma włączonych informacji.
 

Zobacz także

Kiedy wreszcie zaczniemy rozliczać prokuraturę?

Jak słyszę, że prokuratura "nie posiada legitymacji", aby przeprosić za to, że komuś przez lata niszczyła życie, więcej, chciała całkowicie wyeliminować go, zastanawiam się, kiedy wreszcie zaczniemy rozliczać prokuraturę?

Śledczak

Teoretycznie areszt śledczy to zupełnie co innego niż więzienie

Bo władza to jedność

Bo władza to jedność

“Jeżeli to nagranie jest autorstwa władz Włoszczowy (Gmina i Powiat), to jest to żenujące. Panowie chyba potracili zdrowe zmysły, że dali się wkomponować w ten show. Chyba mają coś do ukrycia, skoro w tak idiotyczny sposób chcą ośmieszyć film Latkowskiego (ponoć tonący brzytwy się chwyta). Oskara to wy za to nie dostaniecie” – napisali w Internecie.

Trochę pokory, panie Jaruzelski

Trochę pokory, panie Jaruzelski

Prosto z mostu.

Polecam

NEWSLETTER

WIDEO

Polecam

WIDEO

WIDEO

copyrights: SYLWESTER LATKOWSKI, LATKOWSKI.COM

Zastrzegamy sobie prawo zmiany tytułów, skracania i redagowania nadsyłanych tekstów. Nie ponosimy odpowiedzialności za treść ogłoszeń.

Istnieje możliwość cytowania fragmentów tekstów wyłącznie z podaniem źródła - latkowski.com.

W przypadku większych cytatów i całych tekstów wymagana jest zgoda.