|
Możdżer w ambasadzie USA
Leszek Możdżer opowiedział mi jak wczoraj wstydził się, że jest Polakiem. Wylatuje do USA by z Makowiczem zagrać koncert. Musiał się udać po wizę do ambasady USA w Warszawie. Tam karnie ustawił się w kolejce i czekał na dworze, jak kiedyś czekało się za mięsem lub papierem toaletowym. Potem znalazł się wewnątrz i tam zaczęto go strofować, że przekroczył żółtą linię. W pewnym momencie urzędnik zaczął krzyczeć na niego. Czy Pan nie słyszy? Nie wolno przekraczać linii! Nie ma pan słuchu, czy co? Ten skundlony po amerykańsku urzędas nawet nie miał świadomości, ze wrzeszczy do artysty o słuchu absolutnym.
|