Blisko siedemset kilometrów w trasie. Wreszcie mogę rozprostować kości. Sterylna czystość i porządek apartamentu hotelowego uspokaja. Lata życia w pokojach hotelowych nauczyły mnie jednego, skoro hotel nie zastąpi domu, należy wymagać jak najwyższego standardu, by nic nie irytowało po przebudzeniu rano. W ciągu dnia.
Nie chce mi się wychodzić na rynek, w nocne miasto. Ćmienie głodu zabijam tacą z owocami otrzymaną na przywitanie i słonymi paluszkami z minibarku. We krwi powoli rozpływa się Jim Beam.
Pierwszy imieninowy, Sylwestrowy, sms.
Przed wyjazdem zdążyłem zapakować „Ostatnią Wieczerze” Pawła Huelle. Czytam. Odszukuję w powieści bohatera mojego przyszłego filmu, rozmówców.
Jest. Strona dwudziesta piąta. Maciej to Mateusz w powieści Huelle. „Moja pierwsza u niego w pracowni wizyta (…). Przez uchylone okno dochodził łoskot kolejki elektrycznej. Mateusz stał w kuchennej wnęce, szukając korkociągu, Inżynier patrzył dookoła takim wzrokiem, jak gdyby wszystkie olej, szkice, rysunki, akwarele i gwasze gospodarza napawały go wstrętem.(…) Nagle wyjął z kieszeni brzytwę (…) i w milczeniu, wolno, długimi pociągnięciami ostrza zaczął ciąć dzieło na wąskie paski. (…) Mateusz stał nieporuszony. Dopiero kiedy Inżynier podszedł do następnego płótna, gospodarz zastąpił mu drogę i mocowali się przez chwilę w zupełnym milczeniu. Była to moja pierwsza w życiu debata na temat nowoczesnej sztuki. Inżynier, o którym wiele jeszcze usłyszysz, był wówczas asystentem profesora Śledzia w Akademii, a jego dyplom przeszedł do historii tejże szkoły – dwadzieścia pięć pociętych brzytwą, zamalowanych na czerwono półcień komisja oceniła celująco. (…) Mateusz wyrwał w końcu brzytwę z dłoni Inżyniera, przyłożył mu do szyi ostrze i syknął:
- Ciąć możesz swojego chuja, ale od moich rzeczy wara."
Ten film powinien być właśnie debatą na temat współczesnej sztuki.
Mateusz do narratora: - "Pożegnanie Jezusa z uczniami nie powinno się odbywać w jakimś tam wieczerniku, lecz na pustyni. Chleb i wino – powtórzył – na pustyni.
(…)
Na biurku w gabinecie, pośród notatek, bloczków recept, spoczywał list od Mateusza, który doktor otrzymał z miesiąc temu. Dlaczego sesja miała się odbyć w teatrze? To było jeszcze do wytłumaczenia: na małej scenie, przy długim stole fotograf mógł ich wszystkich objąć, spokojnie i bez technicznych spięć. Dlaczego Mateusz chciał namalować taki obraz? I po co – jako modeli – chciał mieć znajomych z dawnych lat"
Maciej usadził swoich przyjaciół, dobrych znajmych przy stole na deskach teatru w Gdańsku.
|