
Dzisiaj w nocy obejrzałem amerykański film dokumentalny James’a Longley’a „Irak w Kawałkach”. Film pozbawiony taniej propagandy. Okrutny obraz dla tych, którzy bezczelnie potrafią mówić „w Iraku jest dobrze, będzie jeszcze lepiej.” Mija pięć lat od wysłania nieprzygotowanego polskiego wojska do Iraku i jak widać żadnej refleksji u współodpowiedzialnych za tę decyzję, nadal można ujrzeć cynicznie uśmiechniętą twarz Millera, który nie potrafi przyznać się do błędu. W swoim cynizmie używa jako argumentu zabitych polskich żołnierzy. Szkoda, że nie wysłał tam swego syna, zamiast na spotkanie w sprawie Bakomy z Mazurem, Wieczerzakiem i Papałą.
Marek Kęskrawiec w swoim blogu pisze:
„Były premier Leszek Miller powiedział dziś w TVN24, że nie żałuje swej decyzji o uwikłaniu Polski w wojnę w Iraku, ponieważ byłoby to podważeniem sensu ofiary, jaką złożyło 22 polskich żołnierzy, którzy zginęli nad Eufratem. Rzadki rodzaj hipokryzji, typowy dla polityków. Wyświechtane frazesy zmiast słów przeprosin dla rodzin zabitych Polaków oraz krewnych 700 tys. irackich cywili, którzy zostali zabici w wojnie domowej, jaka wybuchła po interwencji tzw. koalicji.
Od dawna wiadomo, że broń chemiczna i biologiczna, jaką miał posiadać satrapa Husajn, była tylko produktem bogatej wyobraźni jastrzębi z Białego Domu. Tak samo jak kompletnym idiotyzmem okazały się rzekome związki skrajnie świeckiego Saddama z paranoicznie religijnym Bin Ladenem. Ktoś powie, że warto było prowadzić wojnę choćby po to, by obalić reżim. Tylko dlaczego Amerykanie obalają jedynie te reżimy, które siedzą na złożach ropy? Jakoś nikt nie szykuje armii w obronie mordowanego przez Chińczyków Tybetu. Zgoda, Chiny są zbyt silne. Ale co stoi na przeszkodzie, by zakończyć mordy w Darfurze?
Mimo zdetronizowania Husajna, ceny ropy osiągają kolejne rekordy, na czym korzysta Rosja. Korzystają też Chiny, które zawierają sojusze z państwami z czarnej listy szalonego Busha i rosną w siłę wprost proporcjonalnie do upadku autorytetu USA. A na dokładkę prezydent Iranu Ahmadineżad odwiedza tryumfalnie Bagdad, miasto do niedawna wrogie przywódcom Iranu.
Jeśli to ma być sukces według Millera, to mogę mu tylko poradzić, aby poleciał do Iraku i zobaczył jak wygląda dziś państwo na skraju totalnego upadku i wielce prawdopodobnego rozpadu na trzy części (kurdyjską, szyicką i sunnicką). Taki jest krajobraz po wojnie, która miała przynieść Irakijczykom wolność i demokrację.”