
Wczoraj powiesił się w celi Sławomir Kościuk (51 lat), który otrzymał dożywocie w procesie o porwanie i zabójstwo Krzysztofa Olewnika. To dzięki niemu było możliwe poznanie okoliczności tej zbrodni. To on wskazał miejsce, gdzie znajdowało się ciało Olewnika.
Wcześniej, w nocy z 18/19 czerwca 2007 roku, w celi Aresztu Śledczego w Olsztynie powiesił się Wojciech Franiewski uważany za organizatora tej zbrodni. Okoliczności jego śmierci wzbudzają dużo wątpliwości. W jego organizmie znajdował się alkohol i amfetamina. Tuż przed śmiercią napisał list do żony, który nie wskazywał, że targnie się na siebie. „Ogólnie to mam huśtawkę nastrojów, ale w tej sytuacji to normalne i zdając sobie z tego sprawę jakoś pokonuje dzień za dniem.” Wskazywał żonie na sprawy, które należy wyjaśnić. Prosił między innymi, aby ustaliła kilka szczegółów.
Do dzisiaj nikt nie odpowiedział, jak to możliwe, że do celi będącej pod szczególnym nadzorem, monitorowanej, mogły trafić narkotyki i alkohol. Wcześniej Franiewski skarżył się w jednym z listów, że chyba mu coś podają.
W liście z dnia 7 stycznia 2007 roku pisał do żony:
„Długo nie pisałem, bo byłem chory. W niedzielę 31 grudnia dali tu („gulasz”) na obiad i zaraz poczułem się źle. O 3 po południu wyrzygałem to gówno, ale byłem już zatruty i tak mnie kołdun bolał od wczoraj. Nic nie chciało mi się jeść, pić, żyć, być (…) Zastanawiam się, czy mi tu czegoś nie dosypali do jedzenia, żeby mnie załtawić.”
Obie śmierci łączy jedno. Miały miejsca w specjalnych monitorowanych celach dla osób niebezpiecznych, będących pod szczególnym nadzorem.
Przypomnę, że tak naprawdę nie poznaliśmy do dzisiaj zleceniodawców porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika. Jedną z osób, która mogłaby coś wyjaśnić w tej sprawie był Henryk Niewiadomski, pseudonim Dziad. Tropy prowadziły do starego Wołomina. Niestety nie zdążyłem z nim porozmawiać, dopadła go śmierć w radomskim areszcie ( w jego przypadku z przyczyn naturalnych).