Piotr Najsztub w ostatnim „Przekroju” w felietonie „Wojna policyjno-polska” wyraża zatroskanie, że szalikowcy sterroryzują policję i nas. Twierdzi, że oni instynktownie wyczuwają przyzwolenie społeczne. Zastanawiam się, jak daleko można być hipokrytą. Kiedy w lutym powiedziałem mu, a następnie napisałem, że kilkustronicowy artykuł tłumaczący, pochwalający ustawkową grupę szalikowców jest głupio niebezpieczny, stwarzając właśnie społeczne przyzwolenie, zbył mnie. Odpowiedziałem, że trzeba poczekać na rozpoczęcie ligi piłkarskiej i wtedy, gdy pojawią się kolejne ofiary zacznie się mówić, że jednak czas skończyć z tym draństwem. Dla Najsztuba winny jest komendant główny policji. Dla mnie winny jest także on i inni dziennikarze, redaktorzy, działacze i menadżerowie sportowi, których to miałem wątpliwą przyjemność poznać osobiście lub ich poglądy po premierze „Klatki”, trywializujący niebezpieczeństwo. Wówczas nie przeczytałem tekstu Najsztuba kończącego się słowami czas zakończyć to „Ze względu na bezpieczeństwo nas wszystkich”. Przeczytałem za to tekst, że dzięki ustawką na stadion można bezpiecznie chodzić z dziećmi. |