Zapytano mnie co sądzę o Michaelu Moore'a w związku z wejściem filmu na polskie ekrany. Ostatnio znany dystrybutor powiedział mi, że „filmy M. Moore`a są dla niego nie do zniesienia, nie lubi ich. Nie mówią mi nic nowego, ważnego...Ten facet znakomicie się kreuje, gra zbawiciela Ameryki i zarabia na manipulacji miliony dolarów.” To opinia osoby, która nie zna całej jego twórczości i konsekwencji pokazywanej od wielu lat z jaką Moore'a piętnuje idiotyzmy, obłudę współczesnego świata. Argument, że przy tym zarabia jest śmieszny, bo wg. niego powinien biedować i żyć pod mostem jako bezrobotny. W Polsce nie ceni się dokumentów społecznych, więc i on nie jest najlepiej przyjmowany, co więcej wielu decydentów telewizyjnych nie widziało jego filmów. „To nie jest artystowskie kino” – słyszę. Najchętniej zakneblowano by mu usta. „Fahrenheit 9.11", nagrodzony na festiwalu w Cannes, szczególnie w kontekście naszego zaangażowania w Iraku, powinien być wydarzeniem, ale w naszym proamerykańskim kraju jesteśmy bardziej ślepi niż amerykanie. |