„Pierwsze kroki Lwa Rywina w więzieniu na Rakowieckiej. Już od poniedziałkowego południa na bohatera najgłośniejszej afery III RP oczekiwał tłum fotoreporterów i dziennikarzy. Kilka minut przed 15. pod bramę więzienia podjechały dwa luksusowe bmw. W jednym za zasłonką siedział mężczyzna w garniturze. Kiedy fotoreporterzy rzucili się robić zdjęcia, kilkadziesiąt metrów dalej przystanęła toyota, z której po cichu wyskoczył Rywin i błyskawicznie zniknął za drzwiami więzienia. Kompletnie zaskoczeni dziennikarze powtarzali tylko: - "Jak w filmie". (Rafał Guz) Czytając pierwsze doniesienia prasowe, należy mieć nadzieję, że siedzący w więzieniu Lew Rywin nie poniesie kary dodatkowej wymierzonej przez media. To pisanie o tym co zjadł na śniadanie, z kim i gdzie siedzi jest dla niego kolejna dolegliwością. Pozbawieni jej są zwykli przestępcy – mordercy, pedofile, gwałciciele. Dzień wcześniej rozmawiałem z Mariuszem Kuczewskim, dziennikarzem Faktu, który trafił na okładkę z zakrwawionym łukiem brwiowym. W szarpaninie z Rywinem o aparat fotograficzny został nim uderzony. Mariusz był zaskoczony nerwowością Rywina. Musiał być kłębkiem nerwów, bo znam Marcina Kuczewskiego i nie jest to typ dziennikarza, który jest atakujący, prowokujący. Obraz Lwa Rywina w tych dniach, gdy czekał na decydującą decyzje sądu jest smutny. Tak, smutny. Współczuję mu. Bo wystarczającą dotkliwą karę już ma siedząc za kratami. W świecie, który nie wygląda tak „jak w filmie”. Rywin został ukarany, odsiaduje teraz wyrok i powinny go też obowiązywać elementarne prawa człowieka, by kara więzienia nie zamieniała się dla niego w torturę psychiczną czynioną rękami mediów głodnych sensacji. |