„Jestem ochroniarzem w Londynie, pracuję tu rok. Chodzę na mecze Chelsea, Millwall. W Polsce kibicowałem Zawiszy Bydgoszcz, tu wspieram ekipę Millwall. W kolejce po bilety spotykam chuliganów z całej Polski (również Arka) w barach sfrustrowanych magistrów robiących kanapki, w autobusie polskich śmieciarzy w zarowiastych kamizelach, w sklepach na Oxford Street polskich ochroniarzy (także w Tesco i Asdzie). Teraz przyjechać może każdy, ale powodem dla którego pisze jest to, ze nikt w Polsce nie wyraża prawdziwych uczuć polskich emigrantów. Premier mówi, że wielka emigracja okazała się fikcją a tymczasem dałbym głowę, że jest tu nas (w Londynie) co najmniej 250 tys. (tyle oficjalnie w całej Anglii). Mieszkam w domu pełnym Polaków, obok jest drugi dom, także pełen rodaków. Na 20 osób w obu domach zarejestrowane są 4 osoby, reszta pracuje na samozartudnieniu. Codziennie spotykam rodaków w autobusie a nie mieszkam w polskiej dzielnicy jak Ealing czy Acton, ale na Leyton (RPA, Turcy i czarni). To my budujemy ten statystyczny spadek bezrobocia, to naszych interesów nie wyraża nikt w Polsce, ale o od nas urząd skarbowy chce drugi podatek za dochody osiągnięte tu. Nie wiem czy ludzie w Polsce zdają sobie sprawę ze skali zjawiska, bo mnie ono zszokowało. (…) Chciałbym, żeby pan wiedział, że spadek bezrobocia i poprawa sytuacji w Polsce to bzdury. Widziałem tu ojców rodzin od Gliwic po Olsztyn, rozwodzących się, płaczących przy wódce i tyrających tu na rodziny, którzy zapłacili za przymusowa emigracje drogo.”
|