Jeden z moich bohaterów filmu „Śledczak”, student, który opowiadał o draństwie jakie dzieje się w naszych polskich aresztach śledczych, o braku szacunku dla godności, praw człowieka, dostał ostatnio marną satysfakcję – uniewinnienie. Niestety koszmar, który zaznał za murem nie został starty tym wyrokiem.
I jeszcze jedno. Na niektórych dźwiękach, czyli w celach zabezpieczających, znaleziono sposób, by nadal bezkarnie bić i torturować aresztantów, więźniów. Funkcjonariusze po prostu wyłączają kamery, by te nie nagrywały obrazu i dźwięku.
To usłyszałem dzisiaj, bym poczuł, iż mój film był pojedynczym głosem, który nic nie zmienił w aresztach śledczych, poza wkurzeniem klawiszy i funkcjonariuszy Centralnego Zarządu Służby Więziennej. Zaledwie na chwilę popsułem im dobre samopoczucie. No, może film dał poczucie godności niektórym z aresztantów i skazanych, którzy obejrzeli ten film. Nic więcej. A może aż tyle?
|