Piotr Pytlakowski, który spotkał się z bohaterem Marii Wiernikowskiej, Gasińskim, tym od Klewek, nazywa go utalentowanym oszustem. Opowiada, jak otrzymał od niego list z więzienia, w którym gwarantował mu, że wyjawi całą prawdę i potwierdzi to przed sądem. Niestety, list do Piotra dotarł po wyznaczonym terminie ultimatum. Nie chce mu się już ciągnąć w rozmowie wątku Klewek. Umawiamy się na poniedziałek. Jako stary wyga wie, ze z tych puzzli nic się nie da ułożyć. Ale mnie coś dręczy. Kręcę się po mieszkaniu. Na biurku ciągle książka Wiernikowskiej „Zwariowałam”. Dzwonię do Sławomira Zielińskiego, byłego szefa jedynki, który przemknął na stronach książki jako negatywny bohater, i pytam – O co właściwie chodziło z Wiernikowską? Podobno to on wstrzymał pracę nad reportażem. Ten, potwierdza, ale wyjaśnia, że nie widział materiałów, zna relację od szefa reportażu. Nie czytał też książki i nie zamierza. Podaje mi telefon, bym zadzwonił do niego. Miała zrobić materiał o Klewkach z dystansem. Pojechała na zdjęcia i przyjechała stamtąd nawiedzona. Chodziła po wszystkich ludziach, politykach szukając ich związku z Klewkami. Wspomina coś o Szmajdzińskim. Co mogę odczytać jako to, że były telefony, interwencje, naciski, by dano spokój. Nagle zmienia temat i mówi, żebym się nie obraził, ale swego kota, którego stał się ostatnio właścicielem, nazwał Sylwester. Patrzę na okładkę książki Wiernikowskiej. Czyta ponownie tytuł „Zwariowałam” i już wiem, że nie zadzwonię do niej. Nie chce być wciągnięty i dać się zwariować polską klewkową rzeczywistością.
|