Kiedy wchodzisz na teren dwuznaczności, tam gdzie jest więcej pytań niż odpowiedzi, gdzie wszystko otacza tajemnica, niedomówienia, krętactwa, kłamstwa, przemilczenia, prowokacje, musisz się liczyć z tym, że stracisz proste, zero jedynkowe spojrzenie na rzeczywistość. I często dasz się wyprowadzić w pole. Ośmieszyć lub zderzyć się ze ścianą. Maria Wiernikowska robiąc film, który zainicjowało sejmowe przemówienie Andrzeja Leppera o… No, właśnie o czym? O łapówkach? Styku polityki z biznesem….Nie, w świadomości ludzi było to bajdurzenie o Klewkach. Lepper, którego informatorem nie był tylko Bogdan Gasiński, jak to przekazywały media, ale też biznesmen Rudolf Skowroński wpadł w świat, który go przerósł. Nagle okazało się, że zamiast twardych dowodów ma ośmieszonych talibów w Klewkach i zootechnika Gasińskiego.
Po jakimś czasie Bogdan Gasiński trafił do więzienia, a Rudolf Skowroński, gdzieś przepadł. Niby został porwany, w co nikt nie chce uwierzyć. Prokuratura umorzyła postępowanie w tej sprawie i nadal ściga Skowrońskiego listem gończym. Piotr Pytlakowski kilka tygodni temu proponował mi wyjazd do Olsztyna, gdzie Gasiński, będący już na wolności, miał wskazać kryjówkę Skowrońskiego. W sprawie przemówienia sądowego zapadł uprawomocniony wyrok skazujący Andrzeja Leppera za pomówienia. Ostatnio jeden z generałów oświadczył Marii Wiernikowskiej, o tym, że został rozpuszczony w kwasie solnym. Prawda, że trudno się w tym wszystkim połapać?
Ale wróćmy do filmu Wiernikowskiej, która naiwnie chciała to wszystko złożyć w jedną całość. Okazało się, że znana reporterka wzięła kamerę i… z Klewek wyrósł przed nią obraz Polski jako kraju korupcji, układów, mętnych interesów, powiązań polityków z szemranymi biznesmenami i służb, tych cywilnych i wojskowych, które jak wyznaje Wiernikowskiej beztrosko szef FOZZ, Grzegorz Żemek, konkurują ze sobą. Nagle ze zdziwieniem ulubienica Woronicza 17, spostrzegła, że decydenci przestają już się do niej uśmiechać, atmosfera tężeje, aż wreszcie słyszy, że dalszej realizacji filmu nie będzie. „Jeszcze ta wariatka naprawdę coś odkryje!” Od tej pory Wiernikowskiej przyszywa się gębę wariatki i z taką etykietką ląduje na marginesie TVP. Bierze te swoje kilkaset złotych miesięcznie i czeka.
Nastaje Jan Dworak. Wraz ze zmianą ekipy w TVP dostaje możliwość dokończenia dzieła, ale szybko i nowa ekipa związana z ludźmi z Platformy Obywatelskiej wspierana przez lewicową opcję wiecznie tam obecną, orientuje się, że „szalona Wiernikowska” wpadła na coś na co nie powinna, gdyby jeszcze komunistów obnażała, a tu pojawiają się takie szacowne osoby jak senator Smoktunowicz. I firma Intercommerce, o której wkrótce będzie głośno, a o której to ciągle w filmie mowa, a nie o Klewkach. Służby na Woronicza 17 podniosły znowu łeb, by obrócić jej film w śmieszność, bzdet. I znowu zaczynają się problemy.
Kilka tygodni temu pisze do mnie e-maila Maria Wiernikowska. Od razu ją zapraszam do studia Konfrontacji. Pytam o film. Otrzymuję jedyną kopię vhs-a jaką posiada. Oglądam. Widząc „Zwariowałam” rozumiem, że nie wolno pozwolić by machina TVP znowu przemieliła ten film w niebyt. W Konfrontacji pokazuję fragment i następnego dnia wysyłam faks do Bronka Wildsteina: „Zwracam się z uprzejmą prośbą o umożliwienie zaprezentowanie filmu Marii Wiernikowskiej „Zwariowałam” w programie „Konfrontacja”.
Produkcja tego filmu została wstrzymana przez poprzedniego szefa jedynki, a przy obecnych władzach także nie widać jakiejś szczególnej przychylności.
Autorka filmu także wyraża chęć takiej prezentacji filmu.
Proszę o w miarę możliwości pilną pozytywną decyzję, bym mógł pokazać film 31 maja br. Myślę, że problem posiadania praw przez Program 1 nie stanowi przeszkody, zwłaszcza, że dotychczas jakoś nie pałał chęcią pokazania go szerszej publiczności.”
Wiedziałem, iż jeśli on nie wyrazi zgody, to będzie ostateczny koniec dzieła Wiernikowskiej. Wierzyłem jednak w to, że Wildstein nawet nie będzie wchodził w szczegóły i intuicyjnie da zielone światło. Na szczęście tak się stało.. Po moim faksie do niego, zaledwie nie minęła godzina, zadzwonił do Terentiew i wyraził zgodę. Nagle machina Woronicza 17 zaczęła pracować w innym kierunku – film Wiernikowskiej może mieć 50 minut a nie musi mieć 25 minut, co nagle stało się przeszkoda nie do przejścia, i ma się ukazać na antenie. Ostatnie ruchy Krzysztofa Talczewskiego, szefa dokumentu jedynki, nie warte są nawet szerszego komentarza, albo się ma klasę albo jej się nie ma panie Talczewski. Małość z Pana wyszła.
Więc w dwa tygodnie dało się załatwić emisję filmu Marii Wiernikowskiej „Zwariowałam”. A kolaudacja, choć chwilami nie pozbawiona ostrej wymiany zdań była konstruktywna. Marysia jednak nie jest jeszcze do końca pewna, dzieli się ze mną swoimi obawami. Do emisji zostało jeszcze trzy dni. Przyznam, że i ja jeszcze spodziewam się nagle pojawiającej się rafy.
|