Internauta przesłał mi linki blogów prowadzonych przez geji, z pytaniem, czy wiem, że czytają mnie pedały i czy nie jest to dziwne, że tak się ze mną identyfikują? Odpisałem mu, że dziękuję za informacje i informuję go, że moja strona internetowa nie ma założonego filtra heteroseksualnego. Na to odparł mi, w krótkim e-mailu, że na mieście mówi się, że jestem pedziem. Musiałem mieć coś z Michałem Wiśniewskim, że tak zgodził się mi odkryć, do prowadzenia Nakręconej nocy zaprosiłem pedała, wie co mówi, bo widuje go w Utopi, z innym pedałem latałem z książką Lubiewo Michała Witkowskiego, kompromitując bogu ducha winnego Zbigniewa Religię pytaniem, dlaczego homoseksualiści nie mogą mieć prawo do wspólnego rozliczania się przed urzędem skarbowym? Następnie zrobiłem z niego pijaka. Kilka moich wpisów jest wybitnie progejowskich. Kropką nad i jest zrobienie przeze mnie filmu o „Pedofilach”, gdybym nie był pedziem nie mógłbym tak głęboko wejść w ich świat. Rozmawiali ze mną jak ze swoim.
|
Przygwożdżony takim rozumowaniem, postanowiłem już nie polemizować z tym, czy jestem czy nie gejem, a zerknałem na linki podesłanych blogów. Oto fragmenty jednego z blogów, prowadzony przez prawicowego geja, dla którego mistrzami są Maciej Rybiński i Igor Zalewski, mnie zaledwie tylko czytuje: http://naiwny-pedal.blog.pl/:
jola ma przyjsc, zdjecie znika. jola wychodzi, zdjecie sie pojawia. rodzice maja przyjechac, zdjecie znika. rodzice wyjezdzaja, zdjecie sie pojawia. marcin wpada, zdjecie znika. marcin wypada, zdjecie sie pojawia. damian wkracza, zdjecie znika. damian oddala sie, zdjecie sie pojawia. koniec. zdjecie nie bedzie znikac. znudzilo mi sie to chowanie i wystawianie. odtad adoracja bedzie permanentna. :-)
ucieszylem sie, gdy praca nr 1 zadzwonila i zlecila mi tlumaczenie z wloskiego. kasa za to zadanie juz tak bardzo mnie nie ucieszyla, ale stwierdzilem, ze przetlumaczenie czesci poteznego "arcydziela" o zyciu chrystusa i poczatkach chrzescijanstwa moze byc interesujacym wyzwaniem. dupa. przed wyjazdem troche w tym podlubalem, a na dobre zabralem sie za to dopiero po powrocie. siedze wiec nad tym od prawie dwoch tygodni, a juz od kilku dni kwicze. boze, jakie to nudne. nie jest to literatura, tylko zbiorowa praca pozbawiona stylu, wiec to tlumaczenie przypomina zwykle przepisywanie. czasem nawet jest tak doslownie - przepisuje (a raczej wklejam) np. wersety biblii. ozywiam sie tylko wtedy, gdy mam jakies problemy z tlumaczeniem nazw wlasnych. zazwyczaj dotyczy to jakis dupereli, o ktorych nie mialem pojecia, wiec sprawdzam sobie, jak jakis krolik czy miasteczko zwie sie po polsku, a przy okazji troche o tym czytam. wlasnie ta lektura daje mi najwiecej satysfakcji. no, ale to ma juz niewiele wspolnego z tlumaczeniem. kazdego kolejnego ranka coraz trudniej mi sie za to zabrac. a gdy mam jakies historyczne watpliwosci, to skwapliwie korzystam z okazji do oderwania sie od pracy.
jesli ktos twierdzi, ze geje sa w polsce przesladowani, to klamie. dwaj faceci moga sie publicznie calowac otwarcie i bez problemow. zanim o 2.01 w nocy wsiadlem przy hali mirowskiej do 604, na przystanku pocalowalem sie z pewnym gosciem. nie bylo to zadne ciotowskie buzi-buzi, ale pelnokrwisty, choc moze nieco niespodziewany, namietny "calus". musze dodac, ze stalo sie to w czasie, gdy autobus stal juz na przystanku, drzwi byly otwarte, a kilku gosci patrzylo sobie na nas przez okno. po tym - ze tak powiem - incydencie wszedlem do autobusu srodkowymi drzwiami, przeszedlem do przodu i usiadlem. wtedy zdalem sobie sprawe, co zrobilem. troche sie hmmm... balem. no, ale nic. luz, jak to mowi marcin. dojechalem do centralnego, tam posiedzialem sobie w autobusie az do odjazdu na kabaty (prawie kwadrans) i spokojnie bez zadnych ekscesow dotarlem na wyscigi. 604 - gay-friendly bus. no, szok. nie pierwszy zreszta tej nocy.
slychac tylko polskich kibicow, a ja widze tylko boruca. jak pozbyc sie jego zony oraz kubu? :-) dlaczego od mistrzostw ogladam mecze reprezentacji? chyba jednak nie tylko dla boruca (i innych). moze po prostu polubilem pilke? |