
Projekt dokumentalnego serialu śledczego z Piotrem Pytlakowskim o piłkarskiej mafii, który już miał ruszać w tym miesiącu nagle został zablokowany przez osoby (zwłaszcza przez N.), które mają przełożenie na media. Ich brudne interesy mogły być przypadkowo odkryte. Co ja piszę? Jak przypadkowo? Po uszy w nich siedzą.
Już przy filmie "Klatka" poznałem siłę sportowej mafii. Ich wpływy na media i np. policję. Do dzisiaj najście watahy żołnierzy z gangu mokotowskiego, do którego należeli policjanci, i kiboli na moją osobę w czasie premiery filmu w Multikinie na Ursynowie, pomimo zarejestrowania na kamerach zdarzenia nie zostało do dnia dzisiejszego (minęły trzy lata) wyjaśnione przez policję. Ówczesny komendant stołeczny i późniejszy zastępca komendanta głównego policji generał Siewierski postanowił utopić śledztwo. Do dzisiaj nie wezwano mojej osoby na przesłuchanie ani ekipy telewizji polskiej. Zarejestrowany na taśmach obraz wrzucono do śmietnika? Siewierski i jego koledzy powinni wiedzieć co się z nimi stało?
Zresztą wspomniany N. pojawia się w czasie dokumentacji filmu i książki o zabójstwie generała Marka Papały. Jest uczestnikiem tego samego towarzystwa, w którym doszło do takiej zbrodni. Sitwa jednym słowem.
Smutne tylko w tym wszystkim jest to, że brudne interesy glejtują porządni ludzie. Takie niestety jest życie. Trzeba spłacać raty, mieć co dziecku kupić pod choinkę. I nie mogą wprost powiedzieć,a zwodzą. A nawet same się oszukują, by nie widzieć prawdy o tym, ile naprawde dzisiaj można powiedzieć prawdy?