Niedawno rozmawiałem z policjantem, któremu zeznania świadka koronnego zniszczyły karierę. Udało mu się tyle, że nie skończył jak Piotr Wróbel, policjant, który trafił do aresztu w związku z pomówieniami śiwadka koronnego pseudonim Masa.
Udało mi się dotrzeć do pierwotnych zeznań świadka koronnego, które przyczyniły się do gehenny policjanta. Nie wierzyłem własnym oczom. Trzy zdania. Dosłownie trzy zdania wystarczyły by bardziej wierzyć skruszonemu przestępcy niż policjantowi.
To co zarzucał mu świadek było tak naprawdę grą policyjną, pracą operacyjną. Policjant miał na tyle szczęścia, że akurat o zarzucanych mu przestępczych działaniach sporządził służbowe notatki. I tak osoba, od której miał wymuszać zwrot długu była tak naprawdę werbowana. Do czego się ostatecznie przyznał werbowany osobnik. Związek z inną osobą był zaplanowany.
Policjantowi udało się nie zostać oskarżonym, nie wylądować w areszcie, ale jego kariera ostatecznie legła w gruzach. Oczyszczanie z zarzutów trwało zbyt długo. Do dzisiaj wlecze się za nim ogon plotek o niby jego współpracy z mafią. |