Gazeta Wyborcza. Piotr Iwicki 02-05-2003
Artysta najpierw tworzy koncepcję, potem pracuje nad transoperą opartą na Szekspirowskim "Śnie nocy letniej", aby ostatecznie paść ofiarą degrengolady naszego show-biznesu. Kto wpadł na taki pomysł i wpisał formułę reality show w ramy kina artystycznego? Kto nie bał się zaryzykować? Tym ryzykantem jest reżyser i producent Sylwester Latkowski, przez jednych uznawany za nadzieję polskiego dokumentu, przez innych za hochsztaplera i prowokatora. "PUB-700" - niedziela 2 TVP 22:40
Latkowski nie boi się zadawać pytań, których inni by nie zadali. Nie stroni od dotykania tematów, które dla innych są tabu. Wchodzi do toalety za bohaterem filmu, balansuje na granicy wytrzymałości widza, igra z emocjami, jego namolność przekracza granice tolerancji. Tym razem Latkowskiego zainteresował Leszek Możdżer, wybitny jazzman i pianista młodego pokolenia. Artysta, który wydał ponad 40 płyt, w tym kilka doskonałych dysków autorskich. Zaistniał dzięki kultowej dziś trójmiejskiej formacji Miłość, zespołowi, który wywrócił dekadę temu polski jazz. Zamiast skostniałej muzyki postpeerelowskich gwiazd zaproponował jazz grany przez młodych dla młodych. Stworzył podwaliny yassu, brzmienia czy raczej filozofii grania radosnego, spontanicznego, odwróconego tyłem do tego, co mieli do zaproponowania jazzmani-kombatanci, jak mówił lider Miłości Tymon Tymański: grający ciągle to samo, w tych samych starych garniturach z resztkami jedzenia w niepielęgnowanych brodach. Czy zatem "PUB-700" to film o gwiazdorze? Nic błędniejszego! Film Latkowskiego to naga prawda o naszym muzycznym biznesie, o sztuce w czasach, w których wartości kompletnie się nie liczą. Ta prawda stawia nasze instytucje odpowiedzialne za kulturę w bardzo złym świetle. Świetle obnażającym i do bólu prawdziwym.
- "Sen nocy letniej" to podsumowanie całej działalności i doświadczeń Leszka Możdżera - słyszymy z telewizyjnego ekranu.
Widzimy bohatera odczytującego popremierowe recenzje, w których zdumiewa zwłaszcza fragment, gdzie krytyk porównał dwie odtwórczynie głównych ról do innej koleżanki ze sceny - Justyny Steczkowskiej (śpiewała na premierze). Rzecz w tym, że żadna z nich nie brała udziału w opisywanym spektaklu, a krytyk je widział i słyszał...
"PUB-700" to gorzki dokument o tym, jak sztuka stroniąca od poklasku rozbija sobie łeb o biurokrację. Z jednej strony grupa entuzjastów z drugiej "ludzie zza biurka". Znam takie sytuacje, bo uczestniczyłem w przygotowaniach musicalu "Metro". Te same problemy dekadę później, w realiach wolnego rynku, ma Możdżer. Inni mają do dyspozycji scenę przez dwa miesiące przed premierą, on przez trzy dni (po negocjacjach - tydzień). Praca w nocy, brak papieru toaletowego w toaletach... Sztuka niepokorna kontra teatr instytucjonalny, etatowy, subsydiowany.
"PUB-700" powala szczerością, nie pokazuje Możdżera w sztucznym świetle. Mnie najbardziej wzruszył moment, kiedy bohater, człowiek którego znam, artysta wszak obyty z panegirykami na swoją cześć, kupuje w kiosku sześć tych samych gazet, bo jest w nich (ponoć) dobra recenzja z premiery. Widzę artystę, który grał na najważniejszych estradach nie tylko w Polsce, a teraz zrobił przestawienie, które okazuje się niechcianym podrzutkiem. Jak się mawia w artystycznej branży: "spektakl zamknięto".
Ten pozbawiony chronologii czasowej film pokazuje gwiazdora w realiach musicalowej premiery, jednocześnie mając za cel obnażenie naszego zinstytucjonalizowanego show-biznesu. W drugim planie filmu pada pytanie, które wywołuje Zbigniew Preisner - Czy zostać tutaj, czy wyjechać tam i być może wrócić w glorii chwały?