|
List do niedoszłej kochanki, Warszawa, noc z 19 na 20 czerwca 1998 roku.
LIST DO NIEDOSZŁEJ KOCHANKI
Kiedy pomyślę o piątkowym prześcieradle upapranym moją spermą, które w pośpiechu wrzuciłaś do pralki, programując ją na gotowanie, by ostatecznie pozbyć sięśladu mojej obecności, przed powrotem męża, i kiedy pomyślę,że t e r a z to samo prześcieradło upaprał twój mąż, i kiedy pomyślę,że taki pisarzyna, jak ja, wyobraża sobie,że pozostawiłaś je ukryte głęboko w bieliźniarce, by czasami otulić się nim, jakby to były moje ramiona, traktując je jak cenną relikwię, i kiedy pomyślę,że leżysz obok NIEGO naga, kolano wciskając między jego uda, uspokajając spazmatyczny oddech, i kiedy pomyślę,że bezwstydnie napisałaś na fotografii: "Kocham Cię na zawsze", kilka dni wcześniej mówiąc pieszczotliwie te same słowa do NIEGO, i kiedy pomyślę o srebrnej bransoletce, której nie przyjęłaś, bo co na to powie ON, gdy przeczyta wygrawerowaną dedykację, dwa wersy z piosenki Ryszarda R., i kiedy pomyślę o różowym wibratorze służącym tobie jako zakładka, przy lekturze mojej nieudanej powieści, której popularność wróży znany krytyk literacki, i kiedy wyrwałaś mnie dzisiaj rano ze snu, który przenicował mnie całego, jak mało co i kto, by powiedzieć,że nie przyjedziesz dzisiaj, bo twój mąż wyjeżdża dopiero za trzy dni, i kiedy pomyślę o twoich kłamstwach, przemilczeniach, tych głupich pretekstach, dzięki którym się widujesz ze mną, i kiedy pomyślę,że moje oczy stają się coraz bardziej wodniste od pitego od rana alkoholu, i kiedy pomyślę,że nie usłyszysz t e r a z mojego monologu, po którym nic już nie byłoby takie same, jak dawniej, i którego nie odważę się powtórzyć p óź n i e j, i kiedy pomyślę o strzępkach swegożycia, jakie mi ofiarujesz, i kiedy pomyślę,że nie byłem pierwszym (zebrała się ich całkiem niezła liczba) i na pewno nie będę ostatnim twoim kochankiem, kiedy pomyślę o tym wszystkim,
kiedy pomyślę o tobie,
na krańcu mojego języka zawisa słowo nie przystające do miłosnego wyznania, powszechnie używane przez każdego Polaka, to same nieobyczajne słowo, po wypowiedzeniu którego trzasnąłem słuchawką o widełki aparatu telefonicznego.
Warszawa, noc z 19 na 20 czerwca 1998 roku.
|