|
Moja odpowiedź dla Artura N. 1 marzec 1996r., Warszawa
Moja odpowiedź dla Artura N.
Budzę się. Napełniam kawą filiżankę i zjadam kawałek orzechowego ciasta, z wczorajszego dnia. Biorę długopis i próbuję zapisać sen. "Wyobraź sobie Arturze,że w tym miejscu pamiętam każdy sen. Ostatnioź przypomniałem sobie ten, gdy miałem trzy lub pięć lat. Tylko nie myśl,że przyśnił mi się ogromny, strzelisty, pędzący w górę fallus; osadzony na złotym tronie, do którego prowadził długi czerwony chodnik. O tymśnił trzyletni Jung. W jego wieku wolałem turlać piłkę w stronę nóg ciotki, tak blisko, aby móc zajrzeć pod jej spódnicę. Pamiętam,że nie miała na sobie rajstop. Dostrzegłem kawałek różu jej majtek!" Na tym koniec. Kropka. Niech przepadną wspomnienia, myśli i ten sen. Nie opiszę go. "Mogę tobie powiedzieć, że nie był o niczym, nie był tak jałowy, jak wczorajszy dzień." Jeszcze nie umyłem zębów, nie wykąpałem się. Za to zmieniłem prześcieradło. Pełno jest na nimśladów. Ostatniej nocy kochałem się z nią o czwartej nad ranem. Dopiero wtedy miałem czas. Właśnie ukończyłem opowiadanie , które wywołało na jej twarzy uśmiech. Może uśmieszek? "Ach, Arturze, jak ona krzyczy. Muszę ją uspokajać. Cicho, bo obudzisz wszystkich. Kto słyszał, aby ostentacyjnie kochać się wśród osiemdziesięcioletnich starców. Nasi sąsiedzi są za starzy na to. Powiedziała: Trzeba wynająć nowe mieszkanie, w lepszej dzielnicy iżeby nie było tyle ciekawskich uszu. Ten dziadek wśmiesznej, ruskiej czapce, zawszełypie na mnie oczyma, a w jego ohydnego psa wstępuje niezrozumiała wściekłość."
Tak, dobrze,że zmieniłem prześcieradło. Inaczej teraz siedzi się nałóżku i patrzy w okno. Padaśnieg. Niechcianyśnieg. R. niepokoiła się rano: "Znowu te uliczne korki. Takłatwo można się poślizgnąć na oblodzonym chodniku." Dzisiaj nie chciała wstać. Budziłem ją, a ona ponownie zapadała w sen. Pomyślałem,że przyjemnie byłoby, gdyby zaświeciło słońce, tak, jak wczorajszego dnia.Za oknem jest szaro.Żadnego piękna. Brak odcieni radości. Dziwię się ludziom, którzy zdecydowanie idą do przodu i chce się im to , tamto i owo. Powinienem przyciąć paznokcie, przeczytać poranne gazety i wykonać kilka telefonów. "Dlaczego zapytałeś mnie wczoraj, czy nie miałbym nic przeciw temu, abyś przyszedł, gdy mnie nie będzie w domu? Dlaczego odpowiedziałem, że nie mam nic przeciwko temu, abyś się z nią przespał? Tylko nie chcę o tym wiedzieć!" Rozrywka przyda się dla każdego z nas. Luty 1986 roku był bardzo zimny. Do tego dłuższy o jeden dzień. Znajomi rzadko nas odwiedzają. W skrzynce pocztowej tylko rachunki. R. wczoraj powiedziała: "Kiedy i z kim tyle rozmawiasz przez telefon?" Czasami jestem dla niej za szorstki i mówię słowa tak ostre,że zranione oczy cieknąłzami. Choć muszę przyznać,że jest za bardzo miękka, jak nażycie ze mną. W ogóle miota się po scenie, którą rządzi histeria." Możesz mi wierzyć Arturze, czasami mam dość kobiet. Ciągle natrafiam na histeryczki. Płaczą i płaczą. Obawiam się,że wreszcie mnie roztopią.". Powinienem także posprzątać. Wokółłóżka leży pełno zmiętych kartek, zagryzmolonych, różnokolorowych fiszek. Wszystkie zawierają początek,środek lub koniec jakiegoś wiersza, którego pozbyłem się, myśląc,że jest to płód nie godny arcydzieła. Drukować także się nie opłaca. Honoraria są tak podłe,że nie starczają na zakup butelki mojej ulubionej whisky. A potomność? Jestem w tym wieku,że jeszcze mnie nie interesuje. Słucham przez kwadrans radia, rozgadanego o aborcji. Ludzie z ulicy w większości są ZA,
uzasadniając: "Skoro nie ma się pieniędzy nażycie i na urodzone dzieci, to jak nie usunąć? "Mają mniej wątpliwości niż ja, którego matka nie wyssała z siebie sprężonym powietrzem. Powiedziałeś Arturze: "Czytając twoje wiersze jesteś innym człowiekiem, nie tak pewnym siebie, nie tak ostrym. jak w rzeczywistości." W takim razie kim jestem? Jestem człowiekiem. Ale co to takiego? Człowiek jest problematycznym przedsięwzięciem. BARDZO PROBLEMATYCZNYM ( podkreślał Jung). Jest tak płynne, tak niedoskonałe, iż to cud,że... "Nie chcę już pisać, Arturze, wierszy. Twoja prośba,żebym przynajmniej pisał w formie dziennika, nie zostanie spełniona. Nie ma już we mnie tego napięcia. Nie mam już w sobie wierszy dla Ciebie, dla kogokolwiek." Za chwilę wezmę prysznic, zrobię jajecznicę, zaścielęłóżko i zacznę myśleć: Co mam zrobić z resztą dnia? Napisać do K., S., B., I., N. ( inicjały kobiet)? "Może wsiąść w pociąg i odwiedzić twojążonę? Odwiedzić po to, aby przypalać jej papierosa za papierosem. Próbować zrozumieć ją, siebie, nas... Próbować przypomnieć sobie to, co zapomniałem. To czego nie powinienem zapomnieć. A co dalej? Potem leżeć włóżku i słuchać odgłosów waszej miłości. Tym razem nie będę prosił, aby nie kochała się z tobą w mojej obecności. Tym razem JA będę się masturbował, a nie TY." Więc, co mam zrobić z resztą dnia? Obiad, cappucino, mocne piwo (zabrakło whisky, lektura coraz bardziej nudzących książek, kilka głupich telefonów.
"Arturze, może przyjechałbyś. Napilibyśmy się i porozmawiali o sprawach, o których piszę tylko w wierszach. Tym razem wpuszczę Cię dalej, nie zatrzymam w przedpokoju. Posłuchamy Vanessy. Mam jej koncert sprzed dwóch lat.Żona nie będzie tobie przeszkadzała słuchać "joe le taxi", a na mnie nie będzie patrzyła potępiającym wzrokiem, gdy kilka razy pod rząd wysłucham "be my baby". Czy mówiłem Tobie, że w czasie tego utworu mój fallus zmienia się w loda?" Powietrze jest dzisiaj takie lepkie, ciężkie. Nie lubię zimy. Za dużo tego białego, a za mało zielonego. R. zadzwoniła i powiedziała: "A ty znowu marzysz o tym, aby znaleźć się w Helsinkach". Miała rację. " Czy mówiłem Tobie, że nigdzie nie jadłem takiego wyśmienitego łososia, jak tam?" Jestem w nastroju na długą, rozwlekłą gadaninę. "Ależ Ty potrafisz gadać i gadać. Może jednak wsiądziesz w ekspres i przyjedziesz? Nie przejmuj się,że gdy wypijesz to stajesz się wielkim nudziarzem." Myślę,że może to być piękny dzień. Nawet słońce wyszło. Mam ochotę całować usta. Mam ochotę pić whisky i jeść płatamiłososia. Mój fallus zmienił się w strzelistego, pędzącego do góry loda. Oto moja odpowiedź, dlaczego nie będę pisał wierszy. Nawet najdrobniejszego haiku. Mam ochotę wyłącznie na ustną formę porozumienia.
1 marzec 1996r., Warszawa
|