menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Tylko nie o miłości

fragment powieści


Ten fabularyzowany dziennik jest autofikcją;

do napisania go inspirowały mnie

postacie i wydarzenia autentyczne.


A kiedy już popracowałem całe długie godziny bez przerwy, zapominając o jedzeniu i spaniu, i o wszystkim, wstawałem w końcu od biurka i chwiejnym krokiem wyruszałem w nocne ulice, zataczając się ze zmęczenia jak pijak... Już dłużej chyba nie dam rady. Serce, głowa - wszystko... Słowa są jak woda... Nie masz pojęcia, co znaczy siedzieć cały dzień z głową w dłoniach, próbując wycisnąć z nieszczęsnego umysłu potrzebne ci słowo...

Kosiński cytujący Thomasa Wolfe, Nabokova, Bernarda Malamuda, Flauberta

Ślady można odnaleźć w mojej pamięci

I

Wiem, o czym chcesz powiedzieć.

Ale ten widok? Zatrzymany nie mogę

trzasnąć drzwiami i wybiec na ulicę.

Nawet gdyby, to będzie to trudno

zdrapać ze mnie.

Doprawdy niełatwo

zmienić przyzwyczajenia i topnieć,

tak jakśnieg na ulicy.

Zwłaszcza,że każdy krok

jest coraz krótszy. I w ostatniej

sekundzie nic już nie zostaje.

Daleko mi teraz. To wszystko

wydaje się być pozbawione końca

i początku. Tak,

podobno mówiłem coś przez sen,

ale jakie to ma znaczenie?

Już może bardziej złe

przeczucia.

II

Już dobrze.

Przestań tyle mówić o tym.

Przecież wiemy wszyscy. Tylko,że

ten ból zaczyna się zaraz

gdzieś za drzwiami.

A wszystko jest w mojej głowie

i nie mieści się w niej.

Długo nie trzeba czekać,

wszystkie słowa pozostają.

Ktoś może potrafi,

ale nie ja.

Dużo ludzi tak myśli,

lecz nie zasługuję na to.

To jest miłe,

ale gdyby znali prawdę.

III

Brzydzę się własnego ciała.

Patrząc w lustro

czuję się nieswojo.

Nie zawsze potrafię wytrzymać

samotności na białym prześcieradle.

Niemego płaczu,

który nadchodzi przed snem

i pustego serca

po przebudzeniu.

Tej muzyki szyb. Ostatecznej i

nieuleczalnej.

IV

Kobiety. Ewentualneślady

można odnaleźć w mej pamięci.

Tak, to dziwna rozkosz.

W chłodnej pościeli,

z wargami przystawionymi

dościany.


1987, Elbląg


Szkic do reportażu

1992
Grodno, Hotel "Turysta"


Jedno spojrzenie wystarcza, aby zorientować się,że obudziłem się pierwszy. Leżąca przy mnie dziewczyna - nie potrafię przypomnieć sobie jej imienia - oddycha głośno. Ma lekko rozchylone wargi i jak dziecko do góry rozpostarła ręce, zaciskając w pięść małe dłonie. Wygląda mikroskopijnie przy potężnej posturze Timochy, z którym razem dzielimy narożną kanapę.

Oczywiście nie mogę mieć całkowitej pewności, że w innych pokojach wszyscy dalejśpią. Apartament hotelowy składa się z salonu, w którym właśnie się znajduję, dwóch pokoi, przedpokoju iłazienki. Przez chwilę nasłuchuję, czy ktoś nie krząta się za drzwiami? Cisza. Nie sądzę aby ktoś przebywał włazience. Kanalizacja jest w stanie tak opłakanym,że nie ma możliwości odkręcenia kurka z wodą lub skorzystania z ubikacji bez charakterystycznych dźwięków: bulgotu dławiącej się w rurach wody i rozdzierającegoświstu.

Muszę skorzystać złazienki. Wydostanie się złóżka, tak aby nie naruszyć spokojnego snu leżących obok osób, nie jest proste, wymaga ekwilibrystyki. A jednak to mi się udaje. Dziewczyna wiedziona instynktem natychmiast przesuwa się na moje miejsce, układając się na lewym boku. Na szczęście nie mam już zamiaru z powrotem kłaść się dołóżka.

Całkowicie pewny,że nikogo nie zastanę włazience otwieram drzwi. Mija jedna sekunda, druga, trzecia, czwarta... W pierwszej chwili nie dociera do mnie to, co widzę: W wannie leży nagie ciało Wiery. Ma szkliste półotwarte oczy. Jej małe piersi nie dają najmniejszegośladużycia. Wodę wypełniają gęste plamy krwi.

- Andrzej! - wołam i wybiegam złazienki.

Wpadam do jego pokoju, gdzie panuje nieznośny bałagan: ubrania, talerze z resztkami jedzenia, butelki, wypełnione ponad możliwość popielniczki - wszystko ze sobą wymieszane. Panujący zaduch zatyka dech w piersiach.

W szerokimłóżku, zajmującym większą część pokoju leżą dwa ciała. Ręka Andrzeja zwisa z lewej strony i opiera się o bordowy dywan. Szarpię go za ramię, ale nie reaguje.

- Co jest? - pyta rozespanym głosem Olga, rosyjska miłość Andrzeja. Tych miłości miał wiele.Żadna nie trwała zbyt długo. Kiedy obecna się wypali? Zapewnia: "Ta kobieta zostanie ze mną na zawsze." Nie wierzę mu za grosz.

Podnosi się i odchyla z czoła kruczoczarne włosy. Nie przejmuje się,że odsłania piersi, z dużymi ciemnobrązowymi sterczącymi sutkami. W innej sytuacji zachwycałbym się ich pięknem, ale teraz mam co innego w głowie.

- Czego chcesz od niego? - pyta.

Nie zwracam na nią uwagi. Pochłonięty jestem budzeniem Andrzeja, któryśpi kamiennym snem. Wczoraj dużo wypił. Wypił, bo jak bezustannie powtarza: "Tutaj nie można inaczej. Picie jest przymusem. Na trzeźwo nie da się wytrzymać. Jeśli nie pijesz, nie masz czego szukać na Wschodzie." Usnął na fotelu i Timocha z Markiem musieli przenieść jego bezwładne, klockowate ciało nałóżko. Do cholery, wstawaj! Skoro nie pomogło szarpanie za ramię, chwytam go za włosy.

- Aaałłł.... kurwa! - wstaje z zamiarem rzucenia się na napastnika.

Zdążam jednak odskoczyć w tył, przywierając plecami dościany.

- To ja! - krzyczę.

Andrzej zaskoczony zamiera w miejscu. Ma rozbiegane oczy: Nie wie gdzie jest? Nie rozumie, co się stało? Czy ja to ja? Kiedy trochę dochodzi do siebie, ciągnę go za ramię, mówiąc:

- Chodź dołazienki.

- Oszalałeś?! Co robisz? - odpycha mnie.

- Mała nieżyje - wyjaśniam krótko.

Jego twarz momentalnie trzeźwieje, oczy robią się bystre, mózg zaczyna pracować na najwyższych obrotach.

- Cholera, tylko nie to - syczy pod nosem.


Ciało Wiery wyciągnięto z wanny i położono na podłodze w salonie, na wypłowiałym bordowym dywanie. Olga rozpoczyna reanimację. Wykorzystuje umiejętności nabyte w czasie studiów medycznych. Skończyła trzeci albo czwarty rok. Nie wiem tego dokładnie. Andrzej, nie odrywając wzroku od Wiery, zdenerwowany, bierze od Timocha papierosa i bezwiednie go zapala. Dziewczyna, która spała obok mnie, siedzi półnaga nałóżku. Jeszcze nie do końca rozumie, co się stało. W pokoju zjawili się także Olga i Marek. To chyba wszyscy mieszkańcy apartamentu, nikt więcej wczoraj tu nie został na noc.

Czas strasznie się ciągnie.

Wiera zapewniała,że ma siedemnaście lat, ale nie daję jej więcej niż piętnaście. Twarz zawsze pokrywał ostry makijaż. Był wulgarny. Tak według niej powinna wyglądać dziewczyna, która ma przyciągać do siebie mężczyzn. Odnosiłem wrażenie,że przez cały czas prezentowała wcześniej przygotowany wyraz twarzy - tajemniczej kobiety.

Pamiętam jak bezustannie powtarzała: "Tu nie ma przyszłości." Chciałaby urodzić się w innym, l e p s z y m m i e j s c u. Zapytana, gdzie znajduje się takie miejsce, odpowiadała: "Wszędzie, aby jak najdalej stąd." Proponowałem: "Może być Rosja?" Obruszała się, mówiąc: "Nieżartuj ze mnie. Przecież to jest Rosja, tylko nazywa się Białoruś." Na koniec dodawała: "Nie chcę skończyć jak matka." Mimo wielokrotnych nalegań z mojej strony nie powiedziała, jak skończyła jej matka? Dopiero Olga wyjaśniła,że znajduje się w szpitalu psychiatrycznym. "To wariatka! Wiera mieszka sama z ojcem. Od kiedy stracił pracę, nic nie robi, wyłącznie pije. Ma dość jego awantur. Po pijaku próbował dobierać się do niej. Jeśli nic się nie zmieni, wreszcie go zabije."

-Żyje - oznajmia z ulgą Olga.

Rzeczywiście. Małe piersi Wiery rytmicznie opadają i wznoszą się. Otwiera szeroko oczy. A jednak trudno powiedzieć,że odzyskuje pełnięświadomości. Patrzy tępo w sufit. Olga sprawdza na tętnicy szyjnej puls. Po chwili uderza ją w twarz.

- Obudź się, słyszysz?!

Wywołuje to przeciwny od zamierzonego efekt - Wiera w obronie jeszcze mocniej zaciska powieki. Ale Olga nie rezygnuje, nie chce stracić tego, co z tak wielkim trudem uzyskała. Potrząsa mocno jej ciałem, które wygląda jakby poddano je elektrowstrząsom. Wreszcie przynosi to rezultat, ponownie otwiera oczy. Tym razem ma przytomne spojrzenie.

I po wszystkim. Wyjaśnia się,że nie była to próba samobójstwa, jak sądziłem. Wierę ogarnęły tak silne bóle brzucha,że postanowiła zrobić gorącą kąpiel. Wcześniej wypiła sporą ilość alkoholu i połknęła kilka tabletek przeciwbólowych. W wypełnionej gorącą wodą wannie usnęła. Dostała miesiączkę.

*

* *

Zastanawiam się nad początkiem historii, ponieważ każda opowieść musi mieć swój początek. Niestety nie znajduję wyraźnego wydarzenia, od którego wszystko się zaczyna (zaczęło). Wymaga się ode mnie dramatycznego początku. Ale w tym wszystkim nie ma niczego sensacyjnego.

Oczywiście to nie jest mój jedyny kłopot.Świadomość tego,że tylko Andrzej wie po co tutaj jestem wymaga ode mnie działań, które zmuszają pośrednio do uczestnictwa w opisywanymświecie. Zaciera się granica między chłodnym obserwatorem, jakim miałem być, a uczestnikiem zdarzeń.

O przeszłości Andrzeja nie wiem nic. Znamy się od dwóch lat. Znamy, to za dużo powiedziane. Spotkaliśmy się w Mikołajkach, w hotelu Gołębiewski. Już nie pamiętam, albo nie chcę pamiętać, co w nim robiłem. Tam się do siebie zbliżyliśmy. Nuda w opustoszałym wielkim luksusowym hotelu jest trudna do zniesienia. Zaprosił mnie do Wilna, pozna mnie z tamtejszymi ludźmi, będę miał o czym pisać. Wschód to jest kopalnia tematów. Za kilka lat stanie się tam tak nudno jak w pozostałej części Europy.

W hotelu "Turysta" nie spotka się żadnego turysty. Zamieszkują go goście mający wyraźny cel podróży - interesy. Przyjeżdżają tu ludzie, którzy chcą sprzedać, kupić, przemycić, ukraść, wyłudzić, rozliczyć się, porachować, rozmówić. Turystyka jest niezrozumiałym pojęciem. Kogo może zainteresować bieda, brud, szarość - ponury pejzaż. Czy wspaniałą architekturą mogą być popękane, szare bloki zbudowane z wielkiej płyty? To jest biedne miasto. Czy turysta niemiecki, francuski, japoński może dobrowolnie spędzić noc w hotelu, w którym nie ma gorącej wody? Czy nie przeraziłaby go łazienkowa armatura pokryta żółtymi, rdzawymi zaciekami? Co zrobiłby, gdyby nie mógł otworzyć ani zamknąć drzwi do swojego pokoju? Czy mógłby wypocząć w tandetnie wyposażonym wnętrzu, w którym ściany są pokryte koszmarnymi srebrnymi wzorkami, boazeria na podłodze jest sczerniała i wypaczona, brakuje kafelków;ściany, futryny drzwi i okien są krzywe i popękane; w przedpokoju i nocnych lampkach są przepaloneżarówki, kaloryfery mają letnią temperaturę, a szyby pokrywa gruba na palec warstwa szronu. Czy napiłby się herbaty albo kawy, wiedząc,że z kranu płynieżółtawa ciecz? Czy położyłby się do zszarzałej pościeli pełnejśladów poprzednich lokatorów? Jak zareagowałby na olbrzymie prusaki, karaluchy i inne zmutowane, poczarnobylskie robactwo, wychodzące z każdej szpary?

*

* *

Na połączenie telefoniczne z Warszawą należy czekać godzinę. Jest to jedyna rzecz, która mnie nie wzrusza. Nie chcę dzwonić. Nie mam do kogo dzwonić. Ostatni telefon wykonałem dwa dni temu. Madlena nie kryła irytacji:

- Po co dzwonisz? O czym chcesz ze mną rozmawiać? Wyjechałeś bez uprzedzenia. Nie pierwszy raz tak postąpiłeś. Osiem miesięcy czasu zajęło tobie przypomnienie sobie mojego numeru. To koniec. Nie rozumiesz tego? Jesteś draniem!

Nie oczekiwałem tak emocjonalnego wybuchu, a przecież rozsądek powinien przestrzec mnie przed taką reakcją. Patrzyłem przez okno, ale nic nie docierało do mnie z widoku, jaki się rozciągał w dali. Słuchawka przy uchu była nienaturalnie zimna.

- Zawsze nim byłem? - zapytałem, oczekując zaprzeczenia.

- Tak.

Przełknąłemślinę, zanim odparłem:

- Nawet wówczas, gdy chciałaś, abym został ojcem twojego dziecka, bo nikt inny nie był tego wart?

Przypomniałem sobie podobnie do tego tandetny pokój w podwarszawskim motelu, kiedy oznajmiła mi wprost,że chce mieć ze mną dziecko. Nie muszę się obawiać, ono nie ma związać mnie z nią na stałe, związać na zawsze. Nie musiałbym zmieniać swojegożycia, zapewniała. Być może uznałbym to za chwilowy przypływ wzruszenia, gdybym usłyszał to włóżku, chwilę po kochaniu. Stało się to jednak wcześniej, zanim się w nim znaleźliśmy. Powiedziała to niezwykle serio. Długo nosiła się z podjęciem tej decyzji. Chciała poczuć w swoim brzuchu jeszcze coś innego niż mojego penisa. To jest strasznie szalone, powiedziałem. Nigdy już potem nie wracaliśmy do tej rozmowy.

Po chwili milczenia, nieznośnego echa metalicznego chrobotu w słuchawce, powiedziała:

- Nie rozumiem, jak mogłeś tak postąpić, nie byłożadnego powodu, przyczyny.

Ja także tego nie rozumiałem. Jednak nie powiedziałem tego, wcześniej rozłączyła się.

A gdyby nie odłożyła słuchawki na widełki, czy to bym powiedział?

W jakim czasie po rozstaniu z Madleną zrobiłem pierwszą notatkę dotyczącą naszego związku. Czy już wtedy zdawałem sobie sprawę,że w ten sposób zaczynam pisać swoją kolejną książkę. Kolejny dokument, tym razem dotyczący bezpośrednio mojego własnegożycia.

Jednym z ostatnich zdań, jakie powiedziała do mnie było:

- Wreszcie będziesz miał o czym pisać. Romans z dziwką jest dobrym tematem.

*

* *

Dziewczyny podrygują w takt sowietskoje disco, na wytartym do szarości parkiecie z drewnianych klepek. Tańczą samotnie lub w grupach z innymi dziewczynami. Mężczyźni siedzą przy stolikach i piją, od czasu do czasu zerkając na nie. Iluzję prawdziwej dyskoteki starają się nieudolnie stworzyć pulsujące koloroweświatła.

- Tamte dwie - wskazuje Marek na samotnie siedzące w głębi sali młode dziewczyny.

Nie mają więcej niż dwadzieścia lat. Przed nimi na stoliku stoją tylko dwie szklanki i dwie butelki rodzimej coli, słodkiej ciemno brązowej cieczy, której skład chemiczny to chlorowana woda - kranówka, cukier i barwnik.Żrące paskudztwo.

- Idź, zagadaj z nimi - Andrzej zwraca się do Igora, naszego miejscowego opiekuna, przewodnika, trzydziestolatka, o którym wiem tylko tyle,że na co dzień wykłada historię w szkole pielęgniarskiej.

Ten, przybiera poważny wyraz twarzy, poprawia mankiety koszuli, które wychodzą spod przykrótkiej marynarki. Zachowuje się tak jakby brał udział w misji szpiegowskiej. Jest tajnym agentem z jakiegoś tandetnego filmu. Do dziewczyn zmierza wyprostowany i napięty niczym struna. Z trudem powstrzymuję się przed wybuchemśmiechu, Igor wyglądem przypomina Jasia Fasolę.

Andrzej spostrzega moją reakcję i z uśmiechem mówi:

- Intelektualista. Zajmuje się staroruskimi tekstami. Napisał kilka liczących się prac naukowych. Ale przecież trzeba z czegośżyć.Żona nie pracuje, a w domu czeka na niego dwójka dzieci.

Nie zaskakuje mnie kolejna smutna historia człowieka, którego okrutneżycie zmusza do robienia paskudnych rzeczy. Większość ludzi zmuszona jest postępować wbrew swojej woli. Zło nie tkwi w nas, ono zostało nam narzucone. Na ogół mamy pogodną i dobrą naturę. Potrzebujemy możliwości, przestrzeni, powietrza, aby w pełni ją ukazać. Irytuje mnie takie samousprawiedliwienie popełnianych nikczemności. Najbardziej wstrętny czyn można uzasadnić i wytłumaczyć.

Jakże mylące jest pierwsze wrażenie, Igor nie jest takim niedorajdą na jakiego wygląda. Upływa kilkanaście minut i za nim, przemierzającym salę z miną zwycięscy - O, Bogowie, czy znacie mężniejszego i dzielniejszego wojownika!- podążają gęsiego dziewczyny.

Dokonuje prezentacji:

- To Oxana - wskazuje głową na szczupłą wysoką blondynkę. To jeszcze dziecko, przemyka mi przez głowę myśl. Małagodne rysy twarzy, której nie zniekształciła krzyczącym makijażem, tak jak uczyniła to jej przyjaciółka.

- Tania - dziewczyna sama się przedstawia.

- Siadajcie - Andrzej wskazuje wolne krzesła.

Oxana jest spowita tremą, z trudem ją maskując. Tania wygląda na taką, która jadła chleb z niejednego pieca. Przybiera wyniosłą postawę. Naturalne dla niej jest to,że Andrzej zamawia dla nich szampanskoje i karbonad, kotlet, który poza taką samą nazwą w Grodnie, Mińsku, Wilnie, czy w Petersburgu wszędzie inaczej smakuje. Ma jeszcze jednożyczenie: koniecznie do kawy musi być czekolada. Jaka? Obojętnie, aby była czekolada. Może być izraelska.

Dziewczyny mają apetyt, albo po prostu są głodne, szybko opróżniają talerze. Przy stoliku dokonuje się podział: one wymieniają ze sobą pojedyncze uwagi, a my prowadzimy własną rozmowę. Tak jakbyśmy siedzieli przy oddzielnych stolikach.

- Jesteście stąd? - zapytuje Andrzej, gdy na talerzach nie zostaje ani jedna frytka. Na dnie talerza widać rysy i stłuczenia, zastawa od dawna nadaje się do wymiany.

- Tylko Oxana. Ja przyjechałam do babki. Studiuję w Mińsku - odpowiada Tania.

- Co robisz? - zwraca się do Oxany Andrzej.

Ta nie odpowiada od razu, patrzy na Igora, ale on zachowuje się tak jakby nie rozumiał: dlaczego?

- Uczę się w studium pielęgniarskim - wreszcie wyjaśnia.

Igor nadal jest niewzruszony jak skała. Musi znać Oxanę, prawdopodobnie ją uczy.

- Jestem w ostatniej klasie - szybko dodaje.

A więc ma osiemnaście lat.

- A wy, po co tu przyjechaliście? - Tania jest konkretna.

- To biznesmeni - szybko informuje Igor.

Tania przytakuje, ale nie jest do końca usatysfakcjonowana odpowiedzią. Z pewnościążaden z nas nie wygląda tak, jak wyobraża sobie poważnego przedsiębiorcę.

- Mało pijecie - zwraca się do dziewczyn Marek, chcąc przerwać panującą ciszę.

Nasz miejscowy opiekun skwapliwie uzupełnia kieliszki alkoholem. Oxana wzbrania się,źle się czuje.

- Dzisiaj nie może. Rozumiecie? - wyjaśnia Tania.

Przytakują. Oczywiście,że rozumieją.

- Odrobina alkoholu pomoże, a nie zaszkodzi - wtrąca się Igor. Mierzy wzrokiem Oxanę.

Zawstydzona uśmiecha się - czy od razu trzeba dawać do zrozumienia,że ma miesiączkę. Trudno jest odmówić swojemu nauczycielowi, a więc pije.

Po dwóch godzinach wszyscy znajdujemy się w apartamencie hotelowym. Wcześniej portier otrzymuje dziesięć dolarów za przymknięcie oczu na wchodzące z nami do windy dziewczyny.

- Klasa - zachwyca się Tania na widok apartamentu i od razu czuje się jak u siebie w domu.

W przeciwieństwie do niej Oxana wygląda na całkowicie zagubioną. Wątpię, czy ona jest tą osobą, którą poszukuje Andrzej. Wkrótce okazuje się,że obie dobrze znają się z Olgą.Świat jest taki mały a na pewno Grodno. Tutaj nie sposób, aby nie natrafić na siebie. Gdzie indziej można wyjść wieczorem? Albo do "Turysty" albo do "parlamentu", jak mówi się potocznie na restaurację w największym w mieście hotelu "Grodno". Obecnie zamkniętym z powodu braku ogrzewania.

Wszyscy skupiają się wokół telewizora, który całkowicie ogniskuje ich uwagę. Przywykłem do bezustannie włączonego odbiornika. Tutaj ludzie są przekonani,że rzeczywiste jest wyłącznie to, co widzą w telewizorze, a nie to, co znajduje się za oknem. Na niskiejławie pojawiają się butelki czystej wódki. Pije się z kieliszków, szklanek, a nawet kubka. Nikomu nie sprawia to wielkiej różnicy.

- Chciałybyście wyjechać i popracować w Niemczech? - nagle rzuca pytanie Igor.

Oxana patrzy na Tanię, która bez namysłu odpowiada:

- Też pytanie, każdy by chciał.

- Macie paszporty? - Igor zamienia się wśledczego.

- Tak - potwierdza Tania, a Oxana przytakuje głową. - Na wiosnę byłyśmy w Białymstoku.

Prawdopodobnie handlowały na tamtejszym rynku, wtapiając się w tłum opatulonych mężczyzn i chłopów taszczących niemiłosiernie wielkie i pękate lniane torby, których ciężar wydaje się przekraczać masę ciała tragarzy.

- Andrzej może załatwić wam pracę, musicie z nim porozmawiać - Igor mówi tak, jakby wyjawiał tajemnicę, którą mogą poznać wyłącznie wybrani i zaufani ludzie. Powinny to docenić, być wdzięczne,że dostąpiły takiego wielkiego zaszczytu.

Nieoczekiwanie odzywa się Oxana:

- A co będziemy tam robić?

- Sprzątać. Pracować w barze - wtrąca się w rozmowę Marek.

Widocznie satysfakcjonuje je ta odpowiedź, bo przestają być dociekliwe. Igor oznajmia,że, niestety, musi się pożegnać, umawia się na jutrzejsze poranne spotkanie. Przed wyjściem zwraca się ogólnie do wszystkich dziewczyn, jednak patrzy tylko na Oxanę:

- Nie przynieście mi wstydu. To są poważni ludzie.

Mija kolejna godzina. Jestem pewien tego,że Tania przebywając w pokoju Marka nie zajmuje się tylko rozmową. Patrzę na Oxanę i zastanawiam się, czy za chwilę także tam trafi? Ta myśl wstrząsa mną. Dlaczego zależy mi, aby tak się nie stało? Akurat z nią. Tyle dni przyglądam się czemuś, co powinno bezustannie wywoływać krzyk sprzeciwu, a dopiero teraz po raz pierwszy narodził się we mnie protest. Nie mylę się. Po krótkiej wymianie zdań z Tanią, która wróciła do salonu, ginie za tymi samymi drzwiami.

Timocha przejął rolę gospodarza domu i nalewa do szklanki czystą wódkę, następnie podaje Tani. Ta dziękuje i jednym haustem wypija dużą porcję. Zagryza czekoladą. Patrzę na opakowanie, także jest to izraelska czekolada. Całe miasto, całą Białoruś zapchano izraelskimi czekoladami.

- Może coś lepszego jest na Ostankino? - pyta Timochę.

- Jakaś gadanina - oświadcza.

Najwyraźniej Tania nie może skupić się na filmie, bo zwraca się do mnie, chcąc zagaić rozmowę:

- Mało pijesz i dużo milczysz, ciągle patrzysz. Piszesz książkę?

Zanim zdążam cokolwiek odpowiedzieć, Timocha surowym tonem nakazuje jej:

- Zostaw go.

Tania natychmiast poważnieje i kieruje wzrok na ekran telewizora. Twarz przybrała naburmuszony wyraz, wywołując we mnie uśmieszek. Przy najgłębszych chęciach nie potrafiłbym wzbudzić w sobie uczuć, które sprawiłoby,że obcowanie z nią uznałbym za przyjemne. Nie staram się ukryć swojego niechętnego stosunku do niej.

Dopiero pojawienie się Andrzeja wraz z Olgą, którzy wcześniej opuścili salon, rozładowuje smętną atmosferę. Znowu robi się gwarno. Oczy Olgi mają zmniejszone tęczówki. Prawdopodobnie wzięła jakieś prochy. Nie pije alkoholu, nie pali papierosów, ale narkotyki używa.

- Na ten świat nie da się patrzeć, a co dopiero w nim żyć. Gdyby nie prochy nie wytrzymałabym tu ani jednego dnia dłużej. Lepiejćpać niż ciachać się pożyłachżyletkami - powiedziała kiedyś. Nie pamiętam, co jej odpowiedziałem. Może odparłem: "Zabijasz się, tylkożeśmierć przyjdzie później." Albo zmilczałem w sobie myśl, którą miałem.

Kiedy ją poznałem znajdowała się w jednym ze swoich dołków. Jej życie to pasmo wzniesień i upadków. Na początku naszej znajomości, każdego dniażądała abym opowiedział jej swój sen. Nie interesował ją człowiek jako taki, ale jego sny. Niestety większość ludzi, których znała miała nieciekawe sny. Opowiadałem jej sny, opisane przez Junga i Freuda. Ciekawiła mnie jej interpretacja. Oświadczyła,że mam zamęt w duszy. Przypominam kogoś kto szuka czegoś, czego sam nie rozumie. Zapytała, czy nie jestemŻydem? Na końcu języka miałem zdanie,że większość opowiedzianych przeze mnie snów jest snami pacjentówżydowskiego pochodzenia.

Nie opisywałem swoich prawdziwych snów, bo czułbym się tak jakbym miał się obnażyć przed salą wypełnioną tłumem ludzi.Śnię prawie codziennie, moje marzenia senne są niezwykle barwne i mają zazwyczaj zwięzłą budowę; rządzą się zdumiewająco racjonalną logiką. Zawsze cenzurowałem przed najbliższymi opowieści o swoich snach.

Boję się swoich snów.

Nie wiem ile było prawdy w tym, co o niej usłyszałem. Podobno jest córką petersburskiego Króla Cyganów. Zbuntowała się przeciw ojcu i uciekła z domu. Chciała podróżować. Ojciec wysłał za nią ludzi, którzy mają odnaleźć ją i z powrotem przyprowadzić do rodzinnego domu. Od ponad roku zaspakaja swoje pragnienie przemierzaniaświata.

- Powinieneś coś wziąć, aby się znieczulić - niespodziewanie odzywa się do mnie.

Nie mam pewności na ile poważnie to powiedziała. Muszę przyznać,że rzeczywistość, w której się znalazłem, coraz trudniej jest znieść. Nic nie pomaga bezustanne powtarzanie, niczym zaklęcie - To, co widzę, co doświadczam jest nieważne, nie mnie dotyczy. Mam tylko notować, wszystko jak najdokładniej zapamiętać. Trudno na wszystko patrzeć chłodnym okiem. Nie da się zamienić oczu w kamerę video a mózg w magnetofon. Ratowanie się czarnym humorem przynosi tylko chwilową ulgę.

Uśmiecham się w odpowiedzi. Odczuwam w stosunku do niej sympatię. Zawsze ciągnęło mnie do poplątanych, o powichrowanej naturze kobiet. Najprawdopodobniej ta skłonność jest przyczyną wszystkich klęsk moich związków. Z czasem nie wytrzymuję tej nieobliczalności i rezygnuję, tak, zawsze to ja odchodzę pierwszy.

Wiem,że spotkanie jeszcze pociągnie się przez kilka godzin. W tym miejscu obowiązuje inny czas. Północ to wczesny wieczór, brzask za oknem to noc, a południe jest porankiem. Postanawiam pójść do pokoju Andrzeja i zdrzemnąć się, na chwilę wyłączyć mózg, odciąć go od piętrzących się nerwowo myśli, które zamęczają mnie swoim przekonaniem,że są jedyną słuszną oceną tego wszystkiego w czym tkwię.

Tak jak rano panuje w nim zaduch, powietrze przesycone jest zapachem papierosów. Jak oni mogą tu wytrzymać?! Podejmuję nieudaną próbę otworzenia okna. Jest zabite gwoździami. Zrezygnowany kładę się w ubraniu na pościel. Człowiek jest w stanie przyzwyczaić się do wszystkiego. Zwłaszcza tutaj.


Nie wiem, kiedy odcinam się snem od otoczenia, ile czasu mija? Budzę się, gdy wyczuwam czyjeś ręce manipulujące w okolicach rozporka spodni. Otwieram oczy, niepewny, czy nie uczestniczę w jednym z tych snów, który jest tak realistyczny,że wydaje się być jawą. Czuję wyraźnie jak czyjaś ręka zaciska się na moim seksie. To Oxana. W pierwszej chwili nie wiem, jak postąpić. Doznaję silnej erekcji. Bierze go do ust i rozpoczyna oszalały taniec języka.

- Co ty robisz? - odsuwam się od niej gwałtownym ruchem.

- Nie chcesz? - jest zdziwiona. - Robię to z połykiem. Andrzej mówił,że się tobie podobam.

Jestem zamurowany. Mam ochotę powiedzieć: a skąd on to może wiedzieć? Ale nie chcę z nią rozmawiać na ten temat. Przyznać muszę,że Oxana nie jest mi obojętna. Wiem,że jest tośmiesznie, ale wydaje mi się niewinną dziewczyną, która nagle, nie wiedzieć dlaczego i jak, znalazła się w miejscu, w którym ludzie dzielą się na mniej lub bardziej nikczemnych.

Nie każę jej wyjść. Zostaje ze mną.

Oświcie nakrywam pościelą drżące z zimna ciało Oxany. Ogrzewanie prawie w ogóle nie działa. Staję przy oknie, zza którym skurczone, szare, ludzkie postacie przebijają się przez nieodśnieżony chodnik. Nie pamiętam, aby padałśnieg. To musi być wczorajszy, przedpołudniowyśnieg. Po prostu nikt nie odśnieżył. Jakże to normalny widok w każdym z wschodnioeuropejskich krajów.

Większą część nocy spędziliśmy na rozmowie. Oxana włada dobrą polszczyzną z lekkim wschodnim akcentem. Jej ojciec jest Polakiem, a matka Rosjanką. Kim ona się czuje? Na pewno nie Białorusinką. Rosjanką także nie. Polką? Tak myślała, zanim nie pojechała po raz pierwszy do Polski. Dwudniowy pobyt w Białymstoku uświadomił jej,że tam także jest obca. A więc...?

Jej opowieść niczym się nie różni od opowieści innych poznanych tutaj osób. Ten kraj trudno zrozumieć i jeszcze trudniej w nimżyć. Szczęściarzem jest ten, który urodził się w innym miejscu naświecie.

Dlaczego nie potrafię zrozumieć, że ona musi znosić upokorzenia tylko dlatego, że urodziła się właśnie tutaj? Poznałem ją w lokalu, do którego przychodzi, bo tylko w nim istnieje możliwość spotkania kogoś kto może zaoferować pracę. Kiedyś poznała Azera, który zatrudnił ją na miejscowym rynku do sprzedaży bananów. Porządny facet. Uczciwie płacił. Nie chciał niczego innego poza pracą. Niestety miejscowa mafia go zabiła. Z innymi trzeba chodzić do łóżka. Tu panuje taka mentalność, że dziewczyna musi kochać się z chłopakami, bo inaczej nikt jej nigdzie nie zaprasza. Ale ona tylko bierze do buzi, na nic więcej nie pozwala. Z Tanią można zrobić wszystko, w zamian żąda pieniędzy. Przyjeżdża do Grodna, bo nikt tu jej nie zna. W Mińsku znajomi nie wiedzą, co tutaj robi. Tam jest porządną dziewczyną. Ma chłopaka, który niczego się nie domyśla, sądzi,że rzeczywiście odwiedza chorą babkę. Oxana miała trzynaście lat kiedy wzięła po raz pierwszy w usta męski członek. Był to kuzyn z jej rodziny. Przyjechał do nich na przepustkę z wojska. Kochała go? Nie, po prostu zrobiła to, on nalegał, a ona była ciekawa jak to wygląda. Wcześniej widziała tylko nagiego brata i ojca. Człowiek najedzony nigdy nie zrozumie głodnego. Nie przesłyszałem się, powiedziała - głodny. Czy wiem,że ona dawno nie jadła takiego posiłku, jaki dzisiaj z nami zjadła? Czy jadłem kiedyś smalec z topionej słoniny z cebulą? Ale chyba nie codziennie... Ona je go naśniadanie, obiad i kolację. Wtedy przestałby mi smakować. Wie,że uważam ją za dziwkę, ale ona nie jest nią. Przyszła do mnie, bo się jej spodobałem, jestem inny od nich wszystkich. Tania powiedziała, aby wzięła pieniądze, ale ona ich nie chce. Nie chce ode mnie. A co sądzę o Andrzeju? Czy to prawda o możliwości pracy w Niemczech? Warto byłoby pojechać. Przez rok, dwa lata zarobiłaby tam tyle pieniędzy ile jej rodzice nie zarobili tutaj przez całeżycie. Dlaczego nic nie mówię?

*

* *

Zdaję sobie sprawę,że zwracając się do Andrzeja, z prośbą, aby zostawił Oxanę w spokoju, naruszam ustalenia jakie zawarliśmy, warunki jakie przyjąłem, dzięki którym mogłem znaleźć się w tym miejscu.

- O co ci chodzi? - Andrzej jest zdziwiony, a może udaje zdziwionego.

- Ona była dziewicą.

- Każda kiedyś była - prycha i nalewa do brudnej szklanki odrobinę wody sodowej. Płucze ją i zawartość wylewa do stojącego obok kubka. Następnie napełnia szklankę do połowy czystą wódką i dopełnia sokiem pomarańczowym.

- Oxana była do wczoraj - odpieram.

- Nie rozśmieszaj mnie. Zakochałeś się w dziwce? - upija małyłyk ze szklanki.

- Oxana nie jest dziwką.

- Bez zmrużenia oczu obciągnęła Markowi i Timosze. Chce jechać pracować do Niemiec.

- A powiedziałeś, co ma tam robić? - pytam, z trudem powstrzymując się od wybuchu emocji, które skłębiły się we mnie do niebezpiecznego poziomu.

- Myślisz,że się nie domyśla?

- W takim razie, dlaczego nie mówisz od razu, co naprawdę ją tam czeka?

Andrzej uśmiecha się i posyła mi ironiczne spojrzenie: - To taka gra. Przecież nawet nie zna języka niemieckiego. Niby, co innego może tam robić?

- Może jest naiwna? - wyduszam z siebie, nie wierząc w to do końca.

- Pleciesz bzdury. To ty jesteś naiwny. One tutaj szybko dorastają. Naiwne mogły być, gdy miały dwanaście, trzynaście lat. Czy myślisz,że nigdy nie przespały się w zamian za pracę, dobry ciuch? Po dancingach nie chodzą niewiniątka.

Opuszczam go i wychodzę do pokoju, w którym spałem z Oxaną i po chwili wracam, trzymając w rękach skłębione prześcieradło. Andrzej patrzy na mnie jak na człowieka nie w pełni zmysłów.

- Przyjrzyj się - podtykam prześcieradło pod jego nos.

Na zszarzałej bieli wyraźnie widnieje brunatna plama krwi.

- Może ma ciotę - odsuwa je od siebie z wyrazem obrzydzenia na twarzy.

Czuję się bezradny. Zdaję sobie sprawę,że w oczach Andrzeja moje zachowanie jestśmieszne. W moich także, zresztą.

- Słuchaj, zostaw ją. Jedna dziewczyna w te, czy wewtę nie stanowi dla ciebie różnicy.

- Jeśli nie ja to ktoś inny ją weźmie - odpiera Andrzej, najwyraźniej zniecierpliwiony. Sięga po paczkę papierosów, wyciąga jednego i zapala.

- Ile dostaniesz za nią? Jeden, dwa, trzy tysiące marek? - nie ustępuję, i tak zabrnąłem daleko, aby się teraz wycofać.

- Muszę zapłacić Igorowi, od każdej dziewczyny ma prowizję - wreszcie mięknie.

- Ile?

- Sto.

- Dolarów - uściślam.

Andrzej przytakuje głową.

- Mam ci teraz dać pieniądze? - pytam.

- Przestań się wygłupiać. Odbiło ci. Mów od razu,że chcesz tu mieć dla siebie dziewczynę. Po co ten cyrk!


Wilno

Katja ma dwadzieścia lat. Nie jestładna, ani brzydka, przeciętna dziewczyna, taka, za którą na ulicyżaden mężczyzna się nie odwróci. Niedawno urodziła dziecko. Mąż odszedł, pojechał robić jakieś interesy do Polski i już nie wrócił. Ostatnio słyszała,że przebywa w Petersburgu. Tutaj miał jakieś problemy z miejscowymi bandytami, tak nazywa się członków mafii.

Pracuje jako prostytutka na mieście. Nie ma stałego punktu. Jeździ tam, gdzie każe jej opiekun - młody, dwudziestoczteroletni chłopak, który "ma pod sobą" sześć, siedem dziewczyn. Do mnie przywiózł ją taksówkarz, zaczepiony przy hotelu Litwa.

- Dostanie połowę tego co dasz. - wyjaśnia.

- Taksówkarz powiedział,że robisz to po cichu.

- Rzadko, bo boję się bosa. Gdyby się dowiedział, byłoby ze mnąźle.

- Bije?

- Tak.

- Skoro taksówkarzowi musisz oddać połowę, to czemu ryzykujesz, chyba opiekun nie bierze więcej?

- To i tak się opłaca.

Rozumiem. Taksówkarz nigdy nie dowie się ile właściwie dostanie za tę noc.

Katja po skończeniu szkoły zaszła w ciążę i wyszła za mąż. A jaki dziewczyna ma tu inny wybór, aby nie szlifować bruków? Nie pozostaje nic innego niż wyjść za mąż. Matka urodziła ją mając osiemnaście lat. Rozwiodła się z ojcem dwa lata później. Wychowywała ją samotnie. Było trudno, narzekało się, ale dzisiaj jest jeszcze gorzej. Wtedy jeszcze państwo jakoś pomagało, dzisiaj nie może na nic liczyć. Pierwszy raz poszła za pieniądze, gdy była w trzecim miesiącu ciąży. Miesiąc wcześniej opuścił ją mąż. Po porodzie zaczęła ponownie chodzić na miasto. W ciągu miesiąca zarabia do trzystu dolarów. Mogłaby więcej, ale ma małe dziecko. Matka nie zawsze może się nim zająć. Czy wie o jej profesji? Domyśla się. Bywają okresy,że idzie za każde pieniądze. Do mnie zgodziła się przyjechać, bo od tygodnia nie miałażadnego klienta.

- Jeszcze karmię, chcesz spróbować - proponuje.


Andrzej umawia się na spotkanie z odbiorcą dziewczyn w nocnym klubie "Panorama", mieszczącym się na ostatnim piętrze hotelu Litwa.

Sasza to czterdziestoletni mężczyzna. Wszystko, co nosi na sobie pochodzi z Niemiec. Kiedy wyjmuje paczkę papierosów Lucky Strike obanderolowane niemiecką akcyzą nabieram pewności,że przyjechał stamtąd. Z dalszej rozmowy wynika,że mieszka w Berlinie.

- Mam jeszcze zamówienie na pięć sztuk - informuje Andrzeja. - Ale wpierw potrzebne są zdjęcia dziewczyn. Chciałbym je zabrać, kiedy będę wyjeżdżał. Możesz to załatwić? Cena może być wyższa, ale dziewczyny muszą być naprawdę dobre. Dlatego chcą najpierw zobaczyć zdjęcia.

- Przecież nie będę trzymał je przez miesiąc, aż się zdecydują, którą brać. Nie prowadzę hodowli - obrusza się Andrzej.

- Odpowiedzą natychmiast. Wyjeżdżam w piątek, tak?

Przytakuje i po chwili zastanowienia oznajmia:

- Będziesz wiedział już w niedzielę, najpóźniej w poniedziałek. Marek przywiezie dwie dziewczyny z Ukrainy. Pozostałe trzy mogę także mieć, ale za wyższą cenę, będę musiał odpalić komuś działkę.

- Jeśli sąładne...

- Wszystkie sąładne w porównaniu do niemieckich kaszalotów.

Wybuchamyśmiechem.

- Dać ci polaroida? - proponuje Sasza.

- Nie chcesz sam strzelić fotek? - Za uśmiechem Andrzeja kryje się propozycja zrobienia dziewczyną, czegoś więcej niż zdjęć.

Sasza odmawia. Pragnie mieć jak najmniejszy kontakt z dziewczynami. Najchętniej wołałby pozostać dla nich całkowicie nieznany. Dla dziewczyn nazywa się Sergiej.

Tej samej nocy podjeżdżamy pod restaurację "Vakaras". Andrzej daje znak ręką młodemu, ostrzyżonemu na jeża chłopakowi, siedzącemu wśród podobnie wyglądających do niego postaci. Wyglądam jak patyk przy jego masywnej, kwadratowej posturze. Po krótkiej wymianie zdań, zajmujemy czteroosobowy stolik. Andrzej referuje cel wizyty.

- Mam cztery - oświadcza chłopak. - Dwie zaczęły już pracę na mieście. Ale jeszcze mogę je wycofać.

Andrzej przedstawia warunki. Chłopak wysłuchuje je z kamienną miną, dłubiąc przez cały czas wykałaczką w zębie. Kiedy wykałaczka nie pomaga, wsadza do ust palec i to samo robi paznokciem.

- Pasza, to jak? - Andrzej uznaje,że już bardziej nie ma co go zachęcać.

- Muszę mieć od głowy po tysiąc baksów - odpiera twardo,łamiąc i wrzucając wykałaczkę do od dawna nieopróżnianej popielniczki.

- Tysiąc? - obrusza się Andrzej. - Kurwa, coś ty, tyle to ja za nie mogę dostać, a przecież mam jeszcze koszty.

Milcząc patrzą sobie prosto w oczy. Każdy z nich wie,że pierwsza propozycja cenowa nigdy nie jest ostateczną. Rytuał negocjacji jednak należy przestrzegać.

- No, dobrze, niech będzie pięćset - mówi pojednawczo Pasza.

Wszyscy razem wyruszamy do mieszkania, w którym przebywają dziewczyny.

W czteropokojowym mieszkaniu panuje rozgardiasz, na każdym kroku natrafia się na damską odzież i bieliznę. Na stoliku w największym, gościnnym pokoju stoją dwie butelki wódki Stolicznaja i duża ilość szklanek, kieliszków, talerzy i talerzyków, centralne miejsce zajmuje rozłupany i obgryziony kadłub pieczonego kurczaka. Zapach petów papierosów miesza się z odorem wódki i ostrymi perfumami dziewczyn. Wypełnione po brzegi popielniczki, nieopróżniane przez długi czas są jednym ze stałych elementów tej części Europy. Zresztą tak samo jak plastikowe kubły przy sedesach, w które wrzuca się wykorzystany papier toaletowy. Zbyt mały przekrój rur kanalizacyjnych, uniemożliwia wrzucanie go do muszli, grożąc zatkaniem kanalizacji. Od razu po otwarciu drzwi toalety uderza, w najlepszym wypadku, fetorśrodków dezynfekcyjnych.

Znajduję się z Andrzejem w jednym z mniejszych pokoi, którego prawie całą powierzchnię zajmuje rozłożona wersalka ze skłębioną, nieświeżą pościelą. Nie mając gdzie usiąść siadamy na niej. Naprzeciw, naścianie widnieje plakatowy kalendarz z rozebraną dziewczyną. Jest to kalendarz na rok ubiegły. W okolicach miesiąca lipca ktoś niezbyt pewną ręką napisał: Boga nie ma, a jeśli istnieje to jest naćpany.

Pasza, uśmiechnięty od ucha do ucha, wchodzi do pokoju, pytając:

- Gotowy?

Wraz z nim wchodzi czarnowłosa, krótko ostrzyżona, osiemnastoletnia dziewczyna. Patrząc na Ninoczkę omal nie krzyczę: A co ona tu robi? Ma twarz niewinnego dziecka. Pięknego dziecka, znanego z reklam telewizyjnych. Bije od niej takim blaskiem,że zapominam o paskudnym otoczeniu w jakim przebywam.

- Wszystkie są tak dobre - oświadcza Pasza, widząc naszą reakcję. - No, Ninoczka, rozbieraj się - zwraca się do niej.

Spoglądam na Andrzeja. Nie sądzę,że chce mieć tak szczegółowe zdjęcia dziewczyn. Nie protestuje, przeciwnie, wydaje się być zadowolony.

Pasza zajmuje miejsce na wersalce, po stronie Andrzeja. Ninoczka sprawnym ruchemściąga z siebie trykotową bluzkę, pod którą nic nie ma. Zachowuje się przy tym tak normalnie, jakby była to najzwyklejsza rzecz pod słońcem. Ma na sobie jeszcze leginsy i koronkowe majtki, zdejmuje je błyskawicznie. Patrząc na jej wygolone podbrzusze rozumiem,że jej klienci to miłośnicy lolitek. Biorąc ją dołóżka czują się tak jakby szli z trzynastolatką.

Błyska flesz. Po chwili drugi.

Trzymam w ręku schnące odbitki, przyglądam się jak powoli wyłaniają się kontury ciała Ninoczki.

- Na pewno jest pełnoletnia? - wypowiadam na głos swoje wątpliwości.

- Pasza mówi,że ma dokumenty. Nic innego mnie nie interesuje - odpiera Andrzej.

Kolejna dziewczyna, Cwieta, rozbiera się do majtek. Ma miesiączkę. Zapytuje jaką ma przybrać pozę. Andrzej obojętnie wzrusza ramionami. Paszy podoba się rola reżysera i każe jej chwycić się rękoma za czubek głowy. Cwieta wykonuje to posłusznie, odkrywając w pełnym uśmiechu ubytek w uzębieniu.

- Zamknij buzię - nakazuje Andrzej.

Dziewczyna w lotłapie przyczynę jego uwagi i zadowolona oznajmia,że za kilka dni wstawi sobie koronkę.

- Jaką? - opuszcza w dół aparat.

- Złotą - odpowiada z nieukrywaną satysfakcją.

Andrzej spogląda na Paszę i mówi:

- Zdurniała, kurwa. Ma wstawić zwykłego białego zęba, albo niech w ogóle nic nie robi. Najwyżej nie będzie szczerzyć zębów.

Pasza przytakuje. Dziewczyna pochmurnieje, czuje się urażona, ale nic nie mówi, nadal niewzruszenie trzyma ręce na głowie.

Andrzej wykonuje zdjęcie. Do następnej fotografii jej opiekun poleca, aby zmieniła pozę i chwyciła się za piersi, unosząc je do góry.

- Jak dzwony, Niemcy takie lubią - komentuje z miną znawcy Pasza.

Nikt mu nie odpowiada. Sądząc po minie Andrzeja, ma odmienne zdanie. Po ich wyjściu oznajmia,że jeśli nie będzie musiał to jej nie weźmie.

- To nie są cyce, a krowie wymiona - komentuje.

Tym razem nie ma już rozbierania, Raisa przyszła w samym szlafroku. Rozsuwa go i następuje zwolnienie migawki.

W rękach uzbierał mi się plik odbitek. Wszystko nieznośnie się przeciąga, pomiędzy jedną a drugą prezentacją dziewczyn mija kilka minut. Obecna przerwa jest najdłuższa. Andrzej zniecierpliwiony wyciąga papierosa i zapala go.

- Najtaniej można dostać dziewczynę na Ukrainie - przerwa ciszę. - Tam jest straszna bieda. Z każdego wyjazdu do Kijowa przywożę ze sobą dwie do czterech dziewczyn. Daję im tylko pieniądze na bilet i zapewniam mieszkanie w Wilnie.

Nagle dochodzi do pokoju dźwięk szarpaniny. Pasza otwiera drzwi, krzycząc:

- Jeb twoja mat.

Wpycha dośrodka wysoką długowłosą blondynkę. Wykręca jej do tyłu rękę. Dziewczyna z bólu wykrzywia twarz. Ze steku przekleństw i wyzwisk można zrozumieć,że nie chce aby robiono jej zdjęcia. Po dobrej chwili wyjaśnia się,że ma na myśli wyłącznie ujęcia bez ubrania. Dla Andrzeja nie stanowi to problemu, najważniejsza dla niego jest wyrażona przez nią chęć wyjazdu do Niemiec. Jednak Pasza nie uznajeżadnego sprzeciwu. Dziewczyna należąca do niego musi bezwzględnie wykonywać polecenia. Tym bardziej jeśli miało to miejsce przy innych osobach. Tak jawne nieposłuszeństwo podważa jego autorytet.

- Rozbieraj się - zwalnia jej rękę.

Przyczaił się jak pies gotowy w każdej chwili do skoku i przegryzienia gardła.

Nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy. Z trudem powstrzymuję się od reakcji. Z ulgą przyjmuję widok, gdy dziewczynaściąga bluzkę i stanik.

- Więcej nie - oznajmia twardym, nieustępliwym tonem.

Andrzej unosi aparat na wysokość oczu i zamierza wykonać zdjęcie, wtem odzywa się Pasza:

- Cała, powiedziałem cała, jeb twoja blać.

No, naciśnij migawkę, skończ z tym wreszcie, przemyka mi przez głowę, ale Andrzej opuszcza w dół aparat i przyjmuje postawę wyczekującą.

Pasza mierzy piorunującym wzrokiem dziewczynę, ta jednak nic sobie z tego nie robi. Ma jednak na tyle instynktu samozachowawczego,że nie patrzy prowokująco w jego oczy, spuszcza wzrok w dół.

- Tyle wystarczy - odzywa się Andrzej.

- Nie. Blać się rozbierze i zrobi to, co powiem. Inaczej niech spierdala na ulicę - Pasza nie ustępuje. Tu chodzi o jego poczucie honoru, gdyby przystał na warunki dziewczyny straci twarz. Inne dziewczyny wiedząc o tym, zaczną podważać jego władzę. Na to nie może pozwolić.

- Później strzelisz sobie jej fotkę. Nie będę tu siedział do rana - Andrzej wykonuje zdjęcie.

Podaje mi odbitkę, którą szybko chwytam za brzeg. Chwilę potem po raz drugi błyska flesz.

Po wszystkim, kiedy zjeżdżamy w dół windą, Andrzej zwraca się do mnie:

- Czy myślisz,że coś byś zmienił? Ona teraz zdrowo oberwie od niego. Zrobi z nią to, co będzie chciał. Dziewczyna zostanie u niego.

Wiem,że stanie się tak jak powiedział. Dziewczyna uzna,że odchodząc i tak nie zmieni swojego losu. Przyzwyczaiła się. Nie ma gdzie pójść.Żeby dokądś wrócić, wpierw należy posiadać takie miejsce. Jest tysiące wytłumaczeń.


Ninoczka ma piękne błękitne rosyjskie oczy.Śmiejące się oczy dziecka. Krótko obcięte blond włosy nadają jej odrobinę chłopięcego wyglądu. Kreski wokół oczu i pomadka na ustach to cały jej makijaż. Najpierw zapewnia,że ma siedemnaście lat, potem przyznaje,że za pięć miesięcy ukończy szesnaście lat. Prawdą może być także to,że za pięć miesięcy ukończy piętnaście lat.

- Marcel, ja to lubię. Nie mogę bez tego wytrzymać.

Zaczęła i zaliczyła na wszystkie sposoby wszystko, zanim jej ciało dojrzało. Przynajmniej nie martwiła się, czy zajdzie w ciąże. Nie przeszkadza jej to,że kilka razy była zgwałcona. Kilka razy klienci zrobili więcej niż powinni. Kolejna dziewczyna zajmująca się tą profesją cierpiąca na syndrom ofiary. Pieprzenie się sprawia jej przyjemność, a przy tym zarabia na swoje utrzymanie. Tak, kiedy przychodzi jej obsłużyć kilkunastu klientów w ciągu nocy to nie zawsze czuje się dobrze, ale taki jest jej zawód. Nie pamięta, nie jest w stanie zliczyć ilu miała facetów. Nie czuje,żeby mężczyźni traktowali ją jakśmiecia.

- Uda mi się z tego wyjść. Zarobię pieniądze i założę własny biznes. Salon kosmetyczny, butik. Może wyjadę na zachód. Prawda,że jest tam wspaniale?

Całuje mnie długo i namiętnie, tak jak nie robiła tegożadna znana mi dziwka. Wpija się we mnie i za chwilę wchłonie mnie całego. Odsuwam ją. Chcę rozmawiać. Jak zwykle w takich sytuacjach, słyszę nieśmiertelne pytanie:

- Nie podobam się tobie?

Opowiada mi o przyszłości, o cichym rodzinnym życiu. Mąż i dwójka, albo trójka dzieci. Własny dom z ogrodem. Nie chceżyć tak, by musieć odmawiać sobie i dzieciom kawałka czekolady. Jej matka nigdy nie wyjechała z miasta dalej niż na pobliską wieś.Świat jest taki wielki i tyle jest w nim ciekawych rzeczy do obejrzenia. Lubi podróżować. Była w Moskwie, Rydze, na Krymie i w Polsce. Jej powierzchowność jest bardziej tajemnicza niż to, co skrywa - prostą naturę. Nie ukończyła szkoły podstawowej, po co? Nikt nie wie, gdzie jest i czym się zajmuje. Matce od czasu do czasu wysyła paczki i pieniądze. Nie chce, aby ta zgłosiła na policję jej zaginięcie. Ojciec? Wybuchaśmiechem. On się nie liczy. Nie ma nóg, od lat jeździ na wózku. Najważniejsze,żeby się miał czego napić. To co wysyła powinno wystarczyć mu, aby zapił się naśmierć. Miłość? Ani razu nie pada to słowo.

- Jak to, nie kocham rodziców? Przecież mówiłam,że wysyłam im pieniądze. A czego im więcej potrzeba? Przestań mówić do mnie jak pop. Chcesz się trachać, czy nie?

To dławiące uczucie samotności wypycha mnie z pokoju hotelowego. Za wszelką cenę chcę się znaleźć wśród ludzi. Zjawiam się w mieszkaniu Andrzeja w momencie, gdy spotkanie nabrało wigoru. Każdy z uczestników ma w sobie wystarczającą dawkę alkoholu we krwi, aby przełamać wszelkie bariery. Sam czuję szum w głowie, wszystko co dochodzi do mnie ma mikrosekundowe opóźnienie, ruchy są wolniejsze, dźwięki dźwięczą dłużej. W dwupokojowym mieszkaniu dokonał się już podział na to, kto z kim spędzi resztę nocy. Andrzej wciska mnie pomiędzy siebie, a młodą dziewczynę, o krótkich, nieznośnie blond włosach. Kolejna platynowa blondynka. W sklepach można kupić tylko jeden odcień farby do włosów.

- Masz już w czubie - mówi, stawiając szklankę i wlewając w nią wódkę, której nazwy nie sposób określić. Kształt pozbawionej etykiety butelki wskazuje,że jest rodzimej produkcji.

- To bimber? - pytam.

- Nie bój się, nie zatrujesz się. Taką samą pijesz tutaj, jako Absolut, tylko,że jest w gorszej butelce.

- Podróbka?

- Tak, ale dobra. Zabrakło butelek Absoluta, więc trzeba pić z takiej.

Wzrokiem szukam Timochy. W pokoju panuje półmrok, rozświetlany tylko jedną stojącą lampą z różowym abażurem i ekranem telewizora, tryskającym spermą z filmu porno.

- Wszyscy zajęli już swoje miejsca, ale dla ciebie także się coś znajdzie.

- Nie będzie to potrzebne - odpieram.

- Widzę,że jesteś zmęczony, ale chyba nie na tyle, abyś odmówił dziewczynie sprawdzianu - konfidencjonalnie uśmiecha się do siedzącej obok Ukrainki. - Dziewczyny przechodzą dzisiaj test. Timocha zalicza już trzecią - wskazuje gestem szafę, za którą znajduje sięłóżko. W pokoju jest jednak za głośno, aby usłyszeć co robi Timocha.

Jedna z Ukrainek rozpoczyna wykonywać striptiz. Tym niby się ma zajmować w jednym z niemieckich lub holenderskich nocnych lokali. Nie wierzę już w to,że dziewczyna nie domyśla się po co tam naprawdę jedzie. Opowieści o tym,że miały pracować jako hostessy,że tak im mówiono, a potem zostały zmuszone do prostytucji należy zostawić dla naiwnych. Każda z przebywających tu dziewczyn całkowicie zdaje sobie sprawę, co ją czeka na Zachodzie.

- Zabaw się z nią - odzywa się Andrzej. - Nie bądź taki drętwy, pozwólżeby Sonia zajęła się tobą, robi to dobrze, z połykiem.

Spojrzał na siedzącą przy mnie dziewczynę i zwrócił się do niej:

- No, czemu tak siedzisz.

Sonia odwraca się tułowiem w moją stronę i kładzie rękę na torsie, zsuwa ją do krocza. Seks mi nabrzmiewa.

- Nie nada - mówię i odsuwam jej rękę.

Jest zdziwiona. Andrzej patrzy na mnie wzrokiem, mówiącym: Co ci jest chłopie?

Przenosimy się z Andrzejem do kuchni. Tu jest spokojniej. Nie wiem, co spowodowało,że zaczyna opowiadać o swojejżonie, z którą ma sześcioletnią córkę. Widziałem ją raz. Jest atrakcyjną kobietą. Zaskakuje mnie wyjawieniem faktu,że siedział w więzieniu za rozbój. Nigdy o tym nie wspominał. To rzadkość, w tych kręgach zazwyczaj każdy chwali się kryminalną przeszłością, zwiększa to respekt.

- Długo siedziałeś?

- Wystarczająco długo by wszystko to, co zostawiłem za murem się zmieniło. Trzy lata. Po wyjściu zastałem innyświat.

- Wszystko się w tym czasie nie mogło zmienić.

- Tak, pociągi i dworce kolejowe nadal były tak samo brudne, jak poprzednio - uśmiecha się gorzko. - Kiedy wróciłem do domu i wszedłem dołazienki, ujrzałem deskę sedesową uniesioną do góry. Gachowi nawet nie chciało się go opuścić, musiał być chwilę wcześniej. Kiedy spytałem, czy w domu był jakiś mężczyzna, zaprzeczyła. Musiałem jej niemal wsadzić głowę do kibla, dopiero wtedy się przyznała.

Kładę się spać za szafą. Włóżku leży już Timocha, a pod nim Sonia, dziewczyna polecana mi przez Andrzeja. Timocha przypomina niewyżyte zwierzę, na szczęście szybko kończy i zasypia. Szybko podążam jegośladem. Po dwóch godzinach budzę się.Żołądek podchodzi mi do gardła, omal nie wymiotuję na leżącą obok dziewczynę, której pierś dotyka mojej twarzy. Timocha chrapie, zmęczony. Zbieram się w sobie i docieram do ubikacji, bez wkładania palców w usta, wymiotuję do muszli.


Rozstanie

1992


Warszawa


Zrywam się złóżka na równe nogi. Spałem twardo. Story są zaciągnięte, pokój wypełnia ciemność, nie potrafię określić pory dnia. Wzrokiem szukam zegarka. Biały budzik Casio wskazuje kwadrans po ósmej. Przeraźliwy pisk telefonu nie ustaje. Zapomniałem wyłączyć dzwonek i wyciszyć automatyczną sekretarkę. Z głośnika płynie moja zapowiedź. Krótka zapowiedź: Dodzwoniłeś się pod właściwy numer. Po sygnale zostaw wiadomość. Krótkie wysokie pip.

- To ja, Maks. Słyszałem,że już wróciłeś. Jeśli jesteś, odbierz, czekam.

Podnoszę się złóżka i sięgam po słuchawkę telefoniczną.

- Co się stało,że tak wcześnie dzwonisz?

- Wcześnie - dziwi się. -Śpisz o tej porze, piłeś?

Podchodzę do okna i rozsuwam story. Niebo jest ciemnogranatowe. Mrok nie pozwala, aby dostrzec zbyt wiele szczegółów. W budynku na przeciwkoświecą w oknach lampy. Na parking wjeżdża stary golf i parkuje na wprost mojego budynku.

- Tak - odpowiadam. -Śniło mi się,że ginę w katastrofie lotniczej.

- To normalne, lęk przed lataniem. Wybierasz się gdzieś?

- Do Berlina. Ta katastrofa miała miejsce pod Sztokholmem.

Golf zgasił reflektory. Zapala sięświatło w kabinie. Kierowca trzyma telefon przy uchu i jednocześnie nachyla się ku fotelowi pasażera.

- Jestem przed twoim blokiem. Idę do ciebie. Chcę się pożegnać, jutro po południ lecę do Ljubljany.

- Widzę cię. Zostawiam otwarte drzwi, ja wezmę prysznic.

- Dobra, na razie.

Maks zamyka drzwi samochodu. W ręku trzyma białą reklamówkę. Przez ramię przewieszoną ma niewielką torbę, w jakiej przenosi się sprzęt fotograficzny. Oddalam się od okna, kładę słuchawkę na widełki, wychodzę do przedpokoju, zwalniam zamek i udaję się dołazienki. Mam na sobie tylko chińską zgniło zieloną krótką bawełnianą podkoszulkę. Gorący dusz wyciąga ze mnie wspomnienia snu, który wprowadził we mnie zamęt. Na szczęście ten sen, tak jak i inne uda mi się zapomnieć. Nie słyszę, kiedy do mieszkania wchodzi Maks. Rozczapierzonymi palcami układam włosy. Narzucam na siebie biały kąpielowy szlafrok frotte i idę do pokoju, skąd dochodzi dźwięk włączonego telewizora. Na stole obok nienapoczętej butelki Jasia Wędrowniczka leżyżółta dużego formatu koperta. Maks siedzi, podpierając rękoma brodę, wpatrując się w ekran telewizora. Włączył kanał CNN. Zerkam na ekran. Afrykański krajobraz. Operator filmuje z góry wzdęte brzuchy dzieci, prosty trik, dzięki któremu ciała wydają się nieznośnie chude, a głowy nieproporcjonalnie duże. Maks musi znać dziesiątki sposobów, aby uzyskać tak przerażające, chwytające za serce ujęcie.

Jest fotoreporterem. Wolnym strzelcem, który związał się na dłużej współpracą z tym samym dziennikiem, co ja. Obaj jesteśmy wolnymi strzelcami. Facetami, wynajmowanymi do realizacji zadań, których etatowy dziennikarz nie chce lub boi się podjąć. Dlaczego redaktor i wydawca ma narażać na niebezpieczeństwo "swojego" dziennikarza, skoro może wysłać wolnego strzelca, dziennikarskiego kamikadze, który zrobi potrzebny materiał, a jego etatowy dziennikarz dopisze "ten właściwy" komentarz.

Biorę do ręki kopertę i wysypuję na stół jej zawartość: kolorowe i czarno białe odbitki różnych formatów. Na wszystkich są uchwycone na gorąco dziewczynki pracujące na pigalaku, w hotelowych holach i barach. Bez trudu można je wyłuskać wśród innych ludzi. Spodziewałem się,że postara się o coś lepszego, wykaże więcej inwencji.

- Nie podobają mi się - oznajmiam.

Odrywa wzrok od telewizora. Nie wygląda na zaskoczonego.

- Nic lepszego nie dało się zrobić - stwierdza. - Ty przecież nie chciałeś ustawionych zdjęć. Zrobiłbym ci wówczas jedenastolatkę, z wysokimi czerwonymi butami wbijającymi się w dupę i twarzą ze zdjęcia pierwszej komuniiświętej.

Zostawiam fotografie i zmierzam do kuchni po szklanki i wodę mineralną. Lodu nie mam. Wracam ze szkłem i kładę wszystko na stół. Biorę pilota i wyciszam fonię. Włączam płytę Kazika z piosenkami Staszewskiego, nastawiam "Bal Kreślarzy". Rozlewam whisky, pół na pół z wodą.

- Dlaczego pracujesz nad tym tematem - pyta po pierwszym, niewielkimłyku.

- Uważam,że jest to dość interesujące. Pokażę całą drogę dziewczyn ze Wschodu na Zachód.

Maks nie jest przekonany.

- Kogo to dzisiaj interesuje? Ludzie chcą widowiska, a to może zapewnić tylko wojna.

- Dlatego jedziesz na Bałkany? - pytam i biorę dużą porcję Walkera w usta.

- Chcę zaliczyć tę wojnę, zanim się skończy - odpowiada.

Wyciąga z paczki papierosa, zaczął je palić w Nowym Jorku, kiedy to jego przyjaciel nie mógł zapalić papierosa w barze, w którym tak się dobrze im siedziało. Był ostoją ciszy i tak dawnych,że aż niemodnych lat. Następnego dnia został ukarany mandatem za palenie papierosa w miejscu publicznym, tuż obok toalet, dokąd został przegnany wszędzie rozwieszonymi cholernie dyskretnymi nalepkami obwieszczającymi zakaz palenia, w czasie największej w dziejach Ameryki kampanii antynikotynowej. Ostrożnie obraca w palcach zwykłego gauloise’a ( Jego kolejnyświadomy wybór. Gauloise to legendarna marka papierosów palonych przez kontestujących ludzi albo mających wszystko gdzieś. ), robi to tak, jakby trzymał w ręku gram złota, a nie gram nikotyny; przykłada go do ust i przypala niewielkim błękitnym płomieniem wydobywającym się ze wściekło chromowanej zapalniczki. Lubię patrzeć jak pali papierosa, dla niego nie jest to fizjologiczna czynność nałogowca, on celebruje tę czynność. Gdyby nie moja wymiotna niechęć do smaku nikotyny i jej zapachu, zapaliłbym z nim jednego.

Maks jest młodszy ode mnie o trzy lata, ma delikatną twarz, niewielki zarost tylko wzmaga chłopięce rysy. Włosy obciął na krótko, przy skroniach widać wyraźnie skórę. W lewym przekłutym uchu wisi złote kółko. Jasne jeansowe spodnie, bluza wyrzucona na wierzch, skórzane buty na grubej podeszwie - wszystko dopełnia całości jego wyglądu. Pozory jednak mylą, jest twardym mężczyzną, który mocno stoi na ziemi.

- Za kim jesteś, za Serbami, czy Chorwatami? - pytam.

- Za nikim. Mam gdzieś to, o co w tym wszystkim chodzi. Stanę po tej stronie, która zapewni mi lepszy materiał. Kiedy jeden człowiek zażyna drugiego, to nie ma sensu dopatrywać się w tym głębi. A ty, czyją wziąłeś stronę, alfonsów, czy dziwek?

Uśmiecham się, rozumie bez słów. Po mojej pierwszej książce i zamieszczonych w prasie reportażach, których bohaterami byli przestępcy, mieszkańcy slumsów, margines, ludzkie odpadki, zarzucano mi,że staję po tej drugiej stronie. Jako autor nie uważam,że ten właściwy, pierwszyświat jest czystszy i lepszy. Pragnę udowodnić,że wszyscy mają brud za paznokciami, napisał jeden z recenzentów.

- Z iloma z nich się przespałeś - zaciekawiony pyta, ale nie dostrzegam w tym wścibstwa.

- Z dziesięcioma. Mam wśród nich kilka dobrych znajomych, z których usług nigdy nie korzystałem.

- Zapraszałeś na kolacje - nie ukrywa kpiny. - O czym można z nimi rozmawiać?

Zna moje ostatnie trzy latażycia, zna je tak dobrze jak może znać przyjaciel. Byłświadkiem mojego związku z Madleną. Domyśla się,że to właśnie znajomość z nią sprawiła,że zająłem się tym tematem. Dlaczego nie zapyta wprost? Czy tylko dlatego,że chce być delikatny?


Mam przyjemne wspomnienia związane z Maksem, spędziliśmy razem wiele cudownych chwil.Świetnie pamiętam naszą wyprawę promową do Kopenhagi. Tam po raz pierwszy i ostatni mnie objął w sposób więcej niż braterski. Nie wywołało to mojego sprzeciwu, nie czułem niechęci. Może pragnąłem tego. Później przyznał się,że doznał wówczas wzwodu i po chwili eksplodował. Pragnął od dawna tak dotknąć mojego ciała. Znaleźć się przy nim tak blisko. Wie,że już nigdy nie będzie mógł tego powtórzyć. Moja seksualna orientacja jest nazbyt jednoznaczna. Nie jestem nawet biseksualny.

Właściwie Maks jest jedynym facetem, z którym dobrze mi się rozmawia.


Zachowujemy się tak, jakby jechał na turystyczne safari, nic nie robiąc sobie z czekających go zagrożeń. A może przemilczamy tkwiący pod skórą lęk. Tylko szaleńcy nie boją sięśmierci.

- Robię to, bo kocham tę robotę - mówi. - Nie zamierzam zostać urzędnikiem bankowym. Bośnia to nic. W Algierze bycie dziennikarzem to, jak podpisany wyrokśmierci. Wszyscy pracują w Domu Prasy. Przypomina on fortecę. Tamżurnalistażyje w izolacji, mało kto decyduje się na firmowanie swoim nazwiskiem tekstu.

Opróżniamy całkowicie butelkę z "facetem w czerwonym kubraczku". W lodówce mam tylko Premium. Mieszamy wódkę z pepsi i wrzucamy do szklanek kawałki limony. Nie powinienem krzyżować trunków, ale jest mi to obojętne. Co jakiś czas przesuwają mi się przed oczami twarze dziewczyn z Grodna i Wilna, pomiędzy nimi pojawia się twarz Madleny. Powinienem zadzwonić do niej jeszcze raz zadzwonić. Powinienem!

- Słuchaj, czy Madlena była rzeczywiście kiedyś... - urywa.

Jego oczy przypominają barwą wodorosty.

- Dziwką? Nie. Ona nie jest dziwką - odpowiadam.

Przypominam sobie, jak znalazłem w torebce Madleny opakowanie prezerwatyw. Fala lodowatego zimna ogarnęła moje ciało. Opadła zasłona i znalazłem się w jasnym białymświetle. Toświatło wchłaniało mnie. Poza pustką nie czułem rozpaczy. Odczuwałem tylko przedsmak bólu.

- Co to jest? - zapytałem, trzymając srebrne opakowanie kondoma na otwartej dłoni.

- Tooo... To znajduje się od dawna, wtedy spotykałam się z kimś innym - powiedział to nieporadnie. Oczekiwałem,że potrafi lepiej kłamać.

- Tym starszym mężczyzną? - pomyślałem o kochanku, o którym mi opowiadała.

Potwierdziła. Zmilczałem jej wyjaśnienie, od tamtej znajomości upłynęło pół roku. Sześć miesięcy nie robiła porządku w torebce?! Pozostało mi tylko pocieszanie się tym,że ze mną kocha się bez prezerwatyw, a z nim i innymi nie. Przynajmniej pod tym względem była mi w jakiś sposób wierna.

Od tamtej pory wszystko się zmieniło. Przez sześć dalszych miesięcy tylko dla niej wszystko pozostawało takie same.

Maks nie daje mi spokoju i wraca do tego samego tematu, do Madleny, do mojegożycia z nią. Chce pojąć to, co ja próbuję zrozumieć odkąd się poznaliśmy.

- Zdradziła ciebie? - pyta.

- Nie wiem, chyba nie. To ja ją wielokrotnie zdradzałem. Nawet nie kryłem się z tym. Ona udawała,że jej to nie przeszkadza, myślała,że tym sposobem zatrzyma mnie przy sobie.

- W takim razie, co zrobiła? Przecież to ty ją rzuciłeś.

- Nic.

- Ma teraz kogoś?

- Nie wiem. Widziałem ją osiem miesięcy temu. Ostatnio rozmawiałem z nią przez telefon. Nie zdążyłem skończyć, kiedy trzasnęła słuchawką. Dlaczego tyle się o nią pytasz?

Bierze kolejnyłyk alkoholu i sięga po papierosa. Za chwilę wyjawi coś ważnego, coś co przemilczał, a co powinienem wiedzieć. Nie mylę się. Opowiada o spotkaniu z nią. Miało miejsce trzy miesiące po naszym rozstaniu. Spotkał ją w lokalu nocnym. Zanim podszedł do niej, przez dłuższy czas się jej przeglądał. Zachowywała się tak jak dziewczyna, starająca się wyrwać z tłumu klienta. Zauważyła go. Resztę nocy spędzili razem. Powiedziała mu,że jestem zimnym jak lód facetem. Wiem jak uzyskać zamierzony efekt. Zachowanie mam precyzyjnie wystudiowane. Szczerość tylko czasem jest prawdziwa. Wyciągam z siebie te właściwe nitki i oplatam nimi swoje ofiary. I ta moja wiecznie wygłodniała osobowość. Muszę ciągleżywić się innymi ludźmi, wysysam ich do cna, a następnie porzucam. Wszystko to ma zaspokoić mój wieczny głód. Przypominam wampira. Po dwóch godzinach zaproponowała Maksowi spędzenie wspólnie nocy. Odmówił, wyjawił jej to, czego nie dowiedziała się ode mnie - jest homoseksualistą. Zdziwiła się. Czy ja od czasu do czasu z nim nie sypiam? zapytała.


W czasie naszej trzyletniej znajomości, nigdy nie zadawałem wprost pytań dotyczących seksu, a obaj prowadziliśmy bogateżycie seksualne, wręcz wybujałe; jeśli pojawiał się ten temat w naszych rozmowach to, raczej dotyczył naszych znajomych i przyjaciół niż nas; nie czyniliśmy tego ze wstydu lecz nigdy nie nadarzyła się po temu jakaś szczególna okazja. Teraz, kiedy Maks tak bardzo wtargnął w mójświat, kiedy jest odrobinę wstawiony, postanawiam zapytać:

- Jaki jesteś włóżku?

- Tyle lat się znamy i po raz pierwszy pytasz mnie o to. Gdybym sypiał z kobietami, już dawno byśmy o tym rozmawiali - uśmiecha się lekko, wyczuwam w nim sarkazm. Czekał na to pytanie od lat. - Nie mam zahamowań, jestem zepsuty. Przeważnie to ja jestem stroną aktywną.

Mam niezwykle obrazową wyobraźnię, więc natychmiast pojawia się w mojej głowie Marcel, który spółkuje z Kamilem, jego aktualnym kochankiem. Dlatego wypowiadam na głos swoje odczucia, o jego upodobaniach seksualnych:

- Nie przepadam za miłością analną. Kochałem się tak z czterema kobietami. Nie potrafię odnaleźć w tym piękna, przyjemności, o jakiej zapewniał Cortazar; opisywał to wspaniale. Czy wiesz,że szanująca się prostytutka nigdy nie pozwoli klientowi na stosunek analny, nawet, gdyby proponowano jej duże pieniądze? Jest to jedyna nie zbrukana rzecz, jaką może oddać mężczyźnie swojegożycia.

Naszło mnie pewne wspomnienie. Chwilę później, po tym jak znalazłem opakowanie prezerwatyw w torebce, kazałem Madlenie uklęknąć na podłodze i oprzeć się ołóżko.

- Co chcesz zrobić? - zapytała, posłusznie wykonując polecenie.

Pośladki miała napięte. Kciukiem zacząłem pieścić jej odbyt, bezskutecznie próbowałem rozluźnić jej mięśnie. Nagle wdarłem się w niego penisem. Krzyknęła, ale był to pojedynczy krzyk.

Gryząc własny nadgarstek, płakała.

Nie przestawałem się w nią wbijać.

Po wszystkim powiedziała:

- Chciałabym wiedzieć, jaki naprawdę jesteś?

Maks powraca do pomysłu na napisanie wspólnie scenariusza filmowego. Jest to historia jakbyżywcem wyjęta z opowiadań Cortazara. Przed wyjazdem do Grodna przyniósł mi kilkustronicowy szkic. Nie czytałem go. To, co mi opowiedział wystarczyło, by wiedzieć,że nie znajdzie się w tym krajużadnego producenta i reżysera, który zechciałby nakręcić taki film. Wolą tworzyć bezgranicznie nijakie opowieści, dzięki czemu mogą tuczyć forsą swoje gęsieżołądki. Z pewnością znalazłby się jakiś młody reżyser, ale kto mu umożliwi realizację filmu. Przez swoją chciwość stają się coraz bardziej nieudolni. Obiecuję,że wreszcie przeczytam jego maszynopis. Dlaczego nie miałbym napisać z nim scenariusza naszego filmu, który nigdy nie powstanie.

Kiedy siężegnamy w przedpokoju, nie znoszę rozstań, przestaję się wtedy zachowywać naturalnie, najchętniej uciekłbym stąd jakimś tylnym wyjściem, zakłada na siebie potężną kamizelkę kuloodporną.

- Tak wyglądają współcześni rycerze -żartuje.

Wyciąga rękę po kurtkę, ale zaraz ją cofa. Chce,żebyśmy zrobili wspólne pożegnalne zdjęcie. Rozkłada statyw i ustawia aparat. Nie zdążam się uśmiechnąć, zbyt szybko zamyka się migawka.

Ostatni, mocny, długi uścisk dłoni.

- Musisz koniecznie dołączyć do mnie - mówi. - Spotkajmy się w Ljubljanie. Jugosłowianki są piękniejsze od Rosjanek.

*

* *

Maks zostawił książkę Cyryila Collarda "Les nuits fauves". Kiedyś prywatnych lekcji francuskiego udzielał mi znany krytyk filmowy, który próbował się dostać do mojego szesnastoletniego tyłka, ale kilkadziesiąt słów i kilkanaście cytatów myśli greckich filozofów, to za mało, aby choć przeczytać tekst na obwolucie. Przez kilka dni leżała w tym samym miejscu, gdzie ją zostawił. Otwieram ją w przypływie chwili, bezwiednie kartkuję. Natrafiam na zakreślony fragment. Obok poznaję pismo Maksa. Przetłumaczył go: "Ale nie wiesz, a ja nie chcę,żebyś się dowiedział,że za każdym razem, gdy odmówisz mi swojej miłości, zstąpię nieco niżej, by się przekonać o nieistnieniu miłości, o goryczy innych cielesnych zbliżeń."

Dotyczy to jego? mnie? Madleny? Wszystkich?

*

* *

Zgłaszam się do lekarza. Zamierzam wykonać badania na choroby weneryczne i AIDS. Trzydziestokilkuletnia kobieta w jasno zielonych rajstopach na nogach prosi, żebymściągnął spodnie. W pierwszej chwili chcę wybuchnąćśmiechem. Zapewniam,że nie mam na razieżadnych zmian na ciele, nie zaobserwowałem takowych iściągam spodnie. Kiedy patrzy w dół, moja męskość nabrzmiewa. Wypisuje skierowanie. Na koniec patrzymy sobie prosto w oczy - spojrzenie kobiety i mężczyzny, a nie lekarza i pacjenta.

Tydzień później odbieram wyniki - jestem czysty. Ani Oxana, ani dziewczyna o nieznanym mi imieniu nie zaraziła mnie niczym. Obiecuję sobie,że ostatni raz kochałem się bez prezerwatyw z nieznanymi sobie kobietami. Nie zbliżanie w ogóle swojego ciała do przypadkowo poznanych kobiet jest zbyt trudnym do przestrzegania zastrzeżeniem.

Maks opowiadał o wizycie u urologa. Lekarz po zrobieniu mu badania prostaty, jego palec zbytłatwo wszedł w odbyt, zapytał Maksa, czy robił badanie na AIDS. W jego spojrzeniu ujrzał pogardę mieszającą się z kpiną.

*

* *

Kiedy otwieram oczy, patrzę długo w okno. Brudneświatło poranka działa przygnębiająco. Idę do kuchni i robię grzanki. Pierwsza biała kawa, wiadomości w radio, druga kawa. Siadam do komputera, otwieram plik z tekstem roboczo zatytułowanym "Przebudzenie w piekle". Stwierdzam,że wszystko jest nie takie jakie powinno być. Powstrzymuję się,żeby nie wcisnąć przycisk Delete. Wrzucam do szklanki plaster cytryny, nalewam na oko pięćdziesiąt gram czystej wódki, wsypuję kostki lodu, dopełniam kolą. Na komputerowym zegarze jest 11:12. Dzień wydaje się nieznośnie długi.

*

* *

Nic na to nie poradzę,że to wszystko wygląda, jak porozrzucane gówienka na drodze.

*

* *

Gdy próbuję analizować własne pragnienia, motywacje, postępki i tak dalej, ponosi mnie coś w rodzaju retrospektywnej wyobraźni, zasilającej analityczną funkcję umysłu nie kończącymi się alternatywami i sprawiającej,że każda z dróg, jaką bym sobie unaocznił, rozwidla się i znowu rozwidla bez końca w obłędnie zawiłej perspektywie mojej przeszłości.

Komu ukradłem tę myśl? Czyje słowa zostały przetworzone przeze mnie i zawłaszczone? Redaktorka elitarnego wydawnictwa, szanowanego przez "warszawkę", zakreśliła ten fragment. Nie rozumie, co mam na myśli? Skoro ona nie rozumie to tym bardziej nie zrozumie tego czytelnik, który musi być głupszy od niej.

*

* *

Przeszło rok temu, zdecydowałem się na kupienie miłości. Tak, miłości a nie seksu. Pragnąłem doznać ułudy miłości i to ją chciałem kupić. Zjechałem z trasy i zatrzymałem się w przydrożnym motelu, miejscowi nazywają go Wiatrakiem. Leżał kilkanaście kilometrów od Elbląga, wydawał się być właściwym miejscem. Pytając o pokój bez skrupułów wyjaśniłem cel wizyty,łysiejący otyły mężczyzna, wskazał na leżące obok karty wizytowe. Z konfidencjonalnym uśmiechem przysunął do mnie aparat telefoniczny i zginął dyskretnie na zapleczu. Nie miałem szczególnych wymagań, dziewczyna miała być młoda i jeszcze nie zepsuta rutyną. Wziąłem z lady klucz i po wąskich schodach wspiąłem się na piętro.

Pokój nie należał do wygodnych, umeblowanie od dawna nadawało się do wymiany, ale był czysty. Z okna trudno było dostrzec choćby skrlatkowski krajobrazu, wszystko ginęło w posępnym mroku, natychmiast zsunąłem zasłony. Włączyłem stary radioodbiornik i, rozparty w fotelu, czekałem.

Nie minęły więcej niż dwa kwadranse i pojawiła się ona; osiemnastoletnia dziewczyna o niezwykle szczupłej sylwetce. Miała na sobie długi wzorzysty sweter, wypuszczony na grube białe getry. Włosy, zaczesane ku górze, połyskiwały blond farbą, spod której wychodziły ciemne odrosty. Kolejna platynowa blondynka, to nie będzie radosny wieczór, popełniłem błąd, orzekła jedna moja połowa. Kiedy przyjrzałem się jej dokładniej, drugą połowę przepełniała ciekawość, pragnienie odkrycia nieznanego. Zaintrygowała mnie, ani w wyglądzie ani w ruchach, nie miała wulgarności taniej dziwki. Tak, wtedy po raz pierwszy ogarnęło mnie wrażenie,że jest w niej coś wyjątkowego. Na chwilę zapomniałem o miejscu, w którym się znajduję i kim ona właściwie jest. Zapomniałem o oczywistym celu naszego spotkania.

- Jesteś taka cicha. Powiedz coś.

Apatycznie wzruszyła ramionami i usiadła w fotelu, który przed chwilą zajmowałem.

- Madlena - wreszcie się odezwała.

Nie wiedziałem, czy to jej prawdziwe imię, zazwyczaj dziewczyny podają pseudonimy. A więc akt poznania się mieliśmy już za sobą. Więcej o niej nie potrzebowałem wiedzieć. Na nic mi skrawki jejżyciorysu. Po godzinie rozstaniemy się i już nigdy się nie spotkamy.

Wyciągnąłem się nałóżku, które miejscami się zapadało,świadcząc,że służyło już wielu osobom. Wymieniliśmy uśmiechy, kilka nieważnych zdań, których dzisiaj nie jestem w stanie przytoczyć. W pamięci zachował się wyłącznie obraz jej twarzy i sylwetki. Wydawała mi się być niezwyklełagodna. Peszyłem ją natarczywym spojrzeniem. Czekała na to, co nastąpi dalej, na moją inicjatywę, to ja ją kupiłem, a nie ona mnie.

- Chodź, połóż się obok.

Zacząłem bawić się jej włosami. Opuszkami palców dotknąłem karku. Nieukrywała tego,że ta pieszczota wywołuje w niej przyjemność. Wtulając twarz w jej kark, poczułem słodki zapach tanich perfum. Wargami pieściłem szyję i okolice ucha. Zachowaniem przypominała kota, ciało na przemian naprężało się i wyginało, by ponownie wrócić do normalnej pozycji. Zaskoczyła mnie tym,że rzeczywiście odczuwała podniecenie, nie była to gra profesjonalistki odtwarzającej dobrze wyuczoną rolę.

Dlatego zadałem pytanie, które nie powinienem postawić, nie czułem się w prawie, aby być tak dociekliwy:

- Ile czasu to robisz?

- Krótko.

- To znaczy?

Przed każdą jej odpowiedzią powstawała długa pauza. Wchodziła swoimi błękitnymi oczyma w moje tak, jakby to one potrafiły udzielić odpowiedzi.

- Jesteś drugi.

Nie miałem pewności wtedy, ani nie mam tej pewności dzisiaj, czy powiedziała prawdę, ale nie dostrzegałem powodu, dla którego mogłaby kłamać.

Rozpięła mi koszulę. Na klatce piersiowej poczułem długie paznokcie. Po chwili ichśladem podążyły wilgotne wargi. I potem stało się to, czego do dzisiaj nie potrafię wyjaśnić do końca. Nagle odsunąłem się od niej, przerywając rozpoczętą grę.

- Dlaczego zdecydowałaś się to robić?

Znieruchomiała.

Zadałem kolejne pytanie, jakiego nie powinno się zadawać, na jakie nie odpowieżadna prostytutka, a wręcz odbierze to, jako przekroczenie prawa do posiadania. Kupuje się przecież jej ciało, a nie jej wnętrze.

- Ubierz się - powiedziałem.

Dwa, trzy tygodnie później, nie pamiętam, dlaczego skręciłem w prawo. Domy zostały wyparte przez nagie rozgałęzione drzewa. Zza nich rozpościerały się puste zaorane pola. Zatrzymałem samochód i patrzyłem na pudełkowaty szary czteropiętrowy budynek z wielkiej płyty. Tutaj mieszkała Madlena. Zapytałem siebie: Co ja tu robię?

Godzinę wcześniej zadzwoniłem do agencji towarzyskiej - już nie pracowała u nich.


Zabrałem ją nad morze, wynająłem domek. Przez cały czas właściwie milczeliśmy. Zrobiliśmy to, za co zapłaciłem jej w motelu. Po wszystkim powiedziała: "I tak nic z tego nie wyjdzie."

Kiedy odwoziłem ją do domu, zapytała, dlaczego po nią przyjechałem?

Rano, za pięć piąta wyrwa mnie ze snu dzwonek. Czuję się tak jakbym był osaczony,ścigany przez nieznanych mi prześladowców. Wstaję złóżka, podnoszę słuchawkę telefonu - nic, podchodzę do domofonu - nic. To tylko w mojej głowie zabrzmiał brzęczyk, przedostał się ze snu i wyrwał z uśpienia. W myślach kołacze mi myśl,że muszę to doprowadzić do końca... Do końca czego?


Zmywam naczynia, których nagromadził się stos. Wycierając szklankę, zamyślam się. Rozpryskuje się w rękach od takich myśli.


Dłużej tego nie wytrzymam!


Postanawiam wyjść na miasto, ujrzeć innyświat. W lokalu panuje gwar. Zajmuję miejsce przy barze. Piję piwo, jest chłodne i ma tak lubiany przeze mnie smak goryczy. Patrzę na pokal, na ulatujące w górę bąbelki. Przez chwilę unoszę się wraz z nimi w górę. To wspaniałe uczucie. Delikatne szturchnięcie w bok wywołuje gwałtowny upadek.

- Myślałam,że nieżyjesz - wpierw widzę wykrzywione w obłudnym uśmiechu usta, a następnie później twarz Joanny.

Powinienem zbyć ją kilkoma od niechcenia wypowiedzianymi słowami, kilkoma mruknięciami, a nie udawać,że słucham wynurzeń na temat jej ostatniej gł oś n e j książki, z której w y s o k i sześciotysięczny nakład sprzedał się w tysiącu egzemplarzach. Jakimś cudem wystarczyło to, aby listy bestsselerów drukowane w prasie umieściły jej dzieło. Od kiedy panie redaktorki rządzą wydawnictwami i mediami takie cuda stają się codziennością. Kobiety w tym kraju są bardziej feministyczne w poglądach niż Szwedki.

Opowiada mi,że będzie pisała scenariusz dla tego reżysera, który wszędzie rozpowiada,że Izabela Adjani pragnęła, wymuszała na nim, aby nasikał jej na głowę. Mało oglądałem jego filmów, ale ujęcie jednego z nich mam ciągle przed sobą: Aktorka stoi przed lustrem i z zapamiętałą wściekłością, wymierzoną bardziej do siebie niż na zewnątrz kreśli krwistoczerwoną pomadkąłuk od brwi do kącików ust; wcześniej gruba, czerwona krecha przecięła na pół policzek i przeszła od wielkiej plamy na czubku nosa do górnej wargi. W jej oczach jest zapamiętanie i błysk szaleństwa. Jest w nich ostateczność!

Wątpię czy coś dobrego może wyniknąć z połączenia ich osobowości, ale na pewno będzie kolejny sztucznie wywołany skandal. Bezwiednie spoglądam na jej płaską klatkę piersiową, przyłapuje mnie na tym spojrzeniu. Konsekwencje tego spojrzenia są większe niż można się spodziewać.

Jesteśmy w jej mieszkaniu, patrzę na wykonane przez nią grafiki i olejne obrazy. Mówię, że lepiej pisze niż maluje i wychodzę do kibla. Zbyt dużo wypiłem piwa, i co chwila daje o sobie znać pęcherz. Po powrocie widzę na stole kolorową sałatkę, grzebię w niej przez chwilę, nie jestem w stanie przełknąć ani kęsa. Sarkastycznie zapewnia, że to nie ona ją robiła, kupiła w pobliskich delikatesach. Atmosfera robi się niezręczna, piję dużo i staram się od czasu do czasu wtrącić jakieś mądre zdanie do jej potoku myśli. Nie wychodzi mi to najlepiej. Wspominam trochę o tym, co teraz piszę. Kiedy słyszę ostatnio często stawiane mi pytanie - dlaczego ten temat?, odpowiadam złośliwie, że jest to ciekawsze niż rozprawa filozoficzna na temat strukturalizmu i poststrukturalizmu w literaturze i humanistyce powojennej Francji. Na zarzut,że piszę ościeku, tak jakby to nie był rów z fekaliami, reaguję nazbyt emocjonalnie, mówiąc,że w tymścieku jest więcejżycia i prawdy o człowieku. W rozwartych udach więcej można zobaczyć, tylko trzeba tego chcieć i nie zaciskać kurczowo powiek, mówiąc: fee, ale to wstrętne i wulgarne!

Nie przespaliśmy się. Raczej dlatego,że byłem zbyt pijany, niż dlatego,że nie mieliśmy na to ochoty.

*

* *

Czuję,że mojeżycie stało się tylko czekaniem, z coraz większym przekonaniem,że nie ode mnie zależy.

*

* *

Nie wiem, co zmusza mnie do zrobienia porządku z przeszłością. Najlepszym sposobem na uporządkowanie jest pisanie dziennika, opowiadań, powieści, wierszy. Zapisałem stetki stron.

Dziennik pisze się w samotności. Dziennikświadczy o samotności człowieka.

Dziennik potrafi być takim samym kłamstwem, jak całe naszeżycie.

*

* *

W szpargałach odnajduję list do Madleny. Nie miałem odwagi go wysłać.

Madlena,

Pieprząc Cię analnie, myślałem o tych wszystkich mężczyznach, którzy to samo robili z Tobą, przede mną. Dlaczego nie zostawiłaś nienaruszone choć te jedne wargi?! Dosłownie, wtedy cię pieprzyłem, rżnąłem, i nic więcej. Było to gest rozpaczy. Tak, masz prawo powiedzieć: A ty, co masz jeszcze nie naruszonego, będąc z tyloma kobietami? Tylko,że do mnie taka argumentacja nie dociera, nie myślę o swoim obciążeniu. Może właśnie dlatego,że tyle ich miałem, jeszcze bardziej chcę wiedzieć - DLACZEGO?

Każdy pragnie być tym pierwszym, tym jedynym. Tylko nie mów,że pierwszy raz miały Cię własne palce. To prawda, ale pierwszy kutas, jaki wszedł w ciebie, nie był moim kutasem. Tak, nawet ust i własnego tyłka nie zostawiłaś na pocieszenie!

M.L.

*

* *

Lubiła nosić białe rzeczy. Podobała się jej biel. Dobrze jej było w bieli - barwie niewinności, czystości, wesela, rusałek, męskości, kapitulacji.

*

* *

Wsunąłem obie ręce pod jej białą bluzkę,żeby dostać się do piersi. Pękło ramiączka stanika.

- Uważaj - rzekła strofująco.

Przygryzłem wargi i z tłumioną wściekłością rozdarłem przód stanika, bluzkę, następnie zacząłem drzeć na strzępy jej jasnobłękitne Levisy; na końcu podarłem na kawałki białe koronkowe figi.

Płakała.

*

* *

Nigdy razem nie poszliśmy do kina, pieprzyliśmy się, nigdy razem nie przeczytaliśmy ani jednej książki, pieprzyliśmy się, nigdy razem nie oglądaliśmy telewizji, pieprzyliśmy się, nigdy razem nie rozwiązaliśmy krzyżówki, pieprzyliśmy się, nigdy razem nie robiliśmy zakupów w delikatesach, pieprzyliśmy się, nigdy razem nie poszliśmy na spacer, pieprzyliśmy się, nigdy razem nie rozmawialiśmy o literaturze, malarstwie, sztuce, pieprzyliśmy się, nigdy razem...

Nigdy nie podarowała mi płyty, książki, kasety video ze swoim ulubionym filmem, wody toaletowej, krawata, spinki, butelki whisky, tabliczki czekolady gorzkiej...

Nigdy nie napisała do mnie ani jednego listu, ani jednej kartki pocztowej.

Nigdy nie zwróciła mi pieniędzy, które zapłaciłem za nią w agencji towarzyskiej. Nie pamiętam ile wynosiła cena za jej rozwarte uda. Co kupiła sobie za tęśmieszną kwotę?

*

* *

Gdy się tak idzie coraz dalej, nie dostrzega się,że odchodzi za daleko. Któregoś dnia, w jakimś podwarszawskim motelu powiedziała,że chciałaby mieć ze mną dziecko. Nie muszę zmieniać swojegożycia,żyć z nią na co dzień, wystarczy,że tak jak teraz od czasu do czasu się spotkamy.


Postanowiłem skorzystać z zaproszenia Kamila na bibę, żeby nie zdziczeć od samotności. Spotkanie odbywa się w nowo otwartym domu jakiegoś chłopaka, który dorobił się niezłych pieniędzy na reklamie. Wschodząca gwiazda tryskająca pomysłami, która za jakiś czas umrze niezauważona. Ileż razy można doznawać genialnych olśnień?! Szybciej niż myśli jego umysł będzie przypominał sflaczałego zużytego kondoma. Zaprosił wszystkich swoich p r z y j a c i ół. Każdy mógł przyprowadzić kogo chce. Towarzystwo nie wygląda na zintegrowane. Obcość jest zagłuszana głośnymi rozmowami, jeszcze głośniejszymśmiechem, mruczeniem, odmrukiwaniem, wzdychaniem, ochami i achami, sykiem, pogwizdywaniem, muzyką, alkoholem, jedzeniem koreczków i nazbyt słonegołososia, jakże mu daleko do fińskiegołososia, w którego płaty można zatapiać całe palce; widzę także różowy kawior przypominający mi Rosję, na pewno pochodzi stamtąd; tańcem, poklepywaniem iściskaniem ramion, chłodnymi cmoknięciami ust w policzki.

Przechodzę się wśród tłumu, szukając oczami Kamila. Znajduję go wśród rozbawionej, mieszanej grupki - wyspy wśród innych wysp. Wchodzę wśrodek rozmowy. Wstrętnie wyglądający, ale za to dobrze ubrany, ostatni sznyt awangardowego projektanta mody, cały w pryszczach, rudzielec, mówi:

- Mówisz,że jesteś bi, bo nie chcesz się przyznać,że jesteś homo. To hipokryzja.

- Na co dzień sypiam z kobietą - odpowiada mu dwudziestokilkuletni chłopak, ubrany cały na czarno, z cerą zabarwioną przez nadużywaneświatło solarium.

- To twoja furtka odwrotu do tak zwanego normalnego społeczeństwa. Jeśli się nie chce nazywać rzeczy po imieniu to mówi się,że jest się niejednoznacznym seksualnie.

Nie wiem, dlaczego spogląda na mnie i pyta:

- Używasz perfum Joop?

- Tak - potwierdzam, uznając jego doskonały węch i znajomość zapachów.

- Twoja podświadomość dała ci znak. Jesteś bi, a może nawet homo.

- Ani jedno, ani drugie - uśmiecham się.

Chłopak, ubrany na czarno, wtrąca się i zwraca się do rudzielca:

- Przecież przed chwilą mówiłeś,że nie ma "bi" jest wyłącznie "homo".

- Bo mówiłem o tobie, znam cię nazbyt dobrze, aby nie wiedzieć tego,że prędzej czy później powiesz dość i przestaniesz się oszukiwać. Zaczniesz odczuwać niechęć, twój kutas nie będzie mógł doznać wzwodu, a następnie wytrysku, gdy znajdziesz się włóżku z kobietą.

Kamil wciska mi w rękę szklankę z whisky, uważnie mi się przygląda. Domyślam się podtekstu, czy może nie jestem jednym z nich. W krótkich, karykaturalnych zdaniach opisuje stojące najbliżej nas osoby. Także nie darzy sympatią rudzielca. W jego oku dostrzegam błysk, gdy patrzy na "czarnego" chłopaka: jest dobrze zbudowany, a przy tym ma lalkowatą twarz. Czy Kamil zdradza Maksa? Czy obaj od czasu do czasu zbliżają się do innych ciał?

Rudzielec jakżongler, zmienia temat i zaczyna prawie krzyczeć:

- Gombrowicz, ten demaskator, ta pupa wisząca nad wszystkim i wszystkimi?! Nie potrafił powiedzieć wprost - jestem gejem, pieprzy coś o tym,że kocha młodość i nie zwraca uwagi na trzeciorzędne cechy płciowe.

Geje potrafią być męcząco nudni. Z tym zgadzał się także Maks. Zaczynam rozglądać się po sali. Długie, gęste, czarne włosy, twarz o doskonałych, regularnych proporcjach, wyraźnie zarysowane piersi i biodra wyrywają mnie od tej paplaniny. Pytam Kamila, kim jest ta dziewczyna? Wzrusza ramionami.

- Patrycja, sypia z panem domu, odpuść sobie - rudzielec wyszczerza nieznośnie białe zęby.

Mam gdzieś to,że wzbudza we mnie zupełnie niezrozumiałą, irracjonalną chęć dania mu w twarz, ważne,że wie coś na temat dziewczyny.

- Nie jest jeszcze jegożoną, ma się nią stać w najbliższą Wielkanoc. Trzy lata temu była Miss Polski. Obciąga tylko wybranym.

Nie mam najmniejszego pojęcia o tego typu konkursach, ilekroć widziałem strzępy obrazów z tych wydarzeń, myślałem,że będąc na miejscu dziewczyn ubranych w stroje kąpielowe, przechadzających się w tę i tamtą, czułbym się, jak koń na wybiegu w czasie aukcji; brakowało mi tylko sprawdzania stanu uzębienia.

Teraz rozumiem jej sposób bycia, gesty, mimikę, wyrażające pewność i dumę z potwierdzonej wartości posiadania tak wspaniałego ciała. To wszystko ma uwieść każdego, znajdującego się w pobliżu, mężczyznę.

Kiedy niechcący pokazuje kawałek uda - zamierzony efekt, mam chęć wypruć paznokciami z niej chłód.

- Czy wielka uroda doprowadza kobietę do szaleństwa - pytam, zaciskając usta.

- My się znamy? - odpowiada zaskoczona.

Nie oczekiwałem tak głupiej odpowiedzi, tak głupiej reakcji. Twarz mi jeszcze bardziej tężeje. Wbijam się wzrokiem w jej brązowe oczy. Kamil z trudem powstrzymuje rozbawienie, i dokonuje mojej prezentacji. Nie zapomina wspomnieć,że jestem autorem książki, według której powstał film. Widziała go, ale książki nie czytała. Nie natrafiła na nią w księgarni, kłamie. Film się jej podobał. To jest najważniejsze.

Odpowiadam na kilka pytań związanych z filmem, z aktorami. Przede wszystkim zmyślam. Przyczyną kłamstw nie jest chęć wykorzystania jej naiwności, ale to,że prawda nie jest tak interesująca.

Kamil rozumie,że powinien pozostawić nas samych,żegna się i odchodzi.

*

* *

Mieszkam w wynajętej kawalerce na dziesiątym, ostatnim piętrze wieżowca z betonowych wielkich płyt, w przemysłowej części Mokotowa. W windzie Patrycja wpija się językiem w moje ucho, kiedy jej ręka dostaje się do rozporka, seks mam nabrzmiały. Zamykam oczy, aby nie widzieć obskurnej kabiny, chcę poddać się dzikiej namiętności. Najchętniej zatrzymałbym windę i zrobił to tu, w tym miejscu. Otwieram drzwi i podążamy w stronęłóżka. Pozwalam się rozebrać. Paznokciami zjeżdża po moim brzuchu w dół. Sycząc, przygryzam zęby. Mam wrażenie,że go całego połknęła. Z krzykiem eksploduję w jej ustach. Nie wypuszcza go, ciałem wstrząsają dreszcze. Czuję własne paznokcie wbijane w zaciśniętą dłoń. Po wszystkim zwalam się nałóżko i leżę, długo się uspokajając. Patrycja nie daje za wygraną. Jej rozgrzana twarz przywiera do pośladków, wężowaty język podejmuje próbę wdarcia się w tyłek. Przed moimi oczami przesuwa się ciąg zamazanych obrazów, zbyt szybkich, aby je zapamiętać. Schodzę na samo dno rozkoszy.

Pyta, czy nie mam koki? Zaprzeczam. Nie biorę tegoświństwa. W ogóle niećpam. Wolę pić, czuję się bezpieczniej. Wypaliłem kiedyś skręta z haszem. Zaczął mnie drażnić najlżejszy stukot i hałas, dochodzący z klatki. Włączony alarm samochodu wydał mi się syreną karetki przejeżdżającej przez mój pokój. Potem padał deszcz, krople uderzające o szybę i parapet wydawały mi się waleniem młota w blachę. Doznania słuchowe były tak silne,że wydawało mi się,że jestem w stanie usłyszeć nawet krzyk liścia odrywanego z gałęzi drzewa.

Wyrzuca na wierzch zawartość swojej torebki, grzebie w wysypisku kobiecości i znajduje papierowe zawiniątko. Uśmiecha się. Tyle koki powinno wystarczyć. Zanurza język w białym proszku i z otwartymi ustami zbliża się do mnie. Chwyta dłonią opadnietą męskość; wyswobadzażołędzia, zgniata go palcami i w otwarty kanałek wtyka unurzany w koce koniuszek języka, następnie wchłania go całkowicie ustami. Jej kciuk, uwieńczony atramentowym paznokciem, niczym ostrze noża, wdziera się boleśnie coraz głębiej w mój tyłek.

Staję się tylko wzwiedzionym kutasem, który wnika w nią ze wszystkich stron.

Nad ranem po filiżankach kawy, chroniąc się przed zimnem w zwojach kołdry i prześcieradła, zaczyna mi opowiadać o sobie, nie mówi niczego, czego bym się po niej nie spodziewał. Jest może bardziej szczera, na przykład, gdy mówi:

- Facetom nie chodzi o to, czy ich pociągam, czy nie. O uczuciach nie ma w ogóle co mówić. Przede wszystkim jest to kwestia ambicji. Biorą mnie, bo chcą potwierdzić,że są dobrzy, lepsi od innych. Mogą potem mówić,że jestem tak dobry,że nawet ona ze mną poszła dołóżka, obciągnęła mi fajfusa. Oni nieśpią ze mną a z moim tytułem Miss.

Wizerunek mężczyzny od jej wygranego konkursu znacznie ucierpiał


Stoję w przedpokoju, w szlafroku, który wcześniej miała na sobie; pachnie jej skórą. Na lustrze szminką zapisuje swoje imię - Patrycja i numer telefonu komórkowego, to na wypadek, gdybym chciał się jeszcze z nią spotkać, gdyby mi chodziło o coś więcej niż zaliczenie miss.

*

* *

Kwadrans po pierwszej w nocy. Nie potrafię usnąć i nie mogę skupić się na czymkolwiek: na pisaniu, czytaniu, oglądaniu telewizji, słuchaniu radia i muzyki. Przed oczami zaczyna mi się przewijać całe mojeżycie. Rozpoczyna się moje conocne umieranie. Obawiam się,że nie zapanuję nad strachem przed zwątpieniem, które za chwilę mnie dopadnie.Świat znowu zacznie cuchnieć rozkładającym się trupem. Wewnętrzne rezerwy powstrzymujące rozpad zmalały do krytycznego minimum. Sposobem, aby odgrodzić się od zwątpienia wydaje się picie. Wódka ma mnie ustrzec przed niechybną katastrofą.

*

* *

Jem wspólnie z Patrycją pizzę, zamówioną przez telefon, do ust wkłada zieloną oliwkę, robi to wolno, oliwka musi się przeciskać przez jej mięsiste wargi, patrzy na mnie wyzywająco, wiem, co się kryje za tym spojrzeniem.

- Chcesz tego? - pytam

Przymyka potwierdzająco powieki.

- Chodź - mówię i idę dołóżka.

Wpija się językiem w moje usta i wpycha wraz z nim słoną oliwkę, wie,że nie znoszę smaku oliwek, robi to celowo. Oswobadza mego koguta z majtek; jest nieświeży, zapach potu zmieszał się z mydłem.

- Zostaw, uklęknij przedłóżkiem - nakazuję.

Robi to, chwytam jej ręce i kładę na jej własne pośladki.

- Rozszerz mocno.

Nie chce mi się iść po krem, mam gdzieś to,że sprawię jej ból, wręcz podnieca mnie myśl o cierpieniu jakie zadam. Krzyczy, wije się, jęczy, ale nie broni się ani przez chwilę, tylko tyłek sprzeciwia się, powstrzymuje mój sztylet, aż czuję ból. Wreszcie poddaje się i wnikam głęboko w trzewia. Ponownie jęczy, lecz jest to jęk rozkoszy. Kiedy kończę i chcę wysunąć się z pupy, przytrzymuje mi uda. Wykonuję kilka mocnych uderzeń, doznaje kolejnego orgazmu.

Po wszystkim mówię:

- Ty jesteś chora.

Patrycja przychodzi do mnie często, nie ma stałych pór. Mało rozmawiamy ze sobą, tylko się pieprzymy.

Pewnego razu mówi:

- Seks jest problemem, wiele razy bezskutecznie próbowałam zerwać z tym nałogiem.

Wyjęła mi to z ust - seks także stanowi dla mnie problem.

*

* *

Po zapoznaniu się z pierwszą częścią maszynopisu R.N. oświadcza, że jego, a raczej czytelnika nie interesuje podłoże ekonomiczne działalności prostytutek. Dla niego i jego czytelników prostytutki po to żyją, żeby się pieprzyć. Dla niego i jego czytelników prostytutki zostały zmuszone przez osoby trzecie, wstrętnych, bezlitosnych sutenerów do uprawiania tej profesji. Dla niego i jego czytelników nie mieści się w głowie,że wiele kobiet uprawiających prostytucjęświadomie i dobrowolnie wybiera tę profesję. Tego nie wolno mówić na głos. Dla niego i jego czytelnika wprowadzam nadmiar rzeczywistości, o której nie wypada mówić. Przecież to wszystko już wiadomo! Dla niego i jego czytelnika nie liczy się pełniejszy obrazświata, a coś co nazywa się dreszczykiem emocji. Zapominam,że on i jego czytelnik czyta gazetę w czasieśniadania, w przerwie na lunch i przy popołudniowej kawie. Po lekturze tego reportażu on i jego czytelnik dostanie niestrawności, przestanie mu smakować kawa. Gdzie jest mafia, zorganizowana przestępczość, która usidla niewinne naiwne dziewczyny? Przecież o tym mam napisać, za to on i jego czytelnik płaci.

*

* *

Opowiadam Patrycji o śnie, w którym się pojawiła. Miała nieznośnie brązowe oczy, a weśnie ujrzeć kogoś mającego brązową barwę oczu oznacza,że jest to fałszywy przyjaciel. Kiedyś nazwę tego koloru stosowano zastępczo zamiast nieprzyzwoitego słowa. Niemcy mówią Eine Braune, w luźnym tłumaczeniu brązowa, mając na myśli dziewczynę lekkich obyczajów. Brązowy kolorściśle wiąże się z nieprzyzwoitymi słowami i praktykami. Brąz jest barwą zwierzęcych i ludzkich ekskrementów. Jest niejednoznaczny. U ludów germańskich i słowiańskich czerwono brunatny niedźwiedź był oznaką płodności, siły, wszelkiego rodzaju wyczynów seksualnych. Czymś szczególnym jest to,że pomimo,że uchodzi za kolor mało znaczący, posiada jednak wywoławczy charakter. Działania brązowego koloru na zmysły i uczucia przenosi się jako charakterystyczna cecha na ich nosicieli.

Kiedy przestaję mówić, długo milczy.

- Ja mam brązowe oczy - głos się jejłamie. Zaczyna płakać, płacz przechodzi w spazmatyczny szloch.

*

* *

Patrycja nie odzywa się od dwóch dni.Łapię się na tym,że dużo o niej myślę. Nie jestem pewien, czy chodzi wyłącznie o pieprzenie. Komputera nie włączam. Mam gdzieś to, co powiedział R.N. Najwyżej tego nie puści i nie wypłacą mi za tekst całego obiecanego wynagrodzenia. Od jakiegoś czasu myślę o czymś więcej, o książce reportażowej. Rzuciłem jej pomysł wydawcy mojej ostatniej książki. Umawiamy się na dłuższe spotkanie, aby omówić szczegóły.

Wieczorem telefon od Kamila, chce wiedzieć, czy nie dzwonił do mnie Maks, niepokoi się o niego. Od tygodnia nie daje znakużycia. Pyta, czy nie może wpaść do mnie? Może, ale niech przyniesie ze sobą alkohol.

Zjawia się przed północą, jest już lekko wstawiony. Z tego, co opowiada rzeczywiście ma prawo czuć się zaniepokojony losem Maksa. Od pięciu dni nie ma go w pokoju hotelowym. Na recepcji nie wiedzą, co się z nim dzieje, także go szukają.

- Stary, przecież tam jest wojna - ucinam jego biadolenie. - Jeśli się tak martwisz o niego, to jedź tam i go szukaj.

Podchwytuje pomysł, jutro wsiada w pociąg i wyrusza tam. Dzwoni na informację PKP, ale nikt nie podnosi słuchawki. Nie wytrzymuje z tęsknoty za nim, z lęku o niego.

- Boże, jak ja go kocham - oświadcza. - Czy ty wiesz, kurwa, co to znaczy kochać. Myślisz,że u pedałów chodzi tylko o jedno. Możesz mi wierzyć lub nie, ja go jeszcze nie zdradziłem z nikim.

Przypominam sobie jego spojrzenie w czasie bibki u faceta od reklamy, mówiło co innego. Ale on wie więcej o sobie niż ja. Nie powinien już tyle pić. Pozwalam mu zadzwonić do Ljubljany. Kiedy odkłada słuchawkę w oczach małzy. Nakłaniam go,żeby się położył. Nie chce, musi mi o czymś powiedzieć. To, nieprawda, co mówią o Maksie,że wykorzystał Zbigniewa,że on mu pomógł zaczepić się w Warszawie. Pomyśl, kto kogo wykorzystał? Maks miał dwadzieścia dwa lata a Zbigniew pięćdziesiąt cztery.

- Czy Maks rzucił go dla ciebie? - pytam.

- Nie, wcześniej miał redaktorka z twojej gazety. Ale później byłem ja.

Milknie, nie wyszło mu wybielanie Maksa, pogrążył go jeszcze bardziej.

- Każdy jeśli chodzi głodny to prędzej czy później da komuś dupy - pocieszam go.

Stwierdzam,że chce mi się już spać, nie mam ochoty na dalsze picie i siedzenie. Jutro mam spotkanie z wydawcą. Kiedy się rozbieram do naga, nie znoszę spać w slipach ani piżamie, i wchodzę dołóżka, mówi:

- Nie bój się, nie zgwałcę ciebie.

*

* *

Popijamy kawę, rozmowa nie idzie, jest bardziej kostyczna niż stare meble będące na wyposażeniu gabinetu wydawcy. Dużo gładkich jak jedwab słów,ślizgamy się po wszystkim, ale nie możemy zatrzymać się dłużej na mojej książce. Tak, interesujące, ale czy o tym już nie powiedziano zbyt wiele. Cóż tu można powiedzieć nowego o najstarszym zawodzieświata? Chętnie zapozna się z materiałem, który już mam i się zastanowi. Odpowie w ciągu miesiąca, wcześniej nie może, rozumiem przecież, ma stosy maszynopisów do przeczytania.Żegnając się, pytam, czy wreszcie zakupił niszczarkę do papieru, czy nadal korzysta tylko z kosza naśmieci. Nie rozumie, albo nie chce zrozumieć o co mi chodzi.

Pamiętam jak U., wydawca, który odmówił wydania mojej pierwszej powieści - której nie może się powstydzićżadne wydawnictwo ( jak zapewniał), bo nie miał pieniędzy na wypromowanie nikomu nie znanego nazwiska, na pocieszenie powiedział,że gdyby dzisiaj Bułhakow złożył "Mistrza i Małgorzatę" w dziesięciu wydawnictwach to, wszystkie by odrzuciły maszynopis, a tylko trzy w ogóle by go przeczytały.

*

* *

Przed moim wyjazdem do Berlina idziemy z Patrycją do chińskiej knajpy. Nie potrafię się przyzwyczaić do nowej, krótkiej fryzury. Ma ją od dwóch godzin. Postanowiła zrobić mi pożegnalną niespodziankę. Rozmawiamy o zbliżającej się dacie jejślubu. Chwyta mnie mocno za przegub ręki i pyta:

- Będziemy się nadal spotykać?

Robię minę,że nie wiem, to zależy od niej.

Dłuższą chwilę siedzimy w milczeniu, chińskieżarcie nie smakowało mi nigdy, to ona je uwielbia. Kiedyś mieszkając w Berlinie, przez trzy miesiące prawie codziennieżywiłem się w tajlandzkiej restauracji, i przesyciłem się tą kuchnią.

- Dlaczego wychodzisz za niego? - pytam.

- Myślałam,że wcześniej o to zapytasz.

Rzadko paliła papierosy, teraz wyjmuje z torebki paczkę Marlboro Light i wyciąga jednego. Paznokcie ma dzisiaj pomalowane na perłowo - moja ulubiona barwa, wiem,że zrobiła to dla mnie.

- Kiedyś usłyszałam: To po co w takim razie obciągałaś fajfusa za fajfusem, aby uzyskać coś, czego nie potrafisz wykorzystać. Obciągałaś ich do końca, to wykorzystaj to także do końca.

Po chwili milczenia odzywa się ponownie.

- Jesteś jedyną osobą, z którą rozmawiam tak szczerze.

Zmilczam myśl o tym, jak by było gdybyśmy spróbowali zamieszkać razem.

Opowiada mi o swojej matce, wychowywała ją samotnie. Ojciec zginął w katastrofie kolejowej, nie pamięta go. Zastanawia się, kiedy z matką oddaliły się od siebie? Kiedy ich bezgraniczna zażyłość, przecież taka musiała w przeszłości pomiędzy nimi istnieć, zamieniła się w obcość?

- Nie znosiłam długich włosów. Zanim matka zaplotła warkocze, długo, z zapamiętaniem i nieukrywaną przyjemnością rozczesywała włos po włosie. Miała bzika na ich punkcie, bo jej włosy były rzadkie, suche i łamliwe jak siano. Kiedy czesała je specjalną szczotką z metalowymi końcówkami odnosiłam wrażenie, że ktoś przeciąga drutem po mojej głowie. Obiecała obciąć mi włosy, gdy ukończę dziesięć lat. Dzień dziesiątych urodzin miał być najprzyjemniejszym dniem w ciągu całego mojegożycia. Oszukała mnie! Zbyła mnie, mówiąc,że plotę bzdury. Nigdy mi czegoś takiego nie obiecywała. Po raz pierwszy tak bardzo się na niej zawiodłam. Stanęłam przed lustrem włazience i krawieckimi nożyczkami obcięłam warkocz, sięgający bioder. Leżał pod stopami. Czułam ulgę, jakbym zrzuciła z siebie worek kamieni. Wreszcie się wyzwoliłam. Kiedy matka zobaczyła, co zrobiłam, uderzyła mnie w twarz. Potem usiadła na brzegu wanny i wybuchła płaczem. Płakała głośno. Nigdy jej takiej nie widziałam. Ale nie odczuwałamżalu. To były moje włosy. Należały do mnie i miałam prawo zrobić z nimi, co chciałam. Ostatnio robiąc porządek w szafie natknęłam się na ten warkocz, zawinięty był w foliowy worek. Po co matka go trzymała? Czego miała być to pamiątka? Patrząc na niego doznałam uczucia obrzydzenia. Wyrzuciłam go do kubła naśmieci.

Dziesięć lat później ponownie ma długie włosy, i dzisiaj je obcięła. Kolejny krok... ku czemu?

Od dawna nie byłem tak podniecony, od naszego pierwszego spotkania. Zimna whisky z lodem na moich piersiach, brzuchu, udach, na seksie. Chłód i wrzynające się w ciało paznokcie Patrycji. Dreszcz bólu zmieszany z zimnem, przechodzącym powoli w pieczenie. Gorąco. Kolejna porcja whisky. Od lodu kulą mi się jądra. Chłód... i ponownie pieczenie. A potem ja powtarzam to wszystko na jej ciele.

*

* *

To Madlena powiedziała mi kiedyś: "Nie znoszę twoich kobiet. Nie dlatego,że było ci z nimi dobrze, ale dlatego,że jesteś nimi naznaczony, ciągle wyczuwam ich obecność."

W trzecim miesiącu naszej znajomości kazałem jej zgolić włosyłonowe.

- Zrób to sam jeśli chcesz - odparła.

Miałem przy sobie tylko małą, wielkości pudełka do zapałek, maszynkę do golenia Brauna, potrzebowałem nożyka. Kiedy wróciłem z hotelowego kiosku z potrzebnym narzędziem leżała naga, z podkurczonymi i rozchylonymi nogami.

Goląc wzgórek lizałem go. Czułem jak stopniowo ogarnia ją coraz większe podniecenie. Doznała silnego orgazmu. Po wszystkim zapytała, dlaczego chciałem to zrobić? Wyjaśniłem,że jest to staro japońska oznaka oddania.

- Wyobraź sobie sytuację, w której kochanekżąda tego od zamężnej partnerki. Pewnego razu mąż widzi jej cipę w takim stanie. Pyta dlaczego to zrobiła? Oczekuje zaprzeczenia tego, czego jejłysa cipa jest wyrazem.

Zapiski Madleny

Powoli wyciągałem z niej wspomnienia. Broniła się przed nimi. Cofanie się w czasie, zagłębianie się w przeszłość sprawiało Madlenie ból. Wolałaby o wszystkim zapomnieć.

Kiedyś przyniosła mi zwykły szkolny zeszyt w kratkę. Zapisała w nim swoje wspomnienia. Nie było w nich chronologii. Nie pisała w pierwszej osobie, a w trzeciej.

Miała dystans do siebie, a zwłaszcza do swojej przeszłości.

- Inaczej bym kłamała - wyjaśniła.

Jej pierwsze wspomnienie z dzieciństwa to nawiedzający ją przez pewien czas ten sam nocny koszmar. Śniła, że obcinano jej kciuk lewej ręki. Matka obwiniała za to ojca. Kiedy odebrano jej smoczek nie potrafiła opanować się przed ssaniem kciuka lewej ręki. Nie pomagało obwiązywanie go szmatką, smarowanie jakimś śmierdzidłem, jakąś paskudnie pachnącą maścią, nie potrafiła się odzwyczaić. Pewnego razu ojciec wziął duży nóż kuchenny i kazał jej położyć palec na desce do krojenia chleba, grożąc, że go obetnie. Przestraszyła się i zaczęła wrzeszczeć, jakby obdzierano ją ze skóry. Myślała, że chce to zrobić naprawdę. Długo nie potrafiła się uspokoić. Na nic zdawały się zapewnienia ojca, że zrobił to na niby. Żartował. Chciał ją tylko postraszyć. Od tamtej pory bała się wsadzać kciuk do ust. Z wczesnego dzieciństwa utkwił Madlenie jeszcze krzyk jędzowatej wychowawczyni z przedszkola, krzyczącej za to, że wchodząc do sali nie powiedziała dzień dobry. Mocno ją chwyciła palcami za policzek i wyrzuciła za drzwi. Szybko pobiegła do szatni, z nadzieją, że zastanie matkę, ale już jej tam nie było. Wróciła zrezygnowana, ze strachem pod salę. Nie pamiętała ile czasu stała pod drzwiami i beczała. Inne wspomnienie związane jest z wujkiem Adamem. Kiedyś wziął ją na spacer do parku. Mama i ciotka uważały, że powinnam zażywać dużoświeżego powietrza. Chciały spokojnie posiedzieć ze sobą przy kawie. Wujek musiał wyprowadzić psa, więc mogły upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Madlena lubiła go nawet. Nie był dla niej taki oschły jak ojciec. Ojciec nigdy nie mówił do Madleny tak jak inni ojcowie do swoich córek: moja córuniu, moje maleństwo, mój kotku, mój skarbie. Nie pamiętała aby ją pocałował. Składając jakieśświąteczneżyczenia zaledwie muskał ustami jej policzek. Wujek Adam stanowił jego przeciwieństwo. Tamtego dnia tak jak zwykle objął Madlenę w pół i przytulił do siebie. Niczego złego w tym nie widziała. Dopiero kiedy powiedział,że jest już dorodną dziewczyną i przesunął rękę wzdłużżeber do prawej piersi i zacisnął na niej dłoń, był to mocny uścisk, stanęła oniemiała. Wujek przez cały czas się uśmiechał i patrzył jej prosto w oczy. Nie pamięta, co robił dalej, przestraszona, wyrwała się mu i zaczęła biec przed siebie. Wujek jednak był szybszy, dogonił ją. Wziął jej dłoń i wsadził w swoje spodnie.

Czy nic dobrego nie pamiętała ze swojego dzieciństwa? Z przyjemniejszych rzeczy pamiętała lody Bambino; zapach waty cukrowej; kogiel-mogiel z kakao; ubrudzone nosy ciastkiem Ptyś; placek drożdżowy, czasami z jabłkami lubśliwkami; rosyjskie babuszki, większa babuszka miała w brzuchu mniejszą, a ta mniejsza jeszcze mniejszą. Nie wystarczy? Lubiła z matką buszować po sklepach.Żałowała,żeświat nie przypomina barwnej witryny. Przyjemność sprawiało już samo patrzenie się na różnokolorowe rękawiczki, czapki, sukienki, buty. Przymierzalnia! O, tak, to miejsce lubiła najbardziej. Wejście za aksamitną lub pluszową kotarę. Lustra, w których mieściła się od stóp po głowę - w domu nie mieli takiego wielkiego lustra. Obrót w lewo, obrót w prawo, w tył i w przód, dookoła. Szkoda,że matka rzadko wychodziła do miasta. Nie byli bogaci!

Gdy matka zaplotła warkocz, dopiero wtedy zaczynało być naprawdę źle. Dostawała skurczu żołądka. Wiedziała, że matka zgasi światło i wyjdzie z pokoju, zostawiając ją samotną w ciemności, która wypełni oczy i uczy, wejdzie do gardła i poprzez przełyk wypełni brzuch. Zostanie przez nią pożarta! Nie skarżyła się matce, że boi się Wielkiej Ciemności,że za chwilę przez okno wsunie się do pokoju ludzka ręka i zacznie palcami przesuwać się po biurku, krześle, podłodze, aż dojdzie dołóżka. Nie chciała usłyszeć jak lekceważącym, karcącym tonem mówi,że naświecie nie ma duchów. Strachy są tylko w bajkach i filmach. A więc przygryzała wargi i milczała. Z czasem zrozumiała,że była to ręka dwunastoletniego chłopca, chłopca, którego dobrze znała. To była ręka jej brata, Piotra.


Bardzo chciała cofnąć tamte popołudnie, po którym następnego dnia późnym wieczorem przyszedł do domu ojciec. Milcząc spojrzał na matkę, która od razu zaczęła płakać. Madlena siedziała nad jajecznicą i nie wiedziała, czy powinna dalej jeść. Nie chciała, aby jedzenie ostygło, nie znosiła zimnej jajecznicy. Zdecydowała się, że wpierw ją zje, a potem dowie się, co się stało z Piotrem? Kiedy zaniosła talerz do zlewu, zapytała o to matkę. Nie odpowiedziała, płakała, nic do niej nie docierało z zewnętrznego świata. Madlena nie miała wyboru, poszła do pokoju ojca. Siedział w fotelu z twarzą skutą lodem, wzrok miał nieobecny, zauważył ją pod dobrej chwili i wówczas wyjaśnił, że Piotr już nigdy nie wróci, umarł dwie godziny temu. Oczy Madleny nie zamieniły się w fontanny i nie trysnęłyłzami. Stało się to później, kiedy się położyła spać. Spojrzała na pustełóżko Piotra i poczuła ukłucieżalu - teraz będzie zupełnie sama w pokoju. Od tego dnia oczy matki nie błyszczały już tak jak dawniej. Stały się bardziej matowe, były bezustannie podkrążone. Tak wyobrażała sobie oczy sowy. Matka miała nerwy jak postronki. Chodziła przygarbiona, a więc wydawała się być mniejsza niż była naprawdę. Schudła, wyglądała jak tyczka, na której tkwiła wielka głowa. Dawniej ojciec był bardziej skory do rozmowy.Żartował. Pośmierci Piotra prawie w ogóle się do Madleny nie odzywał.

Było słonecznie, ciepło. Wymarzona pogoda na spacer. Mimo, że Piotr obiecał rano wziąć Madlenę na przechadzkę, teraz nie chciał. Ciągle mówił, że później i później, że jeszcze została mu strona, dwie do końca rozdziału książki. Dlaczego nie pójdzie z nią ktoś inny - prawie krzyknął. Do pokoju wszedł ojciec i spojrzał na niego srogo, jakby przebijał go na wylot. To wystarczyło. Piotr poburczał pod nosem i podniósł się z łóżka, zostawiając na poduszce otwartą książkę. Popatrzył na Madlenę lodowato. Nie przejmowała się jednak. Tak było już wiele razy. Za chwilę mu przejdzie, pomyślała. Była w tym dniu wesoła. Mogła do woli wykonywać ślizg za ślizgiem. Matka nie widziała i nie miał kto mówić: Nie niszcz butów! Masz tylko tę jedną parę. W czym będziesz chodziła? Wiedziała, że Piotr nic o tym nie powie rodzicom. Kolejny ślizg się nie udał, zahaczyła o wystającą płytę chodnikową i przewróciła się. Poczuła ból w kolanach. Chciało jej się płakać. Wtem obok przemknął Piotr, wykonywał niezwykle długiślizg. Roześmiała się. Pomimo bólu szybko powstała i go dogoniła. O, nie, nie ma takłatwo. To niesprawiedliwe. Pchnęła go. A masz! Wydawało się,żeżadna siła nie była w stanie zachwiać równowagi Piotra. A jednak! Przechylił się na prawy bok. Ratując się, cały ciężar skierował na lewą nogę. Zawołała go, widząc jak jego ciało wpada na ulicę. Rozpaczliwymi ruchami rąk próbował się czegoś złapać. Ale powietrza nie dała się schwycić. Wyciągnęła w jego stronę rękę. Piotr dostrzegł to i już prawie ją chwycił, był tuż tuż, prawie się dotykali koniuszkami palców. Może się nawet musnęli. Trwało to wszystko tyle co mgnienie oka, a może krócej. I nagle, kilka tonżelastwa przejechało przez Piotra.

Nigdy nikt nie powiedział Madlenie wprost, nie wypominał,że jest winna, odpowiedzialna zaśmierć Piotra. Byli delikatni, cholernie delikatni! Ale to się czuło w ich spojrzeniach, w ich dotknięciach - nie były już takie same jak przedtem. Z czasem między wypowiadanymi przez nich słowami wyłapywała ukrytą aluzję. Gdyby tak można było cofnąć czas. Marzyła o tym,że jak w filmie odtwarzanym od końca do początku, rozbita w drobny mak szyba scala się z drobnych kawałeczków w całość, tak i Piotr wróci do domu. Wróci ich ukochany syn! Może wtedy by ją bardziej kochali? Boże, jak to mnie bolało...

Tamtej nocy obudził Madlenę hałas. Od dnia, w którym dowiedziała się o śmierci Piotra, miała płytki, niespokojny sen i łatwo się budziła. Trzaśnięcie drzwiami wywoływało w niej wrażenie jakby zawalał się dom. Ojciec obchodził swoje imieniny. Dlaczego nie pomyślał, że może usłyszeć jego słowa? Nawet nie zamknął drzwi do pokoju. Oznajmił wszystkim gościom, że jego córa zaczęła dostawać cycków. Nie przesłyszała się, tak powiedział. A potem się wstrętnieśmiał. Przypomniało to wcześniejsze zdarzenie, gdy wszedł bez pukania dołazienki. Nie miała nic na sobie, była naga. Odruchowo skuliła się i skrzyżowała ręce, aby ukryć piersi. Zaczął się tak samo przeraźliwieśmiać. Własnego ojca się wstydzisz? No, pokaż, masz już cycki? Chwycił ją za nadgarstek i siłą odgiął rękę. Chciała zapaść się ze wstydu pod ziemię. Najlepiej umrzeć! Miała trzynaście lat. Była przerażona tym, co się z nią działo. Wyrastały jej włosyłonowe, rosły piersi. Nie rozumiała swojej przemiany ciała. Nikt jej nie wytłumaczył,że dojrzewanie jest najzwyklejszą rzeczą pod słońcem. Na piczce rosną jej już włosy, ojciec informował wujka Adama, tego samego wujka, który w parku...


Nie znosiła wizyt ciotki, w czasie których wspominała swoją córkę. Na pamięć znała tę historię. Wczesne popołudnie na początku pa