menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Układ trójmiejski (wersja rozszerzona)

Myśliwi tropią zwierzynę, o której nie wiadomo, gdzie konkretnie się ukrywa i jak wygląda. Musi być drapieżna, żywi się korupcją.  A imię jej Układ. Na razie skład Układu jest skromny: Ryszard Krauze, Janusz Kaczmarek, Jaromir Netzel, i Konrad Kornatowski. Wszyscy z Trójmiasta.

Układ zdemaskował się, bo na złość CBA ruszył ratować Andrzeja Leppera. Ale z zapowiedzi premiera wynika, iż to dopiero początek odsłaniania mrocznych tajemnic. Przedstawiono dowody. Czy są niezbite – na razie trudno powiedzieć. Na pewno zaprezentowano je efektownie. Opierają się, a na czymże innym, na podsłuchach.


Podsłuchiwanie to główny oręż i symbol IV RP.

Niespodzianką jest, że Układ zlokalizowano w Gdańsku i okolicach. Wcześniej brano pod uwagę Poznań (Jan Kulczyk) i Warszawę (Aleksander Gudzowaty). Kulczyk na wszelki wypadek zniknął, a Gudzowaty ponoć dogadał się z władzą, bo dał jej to co najbardziej lubi -  taśmy z podsłuchiwania prywatnych gości. Z konieczności zabrano się więc za trzeciego z wielkiej trójki – Ryszarda Krauzego.

Wybrano niebezpieczną grę, bo Krauze to wielkie pieniądze, dziewięć spółek giełdowych, sponsorowanie sportu i kultury, działalność charytatywna i domniemany klucz do systemów informatycznych w najważniejszych instytucjach państwowych (Prokom wygrywał większość przetargów). Uderzenie w Krauzego oznacza panikę na giełdzie i grozi zachwianiem całego rynku finansowego kraju. Aby go zaatakować trzeba mieć naprawdę mocne dowody i przemyślaną strategię postępowania. Dowodów dopiero się szuka. Do Gdańska wysłano eskadrę zaufanych funkcjonariuszy: zmieniono szefów tamtejszej ABW i Prokuratury Apelacyjnej. Na czele gdańskiego oddziału CBA też postawiono oddanego sprawie człowieka (co prawda były szef CBŚ nazywa go głupolem). Szperają, węszą, podsłuchują. Czasu nie ma zbyt dużo. Muszą zdążyć przed wyborami.

Układ czyli Prokom


Dla Ryszarda Krauze Trójmiasto to matecznik. Urodził się w 1956 roku w Gdyni. Studiował w Gdańsku na politechnice, skończył wydział technologii maszyn budowlanych. Grał w koszykówkę – sport był zawsze ważny w jego życiu. Ponoć komputerami zafascynował się, kiedy w 1984 r. za pośrednictwem Polservice wyjechał na kontrakt do Niemiec. Co prawda pracował tam w firmie handlującej skórami, ale sam opowiada, że był w pionie komputerowym i dobrze poznał branże informatyczną. Do Polski wrócił z pokaźną sumką niemieckich marek. Szukał pomysłu na mądrą inwestycję. Był rok 1986 – w Polsce raczkował już biznes komputerowy. Dzisiaj grupa spółek zależnych od Krauzego to prawdziwe imperium. Najważniejsze to Prokom Software,  Asseco Poland, ABG Ster Projekt, Combdata, Comp, Postdata, Safe Computing,  Bioton, Petrolinvest, Polnord,  Firmy grupy zajmują się informatyką, budownictwem, obrotem nieruchomościami, produkcją insuliny, handlem ropą naftową. Wiele wskazuje, że źródłem kłopotów dla Krauzego nie będzie żaden z jego flagowych okrętów, ale mało istotna spółka Energobudowa. Na jej czele stał pomorski baron SLD Jerzy Jendykiewicz. Prokuratura zarzuciła mu, że wyprowadził ze spółki ok. 20 mln zł, aby później wyprać je w osławionym wydawnictwie kościelnym Stella Maris. To Jendykiewicz połączył Krauzego z aferą Stella Maris. – Te pieniądze wyparowały z Energobudowy – przyznaje Marek Zieleniewski, szef zespołu prasowego Prokomu. – Ryszard Krauze jest w tej sprawie poszkodowanym, a nie sprawcą. O tym nie wolno zapominać. To nasz wewnętrzny audyt wykrył straty, a teraz nas miesza się z aferzystami. Kluczowe będzie rozstrzygnięcie sądu.


Sprawa Stella Maris nadal się toczy, część oskarżonych już poddała się dobrowolnie karze. Dostała wynegocjowane wyroki: 5 lat więzienia w zawieszeniu na 10 lat.

Układ czyli Stella Maris


Prawdopodobnie to Stella Maris ma być kluczem, który otworzy skarbiec ze złą wiedzą o Krauzem, Kaczmarku i Układzie. Trwa szukanie dowodów na hipotezę, że Janusz Kaczmarek, który jako prokurator apelacyjny w Gdańsku nadzorował śledztwo w sprawie tej afery, manipulował tak, aby śledztwo ominęło Ryszarda Krauze. Miał też czynić wszystko, aby główne zarzuty uległy przedawnieniu ( w tym przeciwko Jendykiewiczowi). Termin przedawnienia upływa 1 stycznia 2008 r. Według znanego prawnika z Trójmiasta tak naprawdę Kaczmarek pilnował w tym śledztwie, aby nie został w nie włączony gdański arcybiskup, któremu przecież Stella Maris podlegała.


Jeden z naszych gdańskich rozmówców, były policjant, przedstawia następujący ciąg zdarzeń. Sprawę Stelli Maris prężnie prowadziła gdańska ABW. Postępowaniem zajmował się Rafał Sz. Decyzją Karczmarka śledztwo odebrano ABW i zlecono CBŚ (naczelnikiem gdańskiego zarządu CBŚ był wtedy Jarosław Marzec). Rafała Sz. w trybie pilnym oddelegowano z Gdańska najpierw na kurs oficerski do podwarszawskiego Emowa, potem do wrocławskiej ABW. Dopiero po półtora roku wrócił do Gdańska. Sprawa Stelli Maris była już wtedy zakończona, akt oskarżenia poszedł do sądu. Ryszard Krauze miał, według tej wersji, wiedzieć, że pieniądze z jego spółki są przepuszczane przez lewe faktury. Przeszukania jakich ABW (CBA?) dokonała w kilku biurach grupy Prokom (i w prywatnych apartamentach Krauzego) miały umożliwić znalezienie śladów tych operacji i dowodów na udział w praniu pieniędzy przez Leszka Millera, syna b. premiera.


W zamian za przysługi Janusz Kaczmarek miał dostać ok. 2 mln zł. Za te pieniądze wybudował dom  w dzielnicy Witomino (na podstawioną osobę) i otworzył konto w banku w Rydze.


Faktem jest, że kilka miesięcy temu Janusz Kaczmarek nerwowo sprawdzał, kto rozsiewa pogłoski o tym, że ma założone w Rydze konta. Przepytywał na ten temat dziennikarzy i pewnego adwokata z Warszawy. Wyraźnie obawiał się, że sprawa zostanie ujawniona publicznie. Podczas sławnej już nocnej rozmowy jaką odbyliśmy z Kaczmarkiem tuż przed jego zatrzymaniem, wyjaśniał, że nie miał w Rydze żadnych lokat, a dom na Witominie wybudował legalnie. Zaprzeczył też jakoby w jakikolwiek sposób wpływał na bieg śledztwa. Sprawą zajmowała się Prokuratura Okręgowa, a on nie wtrącał się do postępowania (patrz obok: „Opowieści Karczmarka”). Nie odbierał sprawy ABW, nie przekazywał CBŚ. Nic nie wie o funkcjonariuszu Rafale Sz.

Układ czyli urodzinowe okazje


Co łączyło Kaczmarka z Ryszardem Krauze? Według zaufanej osoby z otoczenia biznesmena , była to nic nie znacząca znajomość, zaledwie kilka spotkań, z czego większość przy okazji publicznych imprez. Według Kaczmarka były to zaledwie trzy, albo cztery spotkania. Pierwsze podczas uroczystej sesji rady miasta Gdynia, Kaczmarek był tam zaproszony jako prokurator rejonowy. Krauzego widział z daleka. Podczas festiwalu filmów fabularnych w Gdyni (trzy, cztery lata temu) doszło do pierwszej rozmowy. Z Krauzem miał go wtedy poznać Marek Biernacki, dzisiaj poseł PO. Przedstawił Karczmarka, a Krauze powiedział, że wiele słyszał o prokuratorze, ale nie było okazji się poznać.


Dotychczas Kaczmarek upierał się przy innej wersji – z potężnym biznesmenem miał go zapoznać Lech Kaczyński, bardzo wtedy zaprzyjaźniony z Ryszardem Krauze. Nam opowiedział wersję z Biernackim, zaznaczając, że nie ujawnił jej nawet przed komisją sejmową. Dlaczego – tego już nie rozwikływał.


Kolejne dwa spotkania z Ryszardem Krauze odbyły się już w obecności Lecha Kaczyńskiego. Pierwsze z okazji urodzin Adama Jedlińskiego, postaci dużo znaczącej w Trójmieście, radcy prawnego, współwłaściciela najbardziej znanej na tym terenie kancelarii prawnej – „Głuchowski, Jedliński, Rodziewicz, Zwara i Partnerzy”. Na imprezie było wielu gości, Kaczmarek nie pamięta, czy rozmawiał wtedy z Krauzem na osobności. Na pewno z nim rozmawiał, a nawet przeszli na „ty” podczas kolejnego, tym razem kameralnego spotkania, znów u mec. Jedlińskiego. Poza gospodarzem i Krauzem był tam też Lech Kaczyński, już jako prezydent-elekt. – To była pierwsza prawdziwa rozmowa z Kraulem, odbierałem to jako nobilitację – opowiadał nam Janusz Kaczmarek. Wspomniał też o jeszcze jednym spotkaniu na prywatnej imprezie jednego z trójmiejskich biznesmenów. – Więcej spotkań nie było – oświadczył. Do końca upierał się, że nie rozmawiał z Ryszardem Krauze w hotelu Marriott, wieczorem 5 lipca. Z zapisów kamer w Marriocie prokuratorzy wydedukowali, że Kaczmarek kłamie. Był w apartamencie 4020 na 40 piętrze hotelu w tym samym czasie kiedy przebywał tam Krauze. Ale ujawniony publicznie obraz z kamer nie przesądza tego do końca, nie widać momentu, kiedy Kaczmarek wchodzi do pokoju. Według prokuratury potwierdza to jednak opinia biegłego.


Zbigniew Ziobro zapowiada ujawnienie nowych dowodów. Daje do zrozumienia, że będą wśród nich te, które zdemaskują prawdziwy charakter znajomości Kaczmarka z Krauzem. Mieli znać się wcześniej, niż ujawniają i znacznie głębiej.

Układ czyli kancelaria


Udowodnienie, że relacje jakie łączyły Kaczmarka z Krauzem były bardzo zażyłe, ma służyć demaskacji Układu, to jasne. Sytuacja jest jednak mocno kłopotliwa, bo umowny Układ Trójmiejski nie da się zdefiniować łatwo i prosto. Ryszard Krauze utrzymywał zażyłość z wieloma osobami ze świecznika. On zapraszał i jego zapraszano. Do pracy w swoich firmach i radach nadzorczych ściągał osoby z różnych kręgów politycznych. Nie tylko barona SLD, ale i związanego z PiS Wiesława Walendziaka, mec. Wojciecha Brochwicza (kojarzonego z PO), Zbigniewa Okońskiego (ministra obrony z nadania Lecha Wałęsy), gen Sławomira Petelickiego i wielu innych byłych funkcjonariuszy służb specjalnych. To normalna w Polsce strategia – podobnie postępowali zawsze np. Sobiesław Zasada i Aleksander Guzowaty.


Najistotniejsza dla Układu kwestia to bez wątpienia zażyłość łącząca Krauzego z Lechem Kaczyńskim. Mówi o niej Kaczmarek, a prezydent nie zaprzecza. To za prezesury Kaczyńskiego w NIK, Krauze informatyzował tę instytucję, ale znali się chyba jeszcze wcześniej. Lech Kaczyński w udzielonym dwa lata temu wywiadzie mówił Piotrowi Najsztubowi, że ufa Krauzemu, bo ten okazywał mu sympatię w czasach kiedy on, Kaczyński nic w życiu publicznym nie znaczył. Wiec teraz stratedzy Piś muszą znaleźć sposób, jak wyjąć z Układu prezydenta.


Janusz Kaczmarek Układ i swój w nim udział opisuje następująco:  Spoiwem, które w Trójmieście łączy ważne postaci jest kancelaria prawna „Głuchowski, Jedliński, Rozdziewicz, Zwara i Partnerzy”. Tam się bywa zapraszanym i wtedy trudno nawet odmówić. To rodzaj salonu. W kancelarii spotykali się Ryszard Krauze, Lech Kaczyński, Kazimierz Marcinkiewicz, prezydenci Gdyni, Sopotu i Gdańska, Jaromir Netzel, Wiesław Walendziak i Janusz Kaczmarek. – Wszyscy, dosłownie wszyscy – mówił nam Kaczmarek – Czy to jest układ? Jeżeli uznamy, że Jarosław Kaczyński ma racje, to to jest układ.


Ten układ – jak twierdzi - wyniósł go na funkcje prokuratora krajowego i ministra, układ, czyli Kancelaria. Jeden z jej właścicieli Marek Głuchowski jest szefem rady nadzorczej PKO BP. Drugi Adam Jedliński jest przewodniczącym rady nadzorczej SKOK (organizacja parabankowa) i wiceprezesem zarządu związanej ze SKOK Fundacji na Rzecz Polskich Związków Kredytowych. Na początku lat 90. przewodniczącym rady nadzorczej tej fundacji był Lech Kaczyński.


W kancelarii Głuchowskiego i Jedlińskiego Lech Kaczyński dorabiał, kiedy odszedł z NIK. Teraz robi w niej aplikanturę adwokacką jego córka. Od naszych trójmiejskich rozmówców wiemy, że od kiedy w sprawie Janusza Kaczmarka doszło do przesilenia, Adam Jedliński przestał pokazywać się publicznie. – Prawdopodobnie chce przeczekać tę awanturę i nie wypowiadać się – uważa nasz informator, blisko związany z kancelarią.

Układ czyli komendant z prezesem


Z podsłuchów ujawnionych przez prokuraturę wylania się oryginalny obraz stosunków łączących niektóre osoby Układu (tego definiowanego przez Zbiorę i premiera). Okazuje się, że Jaromir Netzel jest w bardzo bliskiej komitywie z byłym już dzisiaj komendantem głównym policji Konradem Kornatowskim. Janusz Kaczmarek w noc przed swoim zatrzymaniem opowiedział nam, że on sam Netzla znał słabo, ale Kornatowski dobrze. Nie wiedział jednak, do jakiego stopnia ich znajomość była zażyła.


Prywatny detektyw z Gdańska, Rafałi twierdzi, że Netzel wykorzystywał swoje znajomości, aby uzyskiwać wiedzę do jakiej nie miał prawa. Rutkowski był świadkiem w śledztwie prowadzonym przez warszawską prokuraturę na wniosek Netzla (który czuł się obrażony artykułem  Bertolda Kittla w „Rzeczpospolitej”). Podczas konfrontacji w gabinecie prokuratora pytania dotyczyły m. in. nieobecności Rafała na poprzednim terminie konfrontacji. Netzel  ujawnił, że (prawdopodobnie z bilingów) wie, iż Rutkowski nie stawił się, chociaż był w Warszawie. – Mam dowód, iż Netzla łączył z Kornatowskim szczególny związek – ujawnia teraz Rafał. 19 marca siedział przy stoliku w barze hotelu Westin w Warszawie. Przy sąsiednim stoliku siedział Netzel, który wtedy go jeszcze nie znał. Ok. godz. 23.30 wpadł zdyszany Kornatowski. Był w długim zielonym płaszczu. – Neztel miał pretensje, że Kornatowski się spóźnił. Wziął od niego czarną teczkę z nadrukiem Komendy Głównej Policji i wyjął z niej kilka dokumentów, po czym poszedł je skserować – opowiada Rafał. – Po powrocie dość obcesowo polecił Kornatowskiemu, aby ten odszedł. Kornatowski poprosił o papierosa. Netzel dał mu całą paczką i  zażądał, aby wreszcie zniknął. To wyglądało jakby Netzel był szefem, a Kornatowski posłusznym podwładnym.


Rafałi nie wie, czego dotyczyły dokumenty. Domyśla się jedynie, że skoro wyjęto je ze służbowej teczki mogły zawierać poufną treść.


Rafał jest tym gdańskim detektywem, którego podsłuchiwano pod pozorem podejrzeń o kontakty z rezydentem rosyjskiej mafii (w gruncie rzeczy właścicielem knajpy od kilkunastu lat przebywającym w Polsce). To od niego podsłuchy przeszły na grupę dziennikarzy („P” – „Życie na podsłuchu” nr ???), którzy do niego telefonowali. Janusz Kaczmarek i Zbigniew Ziobro obawiali się, że Rafał na czyjeś zlecenie zbiera na nich kompromitujące materiały. Kaczmarek opowiadał nam, że Rafał był blisko związany z ABW i że wiedział o tym od swojego przyjaciela szefa ABW w Gdańsku. Sam Rafałi tak wyjaśnia swoje związki z ABW. Po odejściu z policji starał się o pracę w UOP, potem zajął się działalnością detektywistyczną. – Współpracowałem z ABW organizując dla nich szkolenia – mówi.

Układ czyli rejs pod przymusem


Zarówno Układ definiowany przez PiS, jak i ten z  opowieści Janusza Karczmarka przenikają się nawzajem. Dla Jarosława Kaczyńskiego wytropienie Układu jest celem nr 1, bo dopiero to uzasadni definiowane przez niego od lat zagrożenia dla Polski. 


Linia obrony Kaczmarka ośmiesza teorię spisku. Nieustannie podkreśla, że jeżeli Układ istniał, to tkwili w nim wszyscy z Lechem Kaczyńskim na czele. Na razie efektem całej awantury są małej wagi zarzuty wobec Karczmarka, Netzla i Kornatowskiego i fakt, że Ryszard Krauze z konieczności pływa jachtem po Morzy Śródziemnym. Nie ukrywa się, nie ucieka, ale wyraźnie obawia się powrotu do kraju. Czego boi się człowiek określany mianem oligarchy? On sam twierdzi, że niczego. Po prostu nie chce być w spektakularny sposób zatrzymywany przez ABW, skuwany w kajdanki, wieziony do prokuratury i tam przesłuchiwany,  a wszystko po to by go publicznie upokorzono.  Prawdopodobnie, kiedy ten numer „P” znajdzie się w kioskach, znane już będzie oświadczenie nad jakim pracuje teraz Krauze. Ma w nim ponownie stwierdzić, że 5 lipca nie widział się w hotelu „Marriott” z Januszem Kaczmarkiem.


Sylwester Latkowski
Piotr Pytlakowski

Rozszerzona wersja artykułu, który ukazał się w Polityce, Nr 36, 8 września 2007

 

 


menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Satyra dokumentalna. Po raz pierwszy kamera zagląda za kulisy szołbiznesu w Polsce. Obok znanych postaci ze sceny muzycznej jak Krzysztof Krawczyk, Marek Kościkiewicz, Robert Leszczyński, Maciej Maleńczuk, Myslovitz , Marek Sierocki, Piotr Metz, Hirek Wrona, Michał Wiśniewski, Negatyw, poznajemy nieznanych szerszej widowni decydentów, szare eminencje polskiego szołbiznesu. Film ukazuje przemilczaną dotąd stronę szołbiznesu w Polsce, w którym normą jest oszustwo, manipulacja.


Śledczak Kamilianie Gwiazdor Pedofile
Nakręceni Pub 700 Klatka To my, Rugbiści
powered by Starla Design Admin CMS