2011-10-28
O swoich szefach - czwarta cześć rozmowy z autorem powieści "Nielegalni"
Nowek potrafił wspaniale dbać o interesy firmy. Był świetny w tym. Ale szefem był złym, nie on jeden. Z resztą wpasował się w rządy specjokracji IV RP.
- Konrad, twój bohater nie szanuje szefów, ty także?
- I to jest właśnie problem. Nie znałeś moich szefów, niektórych. Nic nie straciłeś. Andrzej Ananicz, na przykład, był wspaniałym człowiekiem i szefem - tu akurat straciłeś. Byłem z nim w White Hall i byłem dumny, że jestem oficerem polskiego wywiadu i siedzę obok niego. A innych nie zapraszali na Downing street. Relacje Wolski - Pęk, Ciężki są obarczone syndromem głupi szef - mądry oficer, dosyć typowym w powieściach sensacyjnych i kryminalnych.
- Jacy byli Twoi szefowie, poza jednym, Ananiczem, o którym nie powiesz złego słowa?
- Ciężko się z tobą rozmawia! Mówię trochę na skróty. O każdym da się powiedzieć coś dobrego i coś złego. O Ananiczu też. To jest też moja subiektywna ocena, chociaż wiem, że większość moich kolegów mówi i myśli podobnie. Numer jeden nie musi być szpiegiem od urodzenia, jak Zacharski, wystarczy, że jest inteligentny. Po angielsku to przecież intelligence. Nie? Jak Zbigniew Nowek kogoś awansował, to będzie mu wdzięczny do końca życia. Normalne procesy i sprawy. Nowek potrafił wspaniale dbać o interesy firmy. Był świetny w tym. Ale szefem był złym, nie on jeden. Z resztą wpasował się w rządy specjokracji IV RP. Nigdy nie będę opowiadał o moich szefach, z tym jednym wyjątkiem. Mogę tylko powiedzieć, że na przeciwnych biegunach, mojej skali ocen, są Ananicz i Nowek.
- Co takiego złego dla służb zrobiły czasy nazwane IVRP?
- Nienawiść i miłość w polityce to uczucia, które niszczą służby specjalne. A wywiad szczególnie, bo pracują tam na prawdę inteligentni ludzie i nie jest łatwo zrobić im wodę z mózgu. Jak odchodziłem i powiedziałem generałowi, że mam dość - odpowiedział, że on bardzo by chciał żebym został (to było miłe i szczere), ale - jak rzekł - mam naciski panie pułkowniku, bańka pękła. Przecież ja o tym wiedziałem od początku. Paradoksalnie za czasów Nowka zrobiłem kilka najlepszych spraw i osobiste relacje mieliśmy bardzo dobre. Jednak metody Ziobry, PiS-u, nastrój, decyzje personalne, brak kompetencji, to wszystko przyniosło katastrofalny skutek. Dorzucam na deser rozwiązanie WSI i powołanie CBA. To chyba pełna odpowiedź na twoje pytanie. Państwo to nie zabawka. A tak zachowywała się IV RP. Czy masz jeszcze jakieś wątpliwości?
- To ogólne oceny, powtarzane przez krytyków IV RP. Może kilka konkretów?
- To nie są ogólniki. Ale dobrze, postaram się to objaśnić. AW od czasów Zacharskiego i Olina, służba powoli chyliła się ku upadkowi bo straciła zaufanie u polityków, które i tak było chwiejne. Za czasów IV RP znikło ostatecznie pokolenie pięćdziesięciolatków. Każda służba tego rodzaju ma swój typowy schemat. Trzydziestolatkowie - zastępcy naczelnika, naczelnicy: Czterdziestolatkowie: naczelnicy, zastępcy dyrektora: Pięćdziesięciolatkowie: dyrektorzy, szefowie. Taka drabina pokarmowa jest fundamentem, powietrzem, biblią, wszystkim. Jeżeli ją naruszysz, prędzej czy później wszytko zacznie szwankować. Ja wiem, są młodzi, zdolni i tak dalej. Oczywiście, ale nie w wywiadzie. To nie jest instytucja, na której się eksperymentuje. Wie o tym każdy poważny polityk na świecie. WSI? Zreformować można wszystko, nawet wywiad wojskowy. Potrzeba jednak do tego ludzi, zdrowych i którzy znają się na rzeczy. Nawet nikt nie powinien wiedzieć, że rozwiązano WSI. Ale w Polsce chodziło o coś zupełnie przeciwnego, właśnie o to! Procesy Maciarewicza to mało? Wojskowe służby jeszcze długo nie podniosą się po takim ciosie, a wywiadowcze środowisko nie zna próżni i korzystają z tego nasi przeciwnicy. WSI, jako synonim organizacji przestępczej będzie teraz funkcjonował w świadomości poważnej części elektoratu, jak magnes w Smoleńsku. Przestępcy do więzienia, bohaterowie po medale! CBA? Czy ty wiesz jak się buduje służbę specjalną? Ile lat na to potrzeba? Ustawa i budżet to absolutnie za mało. Nawet, gdybyśmy oddelegowali tam samych Zacharskich i Tomków, czy innych Wacków, Kamińskich, cream of the cream, to i tak nic by z tego nie było. A poszli tam, przynajmniej z mojej jednostki, sami najsłabsi, którzy skusili się na kasę i władzę. To nie są ogólniki! Trzeba spędzić życie w tym świecie, żeby to widzieć i czuć.
- Dlatego odszedłeś ze służby? Rzuciłeś papierami jak bohater powieści “Nielegalni”?
- Chciałem tak zrobić. Zabrakło mi jednak jaj. Nie byłem taki maczo jak Konrad, zawsze starałem się stać w szeregu. I zawsze traktowany byłem z uznaniem i szacunkiem za swoja służbę, wiec nie miałem powodu żeby podskakiwać. Kiedy jednak zacząłem dostawać premie specjalne osobiście od szefa, o 20 wieczorem, w cztery oczy i miałem nikomu o tym nie mówić, coś we mnie drgnęło. Nie chodziło mi o pieniądze, ale uznanie dla pracy, mojego wysiłku. Potem, przez 2 miesiące byłem w dyspozycji i chociaż wciąż realizowałem zadania, tworzono wokół mnie atmosferę bym sam się wyniósł. Wiele z tego co spotkało Konrada, wyszło dopiero po upadku IV RP. Mój przykład nie jest odosobniony.
- A teraz piszesz książki…
- Nie potrafię żyć bez pisania i czytania. Te umiejętności charakteryzują szpiega... też. „Nielegalni” to nie jest moje osobiste rozliczenie z IV RP. Stępiłem ostrze, bo powieść straciłaby na obiektywizmie. I byłaby, po prostu zła. To jest właściwie pierwsza polska powieść szpiegowska, tak mocno osadzona w realiach naszego środowiska. Mimo wszystko - to tylko powieść!
- Pracujesz nad kontynuacją tej opowieści…
- Kończę drugą część, Niewierni. Powinna ukazać się w przyszłym roku.
Zobacz także
Media potrafią zniszczyć, rozwalić na kawałki człowieka. Nie uznają stopnia winy. Jest temat. Da się z tego zrobić Newsa, a wiec wyrok zapada. Dziennikarz, redaktor, naczelny nie zawracają sobie sprawy obroną, procesem odwoławczym, wyznaczają
Podsumowanie minionego tygodnia najlepiej oddaje cytat ze Stanisława Lema: "Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów."
CBA zatrzymała byłego dowódcę GROM Mirosława Czempińskiego i czterech innych prominentnych przedsiębiorców.
Projekt grafiki do książki i filmu Sylwestra Latkowskiego „Człowiek z Lasu. Polska lokalna” wykonał Robert Konrad. Latkowski w projekcie "Człowiek z Lasu. Polska lokalna." dokumentuje polską rzeczywistość – Polskę lokalną. Jest to opowieść prawdziwa, rozgrywa się w miastach województwa świętokrzyskiego, położonych około 140 do 200 kilometrów od Warszawy, stolicy Polski.